Wróć do katalogu

Wyrwane wspomnienia

Kilka niedalekich wspomnień z życia Kasi, a przynajmniej osoby, która chce, zeby tak ją nazywano. Wspomnienia wiążą się ściśle ze śmiercią jej matki...

medeline, opublikowano , 16 min czytania, 4,7 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

I

Mam na imię...Niech dla Was będę Kasią. Może to śmieszne, ale nie lubię swojego imienia, nie posługuję się nim na codzień wśród znajomych. Nawet przy tacie nie. I dla brata też jestem Kasią. Ostatnio jestem smutna, to chyba po dniu matki. Wszystkie dziewczyny w klasie biegały po kwiaciarniach i sklepach z drobiazgami, żeby kupić coś mamie. Chciałabym też tak sprawić radość mojej własnej mamusi...Niektóre robią to od niechcenia, jakby wcale nie było im na rękę coś dać. Nie wiem dlaczego, ale nie potrafię tego zrozumieć. Pamiętam, że kiedyś, kiedy miałam ok. 7 lat zbuntowałam się i na Dzień Matki nie przyszłam do domu na 15 - jak obiecałam wrócić, ale na 21. Pamiętam, że Ona miała łzy w oczach. Tak...pamiętam te oczy. Smutne, pełne zdenerwowania. Gdy mnie zobaczyła w drzwiach, z głośnym hukiem upadło krzesło, gdy wstawała. Podbiegła i przytuliła mnie...Ja przeprosiłam. Nawet nie pamiętam, dlaczego się zbuntowałam. We wspomnieniach znajduję tylko to ciepło... Tak więc tego Dnia Matki chodziłam przybita. Wszędzie każdy kupował różnorakie bukiety od róż po konwalie i storczyki. Sięgnęłam do kieszeni - 7 złotych na jedną różę w ciemnym karminowym kolorze z przybraniem. Kupując przypominały mi się wcześniejsze święta mam...Od 9 lat tak samo prawie wyglądają, tylko jestem doroślejsza i więcej rozumiem. Może tez i mam więcej serca? Z tą ciemną różą szłam przez hałaśliwe miasto. Mijałam rozradowanych ludzi, wszyscy uśmiechnięci. Czyżbym tylko ja była w tym dniu przygnębiona? Weszłam na klatkę schodową i od razu dobiegły mnie odgłosy włączonego radia - znak, że tata już wrócił. Brat chyba jeszcze był w świetlicy. Rzuciłam plecak na wersalkę w pokoju i kierując się w stronę drzwi wyjściowych zaglądnęłam do kuchni. "Tato, idę do mamy". Popatrzył się smutno, skinął potakująco głową i na nowo zagłębił się w treść książki fantastycznej. "Panie świeć nad jej duszą"...tak dobrze znany i wyryty w pamięci napis na szarym nagrobku zranił mnie po raz kolejny. Delikatnie położyłam różę i zatopiłam się w modlitwie. Po kilku minutach zaczęłam rozmawiać w myślach z mamą. Kiedy już wracałam do domu, nadchodził zmierzch. Zanim zasnęłam myślałam o mamie. Już chyba nawet nie potrafię odtworzyć w pamięci wyglądu całej jej osoby. Tata pochował stare zdjęcia w pudełku na strychu, żeby mniej nas bolała jej utrata. Chciałabym, żeby czas się wrócił, żeby mama nie poszła do pracy, tylko wzięła wolne, tak jak planowała...Nie zdążyłam jej powiedzieć tylu rzeczy...Chociaż...teraz wiem, co chciałabym poiwedzieć. Wtedy wystarczyłby buziak w policzek i słowa: kocham Cię mamo...

II

Jak zawsze, pomimo tego, że polonistka miała mnie pytać - nie zwiałam. Nie wiedziała, co mi postawić. Od jakichś 3 miesięcy jest naszą wychowawczynią, ponieważ ta fajna, starsza nauczycielka jest w szpitalu i odeszła ze szkoły. Zaczęło się piekło. Na wszystkie pytania odpowiedziałam dobrze, ale . . . -wychodzi Ci pomiędzy 4 a 5. Nie wiem, co Ci postawić, chciałabym skonsultować się z Twoją mamą. Dlaczego Twoja mama nie przyszła na wywiadówki? Zamarłam. Cała klasa zamarła. Cisza była tak męcząca, przygniatała mnie swoim ciężarem. Czułam spojrzenie nauczycielki, oczy każdego, kto był w tej klasie były skierowane tylko i wyłącznie na mnie. Było mi gorąco, duszno, słabo . . .Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Polonistka nerwowo zaczęła stukać długopisem w blat biurka. -no słucham *****, powiesz mi, dlaczego? Może nie mówiłaś jej o wywiadówkach? Czy wiesz, jakie to niegrzeczne? Co masz do ukrycia? dwie trójki z języka polskiego, jedną niedostateczną z matematyki . . .Dlaczego nic nie mówisz, kiedy proszę Cię o odpowiedź? Podaj mi swój numer telefonu, zadzwonię dzisiaj do Twoich rodziców! Poczułam, że łzy cisną mi się do oczu, dziwny ucisk w gardle nie pozwala na wypowiedzenie słowa. Z pomocą przyszedł ktoś, po kim bym się tego nie spodziewała. Te lata prześladowań i wyzwisk, oskarżanie o śmierć mojej mamy . . . - Proszę pani, przepraszam, że przerwę, ale Kasia . . . -O ile dobrze wiem, ona nie jest Kasia, ale ***** -Przepraszam - dalej ciągnął grzecznie - ale my na nią mówimy Kasia - Ona jest ***** W tym momencie łzy pociekły mi po policzkach, a nauczycielka zaczęła coś krzyczeć na mnie, na niego, że sceny odstawiamy. Stałam już pod tablicą 15 minut. - Niech pani mnie posłucha do cholery! - tu wściekły już Karol wstał z krzesła, uderzył książką o ławkę, uciszając tym samym szmery, które rozeszły się po klasie - Kasia nie ma mamy! Czy musi pani być taka okrutna w stosunku do niej do cholery? Zamarła. Patrzyła się to na mnie, to na niego. Policzki zaczęły jej czerwienieć, oburzenie wzięło górę nad sensem słów, które wypowiedział. -Jak ty się szczeniaku do mnie odzywasz? Jesteś nikim, rozumiesz? Dostajesz na minus 40 punktów za wulgarne odzywanie się do nauczyciela, 10 za krzyczenie na nauczyciela, 20 za swoje zachowanie! "Nie mogę tu dłużej zostać . . . Nie mogę tu dłużej zostać" myślałam cały czas, kiedy oni krzyczeli na siebie. Wybiegłam z klasy. Otwierając drzwi potknęłam się i o mało, co nie wpadłam w dyrektora. Wybiegłam ze szkoły. Złapał mnie nauczyciel od informatyki, który akurat szedł na lekcje. Zapłakaną i roztrzęsioną wprowadził do klasy. Był tam dyrektor i już brał na dywanik Karola. Rzuciłam mu wdzięczne spojrzenie. Gdy szłam do ławki, szepnęłam mu: "dzięki". Pierwszy raz się do mnie uśmiechnął tak szczerze bez kpiny. Wreszcie koniec prześladowania! Może jednak ta klasę dobrze zapamiętam, gdy będę odchodzić do innej szkoły? Nauczycielka tylko patrzyła na mnie jakby ze zmieszaniem, bo okazało się, że jednak Karol nie kłamał . . .

III

Tak . . . Ostatnio wiele przykrego i smutnego wydarzyło się w moim życiu. Odnoszę wrażenie, że całe moje życie to jedno pasmo nieszczęść chociaż zdarzają się przyjemne chwile, z których staram się jak najbardziej cieszyć i wykorzystać jak najlepiej potrafię. Po tym całym incydencie z nauczycielką nie chodziłam już do szkoły. Wyjechałam na tydzień w Bieszczady do babci Marceli. Jest przemiłą staruszką, zawsze każe mówić sobie po imieniu, nawet 3 - letnim dzieciom z wioski. Lubię tam przebywać, szczególnie latem, ponieważ mogę oderwać się od szarej rzeczywistości. Wszędzie lasy, pola, tylko dwie rodziny mają telewizor, woda pobierana jest ze studni - to tak, jakbym cofnęła się w czasie o kilkadziesiąt lat. Na miejsce dojechalam autobusem, bo tata sprzedał samochód na rzecz remontu naszego mieszkania, bo m.in. na ścianach rozpleniła się trudna do zwalczenia pleśń. Przystanek znajduje się 3 km od wioski. Idąc piaskową drogą czułam, że wszystko mnie opuszcza. Czułam się wolna jak ptak z tą jedną torbą w ręce i lekkim sweterku na ramieniu. Weszłam w wąską, boczną dróżkę. Szukałam dużego, starego kamienia. Stał tam, gdzie zawsze. Usiadłam na nim - robiłam to odkąd pamiętam. Torbę położyłam obok. Oparłam się o drzewo, zamknęłam oczy. "Jestem w raju . . . ". Z zadumania wyrwało mnie szczekanie psa. Grupka małych dzieci przeszła niedaleko z bukietami maków i bławatków. Patrzyłam na te ich uśmiechnięte twarzyczki, dopuki nie zniknęły za zakrętem. Otworzyłam drzwi. Znany zapach drewna sprawił, że powróciłam na ziemię. " Tak . . . Teraz będę musiala zając się Marcelą . . . " - pomyślałam, kiedy usłyszałam jej kroki. Zbliżała się pora obiadu. Nakryłam do stołu i postawiłam na środku stary wazon ze świeżymi kwiatami zebranymi po drodze. Pomogłam Marceli wstać z łóżka, podprowadziłam ją do krzesła, pomogłam usiąść. Przez te pół roku, kiedy widziałam ją ostatni raz, bardzo się zmieniła. Wyglądała na starszą niż była, skóra jakby wisiała na jej wychudłej twarzy. Dłonie słabe, nie mogące podnieść pełnego talerza zupy . . . Nie ma co ukrywać - rak się rozwijał, a ona nadal nie chciała iśc do…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych