Wróć do katalogu

Weekend

Nigdy nie wiemy, co może nam przynieść koniec tygodnia...

Michał Wyzga, opublikowano , 15 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Piątek. Dzień magiczny. Ale pod warunkiem, że ma się coś, na co można wykorzystać wolny czas. Jedni w ten dzień spotykają się z ukochanymi. Inni, nie zważając na grzmiących z ambon księży, urządzają w ten dzień huczne zabawy. Są ludzie, którzy ten czas przeznaczają na wizyty w siłowni, oglądanie telewizji, czytanie książek i tysiące innych rzeczy, które sprawiają im przyjemność. W społeczeństwie krążą też pogłoski o takich, którzy ten dzień przeznaczają na naukę. Przeciętni obywatele traktują te plotki tak samo jak informacje o inteligentnych blondynkach, mówiących psach, dzieciach, które lubią szpinak i zagorzałych fanach "Mody na sukces". Niemniej, nawet najbardziej szkodliwa, niepożyteczna i dziwna czynność jaką można wykonywać w piątek wieczorem jest lepsza od braku takiej czynności w ogóle. Taki właśnie los spotkał Ambrożego. Uporawszy się z pracą, przetrwawszy krzyki rozhisteryzowanego szefa i zachowanie kolegów graniczące z mobbingiem, Ambroży wrócił do domu. Po drodze zjadł obiad w hongkońskiej restauracji, której nazwy nie potrafił wymówić. Teraz siedział na kanapie przed włączonym telewizorem. Ale nie oglądał programu. Myślał. Myślał o tym, co zdarzyło się wczoraj. Jak był w pubie ze swoją dziewczyną Moniką, i jak jego dziewczyna Monika nagle, ni z tego ni z owego, zerwała z nim, mówiąc beztrosko, że od kilku miesięcy zdradza go z jego kolegą z pracy. To dlatego jego kolega z pracy, wraz ze swoimi kumplami, od rana śmiał się na jego widok. Na pytanie Ambrożego: "Dlaczego mnie nie chcesz?" Monika nic nie powiedziała. Uśmiechnęła się tylko pogardliwie, patrząc na swojego byłego chłopaka jak na idiotę i wyszła z lokalu, wsiadając do taksówki. Wbrew pozorom, Ambroży nie miał złamanego serca. Już od jakiegoś czasu czuł, że coś jest nie tak. Że jego ukochana go ignoruje. Zdążył przygotować się psychicznie na odrzucenie. W telewizorze nadawali kolejny odcinek popularnego serialu obyczajowego. Ambroży wstał z kanapy z zamiarem odwiedzenia miejsca, do którego, według tradycji, królowie zwykli chadzać na piechotę, kiedy kątem oka dostrzegł jakiś zielony kształt. Odwrócił się i zobaczył wielkie zielone, pokryte futrem cielsko stojące w drzwiach od kuchni. Na szczycie cielska tkwiła wielka, paskudna, wykrzywiona morda z długim i obrzydliwym pyskiem. Pysk rozwarł się i ukazał rzędy wielkich, żółtawych zębów. Ambroży poczuł, że jego ciało przebiega dreszcz, włosy jeżą mu się na głowie, a dłonie zaczynają pocić. Nie myślał o niczym, cały jego umysł zaprzątnął ogrom bestii tarasującej przejście. Potwór zaśmiał się szyderczo i wsparł łapy o biodra. Z zielonych palców sterczały brudne szarobure pazury. - K... Kim... - zaczął Ambroży, ale nie dał rady skończyć. - Ha, ha, ha! - zaśmiała się bestia, wyraźnie ciesząc się z wrażenia, jakie zrobiła na człowieku. Zielona postać nagle, jak gdyby nigdy nic, weszła do salonu, usiadła na kanapie, na której przed chwilą siedział gospodarz, wzięła do ręki pilot od telewizora, założyła nogę na nogę i zdawała się z przejęciem oglądać w odbiorniku TV dramatyczną scenę rozstania pary kochanków. Ambroży gapił się na potwora wciąż niezdolny żeby powiedzieć cokolwiek. Po kilku minutach potwór popatrzył na niego zdziwiony i uśmiechnął się pogardliwie. - Co tak stoisz, łosiu? - zapytał opryskliwie. - Piwa byś mi przyniósł, zamiast tak stać jak jebany słup przy drodze. - K... Kim pan jest? - zapytał gospodarz jąkając się. - A jak ci się, kurna, wydaje? Wyglądam na gosposię, do jasnej cholery? Przynieś to piwo. Ambroży nie chciał denerwować bestii. Ale że nie miał w domu piwa, pobiegł do pobliskiego sklepu i wrócił niosąc dwie butelki Warki Strong. - No! - powiedział potwór biorąc od niego napój. - Wreszcie. A teraz słuchaj: szukają mnie psy, zamelinuję się u ciebie na jakiś czas. Kto wie, może już w poniedziałek sobie pójdę i będziesz miał spokój. A na razie masz mnie słuchać bo jak nie to... - powiedziała bestia i skruszyła w ręce butelkę piwa. - He, he, Ambroży, co psy chędoży! - dodało monstrum. Ambroży postanowił nie sprzeciwiać się potworowi. Poszedł do swojego pokoju i zabrał się do czytania książki, którą od dawna zamierzał skończyć. Po godzinie lektury niemalże zapomniał o przybyszu. Zmęczony całym tygodniem pracy zasnął, jakby jego domu nigdy nie odwiedził potwór. Rano obudził się w niemalże znakomitym humorze. Przeciągnął się i ziewnął głośno. Nawet potwór nie wydawał mu się taki straszny w świetle wschodzącego słońca. Jak zejdę i on tam będzie, powiem mu, żeby się wynosił! Natychmiast, pomyślał. Jako poranną gimnastykę zaserwował sobie dwadzieścia pompek. Z zadowoleniem stwierdził, że zrobił o pięć więcej niż dzień wcześniej. Podśpiewując zasłyszane w radiu przeboje poszedł do kuchni. Nie było ani śladu potwora. W jego umyśle pojawiła się iskierka nadziei. A jeśli to mi się tylko śniło? pomyślał. Z rosnącym niepokojem udał się do salonu. Potwora nie było. Telewizor był wyłączony. Ambroży spojrzał na kanapę i ku swemu rozczarowaniu ujrzał tam niezliczone zielone włosy, które wypadły wylegującej się bestii. Cholera, pomyślał. Więc to nie był sen. Ale w taki razie gdzie jest... Od strony łazienki doszedł go odgłos ciężkich kroków. I sapanie. Do salonu wszedł potwór, zobaczył Ambrożego i uśmiechnął się pogardliwie. - Zrobiłem ci jajecznicę - powiedziało monstrum. - Proszę? - JAJECZNICĘ!!! Głuchy jesteś, brzydalu? W kuchni ci zostawiłem. Jedząc potrawę Ambroży pomyślał, że może potwór nie jest taki całkiem zły. Fakt, traktuje go jakby był nikim, ale przecież zrobił mu jajecznicę. No i mógł go zabić, a tego nie zrobił. Postanowił być miły dla bestii. Tak czy siak, nie miał innego wyboru. Po śniadaniu Ambroży, lekko podenerwowany oznajmił potworowi: - Idę po zakupy, proszę pana. Niech się pan czuje jak u siebie... - Oczywiście że będę się czuł jak u siebie, bucu. Teraz to mój dom. Idź, tylko wracaj szybko i nie gadaj z nikim po drodze, bo dostaniesz po pysku. Były gospodarz własnego mieszkania wyszedł z bloku. Nadal uważał, że potwór nie musi być tak całkiem zły, ale przecież nie miał prawa ciągle go obrażać i tak potwornie rządzić się w mieszkaniu. Nawet jeśli był cholernie silny i niebezpieczny. W złym humorze Ambroży zrobił zakupy w pobliskim supermarkecie. Kiedy wracał do samochodu, stojącego na zatłoczonym parkingu, podszedł do niego jakiś stary człowiek w długim ciemnym płaszczu. - Dzień dobry - powiedział nieznajomy. - Czy mogę pana o coś zapytać? Jaka promocja tym razem? pomyślał Ambroży. Miał zły humor i łatwo się denerwował. - Tak, tak, oczywiście - odpowiedział. - W czym mogę pomóc? - Szukam zaginionego bratanka - rzekł starzec. - Może pan kogoś takiego widział, wysoki, dobrze zbudowany, nadzwyczaj silny, zielony... Zielony? pomyślał Ambroży. Czy on powiedział "zielony"? Nie, niemożliwe, przesłyszałem się. Kto przy zdrowych zmysłach... - Nie, niestety nie mogę panu pomóc. Miał wrażenie, że dziadek przygląda mu się bacznie jakby chciał przewiercić oczyma jego czaszkę na wylot. Odwrócił wzrok. - Dziękuję za pomoc, przyjacielu - rzekł starzec. - Miłego dnia. - Dziękuję, życzę owocnych poszukiwań - odparł Ambroży i wsiadł do samochodu. Nie był pewien, czy komuś poszukującemu zaginionego powinno się życzyć "owocnych poszukiwań", zupełnie jak gdyby chodziło o znalezienie unikatowego znaczka do kolekcji. Odjeżdżając z parkingu dostrzegł we wstecznym lusterku obserwującego go nieznajomego. Kiedy przekroczył próg swojego mieszkania złapał się za…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych