Wróć do katalogu

Wyznanie

Czy mozna pozwolić komuś umrzeć, gdy się go kocha? Czy mozna pozwolić mu na śmierć którą sam na siebie sprowadził?

A.S., opublikowano , 10 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

-Zostawiłam Ci obcięte paznokcie na poduszce. Możesz sobie mnie klonować - Rzuciłam zjadliwie na koniec i odwróciłam się. Nie chciałam patrzeć jak skomli. Wkurzało mnie to. Niech raz na zawsze uświadomi sobie, że życie, to nie teatr. Niech już daruje sobie te sceny rozpaczy i po prostu pozwoli mi odejść. Nie pozwolę się tak traktować! Nie jestem zabawką. Najpierw miesza z błotem, upokarza, a potem sama się płaszczy i błaga. Odrażające. Błyskawicznie spakowałam się i wyszarpnęłam klucze z najniższej szuflady wypełnionej papierzyskami. Klucze do mojego azylu. Dobrze, że mam gdzie iść. Już nie chcę tu być. Nigdy. I nie chcę być z nią. Bez żalu zostawiłam kobietę wyjącą na podłodze. Byłam podła, ale gniew był tak silny, że gdybym została jeszcze chwilkę, zabiłabym. Chociaż pewnie spodobałoby jej się to. Lubiła takie zagrania. To by było takie dramatyczne. Piękna śmierć z ręki kochanki. Jeszcze pewnie sama podałaby mi kuchenny nóż. Ten jak najbardziej błyszczący, do krojenia chleba… Splunęłam na wycieraczkę. Ona mówiła do mnie wierszem, ja do niej rozkazami. Nie ma co, dobrałyśmy się… Wyszłam na ulicę, było mi ciężko, ale nie zdecydowałam się na taksówkę, chciałam poczuć dogłębnie wolność, która zaatakowała mnie znienacka i rąbnęła prosto w potylicę. Gdzie ja mam fajki? Kurcze, jakieś zakupy by się przydały. Nie pójdę przecież z pustymi rękoma. Ale jak do jasnej cholery z tymi walizkami. No nic, jakoś sobie poradzę. Po chwili oprócz walizki, plecaka i torby podręcznej dźwigałam trzy reklamówki, i ze wszystkich sił starałam się, nie uwalniając rąk, zapalić papierosa. Udało się. Teraz już miałam w nosie jak dotrę na miejsce. W końcu to nie koniec świata a inna dzielnica. Jakoś mi się udało dojść i to nawet dość szybko. Potem tylko schody. Masakra, trzecie piętro to dla mnie wyzwanie. Brązowe drzwi, z wielki różowym ptakiem, niemieszczącym się na płaszczyźnie ograniczonej futryną, Maria była prawdziwą artystką. Ptak krzyczał nie tylko kolorem, ale szklanym spojrzeniem. Jakby ktoś siłą sprowadził go na ziemię, zniewolił farbą i przyszpilił lakierem do tych drzwi. Wzdrygnęłam się… Ciekawe, co czuje listonosz, gdy codziennie wita go obraz zbolałego zwierzęcia. Zadzwoniłam…cisza. Zapukałam…cisza…poczułam się usprawiedliwiona i skorzystałam z klucza. Wniosłam bagaże, zamknęłam drzwi i przekręciłam zamek. Dla pewności rzuciłam jeszcze w głąb korytarza, umówione ileś tam lat temu-Hop! Hop!- ale odpowiedziało mi jedynie tykanie zegara. Coś mi nie pasowało. Maria nawet jak wychodziła z mieszkania, zostawiała włączone radio, a teraz nic… Znowu poczułam się nieswojo, jakby ten różowy krzyczący ptak patrzył na mnie. Rozejrzałam się po przedpokoju i ruszyłam na przegląd mieszkania. Wszędzie podłogi pokryte grubą warstwą kurzu, zasuszone kwiaty w oknach i zapach stęchlizny. Zaczęłam się bać. Mieszkanie wyglądało jakby nikt nie mieszkał tu od miesięcy. Kolejno otwierałam drzwi do wszystkich pomieszczeń, wszędzie to samo, pustka. W kuchni na stole stały resztki kolacji, które porosły grubą warstwą pleśni… Ale nigdzie żadnej wskazówki co mogło się stać z właścicielką. Weszłam do ostatniego pokoju, sypialni i skierowałam się w stronę telefonu, nagle usłyszałam cichutki jęk. Na łóżku zwinięta w kłębek leżała Maria. -Boże, nie zauważyłam Cię, dlaczego tu tak ciemno? Masz migrenę? - Odsłoniłam żaluzje i dopiero teraz zobaczyłam Marię w pełnej krasie. Zaniemówiłam. To nie była ona…a przynajmniej przez chwilkę tak mi się wydawało, dopóki nie usłyszałam kolejnego jęku. Przez chwilę wahałam się, w końcu jednak przysiadłam na łóżku. -Mario, co się stało, jak Ty wyglądasz - sięgnęłam po słuchawkę telefonu z zamiarem wezwania pogotowia, ale chwyciła mnie za dłoń. Posłusznie nie wykręciłam numeru…Przyjrzałam się jej…miała zamglony wzrok, fioletowe plamy pod zaropiałymi oczami, zapadnięte policzki. Świszczący oddech ranił moje uszy. Sama skóra i kości, przykryte brudną, pogniecioną halką. Wyglądała jakby wrosła w ten pokój, brakowało tylko pajęczyn. Była tak samo zakurzona jak całe mieszkanie. Była prawie przezroczysta… nie wiedziałam, dlaczego tak wygląda. Pierwsze, co przyszło mi na myśl, to że Maria umiera na anoreksję, ale to do niej nie pasowało… To nie było w jej stylu. Odłożyłam telefon na swoje miejsce i przyniosłam szklankę wody. Próbowałam napoić Marię, ale zakrztusiła się przy pierwszym łyku. Spróbowałam jeszcze raz i szklanka została szybko opróżniona. Padła wyczerpana na łóżko i zamknęła oczy. Na powrót zasłoniłam okno. Wyszłam z pokoju i nogi się pode mną ugięły, padłam na podłogę i załkałam po cichu… Powoli łyżeczka po łyżeczce chciałam wlać w nią kubek bulionu. Szło to nam bardzo opornie. Maria bardzo szybko się męczyła. Była w okropnym stanie i jeśli mnie ktoś by spytał, powiedziałabym, że ona umrze. Umrze, a ja nic nie mogłam na to poradzić, takie było jej życzenie, a ja zamierzałam to uszanować. Trzeci dzień spędziłam przy niej, nie odchodząc na krok, poiłam, myłam i chciałam, chociaż poudawać, że wszystko

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych