Wróć do katalogu

Wędrówka część I

Opowieść fantasty w stylu Tolkiena

Stanior, opublikowano , 21 min czytania, 4,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Las otaczał ich ze wszystkich stron. Szum sosen koił duszę, a świerki i jodły zachęcały swym aromatem do snu i odpoczynku. Tak też i zrobili. Zasiedli na dużym pniu. - Miałeś ogromne szczęście, że mnie wtedy spotkałeś, nie uszedłbyś tam z życiem Stan- powiedział Reptile, zielony Ninja, najbardziej opanowana, ale i śmiercionośna osoba na świecie. Przy pasie miał swój miecz samurajski. Najstarszym panom tego świata z trudem byłoby zliczyć ile złych głów splamiło ostrze tej katany. Reptile był bardzo honorowym wojownikiem. Nie zabijał bez potrzeby. Tylko w obronie własnej lub słabszych, pokrzywdzonych. Kucał teraz oparty o drzewo szukając coś w swym skórzanym plecaku. Kontynuował jednak rozmowę. - Oni nie chcieli ciebie żywego. Od początku żądni byli tylko krwi - Rep, dziękuję ci za wszystko, ale to jeszcze nie koniec. Za nami z pewnością ruszyły już pościgi. Kto wie czy za jakąś godzinę nie stanie nad nami mroczny jeździec na wierzchowcu i przeszyję nas swym zdradzieckim ostrzem- wymamrotał Stan. Na lewej piersi miał bandaż, silnie zakrwawiony. Widać było na jego twarzy trud i cierpienia. Każdy oddech sprawiał mu trudność. - Przy twoim stanie ciężko nam będzie zdążyć do Twierdzy przed pościgiem. Mogą już szybciej być na brodzie, który musimy przekroczyć. Wtedy nawet mnie samemu może być ciężko stawić czoła setce jeźdźców. Na dodatek wysłali pewnie samych najlepszych gońców i zabójców. Jednak trzeba próbować – wybąkał Reptile i wyjął z plecaka małe zawiniątko. Odpakował je i podał Stanowi małą fiolkę z zieloną, gęstą substancją. - Co to jest?- spytał podejrzliwie Stan – Czym ty chcesz mnie poić żmijowym kwasem?!- w głosie słychać było lekkie zdenerwowanie. - Wypij to. To napar z ziół na nikogo jeszcze źle nie zadziałał. Doda ci sił i sprawi, że rana przestanie boleć. To przyśpieszy nasz ,marsz. Mało tego mam więc musimy być oszczędni. Jak cali i zdrowi dostaniemy się za mury Twierdzy wybiorę się do ruin Świątyni, aby uzupełnić zapasy - A na jak długo starcy nam żywności? Przez las czeka nas jeszcze dobre dwa dni marszu. Gorzej jak spotkamy wąwóz, który trzeba będzie obejść. To dodatkowo nam utrudni wędrówkę- Stan cały czas ukazywał beznadziejność sytuacji, ale nie próbował rezygnować. Z natury był to zawzięty człowiek. Nie poddawał się nigdy, ale sytuację określał zawsze trzeźwo tak jak i w tym przypadku - Trzeba w takim wypadku nastawić się na 3 dni drogi przez las. Potem około 2 dni przez odkryte równiny. Tam jednostki południa mogą nas najszybciej złapać. Do przeprawy dojdziemy w takim wypadku w 5 dniu wędrówki, ale na noc. To da nam przewagę. Modlę się tylko o to, żeby była tam jakaś łódź. Z twoją raną nie możemy ryzykować przepłynięcia rzeki wpław. Nawet zdrowy chłop miałby z tym problemy, gdyż nurt jest tam silny. O okrążaniu rzeki nie ma nawet co marzyć. To droga blisko 200 mil- Reptile w zamyślę przedstawiał swoje poglądy na temat dalszej drogi. Wreszcie zarzucił kaptur i zadecydował, aby ruszyć dalej. Wiedział, że w tej wyprawie liczyć mogą tylko na cud lub szczęście. Wiedział również, że może to być jego ostatnia wędrówka w życiu... W ciągu tego dnia zaszli dalej niż się spodziewali. Ninja miał bardzo dobrą orientację w terenie. Tego samego nie można było powiedzieć o Stanie, który ciągle się bał, że zaczną chodzić w kółko, albo zabłądzom. Reptile jednak w spokoju wysłuchiwał jego narzekań i biadolenia. Nie wdawał się nawet w dyskusję z nim. Gdy zapadła już grobowa ciemność tak, że dalszy marsz nie miał najmniejszego sensu, a sen zmógł nawet i Repa, znaleźli sobie zagłębienia, które porastały grube warstwy mchu. Wszystko szło jednak zbyt dobrze. Momentalnie, gdy tylko ułożyli się wygodnie, lunął deszcz. Było to istne oberwanie chmury. - Tego nam jeszcze tutaj brakowało!- znów lamentował towarzysz. - Nie ma się co martwić , deszcz przynosi nowe życie i zmywa z nas trudy tułaczki- mówił Reptile - Nowe życie, nowe życie. Nam tylko przedłuży podróż. My do tej Twierdzy nigdy nie dojdziemy- znów zaczynał Stan - Ale pomyśl… My jesteśmy w lesie. Wróg z pewnością nie zapuścił się tu z końmi. Chciał ominąć bór naokoło. Również trafili na ulewę. Ich pościg za nami strasznie się wydłuży. Jest nadzieja, że gdy zajdziemy nad brzeg rzeki nie spotkamy tam nikogo, prócz może jakiegoś samotnego lisa szukającego pożywienia. Dodatkowo, gdy będziemy przemierzać równinę woda zmyję nasze ślady. Co prawda to prawda możemy „zmoknąć”, no ale cuż… Zmoknąć w ustach Reptile’a zabrzmiało dziwnie, było to słowo bardzo słabo określające sytuację. Ulewa była taka, że z pewnością jutro niejedna zapora na rzece zostanie zniszczona, a liczne pola podmyte. Oni mieli tylko „zmoknąć”. Stan burknął coś pod nosem, wtulił się w mech i próbował zasnąć. Jednak złośliwe krople kapały mu, a to za kołnierz, a to prosto na nos. Nie pomagał nawet kaptur, który nasiąkł jak gąbka. Rep sprawiał wrażenie, że śpi. Tymczasem poddał się medytacji, aby jego dusza mogła odpocząć jak tylko się da. Leżeli tak z 4 godziny. Stan spał, ale był to sen słaby i męczący. Bo o jakim śnie można mówić na mokrej ściółce, gdy deszcz pada ci wprost na twarz. O 5 Reptile poderwał się na nogi. - Wstawaj!- krzyczał na towarzysza. –Wstawaj musimy iść! – nie przestawał. Stan obudził się i przeciągnął. Również zerwał się na nogi, gdyż nagle po twarzy przeszła mu myśl, że nad rzeką może zobaczyć swoich prześladowców. Całą setkę. To zmobilizowało go do dalszej drogi. Jednak płyn, którym poczęstował go dzień wcześniej przyjaciel przestał już działać, a rana znów dawała się mocno we znaki. Dodatkowo musieli zwolnić, gdyż było tak ślisko, że mogli się w każdej chwili poślizgnąć i skręcić sobie coś co w tym wypadku było by dla nich tragiczne w skutkach. Droga była strasznie mozolna i ciężka. Wiele razy przystawali na odpoczynek. Deszcz lał i lał, a na poprawę pogody wcale się nie zanosiło. - Co ja bym żeby zobaczyć teraz promień słoneczny- mówił w zasadzie do siebie Stan. W pewnym momencie drogi Rep stanął jak wryty. Dał znak do Stana, aby również się nie ruszał i nie odzywał. Był już wieczór, wieczór widoczność znacznie ograniczona. Nina wpatrywał się we wschodnią stronę lasu. Przymrużył oczy. Był pewien, że przed chwilą widział tam cień postaci i odgłos łamanej gałęzi. Powoli wyciągnął swoje ostrze z pochwy. Jego kompan zaś ukucnął i wyciągnął ze swojego plecaka kuszę i jedną strzałę. Naciągnął ją. Sekundy oczekiwania wydały się teraz całą wiecznością. Pomiędzy drzewami znów mrugnął cień. Stan wystrzelił strzałę, który poleciała w ciemność. - Cholera! – krzyknął zdenerwowany strzelec i szykował się do wyciągnięcia drugiej strzały, gdy nagle jego kusza rozpadła się na kawałki, a on sam padł plecami na ziemię. Z lasu dobiegł delikatny śmiech. - Ech i myślisz, że jesteś w stanie z taniej kuszy i zwykłej dębowej strzały trafić w cel, który jest jakieś 30 metrów od ciebie, chowa się za drzewami, ciemnością i pod okryciem deszczu? Ja byłem w stanie…- powiedział delikatny i melodyjny głos. Na twarzy Repa pojawił się uśmiech. Czym prędzej schował swoją broń powrotem do pochwy. - Przyjacielu dobrze, że jesteś!- krzyknął uradowany ninja. - A no dobrze, bardzo dobrze- postać wyszła z ukrycia. Okazało się, że to wysoki, smukły elf. Ubrany był w ciemnozielony płaszcz, a na głowie miał kaptur. Uścisnął dłoń Repowi. - Stan to jest Lu… - nie dokończył Rep, gdyż teraz dopiero ujrzał przyjaciela leżącego w błocie i sparaliżowanego ze strachu. Nagle razem z elfem wybuchnęli śmiechem. Stan zdał sobie w końcu sprawę z sytuacji. Podniósł się i chwiejąc się na nogach wyciągnął dłoń do elfa. - Miło mi ciebie poznać o najwspanialszy ze strzelców- wymamrotał dość oschle, lecz intencje miał dobre - Witam i ciebie ja i pozdrawiam jako liść tego i innych lasów. Jestem Lukim, elf leśny do usług tobie i twojej dłoni, aby na drugi raz nie spudłowała do celu- uśmiechnął się wymawiając ostatnie słowa. Również i Stan zaczął się śmiać. Zawsze raźniej ruszać do celu w trójkę niż w dwójkę. Na dodatek to był elf, który z pewnością szybko wyprowadzi ich z gąszczu tego boru… - Wieści i czynach dokonanych przez Stana no i potem przez ciebie Rep dotarły daleko na północ. Teraz pewnie historię te są opowiadane wnukom przez ich dziadków przy kominku- mówił Lukim. - Przyjacielu co masz wzrok jak Sokół, a szybkość myśli niczym spłoszony zając doprawdy nie wiem co masz namyśli. Uratowałem Stana, gdyż został niesłusznie wzięty za szpiega i sprzedany jako niewolnik – tłumaczył Nina, jednak Stanik nie komentował tego co mówi. Elf zaśmiał się. - Oj nie. Stan robił na południu coś o wiele bardziej wzniosłego. Stan może nam opowiesz – śmiał się Lukim. - Eee Rep przepraszam cię, ale elf ma rację…- tutaj zaciął się i zająknął. – Chcę powiedzieć, że, znaczy się…- nie mógł dokończyć. - Pozwól, że wyjaśnię za ciebie drogi i przyjacielu. A więc Stan na południu zorganizował swoją własną Gildię wbrew Telfhelma pana Południa. Skupił wokół siebie wielu dzielnych i walecznych wojowników. W jednym z ataków na jeden z przyczółków zabili samego głównodowodzącego piechotą południa. Po tym zajściu musieli się ukrywać i uciekać. Spotkałeś Rep Stana jak miał być ścięty, ale go uratowałeś. Heh. Wykazałeś się ogromnymi umiejętnościami. Powaliłeś piętnastu z samej gwardii przybocznej tyrana. No i potem przedarcie się przez tę bramę. To jest wyczyn godny największych herosów tego świata – słowa te brzmiały wzniośle i honorowo. Lukim chciał oddać całą wagę sytuacji i udawało mu się to po mistrzowsku. - Może i wielki wyczyn, ale jak na razie cały czas za nami pędzi pościg. Kto wie może już przed nami… - odpowiedział Rep. - A ja nie mam broni… Znaczy się miałem, ale rozpadła mi się w rękach…- szydził sobie Stan - Nie martw się przyjacielu mam drugą kuszę w plecaku. Ninja musi być przygotowany na wszystko. Przez las szło im się raźnie. Dowcipkowali, opowiadali sobie o przygodach jakie przeżyli. Szczególnie zaciekawiła ich opowieść o majorze Dudenku. - Tak to był major… -wspominał Stan. – Miałem okazję walczyć przy jego boku w czasie ataku na jedną z placówek Południa. Odznaczył się tam wielką walecznością. Bez niego nie dalibyśmy rady. Sytuacja byłą beznadziejna. Ukryliśmy się w jaskini. Wróg przeczesywał ją i kwestią czasu było tylko kiedy nas znajdzie. Wtedy to Major Dudenku zorganizował sprawnie obronę. Kazał z kamieni usypać…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych