Wróć do katalogu

Wieloryby są wśród was

Krótkie opowiadanie o stereotypach.

Pluszak, opublikowano , 9 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Gdzieś w ciemnym zaułku Los Angeles, na parterze życia społecznego, egzystował pewien starszy młodzieniec. Nazywał się Smith. Ów młodzieniec imał się w życiu różnych prac. Ostatnio objął stanowisko dilera narkotykowego. Praca dość niepewna, ale dobrze płatna. Dziesiątki niespłaconych kredytów, alimenty, brak prądu i telewizji satelitarnej - tak rysuje się jego obecna sytuacja, więc nagły przypływ gotówki zrobiłby mu lepiej niż niejedna zawodowa dziwka. Rzecz jasna potrzebny jest rynek zbytu. Gdzie można znaleźć klientów, najlepiej zamożnych, na tego typu zapotrzebowania? Smith znał jedno miejsce, ale nie wiedział jak się tam dostać. Nosiło nazwę Nowy Jork. Błądząc po domu w obłokach dymu tytoniowego wywracał wszystkie graty do góry nogami. Szukał mapy. Znalazł wiele interesujących przedmiotów oraz listów. W sumie znalazł wszystko, czego kiedykolwiek szukał z wyjątkiem mapy. W końcu poszedł po rozum do głowy i zajrzał do lodówki. - Ależ oczywiście! - puknął się w czoło. - Przecież schowałem ją tam ostatnio podczas ostrej imprezy. Smith z trudem odkuł mapę szpikulcem do lodu. Musiało upłynąć trochę czasu zanim mapa doszła do siebie. Rozłożył ją na starym, spróchniałym biurku przejętym po synu. Mapa pokazała co miała. Zaczął delikatnie, opuszkiem palca sunąć po jej brązowych i zielonych plamkach. Sporadycznie poruszał się wzdłuż drogi lub torów. Rzecz jasna Smith wiedział, że nie znajdzie Nowego Jorku na mapach, ale przynajmniej próbował określić gdzie mniej więcej może leżeć to miasto. Nie znalazł jednak niczego charakterystycznego. Żadnego śladu, który wskazywałby na Nowy Jork. W tej sytuacji pomyślał o swoim przyjacielu, Kathrinie, który wie różne rzeczy. Narzucił niedbale płaszcz na bary i wyruszył w szeroki świat na drugi koniec ulicy. Panowała noc. Miejski ruch chłodnego powierza usztywniał plastikowe półnagie ciała narożnych prostytutek. Wszelkie zakamarki zostały opanowane przez różne podejrzane typy kotów. Gdzieniegdzie kręcili się jeszcze ludzie, ale głównie ci podejrzani. Smith zszedł wąskimi schodami do podziemia. Lokal, który kiedyś był barem, stał się siedliskiem Kathriny. Zapukał mocno trzy razy pozłacaną kołatką. - Kto tam? - rozległ się męski głos zza drzwi. - To ja, Smith. Drzwi rozwarły się. Kathrina jak zwykle był nieogolony, lecz przyjął Smitha należycie alkoholem. Podczas degustacji kilkudniowego wodopiwa spytał: - Co cię tu sprowadza o tak później porze, Smith? - Po pierwsze - odpowiedział młodzieniec - muszę przyznać, że to najlepsze wodopiwo jakie kiedykolwiek smakowałem, a próbowałem już wielu. Widzisz, Kathrina... mam problem. Kathrina skierował się twarzą do Smitha i spojrzał swym przenikliwym wzrokiem. - Szukam Nowego Jorku. - To dobrze trafiłeś - uśmiechnął się Kathrina. - Tak się składa, że mam koneksje. Zmasakrowana przez życie ponura psychika Smitha poczuła w tym momencie stukot przebiegającego uśmiechu. Kathrina wykonał telefon. Rozmawiając bazgrolił coś na serwetce. Po odłożeniu słuchawki, wręczył serwetkę przyjacielowi. - Oto mapa - oznajmił. - Należą się trzy wodopiwa. - Jak to? - obruszył się Smith. - Przecież jesteśmy przyjaciółmi. - A tak. Masz rację. Należą się dwa wodopiwa. - No, teraz to ja rozumiem. Smith sięgnął do kieszeni płaszcza i wyjął dwie puszki. Mężczyźni uścisnęli sobie ręce. W ten oto sposób plany przyszłego dilera były coraz bliższe realizacji. W domu posiadał już gotowy, świeży towar. Obliczył długość trasy do Nowego Jorku. Jego stary grat, który niegdyś był samochodem, powinien wystarczyć mu na co najmniej połowę drogi. Zapakował kilka kilogramów białego proszku do bagażnika i ruszył z nadzieją, że jego biznes się uda.

* * *

Jechał długo. Kierując się mapą narysowaną przez Kathrinę, bardzo łatwo dotrał do przykrych, samonapędzających się wspomnień z dzieciństwa kiedy to babcia - pedofilka rysowała na serwetkach sprośne obrazki. Próbując nie myśleć o tym, zamknął mocno oczy i z zamkniętymi oczyma jechał przez kraj. Po drodze widział różne rzeczy. Przeżył także mnóstwo przygód. Kiedy z jego mapy wynikało, że jest już niedaleko celu, począł…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych