Winda
Kiedy jutro było wczoraj i rutyna codzienności przejmuje nad nami kontrolę, jesteśmy jak zamknięci w windzie: wraz z nią poruszamy się w pionie, lecz sami w gruncie rzeczy nie ruszamy się z miejsca. Dokąd zabierze Cię Twoja winda?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
KLIK! KLIK! Zabrzmiał zamek, po czym klucz wyszedł z dziurki i powędrował do kieszeni zmiętych, dżinsowych spodni. Jeszcze tylko upewnić się, że drzwi są dobrze zamknięte i można zmierzać ku windzie. Nacisnął klamkę i napotkał na swojej drodze opór. Wszystko jest jak należy. Zrobił kilka kroków, aż dotarł do bramy windy. Wcisnął metalowy guzik w kształcie trójkąta. Ten zaświecił się, sygnalizując przyjęcie polecenia. Nim pudło dotarło na ósme piętro, minęło kilka chwil, które dłużyły się młodzieńcowi niczym godziny. Co chwilę zerkał na swój zegarek, jakby miało to spowolnić bieg czasu. Niestety nieskutecznie. Śpieszył się do lekarza, ponieważ skończyły mu się leki, a musiał jeszcze zdążyć do pracy. Przekładał ciężar ciała z jednej nogi na drugą, zniecierpliwiony obserwował zmieniające się numerki na ekraniku nad wciśniętym guzikiem. Jak długo jeszcze mam cze…
BING! Metalowe drzwi rozsunęły się i biała smuga rozjaśniła nieco korytarz klatki schodowej. Chłopak wszedł do środka, a drzwi z powrotem się zamknęły, zostawiając swoje światło dla siebie i swojego pasażera. Była to typowa winda, taka sama jak w każdym innym wieżowcu: ściany z laminowanych paneli pomazane wulgarnymi sloganami, brudna podłoga i sufit z jasnego szkła, pełniący funkcję oświetlenia. Dość marnego, ponieważ jedna z dwóch lampek już dawno się przepaliła. Naprzeciwko wejścia była poręcz oraz duże lustro, porysowane i zatłuszczone wieloma spoconymi dłońmi. Młodzieniec wcisnął cyfrę zero na pulpicie umieszczonym przy drzwiach, a potem jeszcze guzik przedstawiający wiatraczek, głównie z nawyku, bowiem wentylacja tu i tak ledwo działała.
Winda delikatnie się zakołysała, po czym ruszyła z cichym, uspokajającym szumem.
Chłopak oparł się o poręcz i patrzył na swoje odbicie w lustrze. Postrzępione włosy, sine oczy, popękane usta. Wyglądał na osobę zmarnowaną, choć nigdy nie brał narkotyków ani nie pił dużo. Lubił za to palić. Robił to w każdej wolnej chwili: w drodze do pracy, podczas przerwy, wracając do domu. To go rozluźniało, pozwalało skupić się, nie myśleć o przytłaczających go rzeczach, takich jak fakt, że spóźni się dziś do pracy. Sięgnął do kieszeni kurtki i wyjął paczkę. Otworzył ją delikatnie i obejrzał zawartość. Przez chwilę obserwował ją tak, jakby ujrzał w niej coś niezwykle interesującego, po czym ocknął się i schował z powrotem. – Trzy – powiedział sam do siebie. – Dwa – odpowiedział znajomy głos. Kto to mógł być? Przecież w windzie był tylko on sam. Uniósł głowę i uświadomił sobie, że w gruncie rzeczy się nie mylił. Jego odbicie stało wyprostowane z papierosem w ustach, klepiąc dłońmi po swoich kieszeniach, cały czas patrząc na niego spokojnym, wyluzowanym wzrokiem: – Paweł, masz ognia?
BING! Winda stanęła, a do środka weszła staruszka w długim, wełnianym płaszczu i purpurowym berecie. Spojrzała na Pawła nienawistnym wzrokiem, jakby w tej chwili zajął jej wyimaginowane miejsce siedzące. Ten odwrócił się w jej kierunku i lekko zachrypniętym głosem rzucił: „Dzień dobry”. Babcia zamamrotała coś pod nosem i kurczowo ściskając torebkę zaczęła obserwować pulpit. Chłopak rzucił za siebie szybkie spojrzenie. Odbicie zachowywało się normalnie, zgodnie ze wszystkimi zasadami, którymi kieruje się świat. Już nie paliło papierosa, tylko małpowało każdy jego ruch, jak na porządne odbicie przystało.
To już było szóste piętro. Winda spokojnie opadała, wciąż przyjemnie szumiąc, a towarzystwo nawet tak niesympatycznej osoby uspokajało młodzieńca. Wyjął raz jeszcze paczkę i znów policzył fajki. Brakowało jednej. – Kurwa – pomyślał. – Muszę szybko dorwać te leki, jebie mi się we łbie bez nich – westchnął. Nagle ostatnia sprawna żarówka zamigotała, zwracając uwagę pasażerów na sufit. Przez chwilę obserwowali jej konwulsyjne światełko, nim zupełnie zgasła, a w pomieszczeniu zapadła całkowita ciemność. Paweł włożył rękę do kieszeni w poszukiwaniu telefonu i odezwał się do staruszki, by ją nieco…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kele
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…