Wróć do katalogu

Z pamiętnika Sheiny... (39)

Powoli wyczerpują się zapasy, które mam na swoim kompie. Teraz będą się pojawiać "na bieżąco" (czyli mam nadzieję, że jakieś 2 na miesiąc mi się uda:) PMG - czekam na poprawę:P Dziękuję wszystkim tym, którzy poświęcili mi swój cenny czas^^

Synis, opublikowano , 13 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Z pamiętnika Sheiny... (39)

... (siódmy miesiąc, drugi tydzień, pierwszy dzień)

„Zatrzymaliśmy się dopiero wtedy, kiedy zakręciło mi się w głowie. Nie ze zmęczenia. Byliśmy już bardzo blisko miejsca wydarzeń. Wcześniej dwóch elfów, z piątki nas eskortującej opuściło naszą gromadkę niepostrzeżenie. - Po to, by powiadomić Leśne Straże o naszych zamiarach – wytłumaczył Riviln. Czyli wszystkich tych, którzy obserwują okolicę. Czyli na przykład Lileia. Postój trwał chwilę i tylko tyle potrzeba było czasu na najważniejsze decyzje. - Ty, wraz z Alin zostajesz tutaj. Pod opieką tych Leśnych Straży. Ten pomysł mi się nie spodobał. - Nic nam nie pomożesz, będziesz tylko przeszkadzać – skwitowała krótko moje protesty Selena. I miała rację. Rację również miał Riviln, uśmiechając się z lekkim pobłażaniem, kiedy zapewniałam, że się z miejsca nie ruszę. Choć tak naprawdę w tamtej chwili nie chciałam i nie miałam ochoty spotykać się z jakimkolwiek stworem, buszującym gdzieś przed nami, w gęstwinach. A więc… mieliśmy stać i czekać. Riviln i Selena szybko zniknęli nam z oczu. Po chwili znów poczułam się niewyraźnie. I nie przechodziło. Wręcz przeciwnie, wzmagało się. Musiałam sobie usiąść na trawie. Elfy wyglądały wyraźnie na zaniepokojonych. Zaczęły się rozglądać po okolicy. Dwóch z nich bez słowa nas opuściło i wtopiło się w zieleń lasu. - Są blisko – stwierdził ten, co został. – Powinniśmy jak najszybciej opuścić to miejsce. - Zgadzam się. A gdzie się podziali twoi towarzysze? - Pobiegli zawiadomić Zavierzihienów. Sytuacja nie całkiem wygląda tak, jak przewidywali. - Kogo? Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że przez nich będziemy mieli masę problemów. Wtedy też nic więcej nie zdążyłam się dowiedzieć. Gdzieś z prawej strony poruszyły się liście. Potem hałas, jakby na raz zostało złamanych setki gałązek, lub jakby jakieś wielkie cielsko poruszało się w naszą stronę. Leniwie, nie śpiesząc się. I wtedy usłyszałam już tylko… - Biegiem!!!! Zdążyłam zobaczyć jedynie niewyraźny wielki kształt, wyłaniający się z gęstwiny. I czerwone martwe oczy. Potem już las rozmył się kolorami zieleni, a wiatr zaczął grać swoje melodie, które usłyszeć można jedynie w biegu. Nie wiem, dokąd biegliśmy, nie wiem jak szybko i jak długo. Lecz w pewnym momencie zorientowałam się, że nie widzę przed sobą elfa. Ani też Alin, która biegła tuż obok. Byłam sama! Zasapana zatrzymałam się. Jak to możliwe, że straciłam ich z oczu? Krzyczeć nie mogłam. Nie wiadomo, kto by mnie usłyszał. Zasada jest taka, że należy czekać na przewodnika w miejscu, w który się zorientowało, że się zgubiło. Więc stałam i czekałam, nie bardzo pewna tegoż postępowania. Las wokoło mnie był nienaturalnie cichy. Nie było słychać dosłownie niczego. Pośpiesznie zdjęłam łuk z pleców, równocześnie przypominając sobie o posiadaniu Scyzoryka, o którym zapomniałam przy okazji przygody z korzeniem. No i co dalej? Nieprzyjemna cisza przeciągała się. Może to i lepiej. Może nie ściągnę na siebie uwagi czegoś nieprzyjemnego. A może lepiej nie stać pośrodku niewiadomo, czego i nie czekać niewiadomo, na co? Spojrzałam w górę. Nic dziwnego, że elfy tak wspaniale poruszają się w koronach drzew. Tutejsze konary są o wiele grubsze, niż gdziekolwiek indziej. Poza wcześniej poznanymi niezwykłościami tego lasu, cechowały go stare, wręcz wiekowe drzewa, pamiętające czasy Drugich Narodzin świata, jeśli wierzyć legendzie. Wielkie, monumentalne stały się chwilowo moim schronieniem w przypadku, gdyby coś chodzącego po ziemi i niebezpiecznego znalazło się w pobliżu. Lecz wdrapanie się na takie drzewo nie było sprawą prostą. Niemalże niemożliwą. Przez jakiś czas kręciłam się w kółko, szukając odpowiednio małego drzewa, którego gałęzie były by w moim zasięgu. Gdy już takie znalazłam okazało się, że moje kłopoty z wejściem na drzewo się dopiero zaczęły. Otóż kora stała się niespodziewanie śliska. Zbyt śliska dla podbić moich butów. Nic nie pomógł mocny, pewny chwyt, kiedy stopy traciły oparcie. Kiedy po raz kolejny wylądowałam twardo na ściółce leśnej, zaczęłam się poważnie zastanawiać czy to drzewo przypadkiem nie ma własnej woli i czy przypadkiem nie ma akurat w tej chwili kaprysu, by nie pozwolić mi się na nie wdrapać. - Mam poprosić? – mruknęłam do siebie, lekko zrezygnowana. Drzewo zaszumiało i zaskrzypiało. Przypadek? Zważając na to, że nie było wiatru… Pokręciłam głową. - Elfy zawszę proszą, kiedy chcą skorzystać z waszych konarów? Drzewo ponownie zaskrzypiało, wraz z tymi stojącymi obok niego. To miało znaczyć „tak”? Wierzyć mi się nie chciało. Prowadziłam dialog z roślinką. Westchnęłam cicho. - Proszę…? Odpowiedziała mi cisza. Wstałam niepewnie i po raz kolejny próbowałam wdrapać się na to drzewo. Tym razem i gałąź okazała się pokryta czymś śliskim i lepkim. Znów twarde lądowanie. Żywica, której chwilę wcześniej tam nie było, a którą miałam aktualnie obwicie wysmarowane ręce. - No przecież poprosiłam! Co jeszcze mam zrobić? Błagać na kolanach? Odpowiedziała mi seria krótkich skrzypnięć. Śmiech? Znów westchnęłam, tym razem głośno i przeciągle. - Ubaw macie, co? Mi niestety nie jest do śmiechu. Po Waszym lesie biega grupa Ożywieńców, którzy tylko czekają na okazję, by odrąbać Mi głowę…- żadnej reakcji – i połamać Wam gałązki - szum się nagle zrobił w listowiu. – Więc proszę Was, pozwólcie mi bezpiecznie przebywać wśród Waszych gałęzi. Obiecuję, że nie potrawa to długo. Dziwnie się trochę czułam, prowadząc rozmowę lub też bardziej monolog z roślinami. W sumie to zastanawiałam się w między czasie, czy nie prowadzę dialogu z własnymi urojeniami. Myślę, że ten, kto rozmawiał kiedyś z drzewem, będzie wiedział, co mam na myśli. Spróbowałam po raz kolejny. Tym razem się udało. I jakież to było proste! Miałam wrażenie, że gałęzie się obniżyły tak, bym lepiej mogło je chwycić. Natomiast żywica zniknęła. Nie było po niej śladu. - Dziękuję… Chwilę później byłam już kilka dobrych metrów nad ziemią i rozglądałam się po okolicy. W lesie nadal panowała niczym niezmącona cisza. Biorąc pod uwagę to, że niedaleko stąd ma miejsce walka, było to dziwne. Choć może nie tak niedaleko, skoro nic nie czułam i nie kręciło mi się w głowie. A może po prostu zaczęłam się przyzwyczajać. W momencie, w którym o tym pomyślałam zrobiło mi się niedobrze. Chwyciłam się kurczowo pnia, żeby nie spać, bo już po chwili…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych