Wróć do katalogu

Zaczarowany Kuferek - Część X

Na drodze Aslynn, Rachelki i Lionela staje Ashe, pan Szarych Ziem. Czy wędrowcy wyjdą zwycięsko z tej konfrontacji?

carys, opublikowano , 41 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

-= 18 =- Oko w oko

Aslynn, Lionel i Rachelka z przerażeniem wpatrywali się w wyblakłą postać, która właśnie wynurzyła się z gęstej mgły i okazała się być spełnieniem ich najgorszego koszmaru. Mężczyznę ciężko byłoby wypatrzyć pośród gęstniejących oparów, bowiem kolorami zupełnie zlewał się z otoczeniem. Miał na sobie założoną szarą tunikę przewiązaną cienkim pasem ze sprzączką, równie szare spodnie wpuszczone w wysokie buty na wiązanie, a na to narzucony czarny płaszcz z kapturem skrywającym część twarzy. Jedynie oczy władcy Szarych Ziem błyszczały złowrogo bursztynowym spojrzeniem, gdy spoglądał na schwytanych przez nici wędrowców. Rachelka mocno szarpnęła się w swych więzach, lecz na niewiele się to zdało. Nawet kiedy udało jej się uzyskać nieco swobody, to szare sploty natychmiast zaciskały się mocniej. Figiel prychnął wściekle na przeciwnika, lecz mężczyzna przewidująco trzymał się z dala od kocich pazurków. Ashe Kheroon zdawał się być zafascynowany Nicią Ariadny, którą trzymał w dłoniach tak, jakby była niezwykle kruchym klejnotem. Długą chwilę spoglądał na mieniące się barwami sploty, delikatnie muskając je kciukami. -No proszę, proszę - zaczął, odzyskując w końcu zainteresowanie schwytanymi. W jego głosie brzmiało rozbawienie, zupełnie jakby właśnie spotkał dawno niewidzianych kumpli a nie trójkę zdrajców, dzięki działaniom których utracił Schronienie i większą część armii Zjadaczy Nici. - Nie sądziłem, że tak szybko znów się spotkamy. Czyżby współpraca z Hafciarzami nie spełniła waszych oczekiwań? A może - na chwilę zawiesił głos, pocierając palcem o policzek w przesadnym geście zastanowienia - może to kolejna próba infiltracji i pozbawienia mnie części moich sekretów? Chociaż w to nie uwierzę - sam sobie natychmiast odpowiedział, spoglądając w pełne desperacji twarze Zjadaczek Nici, które bezskutecznie próbowały uwolnić się z więzów. Szare sploty sięgały już niemal szyi Aslynn i jej towarzyszki, i powoli zaczynało im brakować tchu. Ashe zdawał się tego nie zauważać, ciągnąc dalej równie beztrosko: - Tylko mi nie mówcie, że Hafciarze są aż tak głupi, by uważać, że nabiorę się dwa razy na ten sam numer! -A nawet jeżeli tak, to co? - warknęła Aslynn. -Moja panno, tak się akurat składa, że trochę dłużej... Co ja mówię! Znacznie dłużej - na twarzy Ashego pojawił się złośliwy uśmiech zaprawiony nutą satysfakcji - przebywam w tym miejscu i zdążyłem dosyć dobrze poznać zachowania Hafciarzy. Zresztą przy naszym poprzednim spotkaniu mieliście okazję wypróbować mój system infiltracji przeciwnika, który niestety został doszczętnie zniszczony przez waszych tak zwanych sojuszników. Ann Dreyhan nie jest taka głupia, moja droga! Nawet jeżeli wygląda niegroźnie. Aslynn wywróciła oczyma, lecz powstrzymała się od komentarza. Jeżeli Ashe Kheroon miał zamiar bawić się z nimi w kotka i myszkę, to ona nie zamierzała tego przedłużać. Słowne gierki nigdy nie były jej mocną stroną, nawet w grach, gdzie wolała wybierać z kilku opcji te mniej rozbudowane i przechodzić do czynów, bardziej wierząc w takie rozwiązania, aniżeli pokrętną dyplomatykę. Dziewczyna gorączkowo zastanawiała się, czy mają jakieś szanse na wyjście cało z opresji. Całą nadzieję pokładała teraz w Lionelu, który nadal - z niewiadomych jej przyczyn - pozostawał wolny, lecz mężczyzna najwidoczniej nie miał zamiaru nawet próbować ucieczki. Aslynn nie miała pojęcia, na co czeka jej towarzysz. Czy było to tylko zwykłe przerażenie spowodowane widokiem wyblakłego indywiduum, które skutecznie sparaliżowało jego ruchy? Szary Kamień właśnie w tym momencie odwrócił się ku stojącemu z boku nieruchomo mężczyźnie, jakby przypominając sobie o jego obecności w tym miejscu. -Lionel? Jaki interes zagnał was do mojej krainy? Masz mi coś do powiedzenia na ten temat? -Nie sądzę, byśmy mieli wspólne tematy do omówienia, panie Kheroon - zaczął ostrożnie wyblakły, nieznacznie się odsuwając w tył. -A gdzie twoja lojalność? - westchnął Szary Kamień. - Już zapomniałeś, dlaczego pozwoliłem ci przebywać w Schronieniu? Jaka była nasza umowa? -Nawet pies gryzie swego pana, kiedy ten źle go traktuje - warknął Lionel. - Uważasz, że to w porządku? Mam stanąć po twojej stronie skoro uznałeś mnie za zdrajcę? Co zrobisz, kiedy ci powiem, co zamierzamy? Pozwolisz nam odejść? - wyblakły wlepił gniewne spojrzenie w szarego mężczyznę, domagając się odpowiedzi. Aslynn zupełnie nie spodziewała się takiego obrotu sprawy. Owszem, przypuszczała że Zjadacz Nici może pracować dla Szarego Kamienia, a jego "nawrócenie" na dobrą drogę jest tylko czasowe i na dodatek szyte grubymi nićmi, lecz najwyraźniej mocno pomyliła się w ocenie towarzysza. Ashe też wyglądał na równie zbitego z tropu. -A więc nie pozostawiasz mi wyboru - władca Szarych Ziem pstryknął palcami i nim Lionel zdążył zrobić cokolwiek, został szczelnie oplątany szarymi splotami. - Najwidoczniej nie można ufać tym, którzy próbują się targować z Hafciarzami. Ciekawe, czym przebili moją ofertę, co? -Może wcale nie musieli - stęknął Lionel, szamocząc się z nićmi. - Może ja po prostu bardziej lubię ich towarzystwo! -Ciekawe tylko, czy z wzajemnością, Zjadaczu Nici - Ashe zachichotał. - Przecież dla nich jesteście tylko zwykłymi pasożytami. -Jedynym pasożytem, o jakim mi dotąd wiadomo, jesteś ty! - syknęła Aslynn i umilkła, gdy świdrujący wzrok Ashego spoczął na niej. -Jesteś pewna, że tak to właśnie wygląda, moja młoda damo? -A co innego mam myśleć, widząc twoje królestwo? Niszczysz wszystko, co stworzyli Hafciarze! -Zaraz od razu niszczę - Szary Kamień wywrócił z irytacją oczyma. - A może jest dokładnie na odwrót? Czy wiesz, jak powstało to miejsce? I dlaczego powstało? Mogę cię zapewnić, że Hafciarze nie mieli z tym nic wspólnego! Oni tylko przyszli na gotowe! Ashe mocniej ścisnął trzymany w dłoni barwny kłębek nici. Na chwilę przymknął oczy, a gdy znowu popatrzył na więźniów, Aslynn wydało się, że w jego wzroku dostrzega żal i smutek. I chyba rozczarowanie. A może jej się to tylko wydawało? Ashe był dostatecznie złą i wyrachowaną istotą, by grając na uczuciach innych osiągać swoje cele. Panna Foreignet chętnie usłyszałaby odpowiedzi na pytania, które właśnie padły z ust Kheroona, lecz nie zamierzała prosić o wyjaśnienie. Nie tą istotę, która najpewniej nie powiedziałaby prawdy a jedynie coś, co pomogłoby jej interesom i zatarło prawdziwy obraz. Zresztą... to nie pierwszy raz, kiedy Szary Kamień otwarcie twierdził, że ta mulinowa kraina jest jego dziełem. Czy to możliwe, by ktoś taki był w stanie stworzyć niciowe arcydzieło zwane przez większość Kuferkowem? Aslynn jakoś ciężko byłoby w to uwierzyć, chociaż zdawała sobie sprawę, że Kheroon miał o wiele większe możliwości niż Hafciarze i mógł to być bardzo prawdopodobny scenariusz. -Nikt nigdy nie docenił mojej pracy - szepnął Ashe, skupiając się na trzymanym w dłoniach kłębku. - Inni zawłaszczyli sobie moje dzieło a ze mnie zrobili potwora. A więc stałem się potworem. I będę nim tak długo, aż ostatni Hafciarz nie wyniesie się z mojej domeny! - jego głos nagle stał się ostry i pełen determinacji. - Zniszczę wszystko, co odważy się zakwestionować moją władzę, każdą istotę, nawet jeżeli będzie Zjadaczem Nici! Choćbym miał później od podstaw zbudować Niconię! Aslynn, Lionelowi i Rachelce ciarki przebiegły po plecach na te słowa. Bursztynowy wzrok Ashego słał gniewne spojrzenia ku uwięzionym, aż w końcu spoczął na Nici Ariadny. -Dokąd miała was zaprowadzić nić przewodniczka? -Nie twój interes - wyrwało się Aslynn, zanim ostrzegawcze spojrzenie Lionela powstrzymało ją od ugryzienia się w język. -Ciekawe więc, jak sobie poradzicie, bez tej pomocy - Szary Kamień uśmiechnął się półgębkiem. -Nie możesz nam zabrać Nici Ariadny! Proszę! - jęknęła Rachelka, rozpaczliwie próbując złapać oddech, gdy szare sploty nagle ciaśniej zwinęły się na jej piersi. -Zabrać? - Ashe zaśmiał się figlarnie. - Ależ wcale nie zamierzam wam jej zabrać. Po prostu ją... zniszczę - dodał ciszej, wywołując tym stwierdzeniem żywe protesty uwięzionych. -Nie rób tego, błagam! - wrzasnął Lionel. - Musimy odnaleźć Trzy Tkaczki! A tylko ta nić może nam wskazać drogę! Proszę, powiem co zechcesz, ale oddaj nam Nić Ariadny! - mężczyzna wił się w splotach niczym piskorz. Aslynn miała wielką ochotę udusić towarzysza gołymi rękoma - gdyby tylko mogła! A jednak Lionel zawiódł i wypaplał, co zamierzają zrobić. Teraz Ashe na pewno zrobi wszystko, by uniemożliwić im dotarcie do Tkaczek i wydostanie się z tej przeklętej krainy. Spojrzenie władcy Szarych Ziem pozostawało nieodgadnione. -Nić Ariadny, powiadasz? Interesujące... I naprawdę liczycie na to, że uda wam się odnaleźć Trzy Tkaczki? - zainteresował się. - Dlaczego je szukacie? -Chcemy... - zaczął Lionel, lecz groźne warknięcie Aslynn natychmiast go uciszyło. -Zamknij się! Już i tak za dużo wyklepałeś! - zawtórowała jej Rachelka. Ashe z rozbawieniem przyglądał się jak Zjadaczki Nici na zmianę obrzucają towarzysza niewybrednymi zwrotami zaprawionymi "zdradą" i "sprzedaniem przyjaciół". Nawet Figiel ośmielił się prychnąć kilka uwag po kociemu, wysuwając pazurki, lecz - na szczęście dla Lionela - wyblakły znajdował się w bezpiecznej odległości od rudzielca. -I co ja mam z wami zrobić? - Ashe odezwał się końcu, nieźle ubawiony atakiem Zjadaczek Nici na Lionela. - Jesteście tacy... zabawni! Szkoda by było was zbyt szybko wykończyć. Aslynn i Rachelka popatrzyły po sobie. -Chyba... dam wam jeszcze jedną szansę - powiedział Szary Kamień po dłuższej chwili namysłu, a wyblakli poczuli, jak wraca im nadzieja, cokolwiek miało się za chwilę wydarzyć. - Dam wam szansę - kontynuował Ashe - na odnalezienie Tkaczek, ale - zawiesił głos, uważnie teraz przyglądając się Aslynn i Rachelce - ale zobaczymy, jak sobie poradzicie bez Nici Ariadny. Wyblakłe jęknęły, z rozpaczą spoglądając na kolorowy kłębek w dłoniach Kheroona. Bez tej pomocy równie dobrze od razu mogły się poddać. -To może być bardzo interesujące - Ashe uśmiechnął się i wpatrzywszy w trzymaną nić, wypowiedział dwa groźnie brzmiące słowa: cremate crewel. Niemal natychmiast kolorowa Nić Ariadny zszarzała, z jej wnętrza buchnął żółtawy płomień, który szybko objął włóczkę i ją spopielił. Aslynn wrzasnęła z rozpaczą, gdy Ashe strząsnął z dłoni szare resztki ich przewodnika. Mężczyzna utkwił wzrok w Zjadaczach Nici. Pstryknął palcami i sploty, więżące dotąd trójkę wyblakłych i kota, powoli zaczęły się rozluźniać. -Życzę powodzenia w wyprawie - Ashe skłonił się dwornie i wycofał w gęstniejącą mgłę z bardzo niepokojącym błyskiem w oku. Gdy w końcu Zjadacze Nici odzyskali wolność i czucie w kończynach na tyle, by móc wstać, ich prześladowca przepadł na dobre. Figiel nawet popędził w mrok, próbując wytropić ślad Ashego, lecz już po chwili wrócił z opuszczonym smętnie ogonem, nic nie znalazłszy. -To już koniec - powiedziała Rachelka bezbarwnym głosem, machinalnie rozcierając obolałe kostki. - Mógł nas wykończyć od razu. Bez Nici Ariadny nigdy nie odnajdziemy Tkaczek. Aslynn wściekle popatrzyła na Lionela, który siedział kilka metrów dalej z twarzą ukrytą w dłoniach. Pannie Foreignet przez chwilę wydawało się, że mężczyzna... płacze. -Zawiodłem was - szepnął w końcu. - Przeze mnie straciliśmy przewodnika. -Masz rację, czasem powinieneś trzymać gębę na kłódkę - odparła ostro dziewczyna. - Jaką umowę miałeś z tym potworem? -To już nieważne - Lionel pokręcił głową. - Nigdy nie zamierzałem jej dotrzymać. -Co to za umowa? - Aslynn nie przestała nalegać. - Jeżeli mamy dalej z tobą podróżować, wolałabym wiedzieć, co łączy cię z tym gościem i na jakie jeszcze niespodzianki powinniśmy się przygotować. Rachelka z aprobatą przytaknęła. Najwidoczniej wyblakła w końcu zdała sobie sprawę z tego, że jej towarzysz nie jest tak całkiem bez winy. Może też zaczęła się zastanawiać, czy słusznie zabrała go ze Schronienia Ashego. Ale skąd miała wtedy wiedzieć, jak się sprawy mają? -No dobrze... - Lionel w końcu skapitulował i z niemym błaganiem o wybaczenie w oczach popatrzył na towarzyszki. - Ashe od początku wiedział, że... że jesteście od Hafciarzy. Pewnie dzięki Obserwatorium dowiedział się o całej sprawie i tylko czekał, aż się pojawicie. Miałem do was dołączyć i... - zaśmiał się ironicznie - I zostać jego szpiegiem wśród Hafciarzy. Dobrze to sobie wykombinował! Wiedział, że prędzej, czy później wrócę do was... Utrata pamięci, spowodowana przemianą, trochę pokrzyżowała te plany, ale w końcu i tak do was dołączyłem. A wy już się postarałyście, żebym odzyskał wspomnienia, a przynajmniej ich część. -Co ci obiecał? - zapytała cicho Rachelka. -Miejsce na Szarych Ziemiach. Obiecał, że nauczy mnie posługiwania się nićmi i będę mógł zbudować tu swój... dom. Ci, którzy byli z nim od dawna, potrafią wyplatać równie dobrze jak Hafciarze. Niektórzy nawet zrobili sobie Przewodniki... ale wiecie, jak to z nami było. Im też nie udało się wrócić, dlatego przystali do Ashego Kheroona. Jeżeli jako Zjadacze Nici mieli przetrwać w Kuferkowie, musieli przystać do kogoś, kto ochroni ich przed Hafciarkami. -Co swoją drogą nie za bardzo Kheroonowi wyszło - wtrąciła uwagę panna Foreignet. - Przegrał z Kuferkową Panią... -Ale tylko dlatego, że gra nie była fair play - zaoponował Lionel. -Zabiłby Ann, gdyby reszta nie zareagowała! - wybuchnęła Aslynn, wściekle spoglądając na wyblakłego. - Czyją stronę tak naprawdę trzymasz, co? Lionel odwrócił spojrzenie i zaległa długa cisza. -Jeżeli nie uda nam się wrócić... - mężczyzna westchnął i popatrzył na pannę Foreignet, szukając u niej zrozumienia. Dziewczyna tylko mocniej zacisnęła dłonie i pokiwała głową. -Tak też myślałam. -Dlaczego wróciłeś do Hafciarek, skoro, jak twierdzisz, nie chciałeś szpiegować dla Ashego? - dopytywała Rachelka. Nie dodała tego, co Aslynn chętnie by teraz wykrzyczała towarzyszowi w twarz: że jest podłym dwulicowym draniem. -Nie pamiętasz, Rachel? - oczy wyblakłego zabłysły figlarnie. Aslynn i Rachelka popatrzyły po sobie, a potem same zaczęły się uśmiechać. - Nie pozwoliłyście mi podjąć innej decyzji! Musiałem z wami iść! -No tak - panna Foreignet podniosła się z szarej ziemi. - A teraz na dobre utknęliśmy w tym miejscu, i to tylko i wyłącznie nasza zasługa - dodała ponuro i wesoły nastrój od razu prysnął jak mydlana bańka. - Nie mamy nawet możliwości, by wrócić, bo nie ma już tropu Nici Ariadny do granicy. -Przynajmniej Ashe będzie miał dobrą zabawę - dodała równie sceptycznie Rachelka i spojrzała na rudego kota siedzącego z podwiniętym ogonem na czarnym korzeniu jednego z bezlistnych drzew. Kłębiąca się między konarami gęsta mgła przysłaniająca widok skutecznie odebrała podróżnym nadzieję na znalezienie właściwego szlaku. -To jak będzie z nami? - zapytał Lionel. - Zgoda? -Zastanowimy się - mruknęła Rachelka. - Nie wiem, czy chciałabym ci ponownie zaufać, po tym... wszystkim.

-= 19 =- Zgubiony ślad

-Powinniśmy się ruszyć. Chyba nie zamierzacie tak tutaj siedzieć, co? - odezwał się w końcu Lionel, gdy po dłuższej już chwili żadna z jego towarzyszek nie wykazała chęci podjęcia wędrówki, pustym wzrokiem przyglądając się tylko szarym oparom szczelnie okrywającym ponury krajobraz. W gęstej, lepkiej mgle majaczyły tysiące przedziwnych cieni. Troje Zjadaczy Nici z rudym kotem na czele od jakiegoś czasu próbowało wydostać się z czarnego, martwego lasu, lecz ich wysiłki ograniczyły się tylko do kręcenia w kółko. Rzędy bezlistnych, wspornikowych drzew zdawały się nie mieć końca - nie ważne, w którym kierunku by nie poszli. Aslynn i Rachelka w końcu opadły z sił i postanowiły zrobić postój, z którego teraz nie za bardzo chciało im się ruszać dalej. Odciski, które porobiły się na stopach panny Foreignet, tym razem były boleśnie realne i znacznie utrudniały podróż, chociaż dziewczyna z całych sił starała się wygnać ich obecność z myśli. Rachelka była równie zmęczona i ledwie powłóczyła nogami. Ze świadomością, że gdzieś tam w kłębiącej się mgle pewnie czai się ich przeciwnik - Ashe Kheroon - i całkiem nieźle bawi go ich bezradność, wcale nie było łatwo podjąć decyzję o dalszej wędrówce. Zresztą dokąd mieli skierować swoje kroki? Szare Ziemie były bardzo rozległe i pełne niebezpiecznych pułapek i nawet mając do dyspozycji Nić Ariadny udało im się bliżej poznać z niektórymi z nich. Nie wiedzieli też, ile im jeszcze zostało czasu do całkowitej przemiany, która na stałe wepchnie ich pod władzę Szarego Kamienia... lub unicestwi, jeżeli stawią opór. Aslynn w każdym bądź razie wolałaby wybrać tą drugą opcję. Nie zamierzała, jak Lionel, błagać Ashego o wybaczenie. O nie, na to była zbyt dumna! -No to powiedz mi, panie mądraliński, dokąd mamy iść? Gdzie znajdziemy Tkaczki? - mruknęła poirytowana dziewczyna, gdy towarzysz nie ustępował, ponaglając do wyruszenia w dalszą drogę i szarpnięciami próbował wyrwać wyblakłe z odrętwienia i postawić do pionu. - W tej mgle ledwie widać na długość ramienia, a co dopiero mówić o kierunku! Moglibyśmy przejść obok ich siedziby i nawet tego nie zauważyć! -A więc zamierzacie tak siedzieć i czekać, nie wiadomo na co? - wyblakłego zaczynały już powoli ponosić nerwy. Rachelka zerknęła na towarzysza z ukosa. -Pewnie to też sobie zaplanowaliście, ty i Ashe - burknęła nagle z wyrzutem. - Powiedz szczerze, po co ta cała szopka? -Przecież już wam mówiłem, że wcale nie pracowałem dla Szarego Kamienia! - wybuchnął Lionel, gniewnie unosząc dłonie, by zaakcentować podły nastrój. - Ile jeszcze mam się wam tłumaczyć? Mam sobie iść, tak? -Byłoby dobrze - syknęła Aslynn, chwytając się za głowę. Igiełki bólu u nasady nosa nie pozwalały jej się skupić, a podniesiony głos towarzysza powodował tylko kolejne fale dolegliwości. - Jeden zrzędzący problem z głowy mniej! -Ach tak! - Lionel złapał się pod boki i wściekle popatrzył na towarzyszki. - Nic z tego, bo ja mam zamiar wam udowodnić, że nic nie łączy mnie z Kheroonem! Nie pracuję z tym draniem! I, do licha jasnego, wydostaniemy się stąd, choćby była to ostatnia rzecz, którą tutaj dokonam, słyszycie? Choćbym miał was zatargać do Tkaczek na własnych plecach! -No co ty nie powiesz? - Aslynn wyszczerzyła się ironicznie. - A co z twoimi planami dołączenia do Ashego, jak się nie uda? -Uda się, bo tamta alternatywa już nie wchodzi w grę - Lionel przykucnął przed panną Foreignet i popatrzył na nią uważnie, a później na siedzącą obok wyblakłą kobietę. - Chyba za bardzo zależy mi na was. Na tej znajomości. Byliśmy przyjaciółmi... Czy nie moglibyśmy być nimi dalej? Dla Aslynn było to stwierdzenie trochę na wyrost. Jeżeli dotąd mogła nazywać Lionela swoim towarzyszem podróży, to mówienie o przyjaźni było strasznie naciągane. Wprost nie znosiła tego irytującego mężczyzny. Może z Rachelką było inaczej, przecież dłużej wędrowała po Kuferkowie z Lionelem i zdążyła go trochę lepiej poznać. Panna Foreignet nie wyobrażała sobie, że mogłaby tolerować takiego przyjaciela. Zresztą... jej jedyni przyjaciele istnieli tylko wirtualnie i byli przydatni jedynie przy sesjach RPG, czy do wpisywania komentarzy na jej blogu. -Chyba już trochę za późno, żeby się na to powoływać, co Lionel? - Rachelka zmarszczyła brwi. Wyblakły westchnął, wywracając oczyma, i z rezygnacją usiadł naprzeciwko towarzyszek pod czarnym, bezlistnym drzewem. Oplótł kolana ramionami i oparł na nich brodę. Przez dłuższą chwilę trójka wędrowców ograniczała się jedynie do podejrzliwego zerkania na siebie i rywalizacji w coraz groźniejszych grymasach. Lionel jednak się zawziął. -Czyżby znowu zmiana planów? - zapytała w końcu Rachelka. -Nie sądzę... - zaczął mężczyzna, lecz urwał, gdy z kłębiącej się mgły do uszu podróżnych dobiegła seria cichych trzasków i szurania. Przypominało to deptanie po małych, suchych gałązkach czy stercie opadłych liści. W mulinowym świecie opcja ta była niemożliwa, niemniej tajemnicze dźwięki mocno zaniepokoiły wyblakłych. Zjadacze Nici natychmiast poderwali się na nogi, zbijając w ciasną grupkę i bacznie rozglądając na boki, a Figiel stanął przed swoją panią, gotów bronić ją pazurkami przed tym, co czaiło się za szarą kurtyną oparów. -Pokaż się, Ashe! Dobrze wiemy, że to ty! - wykrzyknęła Aslynn, omiatając wzrokiem kłębiącą się między konarami mgłę. Szuranie ustało, lecz tylko na chwilę. Zupełnie jakby przeciwnik czaił się do skoku. -Nie damy się zastraszyć! Słyszysz? - Rachelka zawtórowała…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych