Wyjątkowy dzień
Jeden dzień z życia,ale widzane oczami zakochanego
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
To był kolejny dzień. Znów wstało słońce, znów miało zajść. Lecz dla mnie ten dzień, był inny, wyjątkowy. Po raz pierwszy od bardzo dawna wiedziałem po co wstaję, co zrobię. Nie zjadłem śniadania, rzadko kiedy je jadałem. Wyszedłem pośpiesznym krokiem i kupiłem w sklepie żyletki, nie były drogie, nie wykosztowałem się, to tylko poprawiło mi humor. Gdy wracałem spotkałem koleżankę, nie chciało mi się z nią rozmawiać, ale pomyślałem sobie, co mi zależy? Jak zwykle mówiła o niczym, takie babskie gadanie że jej chłopak jest taki fajny, zaradny i w ogóle, cudo. Tylko martwi się czy sobie poradzi w pracy bo... Dalej nie słuchałem, wpatrywałem się w jej niebieskawe oczy i zastanawiałem się czy ona zdaje sobie sprawę z tego co do mnie mówi, że mnie to w ogóle nie obchodzi, że gdy potakująco mruczę wcale nie wnoszę nic do tej dyskusji i mówiąc wprost, jest ona po prostu jałowa. Czy tak trudno domyślić się że każdy ma takie same problemy tylko w innych kolorach. Ale pewnie gdybym to jej powiedział, zaczęła by nerwowo machać rękami i wyrzucać mi że nie rozumiem kobiet, że ja to mam łatwo bo jestem sam. Zabawne jak może być komukolwiek dobrze będąc samemu. W każdym bądź razie wysłuchałem jej pretensji, bo przy końcu naszej rozmowy jednak pojawiły się jakieś pretensje do owego ideału, szkoda że nie posłuchałem ze dwóch zdań w środku rozmowy, pewnie bym wiedział jakie, ale cóż to i tak, już mnie nie obchodziło. Gdy się z nią rozstałem byłem na siebie trochę zły, straciłem 45 minut z tego wyjątkowego dnia. Wróciłem do domu i zacząłem się zastanawiać co mam zrobić teraz, było dopiero południe. Czy mam jak zwykle włączyć muzykę i utopić się we własnych myślach na 3-4 godziny, czy wyjść na miasto i błądzić uliczkami udając że mam cel, a tak naprawdę to tylko rozglądać się za znajomymi, aby się pochwalić; że wybrałem się na miasto, bo mam mnóstwo spraw do załatwienia, miejsc do odwiedzenia, i w ogóle jestem strasznie zabiegany i nie mam czasu na nic. Tak też postanowiłem zrobić. Przeliczyłem szybko gotówkę i po chwili zastanowienia ruszyłem śpiesznym krokiem do kiosku, nie po bilet na ten nie starczyło by mi pieniędzy, kupiłem sobie gumę i męsko przeżuwając schowałem ręce do kieszeni, jak na twardziela przystało i ruszyłem śpiesznym krokiem. Ku mojemu zaskoczeniu, zatrzymał się przede mną samochód i na mnie czekał. Zajrzałem do środka, kierowcą okazał się mój dawno nie widziany kolega, który zaoferował mi podwiezienie, nie pytając gdzie jadę. Przyzwyczaiłem się do tego typu ludzi, to jeden z tych który potrafi w ciągu 15 minut streścić wszystkie swoje miłosne podboje ostatniego tygodnia i jest to zupełnie bez znaczenia czy jakieś rzeczywiście były. Imiona takie jak Kasia, Basia, Jasia, Stasia i tak nie zapadają w pamięć i nie pamięta się czy przy ostatnim spotkaniu też się znalazły w opowiadaniach, a jeśli ja bym pamiętał to..., no cóż wtedy nudził bym się bardziej niż zwykle słuchając już znanej opowieści. Tak czy inaczej udało mi się w końcu dostać do centrum, nie tracąc za dużo energii. Dumnie wysiadłem z samochodu, choć i tak wiedziałem że nikt na to szczególnie nie zwrócił uwagi, z kłamanym uśmiechem i równie oszukanym zapewnieniem że niedługo znów się zobaczymy pożegnałem się. Wreszcie byłem sam, znowu, ale cóż lepsze towarzystwo własne, niż byle jakie. Choć wybrałem główne ulice miasta, nikogo znajomego nie spotkałem. Znając moje szczęście udało by mi się to gdybym akurat kogoś spotkać nie chciał. Odrobinę rozczarowany nudnawą wycieczką, skierowałem swoje kroki do parku. Znalazłem odpowiednią ławkę, czyli pierwszą wolną, która po chwili siedzenia okazała się oczywiście najlepsza, nie wiem czy to ze względu na to że miała prawie wszystkie deski, co w moim mieście jest rzadkością, czy dlatego że Ja na niej siedziałem. Miałem setki spraw do rozważenia; wspomnienie mojej ostatniej miłości, która wciąż parzyła moją duszę, jednocześnie ogrzewając ją. Postanowiłem że o tym pomyślę na końcu, bo jest to dla mnie najważniejsza sprawa. Na początku więc zacząłem rozważać sprawę ludzkiej duszy, czy naprawdę jest nieśmiertelna, co z nią będzie... Lecz wtedy moją uwagę przyciągnęła młoda kobieta; ubrana w obcisłe czarne spodnie z poszerzanymi nogawkami, zieloną bluzkę z niewielkim dekoltem ukrywającym niezwykle interesujące kształty oraz czarny beret. Włosy miała spięte z tyłu i widać było tylko kitkę o czarnym kolorze. Niezwykle ważnego elementu jakim są oczy niestety nie dostrzegłem, lecz jestem pewien że były równie wciągające. Dziewczyna nerwowo postępowała z nogi na nogę, chyba czekała na coś, bo choć rzeczywiście pierwsze chłody już nadeszły to nie są aż tak dotkliwe aby całkiem przemarzać. Byłem pewien że na coś czekała, albo raczej na kogoś. Chyba nie zależało jej na tym ile to jeszcze potrwa, bo gdy ja na coś czekam to ustalam sobie limit 15 minut i mam to gdzieś, idę do domu, co prawda później przedłużam ten czas o kolejne 5 minut i jeszcze następne, lecz gdy dochodzi godzina spóźnienia to daję za wygraną i odchodzę zdenerwowany. A tym czasem ona nawet nie spoglądała na zegarek, może go nie miała, to mogła spojrzeć na komórkę, teraz każdy ma komórkę, no ostatecznie mogła jej się rozładować. Więc na pewno chce wiedzieć która godzina, ale akurat nikt tamtędy nie przechodzi, tylko tych dwóch chłopaków, ale oni byli jacyś tacy nie ciekawi, łysi, w szerokich spodniach, na pewno sobie pomyślała że jeśli ich spyta to sobie ubzdurają że ich podrywa i nie będą chcieli dać jej spokoju. Postanowiłem więc że ja do niej podejdę i spytam się czy mogę jej w czymś pomóc. Jasne tak sobie pomyślałem, ale od myśli do realizacji daleka droga. Drugie więc postanowienie, jeśli do godziny 3 wciąż będzie czekać, czyli jeszcze 12 minut, to podchodzę. Około 3 minut przed moją "akcją" zjawił się długo oczekiwany amant. Był raczej nie ciekawej budowy, już chyba ja wyglądam lepiej, co on może mieć czego ja nie mam? A już wiem, kobietę w berecie. Nie poniosłem porażki, bo nie zaatakowałem, z czystym więc kątem wstałem i ruszyłem w drogę powrotną. Wsiadłem w ostatniej chwili do autobus i pośpiesznie zająłem wolne miejsce siedzące, z równie dużym zapałem opuściłem je i wyskoczyłem z autobusu na następnym przystanku, po uświadomieniu sobie że nie mam biletu. Tak więc 20 minutowy marsz przede mną i jestem w domu, no prawie bo jeszcze światła, pasy i mnóstwo przeszkód, i tak mam przez całe życie, nawet pozornie prosta droga zawsze kryje jakieś niespodzianki i są one rzadko kiedy dobre. Ale nie będę się nad sobą rozczulał, w ostatnim czasie robiłem to nadzwyczaj często. Nie, tego wyjątkowego dnia spojrzę na to z innej perspektywy, ze strony zimnego świadka. Od początku więc. Przedmiotem głębokich przemyśleń będzie, jeśli do tej pory nikt nie zgadł: kobieta. Podobno też człowiek, ale nie wierzcie we wszystko co mówią. Ta o której opowiem miała na imię..., a zresztą nie jest to aż tak ważne. Poznałem ją w sposób bardzo pospolity "Cześć jestem..." itd. Później tak pospolicie już nie było. Zawsze sobie myślałem "Do szczęścia mi baby nie trzeba" i że w ogóle ta cała miłość to choroba społeczna, ludzie tak osamotnieni, przerażeni rzeczywistością, że wmawiają sobie, że czują coś czego w ogóle nie ma, tylko po to aby móc się komuś pożalić. Żałosne. A teraz Ja jestem żałosny. Bo gdy ją ujrzałem, to poczułem, jakby wszystkie gwiazdy zaczęły nieuchronnie zbliżać się do ziemi, a jedyny cel jaki obrały to moja głowa. I poczułem to, oj poczułem... Wchodząc do pokoju nie pamiętałem po co wychodziłem, jak udało mi się wykonać niezwykle skomplikowaną operację jaką w tym momencie niewątpliwie było naciśnięcie klamki oraz przekroczyć próg pokoju do dziś nie wiem. Czy macie czasami wrażenie że cały świat mówi tylko do was, na przykład włączasz radio, a tu piosenka o nieszczęśliwej miłości, włączasz telewizor, program z serii "kochałam go a on mnie opuścił" Idziesz ulicą i widzisz kłócącą się parę. Ale choć świat wręcz krzyczy do ciebie to ty i tak sobie myślisz "Ooo to znak, że u mnie tak nie będzie" Przecież to chore, pewnie gdy by spadł na mnie fortepian pomyślał bym sobie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil keny1
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…