WE DON'T NEED ANOTHER HERO - TURBO
To samo (prawie ;) ), acz w nieco zmienionej konwencji. Turbo, czyli szybciej i mocniej :D Mniej ambitnie, za to z większym jajem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
WE DON'T NEED ANOTHER HERO - HISTORIA O WILKOŁAKU WERSJA TURBO
motto: - To ptak! - To samolot!! - Nie, to Ryśku z Klanu!!!
***
- Ryśku, Ryśku! - Rytmicznie skandowały zakonnice z klasztoru w Żarnowcu. Ryśku uśmiechnął się szelmowsko, puścił oczko matce przełożonej i niby od niechcenia sięgnął po muszkiet. Szybko naładował, chwilkę popatrzył w ciemną, nocną mgłę otulającą piaśnickie rozlewiska. Nie wysilał się na zbędne ceregiele, strzelił z biodra. Huk, niczym grom, przetoczył się po okolicy. Kilometr dalej bagienny upiór, który dotychczas nieświadom niebezpieczeństwa obgryzał ludzką łydkę, dostał kulkę idealnie między oczy. Nie mógł biedaczek podziwiać precyzji strzału, bowiem martwy na amen, chlapnął w bagno. - Jeeeee!!! - Zakonnice wiwatowały, mimo, że nie widziały efektu strzału. One, po prostu wiedziały, że wielki bohater Ryśku, nie mógł spudłować. Sam strzelec był równie pewny siebie. Wydobył zza pasa długi myśliwski nóż i wyciął na kolbie muszkietu krótką kreskę. Kreska ta, była kolejną, w długim i bardzo wymownym rzędzie...
***
- Ryśku, zostań... - Matka przełożona płakała rzewnymi łzami, wpadała w spazmy i histeryzowała, ale superbohater był nieugięty. - Nie, słodziutka. Muszę iść dalej. Świat potrzebuje mojego męstwa. To moja misja i mój krzyż. Nie mogę go zostawić dla jednego miejsca. Wszędzie mnie potrzebują. Zakonnica rzuciła się mu do stóp i najsilniej jak potrafiła uczepiła się bufiastej nogawki. Ryśku bez trudu się oswobodził, ale wzruszyło go kobiece uwielbienie. - Zdania nie zmienię, ale zostawię Ci, słodziutka, prezent. - Pogrzebał w podróżnej sakwie i wydobył starannie złożony, spory arkusz papieru. Na jego widok, oczy matki przełożonej aż zaświeciły. Chwyciła podarunek, rozprostowała i pisnęła z uciechy. Natychmiast przykleiła plakat Ryśku na ścianie celi, dokładnie nad pryczą. Gdy odwróciła się, by podziękować, bohatera już nie było... * Na przydrożnym drzewie wisiało kilka kartek. Większość dotyczyła prywatnych poglądów tych, którzy kartki wieszali (w stylu: "Zyta wali rybą", "von Krockow to pedał", albo "zawsze i wszędzie gwardia gnojona będzie"), kilka nosiło przekaz handlowy ("Anka daje za darmo", "kupię, sprzedam używane i rozbite powozy", czy "sprzedam do celów czarnoksięskich nerkę Józka Młynarza"), a po za tym, było kilka innych. Właśnie w tej ostatniej grupie było obwieszczenie następującej treści: "superbohater pilnie poszukiwany; kontakt w chałupie Macieja, wieś Błota, iść w stronę morza". Ryśku nie wahał się ani chwili. Nowe zadanie już na niego czekało... * Do wskazanej wsi było niedaleko. Ryśku zaopatrzył się w trzy gliniane butle z przepalanką i popijając ją, co kilka kroków, raźno ruszył w drogę. Gorzałka okazała się bardzo zacna i nawet tak zaprawiony w bojach heros, jak Ryśku poczuł jej moc. Szedł coraz wolniej, coraz bardziej zakosami, coraz weselej, coraz bardziej na czuja... Wreszcie zmorzył go sen. Pech chciał, że miejsce tymczasowego spoczynku Ryśku wypadło akurat pod Diabelskim Kamieniem. Głaz ten, owiany złą sławą był ponoć bramą do piekieł... * Miejscowy boss Ciemnej Strony Mocy - Purtk kipiał wściekłością. Jakiś człowieczyna walnął się pod drzwiami jego rezydencji i chrapał tak, że zagłuszał symfonię krzyków gotowanych w kotłach ze smołą grzeszników. Wreszcie miarka się przebrała: - Cerber, zabij!!! - Komenda była krótka i jednoznaczna... * Silny, drażniący nozdrza i oczy zapach siarki wypełnił powietrze. Z powstałej na chwilę szczeliny pod Diabelskim Kamieniem wyskoczyła czarna, trzygłowa bestia. Miotając ogniste spojrzenia, szukała ofiary... Znaleźć nie było trudno. Ryśku leżał dokładnie na wprost, pod rozłożystym świerkiem i potwornie chrapał. Cerber wyszczerzył kły, a z jego trzech gardzieli wydobył się gulgoczący warkot. I to był błąd piekielnego stwora... Ryśku nie obudził się, lecz zadziałał jego niezawodny instynkt superbohatera. Pomiędzy jednym chrapnięciem a drugim, zdążył wyszarpnąć zza pasa pistolet, strzelić i schować go na miejsce. Srebrna kula z wygrawerowaną literą "R" rozdarła pierś piekielnego brytana, przemknęła przez płuco i dotarła do bijącego złem serca. Ułamek sekundy i serca tego już nie było... * To, co nie udało się Cerberowi, powiodło się leśnym krwiopijcom. Gdy tylko się rozwidniło chmara komarów opadła Ryśku. Heros tym razem zmuszony był do przerwania snu. Wstał wściekły i gniewnie spojrzał na kłębiącą się wokół, owadzią chmurę. - Nienawidzę latającego robactwa! - Powiedział sięgając jednocześnie do swojej sakwy. Komary, o ile w ogóle miały jakiś plan, to nie przewidziały, że mają do czynienia z takim twardzielem. Ryśku zaś, rzeczywiście był twardy, co objawiało się między innymi tym, że palił najmocniejszy z dostępnych na rynku tytoń. Gdy z cybucha jego fajki wydobył się walący starą skarpetą, siwy i gęsty dym, w promieniu kilku metrów nie pozostało ani jednego owada. Te, które nie zdążyły uciec, padły trupem... * Żeby nie tracić czasu, Ryśku opuścił ścieżkę i poszedł na azymut. Po drodze natrafił na gęsty las i zdradliwe bagno, ale przecież dla takiego herosa, to nie mógł być żaden problem. Do wsi Błota, wszedł od strony zachodniej. Jego misji przydałaby się dyskrecja, ale ta okazała się nierealna, już na samym początku. Przy pierwszej, stojącej jeszcze poza obrębem Błot chatce, porośniętej mchem i mocno zapyziałej, nadchodzącego Ryśku wypatrzył olbrzymi pies. Zwierze niewiele myśląc podniosło alarm i choć za chwilę, pod wpływem groźnego spojrzenia bohatera, z podkulonym ogonem ukryło się w budzie, zło już się stało. Na granicy wsi czekał już komitet powitalny. Miejscowi uzbrojeni w widły, siekiery i sztachety wyraźnie nie byli pewni, kim gość jest i jakie są jego intencje. Jednak, gdy superbohater zbliżył się na tyle, by można go było dokładnie obejrzeć, oblicza tubylców rozpromieniły się, a broń właściwie sama odrzuciła się na ziemię. - Ryśku!!! Ryśku w podziękowaniu i powitaniu uniósł dłoń i symbolicznie pomachał, na co wieśniacy odpowiedzieli kolejną falą (meksykańską tym razem) entuzjazmu. - Ryśku, Ryśku, aeaeao, aeaeao, aeaeao! Ryśku, Ryśku, aeaeao, aeaeao, aeaeao!!! Z chałup wybiegli wszyscy pozostali mieszkańcy. Z pośród nowoprzybyłych, mężczyźni rychło dołączyli do skandujących, zaś kobiety i dzieci luźną kupą, z przeraźliwym piskiem rzuciły się w stronę superbohatera. Ktoś zemdlał, ktoś został zadeptany, komuś pękły żebra, ale to nie miało znaczenia. Ryśku był tu naprawdę! Uśmiechał się, podawał dłoń, rozdawał autografy, a jednej z dziewczyn (choć przynajmniej dziesięć, uważało, że to one są właśnie tą jedną) puścił oczko. Ekstaza sięgnęła apogeum... * Wymieniona w ogłoszeniu chata Macieja była łatwo rozpoznawalna, ponieważ na drzwiach przybito kartkę z napisem: "TO TU", zaś na dachu w obszernym gnieździe, klekotała bociania rodzina. Maciej podjął Ryśku obiadem, potem zaś postawił na stół gąsiorek z bimbrem. Dodać należy, że towarzyszyły im żona i córka Kaszuba, które to, non stop wlepiały w superbohatera maślany wzrok. Młodsza, z maciejowych kobiet, Baśka, już podczas obiadu, korzystając z zasłony, jaką dawał stół, uszczypnęła Ryśku sprawdzając, czy to na pewno nie jest sen. To nie był sen i choć uszczypnięcie mogło być bolesne, heros nie rozgniewał się. Posłał dziewczynie uśmiech numer siedem, ona zaś wydała z siebie "ach" i omdlała runęła na podłogę. Na widok tego uśmiechu zasłabły też czterdzieści i cztery inne kobiety, których zafascynowane oblicza przyklejone były do okien maciejowej chałupy. * Ryśku z Maciejem opróżnili siedem gąsiorków bimbru i dopiero wtedy przeszli do interesów. - Co to za potwora mam zabić? - Rzeczowo spytał Ryśku. - Wilkołaka bohaterze. - Odparł Maciej podkreślając słowo "bohater". - Och, nie trzeba mnie tak tytułować... Wolę, by mówiono do mnie "my hero". - Dobrze, my hero! - Zatem wilkołak... Nie ma problemu. Jak mniemam, to wilkołak bagienny. Długość ciała 180-250 cm licząc od pyska, do ogona, waga 100-200 kg dla suki, 180-300 dla psa. Ubarwienie szaro-bure, występuje w okolicach rzek, jezior i torfowisk. Jest gatunkiem rzadkim, dlatego objęty jest okresem ochronnym od początku listopada, do końca czerwca. Mamy lipiec, więc nie ma przeciwwskazań, żeby bydlaka odstrzelić... - Świetnie, my hero. - Jedna kwestia. - Ryśku podchodził do tematu konkretnie, profesjonalnie. - To nie jest niezbędne, ale ułatwiłoby zadanie. Potrzebuję mapy okolic. Wilkołaki bagienne mają specyficzne upodobania do…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil bury_wilk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…