Zaczęło się nieciekawie...
Jak długo da się uciekać przed uczuciem? Diana będzie musiała sprawdzić to na własnej skórze...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zaczęło się nieciekawie - jak Ania i Gilbertem
Był chłodny zimowy ranek. Dzień wcześniej padał śnieg i zdążył pokryć wszystko białą pierzyną. Diana właśnie szykowała się do szkoły, nie lubiła zimy, wstawać rano też, a najgorsze było to, że będzie musiała czekać na przystanku na autobus szkolny, który się spóźni - jak zawsze. Najweselsze w tym wszystkim było to, że do ferii zimowych zostały już tylko dwa tygodnie. Na przystanek dotarła pięć minut przed planowanym przyjazdem autobusu. Stały tam dziewczyny z trzeciej klasy, które udają, że z młodszymi nic wspólnego nie mają; chłopaki z tego również rocznika i grupka zastraszonych jeszcze pierwszaków. Z drugiej klasy, oprócz niej samej, na tym przystanku wsiada jeszcze jej najlepsza przyjaciółka z klasy - Kasia. Diana podeszła do niej, aby się przywitać. nie obyło się oczywiście bez cmoków. - Hej, co słychać? Długo już tu stoisz? Odrobiłaś matmę? - Cześć, u mnie spoko, pomalutku się żyje. Dopiero co przyszłam. Odrobiłam, oczywiście dam ci spisać. Słyszałaś o "grze w Szweda"? - Nie, a co to jest? - Jeden Szwed wchodzi do skrzyni, a drugi patrzy jak pierwszy Szwed jest w skrzyni. - Heh... Śmieszne, tylko trochę bez sensu... Ała! Co to?! Kto mnie walnął śnieżką?! Zaraz mu oddam! - Diana obejrzała się i zobaczyła, że to był Błażej - taki chłopak z trzeciej klasy. Teraz śmiał się razem ze swoimi kolegami. - Czekajcie, wy! - mówiąc to nabrała w ręce śniegu i rzuciła w kierunku chłopaków, trafiła w Błażeja, odwrócił się, a ona zaczęła się śmiać. Niestety nie pomyślała o konsekwencjach, jego uczynni koledzy zaczęli w nią teraz rzucać. Ona zabrała się do oddawania im, ale już po minucie była biała od kulek - ich było pięciu, ona jedna (Kaśka też dostała śnieżką, ale wolała się nie mieszać, więc nie oddawała). Nie miała szans. Gdy wsiadała do autobusu, przypominała bałwana. W szkole dopiero na trzeciej lekcji stwierdziła, że ma suche ubranie. Postanowiła, że zemści się na chłopakach przy najbliższej sposobności, a taka miała się nadarzyć na dyskotece choinkowej. Plan jej powoli ulegał krystalizacji. W dniu dyskoteki miała pewność, że wszystko się uda. Od razu po powrocie ze szkoły zaczęła się stroić, czesać, nawet pomalowała się delikatnie. Umówiła się z Kaśką, że pojadą razem na dyskotekę. Gdy przebrały się w szatni, poszły od razu na salę gimnastyczną, gdzie już zaczynali tańczyć. - Kasiu, poczekaj chwilę, muszę coś załatwić z DJ-em. - Kiedy mi wreszcie powiesz co ty kombinujesz? - Ja ci nie powiem, sama się dowiesz... Diana zrobiła tajemniczą minę i poszła do DJ-a. Gdy wracała, na jej twarzy widać było zadowolenie. - Wszystko załatwione, Teraz tylko poczekajmy do przyjścia chłopaków na salę. - A możemy już iść do klasy? Jestem taka głodna. Ciekawe jakie kanapki przyniosły osoby z drugiej części klasy.... - Opamiętaj się przez chwilę. Poczekaj... - poszukała czegoś w torebce – o... masz... wystarczy ci ten batonik na pół godziny? - Dzięki, boska jesteś! To może usiądźmy na ławeczce pod ścianą? - A niech ci będzie. Nie musiały czekać długo. Błażej z kumplami weszli do sali pięć minut po tym jak zasiadły na ławce. Gdy spostrzegli dziewczyny, zaczęli się śmiać. Diana uśmiechnęła się do nich ironicznie, bo wiedziała, że i tak niedługo będą ośmieszeni. Nie zauważyła nawet, kiedy zgodziła się na zaproszenie do tańca. Zapraszającym był Kamil – taki chłopak z równoległej klasy. Z tego co o nim wiedziała to sporo dziewczyn za nim latało. Cały czas do niej gadał, ale ona odpowiadała mu na to zdawkowo, bowiem cała jej uwaga pochłonięta była tym co zaraz zacznie się dziać. Muzyka przycichła. DJ wziął do ręki mikrofon i zaczął: - Siema wszystkim. Witam szanowne grono nauczycielskie, które musi nas tutaj dzisiaj pilnować i stać drętwo pod ścianą. Ale widzę, że niektórzy uczniowie też nie tańczą, muzyka nie odpowiada? Podejdźcie tutaj, powiedzcie co chcecie usłyszeć. Nie bójcie się, nie gryzę, a bynajmniej byłem szczepiony. To ja proponuję tak. Niech ta grupka pięknych, młodych mężczyzn stojących pod ścianą, tak... do was mówię, wy chyba jesteście z trzeciej B, tak? To niech młodzi koledzy poproszą do tańca nasze szanowne panie nauczycielki, na śmiało. Pomóżcie im, klaszczemy! Nie było rady, musieli poprosić panie nauczycielki do tańca. Błażejowi trafiła się sama pani dyrektor. Widać jaki był spięty. Co chwila musiał przepraszać za nadepnięcie na stopę. Diana mogła już spokojnie tańczyć z Kamilem, a później z innymi kolegami. Przez to wszystko zupełnie zapomniała o Kaśce, która już dawno zdążyła skonsumować batonika, a teraz niecierpliwie siedziała na ławce i czekała na Dianę żeby wreszcie pójść do klasy. Czekała by długo, lecz przeszkodził jej w tym, a raczej uratował ją od tego, Jasiek. Joe ( bo tak go wszyscy przezywali) był normalnym chłopakiem, chodził do tej samej klasy co Diana i Kaśka, ta ostatnia była rada z tego faktu, ponieważ miała z kim iść do klasy. Po paru tańcach, pod pozorem chęci napicia się czegoś, namówiła Joe do pójścia do klasy. Dziewczyny do końca dyskoteki nie znalazły czasu aby pogadać, dopiero, gdy odjeżdżały wraz z mamą Diany, mogły powymieniać swoje uwagi. - Widziałaś ich miny, gdy tańczyli z nauczycielkami? - Jasne, dobrze to wymyśliłaś. - Wiem. No, Kaśka, nie wiedziałam, że z ciebie takie ziółko. Cały czas balowałaś z Jaśkiem? - Tak, a nie wolno? Miałam cały czas siedzieć na ławce pod ścianą i czekać na ciebie? - No, nie. Sorka, że tak to wyszło. - Nie gniewam się. Tydzień minął dalej bez żadnych większych rewelacji. Zaczęły się ferie zimowe, Kaśka pojechała z Dianą i z rodzicami na narty na Słowację. Dziewczyny od paru lat jeździły na nartach i, trzeba przyznać, już nieźle sobie radziły. We dwie szusowały po stokach, podziwiając widoki. Wieczorami chodziły na lodowisko, aby pojeździć na łyżwach. Nie było tam dużego ruchu, więc mogły się wygłupiać do woli. Pewnego, właśnie takiego wieczoru, gdy szły z przerzuconymi przez ramię łyżwami, zobaczyły w oddali... tak, zobaczyły w oddali Błażeja, który jeździł po lodzie. Chciały zawrócić, lecz on w tym momencie zauważył je. Głupio im było teraz wracać, jeszcze by sobie pomyślał, że stchórzyły. Podeszły więc do ławki i zaczęły zakładać łyżwy. Błażej jeździł dalej i bynajmniej nie miał zamiaru opuszczać szybko lodowiska. Dziewczyny pomyślały, że dobrze, że chociaż jeździć umieją i nie zrobią z siebie ciamajd. Postanowiły, że nie będą zwracały uwagi na Błażeja. Zaczęły jeździć. Diana trenowała piruety i jazdę nazywaną przez nie „przekładanką”. Miała właśnie wykonać skok, gdy wtem... - Aaa... - Błażej wjechał w nią, straciła równowagę i upadła na lód – Jak jeździsz?! Zrobiłeś to specjalnie! Moja noga... - Przepraszam cię, to przez moje gapiostwo. A tak w ogóle to Błażej jestem, chodzimy do tej samej szkoły, wiesz? Daj rękę, pomogę ci wstać... - Zostaw mnie, sama sobie poradzę! Kaśka! Chodź szybko! - Diana, co się stało? Nic ci nie jest? - Pomóż mi wstać, sama nie mogę... Coś mnie tu, aaa... - To może ja w końcu pomogę, mam więcej siły od Kasi... - Znasz moje imię? - Nigdy, chodź Kaśka, idziemy, aaa... - Nie to nie, w takim razie radźcie sobie same... Kaśka z Dianą, z trudem doszły, do ławki i zdjęły łyżwy. Założenie butów niewiele dało, Diana nadal nie mogła iść. Z tego wszystkiego nie zauważyły, że Błażej też zszedł z lodowiska i zdjął łyżwy. Parę metrów od ławki było dosyć strome (i śliskie) zejście. Na tym to właśnie zejściu Kaśka nie wytrzymała ciężaru Diany i wywaliła się wraz z nią. Natychmiast podbiegł do nich Błażej. - Trzeba wam pomóc, bez żadnego ale, Kasiu odsuń się, wezmę Dianę na ręce, a ty weź łyżwy i prowadź mnie do waszego hotelu. Diana z naburmuszoną miną dala się wziąć Błażejowi na ręce, lecz nie odzywała się do niego ani słowem. Dopiero przy drzwiach pokoju powiedziała mu chłodno, że może już ją puścić i dziękuje mu za pomoc, która nie była potrzebna. Ze zmartwioną miną Błażej poszedł do siebie. Dziewczyny weszły do pokoju, ich rodzice grali akurat w karty, gdy zobaczyli w jakim stanie jest Diana, od razu skończyli grać. - Co ci się dziecko stało? Mój Boże! Henryk, weź ją. Dziewczynki, mówcie... - Mamo, spokojnie. Przewróciłam się tylko na lodowisku i trochę mnie boli noga... ała... tato, uważaj! - Kasiu odsuń się, Gabrysiu, mogę zobaczyć nogę twojej córki? – tata Kasi jest lekarzem,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mikipepita88
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…