Wróć do katalogu

Yeti

Kolejne pierdolenie głupot, tym razem fest.

krass, opublikowano , 10 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Yeti, jak to yeti - łaził i starał się nie zostawiać śladów. Tymczasem Inglot prasował swoją jedyną białą koszulę, która po trzydziestu latach użytkowania stała się beżowa, a na kołnierzyku i mankietach nawet, rzekłbym, kakaowa. Żelazko, którego Inglot używał było firmy Philipss i zostało wyprodukowane w Chinach. Kosztowało 2 zł, Inglot kupił je okazyjnie w hipermarkecie. Było doprawdy doskonałe przy takiej cenie - lekkie, poręczne, nie zajmowało zbyt wiele miejsca. Jedyną jego wadą było to, że rozgrzewało się zaledwie do temperatury pokojowej i to dopiero po dwóch dobach od momentu wsadzenia wtyczki do gniazdka. Inglot nie był jednakże malkontentem i cieszył się z zakupu.

Tymczasem yeti zostawił ślad, ale nie zauważył tego.

Inglot skończył prasować swoją koszulę, powiesił ją na wieszaku i poszedł się ogolić. Żelazka nie wyłączał; za trzy dni zamierzał uprasować sobie skarpetki. Golenie zarostu na twarzy nie było ulubioną czynnością Inglota. Być może byłoby inaczej, gdyby używał do tego celu trochę nowszej maszynki do golenia. Tymczasem maszynka Inglota miała już dobrze ponad dziesięć lat, a z tego co napisał producent na opakowaniu była to maszynka jednorazowa. Bzdura, Inglot golił się nią już spokojnie ponad trzy tysiące razy i ciągle wydawała mu się zdolna do użytku.

Po dwóch godzinach walki przed lustrem Inglot wyszedł w końcu z łazienki. Jego policzki i broda krwawiły, ale nauczony doświadczeniem doskonale przygotował się na podobną okoliczność. Podszedł do szafki, w której trzymał apteczkę, wyciągnął kawałek brązowej od zakrzepłej krwi gazy i owinął nią sobie twarz. Był niemal gotowy do wyjścia, pozostało mu jeszcze tylko przyklejenie nowej tektury do butów - podeszwy starły się jakieś piętnaście lat temu.

Yeti gmerał właśnie łapą w futrze, zupełnie bez sensu, gdy Inglot włożywszy z powrotem do apteczki mokrą od świeżej krwi gazę, wciągał na tyłek stosunkowo sztywne, bo nigdy nie prane sztrusky, pamiętające nagie haki w sklepach mięsnych. O tym, że sztruksów się nie pierze Inglot usłyszał od dobrego znajomego swojej świętej pamięci matki, któremu ufał bardziej niż własnemu ojcu, bo nie miał powodów żeby mu nie ufać. Założywszy spodnie, koszulę i buty, Inglot zamknął na kłódkę swoje mieszkanie i wyszedł. Czekało go czternaście pięter w dół, ale nigdy nie korzystał z windy - miał lekką klaustrofobię. Między innymi również z tego powodu rzadko zamykał się w beczce.

Yeti oparł przystanął i ziewnął. Nagle zachciało mu się spać. Natomiast Inglot był już na dole i ukłonił się sąsiadce, która jak zwykle uciekła przerażona na widok jego twarzy; jakoś nie mogła się przyzwyczaić. Prawdę mówiąc dosyć sporo osób reagowało w podobny sposób odkąd żyletka Inglota zaczęła się tępić.

Yeti zasnął na stojąco, Inglot nie. Ruszył szybkim krokiem w kierunku przystanku tramwajowego. Nie wsiadł jednak do tramwaju, zamiast tego wskoczył niepostrzeżenie na wystający z tyłu dyszel i w ten sposób pokonał odległość osiemnastu przystanków. Jak Czytelnik zdążył się zapewne zorientować, Inglot był człowiekiem niezwykle oszczędnym.

Punktualnie o godzinie ósmej Inglot rozpoczął pracę. Nie był co prawda nigdzie zatrudniony, ale od lat parał się bieganiem wokół kościoła Najświętszej Maryi Panny - może nie tyle ze względów zarobkowych, bo nic na tym nie zarabiał, ile po prostu dlatego, żeby mieć jakąś pracę, a nie być darmozjadem.

Yeti śnił o tym, że został sfotografowany i omal się nie obudził. Inglot tymczasem zaczynał pierwsze okrążenie. Po drodze ukłonił się księdzu proboszczowi, który uśmiechnął się do niego serdecznie. Lubił Inglota, gdyż odkąd ten zaczął biegać wokół kościoła, parafia stała się sławna.

Skończywszy szesnaste kółko, Inglot usiadł na schodach przed kościołem i zaczął odpoczywać. Yeti tymczasem ciągle spał, ale na szczęście przestało mu się cokolwiek śnić.

Odpocząwszy nieco, Inglot wstał i zamierzał właśnie rozpocząć kolejne okrążenie, gdy zupełnie niechcący zerknął w stronę pobliskiego domu towarowego i jego oczom ukazał się anioł. Anioł miał na imię Hellena i był kobietą. Mówiąc szczerze nie był to prawdziwy anioł, ale zwykła kobieta - niebrzydka, całkiem jeszcze młoda, ale w sumie nic specjalnego. Inglot jednakże pomyślał, że się zakochał i zamiast, jak zamierzał, pobiec wokół kościoła, podszedł do kobiety i, niewiele myśląc, powiedział:

- Kocham panią.

Hellena spojrzała zdumiona na dziwnego, pokaleczonego mężczyznę i odeszła czym prędzej bez słowa i to bardzo szybkim krokiem. Była umówiona z kolegą z liceum, niejakim Krzysztoffem, z którym od czasu do czasu spotykała się, aby mu pomóc.

Inglot nie poczuł się urażony, ani te specjalnie zraniony - w gruncie rzeczy wcale nie kochał Helleny, sam nie wiedział dlaczego skłamał jej w żywe oczy. Przeklął się w duchu za popełniony grzech i ze zdwojonym zapałem wrócił do biegania wokół kościoła.

W międzyczasie Hellena…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych