Wróć do katalogu

Zaczarowany Kuferek - Część XI

Czy Aslyn, Lionelowi i Rachelce uda się odnaleźć Trzy Tkaczki i wydostać s Kuferkowa? Przygoda powoli ma się ku końcowi...

carys, opublikowano , 42 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

-= 20 =- DMC, Anchor i Ariadna

Wieża Trzech Tkaczek ciemną płaszczyzną unosiła się nad welonem mgieł, który zalegał nad szarą ziemią. Niczym mała, skalista wysepka na ogromnym oceanie - sprawiała równie ponure i nieprzyjazne wrażenie. Kiedy mleczne opary w końcu opadły na tyle, by troje podróżnych mogło lepiej rozeznać się w otoczeniu, Zjadacze Nici stwierdzili, że budowla rzeczywiście znajduje się na czymś w rodzaju wyspy. Szara, tkana płaszczyzna, na której zbudowano Wieżę, tworzyła nierówny, obszarpany na krawędziach owal otoczony ze wszystkich stron przepaściami równie głębokimi jak ta pokonana właśnie przez wędrowców. W kilku miejscach widniały jeszcze konstrukcje, kiedyś będące zapewne wiszącymi mostami - a obecnie smętnymi, rozpadającymi się pozostałościami po nich. Aslynn stwierdziła, że mieli ogromne szczęście, trafiając na ostatnie, całe przejście wiodące na tą przedziwną wysepkę. Kto wie, co czekałoby na nich na dnie przepaści? Panna Foreignet popatrzyła wyczekująco na towarzyszy. -Idziemy? - zapytała, chociaż było to zbędne. Lionel i Rachelka bez słowa przytaknęli i trójka Zjadaczy Nici ostrożnie ruszyła ku ciemniejącej przed nimi budowli. Każde z nich wiązało z tym miejscem ogromne nadzieje. Wypleciona przestrzeń otaczająca Wieżę Tkaczek pełna była zdradzieckich zagłębień i niewysokich, czarnych krzewów pozbawionych liści, które szczelnie ukrywały zalegające nad ziemią kłęby mgły. Białe pasma kłębiły się wokół nóg podróżnych, którzy po pewnym czasie zdali sobie sprawę, że ich dotyk nieprzyjemnie ziębi - zupełnie tak, jakby przedzierali się przez lodowaty, górski potok. Drobne "fale" oparów uderzały w wędrowców, próbując zawrócić ich z drogi ku Wieży. Ataki te były na tyle silne, że Zjadacze Nici kilkakrotnie upadali, zmagając się z tym przedziwnym nurtem. Im bliżej Wieży Tkaczek się znajdowali, tym większy opór stawiała nieprzyjemna, mleczna mgła i tym wyżej im sięgała. Zanurzając się w lodowatą mgłę Aslynn mocniej zacisnęła zęby, próbując zagłuszyć w myślach zdradzieckie poszeptywanie i powstrzymać falę przeraźliwego chłodu, od którego zdrętwiało całe jej ciało. Nóg już dawno nie czuła, lecz starała się jak najmniej zważać na tę niedogodność. To pewnie jeszcze jedna sztuczka Ashego mająca na celu pozbawienie ich nadziei i nie dopuszczająca ich do celu podróży, lecz dziewczyna była na tyle zdeterminowana, że nawet gdyby Szary Kamień otoczył Wieżę Tkaczek wysokim murem, byłaby w stanie rozbić go gołymi rękoma. Przed panną Foreignet na chwilę zamajaczył mglisty, białawy cień, który jednak szybko się rozwiał, pozostawiając za sobą irytującą kaskadę złośliwego śmiechu w myślach dziewczyny. Szybko się otrząsnęła i pewniej stanęła na nogach. Białe opary sięgały jej już niemal do pasa i od pewnego czasu drepczący wiernie przy jej nodze Figiel w końcu wspiął się na plecy panny Foreignet, by z tej bezpiecznej odległości miauknięciami komentować postępy podróżnych. Tuż obok Aslynn upadł Lionel. Z sykiem wciągnął powietrze, gdy chłodna mgła zaatakowała jego twarz. Dziewczyna szybko podeszła do towarzysza i wspólnie z Rachelką podniosły go na nogi. Jeszcze długą chwilę po tym musiały go podtrzymywać, by nie upadł ponownie. Lionel trząsł się z zimna, z zawziętością jednak wpatrzył się we wznoszącą się już niedaleko budowlę i strzeliste, zakończone łukiem bramy wiodące do jej wnętrza. Aslynn zmarszczyła brwi, przyglądając się Wieży. Teraz, kiedy byli już całkiem blisko, siedziba Trzech Tkaczek nie wydawała się już taka niezwykła jak wtedy, gdy zobaczyli ją po raz pierwszy. Podobnie, jak przy innych, równie strzelistych Wieżach - a kilka już ich przecież troje wędrowców widziało w Kuferkowie - i tutaj na szczycie zbiegały się wszystkie łukowate podpory tworzące tę część szarawego nieba. Sama konstrukcja usytuowana była na niewielkim wzniesieniu i jakby wyrastała z szarych, postrzępionych skał podłoża. Tylko od strony wysokiej bramy do Wieży prowadziły szerokie stopnie, chociaż one, podobnie jak i reszta budowli, wyglądały na znacznie nadszarpnięte zębem czasu. Odległość i kłębiące się wokół opary mgły zdołały ukryć liczne zniszczenia na powierzchni siedziby Trzech Tkaczek. Teraz, gdy Aslynn, Lionel i Rachelka stanęli niemal u progu wysokiej Wieży, w ich oczy rzucił się jeszcze jeden, niezbyt pocieszający aspekt - miejsce to wyglądało na opuszczone od dawna. Panna Foreignet, z mocno bijącym sercem, wspięła się po wyszywanych schodach i podeszła do ogromnych półkolistych wrót, mocno napierając na nie ramieniem. Wejście zareagowało dopiero wtedy, gdy Lionel i Rachelka przyszli jej z pomocą. Wysokie, szare odrzwia rozwarły się nieznacznie, wpuszczając wąską smugę wyblakłego światła w głąb budowli. Zjadacze Nici przytaknęli Aslynn na nieme pytanie i dziewczyna - z pewnymi problemami, zważając na to, że jednak nie należała do najchudszych - przecisnęła się przez powstałą szparę i zanurzyła w półmroku. Lionel i Rachelka wkroczyli za nią, uważnie rozglądając się po otoczeniu i ostrożnie stawiając każdy krok. Odnalezienie siedziby Tkaczek poszło im zdecydowanie zbyt łatwo. Żadne nie miało złudzeń, że Ashe Kheroon przygotował dla nich coś niemiłego. Dostrzeżenie w porę tej niespodzianki dałoby im sporą przewagę nad przeciwnikiem. Aslynn z nachmurzoną miną rozejrzała się po pustym wnętrzu Wieży. Szerokie, kręte schody pięły się wzdłuż ścian aż do zawieszonej wysoko nad ich głowami platformy i znów w górę do kolejnej, aż do samego szczytu. Oprócz nich kolista przestrzeń wnętrza Wieży była całkiem pusta, pozbawiona jakichkolwiek mebli czy sprzętów. Przy każdym kroku wędrowców z podłogi unosiły się szarawe drobinki kurzu drapiące w gardle i wywołujące atak kaszlu u Rachelki. W wielu miejscach ze ścian zwieszały się postrzępione końce wyrwanych nici, okalające brzegi zniszczeń. Po pokonaniu części schodów do pierwszej platformy, Lionel omal nie spadł, kiedy jego stopy natrafiły na osłabiony stopień, który pod ciężarem mężczyzny zarwał się, pozostawiając po sobie nierówną dziurę. Aslynn i Rachelka zamarły w przerażeniu, gdy ich towarzysz kurczowo uchwycił się wyszarpniętych z podłoża nici i przez dłuższą chwilę zawisł w pustce pod powierzchnią schodów. W końcu w nowo powstałym otworze pojawiła się jego głowa i ramiona, i Lionel, ze stęknięciem wdrapał się na górę. Odetchnął z ulgą dopiero na samym brzegu schodów, tuż przy wyszywanej we wzór poszarzałych cegieł ścianie, gdzie łączenie nici musiało być najmocniejsze i najbezpieczniejsze do podjęcia wspinaczki. -Niewiele brakowało! - wysapał Lionel, ocierając pot z czoła i spoglądając w dziurę po brakującym stopniu. Pomimo panującego dookoła chłodu trójce podróżnych nagle zrobiło się bardzo gorąco. - Mam nadzieję, że nie każą nam się wdrapywać aż na sam szczyt, bo jeżeli całe schody są w tak marnym stanie, to w końcu komuś stanie się krzywda! -Myślisz, że one tu są? - zapytała w końcu Rachelka, gdy wyblakli dotarli do końca schodów i usiedli na podłodze pierwszej platformy, by nieco ochłonąć. Towarzysz zmierzył ją spojrzeniem pełnym wyrzutu. - Trochę tu... pusto. I tak jakoś cicho... - dodała kobieta prawie szeptem, jakby obawiając się, że jej słowa mogą wywołać z czającego się wszędzie mroku jakieś upiory. -Muszą tu gdzieś być. W końcu tutaj doprowadziła nas ta nić, prawda, Lynn? Może po prostu Tkaczki są tak bardzo zajęte, że nie mają czasu na sprzątanie? Aslynn szybko przytaknęła, lecz w jej myślach zakłębiło się od wątpliwości. -Ciekawe niby czym są takie zajęte - mruknęła powątpiewająco Rachelka. - Kurzów z mebli na pewno nie muszą ścierać. Podłogi też już dawno nie były myte. Tak, to miejsce zdecydowanie wyglądało na zaniedbane i opuszczone od bardzo długiego czasu. Może w tym właśnie tkwiła cała trudność - że Tkaczki nie przebywały już w swojej Wieży? Może, w wyniku jakiejś działalności Ashego musiały opuścić swoją siedzibę... Ale jeżeli tak istotnie było - po co w takim razie Kuferkowa Pani dawałaby im nić przewodniczkę, skoro ta zaprowadziłaby ich w to miejsce? Czy Kuferanka nie wiedziałaby o takiej przeprowadzce, jeżeli miała kontakt z Tkaczkami? Aslynn nie wierzyła, że Ann mogłaby się okazać tak niesłowna i z chłodnym wyrachowaniem postanowiła pozbyć się uciążliwej trójki Zjadaczy Nici, wysyłając ich na Szare Ziemie na pastwę Ashego. Przecież Hafciarze byli ich przyjaciółmi! Przynajmniej w to Aslynn wolała wierzyć. Co jednak zrobią, jeżeli rzeczywiście nie ma tu już Tkaczek? Dziewczyna szybko podniosła się z podłogi i popatrzyła w górę, ku szczytowi Wieży. Musiała się upewnić, czy rzeczywiście nikt tutaj nie przebywał, a mogła to uczynić tylko w jeden sposób. Lionel jęknął, spostrzegłszy, dokąd zmierza wzrok towarzyszki. -No nie! Tylko mi nie mów, że będziemy musieli tam wchodzić! - westchnął. - Może po prostu wystarczy zawołać... Nagle urwał, wbijając spojrzenie w ginącą w mroku wyszywaną przestrzeń nad ich głowami. Z wyższego piętra dobiegło do nich przedziwne szuranie i Aslynn poczuła odrobinę nadziei. Może jednak się myliła i Wieża tylko wygląda na opuszczoną? Dziewczyna szybko ruszyła ku krętym schodom prowadzącym na wyższe piętro i dopiero, gdy jej stopa ugrzęzła w naddartej materii, zdała sobie sprawę, że pośpiech mógłby się dla niej źle skończyć. Idąc za przykładem Rachelki i Lionela przylgnęła do grubej, wyszywanej ściany i ostrożnie podążyła krętymi schodami wijącymi się wzdłuż jej powierzchni. -Hej! Pokażcie się! - wykrzyknął Lionel, pokonawszy już połowę łuku do platformy. - Jesteśmy przyjaciółmi! Przysyła nas Kuferkowa Pani! Mamy do was pewien interes a później sobie pójdziemy i nie będziemy więcej przeszkadzać! Słowo harcerza! Aslynn wątpiła, by to zapewnienie przyniosło im jakiś pożytek, zważając na to, kim są. Szczerze wątpiła, by Tkaczki lubiły Zjadaczy Nici. Nawet jeżeli jeszcze nie doszli do tego etapu przemiany, w którym zaczęliby konsumować nici, to przecież sam wygląd wystarczył, by ocenić ich negatywnie. Lecz chyba nie zaszkodziło uprzedzić, że grają w tej samej drużynie, prawda? Jeżeli oczywiście to, co czaiło się na nich na tej platformie było rzeczywiście którąś z Trzech Tkaczek. Równie dobrze mógł to być przecież jakiś sługus Ashego Kheroona... lub Szary Kamień we własnej osobie. Dziewczyna wstrzymała oddech, gdy w końcu postawiła stopę na ostatnim stopniu i omiotła wzrokiem piętro. Miejsce było równie puste i zakurzone jak podest niżej. Jakiś mroczny kształt przez chwilę pojawił się w smudze szarawego światła wpadającego do wnętrza budowli przez rozdarcie w ścianie i równie bezszelestnie wkroczył na schody po przeciwnej stronie platformy. -Hej! Zaczekaj! - zawołali za postacią Rachelka i Lionel, i nie czekając na odpowiedź, popędzili ku schodom. Kiedy Aslynn dotarła do nich, otulona ciemnością istota właśnie przystanęła w połowie przejścia i odwróciła się do podróżnych, jakby nad czymś namyślając. Nie odezwała się jednak ani słowem i nagle podjęła wspinaczkę, szybko niknąc w mroku. Dziewczyna, pomna na wcześniejszą przygodę Lionela, od razu przylgnęła do ściany i w ślad za wyblakłymi podjęła szaloną wspinaczkę wzwyż. Czy to mógł być Ashe? Ciemna postać wydawała się być zupełnie inna... chyba, że Szary Kamień potrafił zmieniać kształt. Schody zdawały się nie mieć końca, pnąc się pomiędzy kolejnymi piętrami, równie pustymi, zakurzonymi i pełnymi dziur jak poprzednie. Kilkakrotnie tajemnicza postać odwracała się do trójki podróżnych, zupełnie jakby się upewniając, że za nią podążają i, nie czekając, ruszała dalej. Zawsze jednak jej twarz pozostawała w cieniu i Zjadacze Nici nie mieli pewności, kim jest ów przedziwny przewodnik. Próby nawiązania rozmowy również nie dawały żadnego rezultatu i Lionel wkrótce ochrypł, rezygnując z kolejnych bezowocnych pokrzykiwań i pytań kierowanych do otulonej w mrok istoty. Tak dotarli do szczytu Wieży. Ku zdumieniu trójki Zjadaczy Nici, ostatnie piętro znacznie różniło się od poprzednich. Ich oczom ukazała się ogromna, okrągła rama - z wewnętrznym, nieco mniejszym pierścieniem ściśle przylegającym do zewnętrznego - sięgająca od podłogi aż po szary, kopulasty sufit, do której, wokół obręczy, przymocowano całe mnóstwo różnobarwnych nici. Kolorowe motki wiły się, opadając kaskadą na podłogę i falami przykrywały wyblakłą powierzchnię. Środek obręczy, który Aslynn do złudzenia przypominał ogromny tamborek babci Heleny, był pusty. Przynajmniej na taki wyglądał, chociaż kiedy przybyli wytężali wzrok, by dostrzec, co znajduje się po przeciwnej stronie, stwierdzili, że przesłania im to gruba warstwa mroku, która jakby koncentrowała się wewnątrz obręczy. Potężne ramy rozciągały się niemal na całą szerokość pomieszczenia i osoba, która ich tutaj przyprowadziła, musiała jakoś je wyminąć i teraz znajdować się po drugiej, niedostępnej dla spojrzeń, stronie mechanizmu. Aslynn, Lionel i Rachelka z fascynacją wpatrywali się w obręcz, kiedy za ich plecami stanął ktoś jeszcze. Bardziej wyczuli, niż usłyszeli tę obecność. -No proszę, proszę - panna Foreignet w mig rozpoznała znajomy, sarkastyczny ton Ashego. - A jednak udało wam się odnaleźć to miejsce. Nie przypuszczałem, że uwiniecie się z tym tak szybko... -Jak widać, jesteśmy bardziej kreatywni niż reszta twojej bandy - syknęła dziewczyna, odwracając się ku rozmówcy i gniewnie mrużąc oczy. Czy cień, który ich tutaj przyprowadził, był Szarym Kamieniem? Coś jej jednak mówiło, że nie. Mimo, że mężczyzna nosił taki sam czarny płaszcz z kapturem, to jednak wydawał się o wiele niższy niż ich tajemniczy przewodnik. - A to znaczy - dziewczyna ciągnęła, niezrażona zadowoleniem malującym się na twarzy mężczyzny - że dotarliśmy do Trzech Tkaczek. -Do SIEDZIBY Tkaczek - nie omieszkał poprawić jej Ashe i gdy troje wędrowców patrzyło na niego niepewnie, szary mężczyzna z miną tryumfatora zbliżył się do centrum ogromnej ramy. - Wiem, jak tego dokonaliście - powiedział, odwracając się do Zjadaczy Nici i splatając dłonie za plecami. - Wiem o pewnych właściwościach tutejszych nici... O tym, że wszystkie zbiegają się w jednym punkcie, chociaż Hafciarze mylnie nazywają to miejsce Wieżą Trzech Tkaczek. -Co chcesz przez to powiedzieć? - prawie wyszeptał Lionel. - Przecież Tkaczki istnieją. Muszą istnieć, bo inaczej przecież by nas do nich nie wysłano... Ashe zaśmiał się cicho. -Trzy Tkaczki. Dobre sobie! Widzę, że Hafciarze wciąż wierzą w tę legendę... -Jaką legendę? - Rachelka niegrzecznie weszła w słowo Ashemu. Mężczyzna tylko zmierzył ją gniewnym spojrzeniem, lecz szybko na jego twarz powróciła wesołość. -Nie ma żadnych Tkaczek - powiedział wolno, kładąc nacisk zwłaszcza na ostatnie dwa wyrazy. Aslynn poczuła, jak ziemia nagle umyka jej spod stóp. -Nie ma... Tkaczek? Jak to, nie ma? - wyjąkała. To nie mogła być prawda! Tak bardzo w to wierzyli! To musi być jakieś okropne kłamstwo! Przecież tylko one mogły pomóc im w powrocie do realnego świata... Ashe przez dłuższą chwilę napawał się szokiem i niedowierzaniem, jakie wymalowało się na twarzach Zjadaczy Nici, kiedy dotarł do nich sens jego słów i konsekwencje, jakie za sobą niosła ta informacja. -To znaczy... - podjął z namysłem - mogę wam przedstawić istoty zamieszkujące tę wieżę, lecz to chyba zbędne, bo przypuszczam, że poznaliście je już wcześniej. Aslynn, Lionel i Rachelka popatrzyli po sobie z niezdecydowaniem, kiedy Ashe przywołał kogoś skinieniem ręki i nagle z kulistego stropu oderwały się pasma kolorowych nici, które po dłuższej chwili opadły u stóp Szarego Kamienia i zamieniły się w trzy wielkiej urody, smukłe, wysokie kobiety. W ich twarzach panna Foreignet dostrzegła jednak coś, co przypomniało jej o trzech Niconiach, które dopomogły w ataku na Wiszącą Twierdzę i już wiedziała, do czego nawiązał Ashe. -Przedstawiam wam DMC, Anchor i Ariadnę - mężczyzna dopełnił prezentacji a trzy Niconie dygnęły z gracją. DMC była rudzielcem o poważnej twarzy i otulonej zielenią delikatnej sukni o długich rękawach. Czarnowłosa Anchor nosiła na sobie zdobioną cekinami fioletową tunikę i długie, luźne ciemnogranatowe spodnie, na co narzuciła czarny płaszcz z kapturem - identyczny jak ten noszony przez Ashego. Ariadna natomiast okazała się wesołą blondynką w powłóczystych różach i czerwieni kaftana. Aslynn dałaby głowę, że Nicoń, który wskazał jej drogę do tego miejsca, przypominał jej tą trzecią, najbardziej pogodną kobietę i kiedy Ariadna mrugnęła do niej łobuzersko, była już tego prawie pewna. -Oto wasze Trzy Tkaczki - powiedział Ashe z pełnym wyższości uśmiechem. - Nie dziwię się, że Hafciarze ujrzeli w nich coś więcej ponad to, czym naprawdę są. To stały element, że się tak wyrażę, tej krainy i łatwo przypisać im pewne umiejętności. Tak naprawdę Niconie nie posiadają żadnych nadzwyczajnych mocy. To ja je stworzyłem i to mnie są one posłuszne. Aslynn, Lionel i Rachelka długo wpatrywali się w trzy mulinowe kobiety, którym nawet Ashe sięgał zaledwie do ramion. Wysokie, smukłe postacie - jeżeli nie liczyć kolorowych mulin znajdujących się na ogromnym tamborku - były jedynymi barwnymi elementami wystroju. Panna Foreignet zdała sobie w końcu sprawę, że Ann Dreyhan wysyłając ich na poszukiwanie Trzech Tkaczek miała jak najbardziej dobre intencje i szczerze wierzyła, że zdołają im pomóc. Nie miała pojęcia, że Trzy Tkaczki - uznawane przez nią za władczynie czy najpotężniejsze strażniczki Kuferkowa - tak naprawdę były sługusami Szarego Kamienia. To kłamstwo należało tylko i wyłącznie do Asha. Dziewczynie błysnęła w głowie jeszcze jedna nagła myśl, przypomnienie czegoś, co kiedyś powiedziała Talie przy ich pierwszym spotkaniu. Było to wtedy, kiedy Figlowi udało się przegonić dwójkę Zjadaczy Nici, którzy porwali worek z mulinami Hafciarki. Talie powiedziała wtedy, że Ariadna wyplata nici, którymi potem bywalcy Kuferkowa tworzą swoje magiczne arcydzieła. Jeżeli tak, to stojąca przed nią blondynka, a zapewne i pozostałe panie, dostarczały Hafciarzom nici do pracy, lecz czy działo się to za przyzwoleniem Ashego, czy też bez jego wiedzy? Możliwe, że Trzy Tkaczki, czy też Niconie, jak nazywał je Kheroon, mimo wszystko były cichymi zwolennikami Hafciarzy. A to dawało dziewczynie pewną nadzieję, że jednak nie wszystko jeszcze jest stracone. -To pozostaje nam już tylko jedno - odezwał się w końcu Szary Kamień, kończąc ponurą ciszę, jaka zapadła w pomieszczeniu. - Dlaczego szukacie Tkaczki? -Właściwie to możemy mu powiedzieć - stwierdził w końcu Lionel, spoglądając na towarzyszki. - I tak nic nam już nie da trzymanie tego w sekrecie, skoro te panie nie mogą nam pomóc. -Skąd ta pewność, Lio? - Aslynn zmarszczyła brwi. - Ja tam wierzę Kuferance i sądzę, że ten bydlak nas okłamuje. Gdyby spojrzenie mogło zabijać, panna Foreignet w tym momencie byłaby już martwa. Ashe tylko zgrzytnął zębami, w milczeniu przetrawiając owego "bydlaka", kiedy Aslynn podjęła wywód. -Bo niby skąd Ann miałaby tę nić przewodniczkę? Nić Ariadny? Mogła ją dostać tylko od jednej z Trzech Tkaczek, które, swoją drogą, zaopatrują Hafciarzy w nici. Mam rację? -Ariadno, wytłumacz się - Ashe warknął na blondynkę. Widać ta informacja była dla niego nowością. Kobieta niewiele sobie z tego zrobiła i odwzajemniła się promiennym uśmiechem. -Uważam, że to wspaniały pomysł, by ci wszyscy, którzy przybywają do Niconii, pomagali w jej tworzeniu - powiedziała ze spokojem. Aslynn stwierdziła, że kobieta ma piękny, melodyjny głos. Przyjemnie było go słuchać. - Sam przecież nie dawałeś rady, mój panie, a kraina podupadała. Jest w końcu taka rozległa i wciąż się rozrasta... - Ariadna wzruszyła ramionami. - Dałam Hafciarzom nici, a oni udowodnili, że zasługują na to, by cieszyć się pięknem tego miejsca. Co w tym złego? -Zapominasz, że Niconia należy do mnie. To moja osobista enklawa! I nikt nie ma prawa zakłócać jej spokoju! -Prędzej więzienie - Anchor weszła w słowo Ashemu. Jej głos był dużo bardziej głębszy i pełen powagi. -Czy i ty brałaś udział w tym haniebnym procederze? - palec Ashego oskarżycielsko wycelował w czarnowłosą kobietę. -Pomagałam - Anchor przytaknęła z satysfakcją. - Zapewne ucieszy cię, iż moje nici posłużyły do stworzenia Ostoi. Godna podziwu robota. Hafciarz Zasiwy uważa, że są idealne do jego latającej machiny. Przyznaję, że to bardzo pomysłowe i zmyślne urządzenie. Nie przypuszczałam, że można stworzyć takie cuda z tak niewielkiej materii, ale widać twój ród, panie, jest bardzo pomysłowy. Aslynn miała wrażenie, że jeszcze chwila, a władca Szarych Ziem eksploduje z wściekłości. Pomimo bladości, jego twarz nabrała głębszego, prawie krwistoczerwonego odcienia, i dziewczyna zaczęła w myślach ustalać drogi ucieczki i oceniać ich ewentualną przydatność. Konfrontacja z Ashem to jedno... Co innego zaleźć mu za skórę i poczuć siłę jego gniewu, a panna Foreignet nie wątpiła, że "stwórca" Kuferkowa-Niconii potrafi bardzo długo się gniewać i nie należy do tych, którzy łatwo odpuszczają urazy. -Cóż, nie chcielibyśmy przerywać tej arcyciekawej wymiany poglądów - odezwał się Lionel, wycofując w tył o kilka…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych