Wywiad
opowiadanie o kimś kogo widzisz, ale nie znasz
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Już rok. Nie pamiętam dokładnie. Na początku liczyłem dni, starałem się nadążyć za światem, chociaż on wykopał mnie za drzwi. Byłem pewien, że ta sytuacja jest chwilowa i wyjdę z niej – każdemu zdarza się nie mieć gdzie zanocować. Mało razy spałem na dworcu czekając na pociąg? W tamtych dniach też czekałem, a że za czymś innym? Kogo to obchodziło? Nie różniłem się niczym od ludzi z walizkami, chodzących we wszystkie strony - byłem jednym z nich – czysty, ze starannie spakowaną walizką. Żaden szkieł nie zwracał na mnie uwagi. Cholera, nawet się goliłem w darmowej toalecie w centrum handlowym! Ja, lump z dworca! Prawda, że głupie? Wtedy było to dla mnie normalne.
Wysoki młody mężczyzna stanął obok automatu z kawą i wpatrywał się w skulonego człowieka. Wybrał cappuccino przysłuchując się jego historii. Odszedł, obrzucając bezdomnego spojrzeniem o nieokreślonej wymowie. Białobrązowy gołąb paradował bezmyślnie w kółko przed posłaniem kloszarda.
Oczywiście, że szukałem zajęcia. Nie było to proste, bo kuleję, widać, prawda? Ta noga strasznie mnie boli, nie mogę długo stać, nie mogę wiele chodzić. Miałem wypadek, stare dzieje… No jasne, że miałem rentę. Ale byłem młody, mało do czasu wypadku pracowałem, to były po prostu grosze. Narobiłem mnóstwo długów, nie miałem za co płacić czynszu… Popularny schemat… No i mnie wywalili w końcu. Nie powiem, spodziewałem się tego każdego dnia, ale odsuwałem to od siebie, starałem się skupić na czymś innym. Szukałem roboty, na próżno, jak widać.
Gołąb zagruchał i wzbił się pod dach dworca, po czym wyfrunął na skąpane w słońcu zewnątrz.
No i to był właśnie główny problem. Nie miałem nikogo, do kogo mógłbym pójść. Rodzice umarli kilka lat wcześniej, rodzeństwa nie mam, kuzynka siedzi w Stanach. Przyjaciele z czasów liceum, po moim wypadku stopniowo i powoli się wykruszali. Im większe miałem długi, tym było ich mniej. Chyba im się nawet nie dziwię, pewnie wiedzieli, czym to się skończy, jakoś tam podskórnie to przeczuwali. No i wyszło jak wyszło. Czy to pana dziwi? Pewnie pan myśli, że sam sobie jestem winien, bo na pewno znalazłbym robotę, ale wybrzydzałem, że mogłem zwrócić się o pomoc do jakichś organizacji… Mam rację, co? Ale ja naprawdę się starałem, szukałem, czasem nawet łapałem coś dorywczego, ale byłem zbyt niedołężny, by trzymali mnie dłużej niż okres próbny. A do pracy biurowej nie miałem kwalifikacji. Nie chciałem żebrać, chodzić po prośbie do jakichś ośrodków dla biednych, sam chciałem dać radę. Wstydziłem się pójść po chleb do kościoła, wziąć makaron z darów. Czy pana to naprawdę dziwi?
Jasnowłosy młodzieniec podszedł do okienka informacji i zapytał o ile opóźniony jest pociąg do Gdyni. Odszedł rozgniewany. Rozmawiał ze swoją dziewczyną żywo gestykulując. Niedaleko nich wyraźnie zdenerwowany mężczyzna w średnim wieku, z małą czarną torbą, stanął w wyjątkowo długiej kolejce w pawilonie z pieczywem i przyglądał się różnym rodzajom drożdżówek. Bezdomny przypatrywał im się z zainteresowaniem.
Lubię patrzeć na ludzi. Nudzi mi się tu, więc obserwuję co robią, jak są ubrani, wyobrażam sobie jak wygląda ich życie. Czy zazdroszczę im? Przez pierwszy miesiąc patrzenie na nich to był koszmar, jak ciągle rozdrapywana rana. Teraz między nami jest mur, nie mam już z nimi nic wspólnego i wydaje mi się jakbym nigdy nie miał. Oni są tam, ja tu i tyle.
Hałaśliwa grupa młodzieży rozbiegła się po dworcu. Kilka osób ustawiło się w kolejce po drożdżówkę, kolejne usiłowały bezskutecznie kupić wodę w kiosku za pomocą języka niemieckiego.
Pewnie, że mnie denerwują tacy ludzie, którzy nie szanują jedzenia. Jestem głodny bardzo często. Boję się czasami, że nie zapanuję nad sobą i nawrzeszczę na jakiegoś idiotę, który tak jak tamten, widzi pan?, jak tamten szczun, zadowolony wywala kanapki do kosza. Mógłby, chociaż dać ptakom… Ale przywykłem do tego gniewu, do
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil EarthIntruder
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…