Wróć do katalogu

Wyrostek

atak wyrostka robaczkowego u marynarza na statku znajdującym się w morzu

Pilot, opublikowano , 30 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wyrostek

Jakby zmęczony tropikalnym słońcem Atlantyk, leniwie przetaczał fale Zatoki Gwinejskiej. M/s „Dexter”, niewielki drobnicowiec o pojemności 2800 ton rejestrowych brutto, pod cypryjska banderą, płynął z ładunkiem ciężkich bali tropikalnego drewna z Abidżanu, na Wybrzeżu Kości Słoniowej, do Algieru w Algerii. Był Grudzień 1979 roku. Statkiem dowodził Al. Din Amer, Arab z Iraku, mający również obywatelstwo Jugosławii. Na studiach morskich w Jugosławii, ożenił się z Jugosłowianką, zdobywając w ten sposób prawo do posiadania, cennego jugosłowiańskiego paszportu. „Barba”- tak nazywali Kapitana, zaokrętowani na statku, Jugosłowianie- był niskim, krępym Arabem. Krótko przystrzyżony czarny wąs i olbrzymie hawajskie cygaro w ustach, dodawało mu, jego zdaniem, autorytetu. Był „pierwszym po Bogu”, a świadomość tego nie opuszczała go nigdy. Kroczył więc dumnie po statku z rękoma w kieszeniach, drapiąc bardzo często przyrodzenie przez kieszenie spodni. Rankiem tego dnia Barba rozsiadł się leniwie w swoim fotelu na mostku. Obserwował, przymglony często, widnokrąg afrykańskiego wybrzeża. Z maleńkiej kabiny radiowej obok mostka, dochodziły odgłosy włączonego radia. Radiooficer, zwany tu „Sparki”, pełniąc wachtę radiową, dłubał jak zwykle w wiecznie psujących się urządzeniach radionawigacyjnych. W czterech ścianach kabiny radiowej, rozmyślał nad losem „gastarbeitera”. Liczył dokładnie, miesiące i dni, jakie zostały mu do zakończenia kontraktu. Nie mógł doczekać się powrotu do Polski, do Gdyni, gdzie czekała na niego piękna żona i dwójka dzieci. Sparki był potężnym mężczyzną. Kiedyś trenował pływanie i odnosił sukcesy na wybrzeżu. Gdy przerwał treningi, zaczął tyć. Teraz przy wzroście 188 cm ważył 115 kg. Postura radiooficera działała na niskiego Al Din Amera denerwująco, i robił co mógł, by Sparkiego upokorzyć. Ryszardowi, tak miał na imię radiooficer, trudno było znosić złośliwości a nawet obelgi Kapitana. Godząc się na kontrakt, postanowił jednak znieść wszystko , dla dobra żony i dzieci. Od chwili zaokrętowania w porcie Annaba w Algierii, minęły zaledwie trzy tygodnie. Początek kontraktu , pierwszego w jego życiu, był niezwykle trudny. Ryszard nie znał na tyle dobrze angielskiego, by rozumieć wszystko co mówi do niego „Stary”, co w morskim języku polskim oznacza Kapitan. Często, chcąc się upewnić, czy dobrze zrozumiał Kapitana, prosił go o powtórzenie polecenia, czy po prostu wypowiedzi. Denerwowało to bardzo Amera , reagował po chamsku, klnąc i wyzywając Ryszarda. To zdenerwowanie Starego pogłębiało problem. To błędne koło trwało. Sparki był więc bardzo przygnębiony. Drugim Oficerem pokładowym na m/s „Dexter” był również Polak. Nietolerancja i chamstwo Kapitana dosięgły również jego. „Drugi” był wyższy od radiooficera i trochę szczuplejszy, powody prześladowania miały więc to samo podłoże, tyle że Tomek, tak miał na imię, znał dobrze angielski i przez to lepiej rozumiał jak ordynarnie i złośliwie odnosi się do niego Barba. Pozostali oficerowie na m/s”Dexter” byli Jugosłowianami. Nie mieli kłopotów z Kapitanem, bo rozmawiali z nim w swoim języku. Kompania była opanowana przez Jugosłowian, powiązanych bliskim sąsiedztwem lub rodziną. Polacy każdą wolna chwilę spędzali razem, roztrząsając zachowanie kapitana i pocieszając się wzajemnie. Tego dnia Tomek, jak zwykle o porannej porze, odsypiał „psią wachtę”. Do kabiny Tomka wszedł Achmed, starszy marynarz z Iraku. Zaokrętował wraz ze swoim przyjacielem Alim w porcie Latakija. Wejście Achmeda obudziło Tomka. Nigdy nie miał głębokiego snu. -O co chodzi?- zapytał wchodzącego do kabiny, zdziwiony tak wczesnym budzeniem. -Second- zaczął Ahmed – Ali mieć chory. Bardzo niedobra chory, leżeć w swoja kabina – wydukał słabą angielszczyzną. Na jego twarzy widać było poważne zatroskanie i zaniepokojenie stanem przyjaciela. - Dobrze, zaraz przyjdę - odpowiedział Tomek zaspanym głosem, siadając na koi. Do jego obowiązków należały również sprawy opieki lekarskiej na statku. Achmed wyszedł z kabiny. Tomek spojrzał na, wiszący na szocie, zegarek. Była godzina 0935. Wstał. Wszedł do łazienki, usytuowanej na wprost wejścia do kabiny. Przyglądał się przez chwilę swojej zaspanej twarzy w lustrze - Co się mogło stać - myślał, rutynowo robiąc poranną toaletę. - Prawdopodobnie wychodzą Alemu bokiem, jego doświadczenia seksualne z Afrykankami lekkich obyczajów w ostatnim porcie. A może najadł się czegoś w brudnych portowych tancbudach Abidżanu?- rozmyślał wychodząc z łazienki. Ubrał się szybko. Niewiele jest rzeczy do nałożenia w tropiku. W kabinie bez klimatyzacji było piekielnie gorąco. Otwarte bulaje nie gwarantowały wymiany powietrza. Na zewnątrz słońce było już wysoko i prażyło ze zwykłą w tym rejonie bezwzględnością. Tomek wyszedł z kabiny. Skierował się w stronę rufy statku. Pomieszczenia dla marynarzy i motorzystów oddzielała od nadbudówki III ładownia. Gdy schodził do pomieszczeń na rufie, uderzył go w nozdrza ciężki zapach wilgotnych, niezbyt czystych, pomieszczeń, w których mieszkali w tym rejsie Arabowie i Murzyni. Otworzył drzwi do kabiny Alego. W maleńkim pomieszczeniu koja, szafka, mała kanapka, na której siedział Ahmed, i przymocowanie do szotu biurko, stanowiły całość wyposażenia. Powietrze było przesycone zapachem chorobliwego potu. -Dzień dobry Ali.- pozdrowił chorego Tomek.- Co się stało? Ali leżał na koi na lewym boku, odwrócony twarzą do szotu. Nie odwrócił się na głos oficera. Jedynym dowodem na to, że słyszy co się koło niego dzieje, był jakiś dziwny , wydany przez niego dźwięk. Tomek pochylił się nad chorym. Dotknął jego czoła. Było całe pokryte potem i rozpalone. Ujął Alego za ramię, by odwrócić go na plecy. Chory stawiał wyraźny opór. Leżał na boku z podkurczonymi nogami, zwinięty w kłębek. -Ali, musisz się odwrócić, muszę ciebie zbadać.- rzucił energicznie Tomek. Chory poruszył się. Z wyraźnym trudem odwrócił się na plecy. Na jego twarzy widać było cierpienie. Zaciskał z bólu dłonie. Wyglądał zdecydowanie źle. Ahmed, poruszony żałosnym wyglądem kolegi, podszedł do koi. Usiadł w nogach chorego i ujął go za zaciśniętą rękę. - Ali Secondo ciebie zbada- powiedział . -Ahmed! Nie przeszkadzaj!- ostro zwrócił się Tomek do Ahmeda. Chwycił rękę Alego w okolicy nadgarstka. Zmierzył puls. Tętno było bardzo szybkie, około 120 uderzeń na minutę. Chory jęczał. Oczy miał zamknięte. Nagle rzucił się gwałtownie na lewy bok podkurczając nogi jeszcze bardziej. Z jego ust wydostawał się z trudem okrzyk wielkiego bólu, który powoli gasnął przechodząc w rzężenie. Ciało młodego, dobrze umięśnionego Araba zamarło skurczone cierpieniem. Drugi oficer był przerażony. Dotknął tętnicy szyjnej. Wyczuwał jak tętno powoli gaśnie. -Ahmed! Obracamy go na plecy. Szybko!- polecił Tomek. Z wielkim trudem zaczęli rozciągać podkurczone nogi, które uniemożliwiały dostęp do klatki piersiowej Alego. Raptem ciało chorego gwałtownie się rozluźniło. Ali stracił przytomność. Asystujący Tomkowi Ahmed, widząc leżące nieruchomo ciało przyjaciela, wpadł w histeryczną rozpacz. Odepchnął oficera od koi, chwycił chorego za ramiona , zaczął nim potrząsać i krzyczeć rozpaczliwie – Ali! Nie umieraj. Ali nie umieraj!!! - Do diabła- pomyślał wstrząśnięty Tomek - muszę wezwać na pomoc Chiefa, sam nie dam rady z chorym i tym histerykiem.- - Ooo! Wielki Allachu! Nie zabieraj mi przyjaciela!- zawodził Ahmed. - Co ja powiem jego rodzinie!!- Ali! Ali! Nie umieraj!!!- Rzęsiste łzy spływały mu po policzkach. Histeria wyraźnie się nasilała. Tomka zaskoczyła gwałtowność Ahmeda. Odepchnięcie i gwałtowny atak rozpaczy Ahmeda spowodowały, że przez chwilę nie wiedział co robić. Szybko się jednak opanował. Przystąpił do działania. Chwycił energicznie za ramiona płaczącego Araba i potrząsnął nim ile miał sił. -Ahmed! Biegnij po Chiefa, po pomoc. Ali jeszcze żyje!- Poskutkowało. Ahmed spojrzał przytomniej na oficera, rozluźnił uścisk jego ramion jednym, krótkim wzdrygnięciem barków i szybko wybiegł z kabiny. Tomek spojrzał na chorego. Widocznie energiczne potrząsanie przez Ahmeda zrobiło swoje, bo Ali odzyskiwał przytomność. Otworzył półprzytomne oczy. Rozejrzał się po kabinie. Ponownie zaczął jęczeć, ale jakby mniej. -Ali powiedz gdzie cię boli- poprosił współczująco Tomek. Chory wskazał ręką swoje podbrzusze. - Tu Second, bardzo skurczyć i bardzo boleć- mówił skrzywiony na twarzy. -Second ty ratować Ali, ja nie umrzeć prawda?- pytał wpatrzony uważnie w oczy Tomka. -Nie gadaj głupot, na pewno nie umrzesz- pocieszał Araba oficer. -Powiedz mi lepiej od jak dawna cię to boli.- - Jak ja być na wachcie , lekko boleć- wyjaśniał Ali. - Ale jak się położyć spać o 0830, to zacząć bardzo boleć. Tomek przypomniał sobie jak w czasie szkolenia sanitarnego w Pogotowiu Ratunkowym badał, pod nadzorem lekarza, zgłaszających się chorych z bólami brzucha. Chodziło o stwierdzenie, czy ból brzucha nie jest symptomem zapalenia wyrostka robaczkowego. Postanowił powtórzyć takie badanie teraz. - Ali! Rozepnij spodnie i opuść je tak, żebym mógł ci zbadać brzuch- polecił stanowczo. W oczach Alego zagościł wyraźny niepokój. - A po co?- zapytał. - Muszę cię zbadać, żebyś nie umarł – odpowiedział Tomek, trochę rozbawiony sytuacją. Ali zrozumiał. Szybko wykonał polecenie. Tomek rozpoczął dokładne badanie brzucha. Trudno było ustalić, w którym dokładnie miejscu boli Alego. Bolało go wszędzie. Tomkowi wydawało się jednak, że napięcie mięśni jest jakby mocniejsze z prawej strony. Dopiero gdy kazał Alemu podnieść prawą wyprostowaną nogę do góry, okazało się, że jest to dla niego bardzo trudne i bardzo bolesne. - To jest wyrostek- pomyślał Tomek i przeraził się. – Statek był o 14 godzin od najbliższego portu. Atak, który przed chwilą się zakończył, świadczy chyba o poważnym stanie wyrostka - rozważał. W tym momencie wszedł do kabiny Chief, czyli I Oficer Jugosłowianin Tomisław Golob. Był dobrze zbudowanym trzydziestoletnim mężczyzną. Ceniono go jako dobrego oficera pokładowego. Znał dobrze język angielski, francuski, włoski i niemiecki i wszystkie języki Jugosławii. Był bardzo nerwowym człowiekiem. Okazywał tę nerwowość wiecznym przygryzaniem swoich sumiastych wąsów. - Co jest?- zwrócił się do Tomka. -Podejrzewam wyrostek robaczkowy- zaczął wyjaśniać Tomek – Przed kilkoma minutami miał bardzo silny atak, zemdlał z bólu. Ahmed go przypadkowo ocucił, kiedy histerycznie go potrząsał- - Dobra Second- rzucił I Oficer – Idź do Barby i powiedz mu wszystko. Ja tu będę z nim do momentu aż ty wrócisz. Niech Barba wezwie Medical Radio.- Drugi oficer wyszedł z kabiny. Szybko wszedł na pokład szalupowy, potem nawigacyjny. Po drodze na mostek postanowił wstąpić do radiokabiny. Chciał uprzedzić kolegę i towarzysza niedoli o wydarzeniach ostatnich minut. Zastał radiooficera, jak zwykle pochylonego nad jakimś urządzeniem radiowym z lutownicą w ręku. - Rysiu, Ali zachorował. Spawa jest poważna. Podejrzewam zapalenie wyrostka robaczkowego. Przygotuj się do rozmowy z Medical Radio. Ja idę do starego na mostek, żeby zadecydował formalnie o wszystkim co mamy robić. Cześć! – Tomek wyszedł w pośpiechu z radiokabiny. - Poczekaj! Poczekaj ! – krzyknął za nim radiooficer – gdzie się tak spieszysz?- - Nie mam czasu! Rób co ci mówię, bo sprawa jest poważna- doszło do uszu Rysia z głębi korytarza, gdzie znajdowały się drzwi na mostek. Radiooficer wyłączył lutownicę. Ostrożnie, by się nie poparzyć, przesunął ją na bok. Z zawieszonej na szocie półki wyjął książkę z wykazem radiostacji brzegowych i zaczął szukać najbliższego Medical Radio. Gdy Tomek wszedł na mostek, Barba siedział w dalszym ciągu rozparty, w swoim kapitańskim fotelu. Zmienił teraz pozycję o tyle, ze swoje krótkie nogi położył na kolumience sterowej. Wejście oficera przerwało kapitanowi studiowanie „świerszczyka”, pisma pornograficznego, jednego z bogatej kolekcji jaka posiadał. -Barba- zaczął Tomek – Ali bardzo zachorował. Przed chwila zemdlał z bólu. Podejrzewam zapalenie wyrostka. Trzeba wezwać Medical Radio – wyrecytował jednym tchem . Kapitan przez chwilę patrzył na drugiego oficera, zdjął powoli nogi z kolumienki sterowej, poprawił się w fotelu i powiedział: -Hola! Hola! Zaraz Medical Radio?- w jego głosie wyczuwało się kpinę. - Gdzie go boli?- zapytał po chwili. - Boli go brzuch – odpowiedział Tomek zdenerwowany kpiącym, jak zwykle, tonem Starego. - Pewnie się czegoś najadł i zatruł - stwierdził Barba. -Daj mu coś na ból żołądka i będzie wszystko w porządku - polecił pewnym tonem. - Barba – rozpoczął przerażony tym co słyszy Tomek. – Nie mogę mu nic dawać. Jeżeli jest to zapalenie wyrostka, to możemy go zabić podając mu cokolwiek do picia. - Second, nie mądrz się! – przerwał Tomkowi gwałtownie Al Din Amer . - Powiedziałem ci co masz robić, to idź to robić. Ja wiem, że to jest zatrucie! – dokończył, tonem nie znoszącym sprzeciwu. - Ale …- chciał coś powiedzieć Tomek. Stary zerwał się z fotela i wskazując ręką drzwi mostka ryknął. - Wyjdź!!.. Natychmiast daj mu krople żołądkowe! To rozkaz! Widząc zacietrzewienie i furię kapitana Tomek zrezygnował z przekonywania go. Wyszedł z mostka. Zobaczył radiooficera stojącego w otwartych drzwiach radiokabiny. Porozumieli się bez słów. Rysiu słyszał całą rozmowę przez szoty. Teraz wymownie zakręcił kółko na swoim czole. Tomek w odpowiedzi, bezradnie rozwarł ręce i wzdrygnął ramionami. Ruszył szybko w kierunku kabiny chorego. Tutaj sytuacja stawała się ponownie dramatyczna. Zaczynał się drugi atak. Ali był przytomny. Leżał na prawym boku tak, że wszystko co czuł było teraz widać na jego skrzywionej cierpieniem twarzy. - Tomislav- zwrócił się do I Oficera Tomek.- Barba chyba zwariował. Każe mu dać krople żołądkowe. Wściekł się, nie chce słyszeć o Medical Radio. Nie wiem co robić. Może ty z nim pogadaj? – Chief nie zdążył odpowiedzieć. Właśnie w tej chwili zaczął się atak. Ali skręcił się gwałtownie i zawył. Całe jego ciało zamarło w bolesnym skurczu. Wszystkie mięśnie napięte były do granic wytrzymałości. Zaczął rzęzić. Przerażony widokiem nienaturalnie wykrzywionej z bólu twarzy Alego i gwałtownością ataku Chief, nerwowo zagryzając wąsa rzucił: - Idę po Barbę, niech to sam zobaczy.- Wyszedł z kabiny. Tymczasem Achmedowi udzielał się szybko stan paniki. Zaczął znowu rozpaczać. Złapał Alego za rękę i zaczął lamentować. - Ali! Nie umieraj! Co ja bez ciebie pocznę? Co ja powiem twojej rodzinie? – zawodził – Ali nie umieraj! Łzy spływały mu po policzkach Sprowokowany łzami Ahmeda, jego chory kolega, również zaczął rozpaczać i zapominając chwilowo o bólu łkając mówił: - Ahmed! Żegnaj przyjacielu. Powiedz rodzicom jak bardzo ich kochałem- egzaltował się bólem i beznadziejnością sytuacji w jakiej się znalazł. Tomek patrzył na tę scenę przerażony. Nie bardzo wiedział co począć. Obaj Arabowie wprowadzili się wzajemnie w wielką rozpacz. Na szczęście, a może na nieszczęście, drzwi kabiny otworzyły się i do kabiny wszedł Al. Din Amer. W prawej ręce trzymał dymiące cygaro. Lewą ręką szukał czegoś jak zwykle w pustej kieszeni krótkich białych spodni. Wejście Kapitana nie przerwało lamentu Arabów, ich rozpacz…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych