Wielki Mistrz Zathe
Nie ma to jak rządowa posadka... Opowiadanie pełne bardzo specyficznego humoru, który nie każdego rozśmieszy...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie ma to jak rządowa posadka. Prawda to odwieczna i tysiąckroć udowodniona... Znam wielu mędrków. Jedni przedstawiają teorie bardziej wywrotowe, drudzy mniej - wszyscy jednak kombinują jak koń pod górę. Jeden nawet próbował mi kiedyś udowodnić, że jeże nie mają szczękoczułków (do dziś gnije w lochu...). Żaden jednak z owych erudytów (a może erodytów? Nigdy jakoś nie mogłem zapamiętać pisowni tego wyrazu...) przenigdy nie próbował kłócić się ze stwierdzeniem, iż najlepszą rzeczą jaka może spotkać człowieka jest właśnie rządowa posadka... Moja kariera jest słuszności tej tezy kolejnym potwierdzeniem. No, o ile oczywiście można mówić w mym przypadku o jakiejkolwiek "karierze"... Zawiły był mój żywot i nie zawsze olejkami południa pachnący (hmmm, gdyby się tak zastanowić to zazwyczaj towarzyszył mi nieustannie zapach krowiego produktu przemiany materii)... Nie jeden raz przyszło mi cudze kapciuchy nosić i nudny czas lepieniem kulek z brudu zapełniać... Heh. Mówiąc tak całkiem szczerze to o ile za tymi kapciuchami z wyrwą na trzy paluchy nie tęsknię, o tyle za kuleczkami a i owszem... Tak, tak, fajnie było przysiąść sobie na wiaderku, położyć noga na nogę i zacząć tyleż między palcami stópki grzebać i gderać, aż by się porządną kulkę ulepiło... Tak, tak, byłem mistrzem lepienia kleików (bo tak nasze kuleczki pieszczotliwie zwaliśmy)! Ja, Brodawa i Parchaty nie jeden raz żeśmy konkursy wszelakie organizowali... A to na najlepszy kształt, a to na przyczepność, to znowuż na woń najmniej rybą trącącą... A teraz? Teraz już kleików lepić jak nie mam. Codziennie przyłażą do mnie te wszystkie sługusy i inne łysolce, wsadzają mnie do masywnej bani i szorują tak, że aż żyć się odechciewa... A gdy protestuję, to mi ten gruby brzuchol (jakoś nie umiem jego imienia zapamiętać...) proponuje zawsze alternatywną kąpiel w mleku... W mleku! Wyobrażacie sobie? Kiedyś z Parchatym żeby dostać szklaneczkę mleka potrafiło się wydoić królika! No, ale dość już o starych nawykach... Miałem opowiadać o mojej karierze, prawda? Swoją drogą - to nie bardzo jest tu o czym opowiadać. Wczoraj jeszcze bidakiem żem był, dzisiaj zaś - królem! No dobra, może i z tym królem odrobinkę przesadziłem - ale pewnie bym i na takiego z mą błyskotliwością szybko awansował, gdyby nie maleńki jeden problemik - urzędu króla w królestwie Chyżolandii najprościej w świecie się nie sprawuje... Nomen omen jeszcze do wczoraj niekoniecznie zdawałem sobie sprawę ani z tego, ani nawet z tego w którym żem ostatecznie królestwie wylądował... Wiecie jak to bywa: wiele się łazikowało, Parchaty w butli zawsze miał coś smacznego, no i szybko człek tracił orientację... Kiedyś nawet obudziłem się na Parchatym, i do dziś - choć oboje zastrzegamy się, że do niczego nie doszło - nie opuszcza mnie nawet na krok lęk przed tą skąpaną w mgle przeszłością... No, ale nie o tym żem miał rozprawiać! Wiadomo już, iż królem nie jestem... Kim więc w przeciągu tego jednego dnia się stałem? Mówiąc całkiem szczerze: nie mam bladego pojęcia! Niech mnie dunder świśnie i jeż zasiecze prędko, dosłownie nie wiem cóż to za urząd przyszło mi piastować! Wiem tylko jaka nazwa jego: "Wielki Mistrz"... Nie mam tylko choćby i najmniejszego pomysłu cóż takowy urzędnik mógłby porabiać... Hmmm, może ten "Wielki Mistrzuniu" cały to coś na krój "mistrza ceremonii" (O takim to kiedyś żem słyszał słów parę - a raczej kilka monosylab, bo Parchaty był wtedy dość mocno podchmielony...) - czyli takowy co niby piwa nalewa, albo wińca kosztuje? Jeśliby tak było, byłoby świetnie bo bym me wysuszone gardełko nieco nawilżył... Chocaż niestety nie wydaje mi się bym od tego był - bo czemuż niby dawaliby mi dziewką do wachlowania, całe zastępy sług i jeszcze niemal nieograniczoną władzę monarszą, z możliwością urządzania zsyłek o lochów włącznie? Cóż, czymkolwiek bym z urzędu nie był, fajnie się czasem nieco porządzić... "Zlochowałem" już (fajnie żem to nazwał, nie?) czterech mędrków, co mi niestworzone rzeczy o jeżach wciskali i piekarza z ulicy Rogalskiej, co mi w zeszłym roku nad głową kamieniami rzucał, za to tylko żem mu rogala z pieca zarąbał... A ponadto wykorzystałem nieco władzy by sytuację w społeczeństwie poprawić - jak tylko żem objął ten urząd kazałem wysłać Purchawie i Parchatemu całą hordę królików. Niech se chłopaki podoją do syta. Ale, ale - ja tu tak opowiadam i opowiadam, a tymczasem wy nawet mego imienia nie znacie... Jestem Zathe! No, tak właściwie to Zathardjusz (nigdy tego mamusi nie przebaczę...), ale przecież wstyd się przyznawać... W każdym bądź razie od wczoraj jestem tym całym Wielkim Mistrzem... A stałem się nim zupełnie przez przypadek: siedział żem sobie w naszej alejce, akuratnie samemu, bo Parchaty z Purchawką poszli odwiedzić znajomków z alejki obok, a tu nagle słyszę trąby jakieś... I to nie jakąś trąbeczkę co cicha jakby kaczor jakiś wiatra puszczał (tu, nomen omen, przypomniała mi się maleńka anegdotka związana z Parchatym - ale o tym może kiedy indziej...), ale taaaakie wielkie, złote cholerstwo co by nawet Purchawkę z pokacownej drzemki zbudziło! No więc otwieram oczy, "ki czort", myślę sobie głowę podnosząc, patrzę, a tam jakaś postać mi się do alejki pcha... - Panie! Nie rób tego! Toż to niebezpieczne! Wielki Mistrzu! - krzyknął za nim któryś ze sługów, chyba nawet ten sam grubas co chciał mnie w mleku moczyć (jakoś nie umiem jego imienia zapamiętać). - Toć
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Koobare
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…