Zabójcza imaginacja
Tam gdzie pragnienia mieszają się ze spełnieniem...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Jak miło, że pan przyszedł. Proszę zająć miejsce na leżance - oznajmił uprzejmie psycholog. - O czym dziś porozmawiamy? Właściwie, to nie miałem ochoty na jakąkolwiek wymianę zdań z tym człowiekiem, ale słowa same wyrwały się z moich ust. Obserwowałem przez chwilę, jak kreśli coś w swoim notatniku. Co on tam w ogóle wypisuje? Może tylko udaje, że interesuje go to, co mówię.. Miałem ochotę wstać i zajrzeć w te bazgroły. Byłem pewien, że zobaczyłbym jedynie kwadraciki, kółka lub inne dziwne kształty. Daj sobie z tym spokój. – powtarzałem w myślach. - Panie Michale, czy możemy wrócić do samego początku? Wydaje mi się, że jest pan dziś rozkojarzony. Proszę się odprężyć. Wziąłem głęboki wdech, po czym wypuściłem powietrze powoli, jakby był to ostatni oddech w moim krótkim życiu. Zastanawiałem się, co ja tam właściwie robiłem.. Miałem dwadzieścia lat i już nie potrafiłem poradzić sobie z własnymi problemami. - Czy wszystko w porządku? - zapytał. Patrzyłem prosto w jego oczy przepełnione chęcią pozyskania wysokiego zarobku. Był jak pijawka. O czym myślał, rysując swoje kwadraciki, kiedy mu się zwierzałem?! Ten wzrok.. tak obojętny, zimny. Powiedz staruszku, co kryjesz pod swoją skorupą? Może masz depresję - tak jak ja... Może faszerujesz się prochami, źle sypiasz lub, co gorsza, budzisz się w środku nocy zlany potem. Nic nie wiesz o życiu, męce i strachu przed każdym nowym dniem! - Proszę przestać toczyć w sobie tę wewnętrzną walkę. Niech pan odsunie złe myśli na dalszy plan. Po to, żeby dopadły mnie w najmniej oczekiwanym momencie?! Zacisnąłem pięści. Poczułem jak paznokcie wbijają się w skórę. - Nie chcę z panem rozmawiać ani dziś, ani jutro… ani nigdy. – odparłem. - Proszę stąd teraz nie wychodzić! Może pan zrobić krzywdę sobie lub komuś innemu!- oznajmił wpadając w niemałą panikę. Miał rację, ale mimo to i tak nie mogłem dłużej przebywać z nim w jednym pomieszczeniu. Czułem się jak więzień. Postanowiłem już nigdy nie pojawiać się w takich miejscach – w świecie pożeraczy ludzkich dusz i portfeli. Spuściłem głowę, gdy wychodziłem z budynku. Szedłem przed siebie, licząc płyty chodnikowe niczym małe dziecko. Próbowałem wyłączyć myśli... po prostu iść. Dokąd? Sam nie byłem pewien. Nagle dotarł do mnie głośny dźwięk klaksonu. Podniosłem wzrok, dostrzegając zbliżający się samochód. Mogłem uciec... dałbym radę. Jednak nie zrobiłem tego. Czekałem na uderzenie, błagając bogów, aby nie skręcił na pobocze. Gdy byłem pewien, że nie zdąży tego zrobić, zamknąłem oczy. Całe to wydarzenie trwało zaledwie kilka sekund, a wydawało się jakby całe wieki. Huk, ból, pisk w uszach... dziwna mgła... - Tylko tyle? - wyszeptałem Otworzyłem oczy. Wszystko stało się takie niewyraźne. Czyjś płacz, krzyk, rozmowy. Co mówili? Nie chciałem tego wiedzieć. - Jeszcze żyje! – wrzasnął jakiś mężczyzna w niebieskiej lub zielonej kurtce - nie wiedziałem dokładnie. Kogo obchodzi kolor jego ubrania?! W mojej głowie utkwiło to jedno słowo: jeszcze, jeszcze, jeszcze.. - Jeszcze...- powtórzyłem cicho, po czym zamknąłem oczy. Miałem nadzieję, że już nigdy ich nie otworzę. Obudził mnie szum fal oraz ciepłe promienie słoneczne, padające na twarz. Czy jestem w Niebie? Może to tylko sen? –zapytałem sam siebie, muskając miękki piasek palcami. Co jakiś czas do brzegu dobijały kolejne fale, zostawiając za sobą kamyki i muszle. Obserwowałem ten wolny taniec wody, dającej do zrozumienia, jak wielką jest potęgą. Żadnych krzyków, płaczów, lamentów. Tylko ja, ocean, piasek i słońce. Byłem przekonany , że czas w tamtym miejscu się zatrzymał, chociaż dni i noce mijały jak szalone. Czekałem na jakikolwiek znak. Uwielbiałem swoją samotność, lecz Niebo nie tak miało wyglądać. Nie chciałem do końca zostać sam. Z drugiej strony towarzystwo mogłoby doprowadzić mnie do szaleństwa. Chodziłem po plaży. Piasek łagodnie łaskotał moje stopy. Dokąd dojdę? Co mnie czeka? – tak bardzo chciałem uzyskać odpowiedzi na te pytania. Po kilku tygodniach pokochałem swoją samotną wyspę. Organizm nie potrzebował już pożywienia. Żywiłem się tylko promieniami słońca i szumem fal. Gdy nadchodziła noc, towarzyszyły mi gwiazdy. Czułem jak patrzą na mnie z góry. Obserwują… Rodzice powiedzieli mi, że kiedy umieramy, stajemy się jedną z nich. - Dlaczego nie jestem wśród gwiazd, skoro umarłem? - powiedziałem głośno. Drzewa, rosnące nieopodal, zaszeleściły, jakby chciały udzielić mi odpowiedzi. -Michał, ty nie żyjesz! Przestań wmawiać sobie bzdury, które usłyszałeś jako młody chłopak! – krzyczałem. Upadłem na kolana. Drobne kamyki zraniły skórę. Zwykle wstydziłem się łez. Wtedy, gdy nikt nie widział, pozwoliłem sobie na gorzki płacz. - Nie smuć się. – usłyszałem Ten głos był tak ciepły... Podniosłem głowę i utkwiłem wzrok w dłoni wyciągniętej w moim kierunku. Stała przede mną wysoka dziewczyna. Pragnąłem zobaczyć jej twarz, lecz oślepiło mnie jaskrawe słońce. - Wstań. – oznajmiła. Nic więcej... tylko to jedno słowo. Niespodziewanie przykucnęła i objęła moją twarz dłońmi. Jej skóra była ciepła i gładka jak jedwab. Poczułem lekkie mrowienie. Ten gest bardzo mnie zaskoczył. Wreszcie dostrzegłem jej niebieskie oczy, długie pofalowane włosy, jasną cerę i drobne piegi. Najpiękniejsze były usta – pełne i czerwone. - Ty jesteś… taka piękna. Naprawdę, ja.. – wyszeptałem. - Ciiii - przyłożyła wskazujący palec do moich warg. – Spokojnie, już nie płacz. Jestem przy tobie. Po tych słowach przytuliła mnie mocno. Nie wiedziałem, co miałem robić. Czy to anioł? Może w ten dość łagodny sposób zabierze moją duszę na zawsze. Pomimo zażenowania i wstydu sam położyłem ręce na jej plecach, przyciągając dziewczynę jeszcze bliżej. Pachniała cudownie. Poczułem woń morskiej wody i słodkich kwiatów. Wplotłem palce w gęste włosy. - Czy teraz umrę? Zabierzesz mi życie? - zapytałem - Nie. Przyszłam, żeby dotrzymać ci towarzystwa. To moja wyspa. Żyję tu od… - przerwała – Sama nie wiem. Czas płynie tu bardzo szybko. Nastąpiła chwila milczenia. Jej wyspa?! - Skąd wiedziałaś, że tu jestem? - Płakałeś. Usłyszałam cię. - No tak... mogłem się domyślić. Czy jest tu więcej osób? - Nie. Tylko ty i ja - puściła mnie i wstała. Patrzyła głęboko w moje oczy. W jej spojrzeniu dostrzegłem coś, czego nigdy wcześniej nie dostałem od ludzi - ciepło i zrozumienie. Podniosłem się i razem poszliśmy wzdłuż plaży. Zapadał zmierzch. Mimo że nie było zbyt zimno, zaproponowałem rozpalenie ogniska. Roześmiała się. Wyglądała tak słodko, kiedy się uśmiechała. - Przez te emocje zapomniałem się przedstawić. Mam na imię Michał. – powiedziałem. Popatrzyła na mnie. Chciałem wiedzieć, o czym myślała. -Alicja. Cieszę się, że jesteś tu ze mną. Tak długo byłam sama. – odpowiedziała ze spuszczoną głową. Nie spodziewałem się…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Ookami
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…