Wróć do katalogu

Wszystkie dzieci Tołstoja

O tym jak odnaleźć i stracić w Paryżu.

Galiszewska, opublikowano , 14 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Czułam się jakbym była bohaterką książki Ruiza Zafóna. Pomimo wieży Eiffla wydawało mi się jakbym w niewiadomy sposób przeniosła się do Barcelony, do mieszkania nad księgarnią Sempere i Syn. Nic tylko wyruszyć na poszukiwania Cmentarza Zapomnianych Książek! Przygarnął mnie pewien paryski antykwariusz, najprawdopodobniej ratując mi życie. Patrząc na witrynę jego sklepiku poczułam dziwne przyciąganie. Podeszłam taszcząc niewielki bagaż i przyjrzałam się okładkom wystawionych książek. Sama francuska śmietanka! Hugo, Baudelaire, Rimbaud, nawet Rabelais! Byłam gotowa wejść tam i oddać resztę mojego skromnego dobytku za możność przeczytania choć kilku stronniczek. Poczułam na sobie czyś wzrok. Spojrzałam do środka i zauważyłam starszego mężczyznę z brodą dostojną jak u Tołstoja. Pomachał w moją stronę zapraszając do środka. Weszłam i zewsząd poczułam zapach starego papieru. Poczułam, że tu jest moje miejsce, że nie trafiłam tu przypadkiem. Wywiązała się między nami rozmowa, podczas której cały czas błądziłam wzrokiem po grzbietach równo ułożonych na półkach. Jego wygląd XIX wiecznego pisarza budził we mnie pełne zaufanie, więc opowiedziałam mu jak trafiłam do Francji. Streściłam lata, które tu spędziłam, wszystkie szczebelki, po których się wspięłam, i z których później mnie strącono. W ostatnim czasie straciłam pracę głównie z szowinistycznych pobudek mojego pracodawcy. Wkrótce okazało się, że moje oszczędności się wyczerpały i nie miałam już z czego zapłacić za mieszkanie. Wyrzucili mnie. Jakiś czas pomieszkiwałam u znajomych, ale stałam się dla nich ciężarem, więc z zadziwiającą znieczulicą odwrócili wzrok. Starszy pan ciągle słuchał ze zrozumieniem, jak to tylko literaci potrafią. Od razu przypadł mi do gustu. Zasiedzieliśmy się tak bardzo, że zaczęło się ściemniać. Wtedy zapytał czy mam się gdzie podziać, a że odpowiedź była oczywista – zaproponował mi pokój w mieszkaniu, które dzielił z małżonką. W zamian za lokum miałam napisać opowiadanie. Wyjaśnił mi, że jego córka, gdy jeszcze z nim mieszkała – pisała dla niego. Tęskni za tym, więc korzystając z okazji poprosił o to mnie. - Jeśli mamy razem mieszkać, to muszę cię w jakiś sposób poznać! To najlepszy sposób jaki znam. Oczywiście zgodziłam się i obiecałam, ponadto co proponował, pomagać mu w antykwariacie. Uścisnęliśmy sobie dłonie i ruszyliśmy w stronę zaplecza. Gdy otworzył kolejne drzwi ukazała się nam mała klatka schodowa i strome stopnie prowadzące na piętro. Włosy na rękach stanęły mi dęba – dokładnie tak to sobie wyobrażałam czytając ”Cień wiatru”! Ku mojemu niezbyt wielkiemu zaskoczeniu żona pana Tołstoja okazała się napawać mnie obrzydzeniem. Była to kobieta żylasta, nieprzyjemna dla oka i jednocześnie pozbawiona jakiegokolwiek uroku osobistego. Nie powiedziała nic, gdy antykwariusz wprowadził mnie pod rękę do mieszkania i oprowadził po nim. Wskazał mi pokój, w którym miałam pomieszkiwać i zapowiedział, że zawoła mnie na kolację. Na biurku leżała stara, lecz zadbana maszyna do pisania. Postanowiłam, że pisać zacznę od razu i przy najbliższej okazji pokażę to mojemu gospodarzowi. Wkręciłam delikatnie papier i patrząc w podnieceniu na czystą jeszcze kartkę zbierałam myśli. Szybko dałam upust moim grafomańskim zapędom. Palcami delikatnie stukałam w literki. To jak muzyka dla moich uszu! Zapełniałam wers za wersem. Nie zauważyłam kiedy Tołstoj wszedł do pokoju i zaczął się przyglądać. Dopiero gdy położył swoją wielką dłoń na moim ramieniu – oderwałam się. Usłyszałam za sobą przyjazny śmiech. - Spokojnie, moje dziecko, ta maszynka ma już swoje lata.

***

Poczynając od tamtego dnia Paryż zaczął się dla mnie zmieniać. Nie dostrzegałam już cech Francuzów, które wcześniej tak mnie denerwowały. Kobiety wciąż jeszcze chodziły z wysoko zadartymi noskami i kwaśnymi minami, ale ich arogancja już mnie nie zrażała. Poznałam wielu młodych pisarzy, dla których mój gospodarz był kimś w rodzaju guru. Twierdził, że to w większości dzieci jego przyjaciół z dawnych lat i zna ich od maleńkości. Podobno to właśnie dzięki niemu zapałali gorącą miłością do literatury. Tołstoj zachęcał ich do pisania pod pretekstem umilenia mu czasu. Powiedział im dokładnie to co mi – córka już z nim nie mieszka i tęskno mu do czytania jej opowiadań. Zaczęłam się zastanawiać, czy owej pierworodnej sobie nie wymyślił. To starszy samotny człowiek, który do rozmowy ma tylko żonę jędzę. Może szukał w ten sposób towarzystwa? Nie pytałam. W tym okresie czas spędzałam wyłącznie wśród książek. Nawet wychodząc po zakupy, czy na spacer – pod pachą niosłam jeden z tomów pożyczonych z antykwariatu. Dniami wkładałam zabawny fartuszek z wypisanym czarną farbą cytatem zapożyczonym od Umberto Eco „Kto czyta książki żyje podwójnie”. Takie samo zdanie widniało na drzwiach sklepu, stanowiło zachętę dla potencjalnych czytelników, których później przychodziło mi obsługiwać. Ustaliłam system, przy pomocy którego układałam książki na półkach. Znałam na pamięć listę dostępnych pozycji, więc klientelę prowadziłam prosto pod regał, na którym leżał szukany tytuł. Wieczorami razem z Tołstojem i jego „wyznawcami” prowadziliśmy zażarte dyskusje na najprzeróżniejsze tematy. Gdy chłopcy wychodzili siadałam do pisania. Opowiadanie robiło się coraz dłuższe. W końcu stało się kompletnie zaimprowizowaną powieścią. Tołstoj czytał rozdział za rozdziałem i zachęcał mnie do kontynuowania z coraz większym zapałem. Jednego dnia pisanie w ogóle mi nie szło. Mięłam kartkę za kartką. Zdecydowałam się poszukać książki w prywatnym zbiorze Tołstoja, która pomogłaby mi ruszyć dalej. Uwagę moją przykuł tom, na którego grzbiecie nie widniał żaden tytuł. Wyjęłam książkę i usiadłam z nią w fotelu. Po otworzeniu znalazłam zamaszysty podpis Tołstoja, następne strony pokryte były jego równym, starannym pismem. Prędko okazało się, że przez przypadek znalazłam pamiętnik mojego gospodarza. Ukrywał go tam najwidoczniej przed żoną, która do książek nie zaglądała. Wiem, że nie powinnam, ale zaczęłam czytać. Pierwsze strony opowiadały o czasach, gdy Tołstoj miał dwadzieścia trzy lata, a jego ukochana (wówczas nieopisanie piękna, jeśli można wierzyć zapiskom) była o dwa młodsza. Właśnie dowiedzieli się, że będą rodzicami. Byli ogromnie szczęśliwi, również dlatego, że zbliżał się dzień ich zaślubin. Zaczęli planować swoją przyszłość. On był pisarzem publikującym powieści, które nie cieszyły się wielką popularnością, jednak pewien popyt miały. Pomagał też ojcu w antykwariacie, który prowadzi do dzisiaj. Ona była krawcową, współpracowała z przyjaciółką – projektantką. Razem otworzyły butik i z tego żyły. Tołstoj ze swoją narzeczoną nie mieli więc zbyt wielu środków do życia, ale że ojciec antykwariusza mieszkał sam w wielkim mieszkaniu ponad jego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych