"Zabierz mnie stąd..."
Wspomnienia chłopaka...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zawsze tak pięknie się uśmiechała. Jej oczy błyszczały radością, a na policzkach pojawiały się urocze dołeczki. Wyglądała jakby śmiała się nie samymi ustami, a każdą, najmniejszą częścią swojego ciała. Tym mnie urzekła. Później, gdy poznaliśmy się trochę bliżej… gdy zaczęliśmy ze sobą być, zaczynałem dostrzegać, że ten uśmiech był tylko przykrywką. Kamuflażem, przed jej prawdziwym nastrojem. Byłem pierwszym, który pokochał ją tak mocno. Pierwszym, który oszalał na punkcie tej niesamowitej istoty. Ona darzyła mnie uczuciem podobnym do mojego. Także byłą pierwszą. Moją pierwszą, prawdziwą miłością. Dopiero dziś widzę, że już na początku wysyłała mi słabe sygnały. Mimo, że słabe, powinienem był na nie zareagować. Nie lubiła mówić o swoim domu. Wręcz unikała tego tematu na wszelkie możliwe sposoby. Zawsze, gdy zbliżaliśmy naszą rozmowę w jego stronę zaczynała wykonywać zręczne manewry, tak aby go wyminąć. Działo się z nią coś dziwnego. Coś, w czym sam się gubiłem. Gdy byliśmy ze znajomymi ona lśniła niczym najjaśniejsza gwiazda na niebie. Była duszą towarzystwa. Każdego znała, a nawet jeśli nie, to nie było dla niej problemem pożartować z obcą osobą. Wtedy najczęściej widywałem jej przepiękny uśmiech. Dostrzegałem blask, jaki roztaczała wokół siebie. Była to jakby aura, która dawała mi ukojenie. Wtedy czułem, że żyję dla niej, a ona dla mnie. Że jej nic nie jest i cieszy się życiem. Jednak to szybko mijało. Gdy tylko zostawaliśmy sami, jakby gasły światła reflektorów. Zdarzało mi się to porównywać z teatrem. Sztuka się skończyła, a aktorzy zaczynali być sobą. Wtedy rzadko się uśmiechała. Starałem się zrobi wszystko, aby choć na jedną chwilę przywołać te prześliczne dołeczki. Gdy pierwszy raz poprosiła, abym ją zabrał gdzieś daleko uznałem to za żart. Takie… młodzieńcze marzenia o wolności, swobodzie… nie wziąłem tego na serio, a i ona wypowiedziała to tonem niefrasobliwym, jakby nie miało to dla niej najmniejszego znaczenia. Już wtedy mogłem…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil karcia
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…