Zamykając serce
to co najwazniejsze
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Był Sylwester a ja siedziałam na kanapie w moim mieszkaniu i moim jedynym towarzyszem był mój trzymiesięczny synek. Byłam ubrana w dresowe spodnie i czarny obszerny sweter, trzymając w dłoniach kubek gorącej czekolady. Pokój oświetlało światło z telewizora. Nie wiedziałam nawet, co tam leciało, bo całą moją uwagę poświęciłam padającemu za oknem śniegowi. Zastanawiałam się jak to możliwe, że każdy płatek ma inny kształt. Niby wszystkie na pierwszy rzut oka wyglądają podobnie, ale jak się dłużej przyjrzeć to są widoczne istotne różnice – zupełnie jak z ludźmi. Na początku wszyscy są identyczni i dopiero, kiedy ich się bliżej pozna to okazuje się, że są zupełnie inni. Wstałam z kanapy i podeszłam do okna. Spojrzałam przez nie na biały świat. Drzewa były lekko przyprószone białym puchem, a z niektórych gałęzi zwisały małe sopelki lodu. Ulice były puste, nikt nie chciał zaszczycić ich swoją obecnością – wszyscy najprawdopodobniej byli gdzieś na przyjęciach, albo balach i czekał ich naprawdę wspaniała zabawa z bliskimi im osobami. Było mi smutno nie, dlatego, że nigdzie nie wyszłam, ale z braku bliskiej mi osoby. To miała być kolejna noc bez Muldera, ale nie była ona jak inne, była szczególna, ponieważ otwierała przed ludźmi nowy rok i nowe możliwości. Ale nie przed mną – tak mi się przynajmniej wydawało. Odeszłam od okna i wróciłam na kanapę. Rzuciłam okiem na telewizor i wyłączyłam go ze zrezygnowaniem. Nie miałam ochoty patrzeć na roześmiane twarze innych ludzi, a już na pewno nie byłam w stanie oglądać jak całują się o północy – to było zdecydowanie ponad moje siły. Było już sporo po dziesiątej wieczorem, dlatego stwierdzałam, że najlepszym planem na jego resztę był sen. Pogasiłam światła w salonie i poszłam w kierunku pokoju mojego syna. Podeszłam do łóżeczka i spojrzałam z góry na jego słodką i spokojną twarz. Był naprawdę podobny do swojego ojca. Miał podobne oczy, rysy twarzy, usta i nosek. Zaczęłam zastanawiać się czy tak samo jak ojciec znienawidzi jego kształt? Jeszcze przez moment cieszyłam oczy moim małym cudem, następnie pochyliłam się, pocałowałam go w policzek i cicho wyszłam z pokoju. Weszłam do sypialni i przebrałam się w piżamę. To miał być mój pierwszy od ponad dwudziestu pięciu lat sylwester, którego prześpię. Położyłam się do łóżka i szczelnie przykryłam się kołdrą. Kiedy moja głowa dotknęła poduszki od razu zasnęłam.
W środku nocy obudził mnie hałas. Nie był to płacz dziecka, ale coś zupełni innego. Szybko wstałam z łóżka i wyszłam z sypialni żeby zorientować się, co się dzieje. Najpierw sprawdziłam salon, później kuchnie i łazienkę, nic się tam nie zmieniło. Następnie przeszłam do pokoju Williego. Kiedy otworzyłam drzwi, zamurował mnie. Ktoś pochylał się nad jego łóżeczkiem, ale musiał mnie usłyszeć i odwrócił się w moim kierunku. Nie byłam w stanie się ruszyć, ani wypowiedzieć choćby jednego słowa. Po prostu stałam i czekałam na kolejny ruch tej osoby. Powoli w moim umyśle zaczęła kiełkować myśl, że już skądś znam tą postać. Zaczęła iść w moim kierunku. Z każą sekundą była bliżej mnie, a ja rozpoznawałam ją prawie w każdym detalu. W tym jak stawiał każdy krok, po falowaniu jego ramion, po tym jak poruszał rękami. To było zbyt piękne żeby było prawdziwe. To nie mógł być On, nie mógł tak po prostu wrócić z dnia na dzień. Umawialiśmy się inaczej, tego nie było w planie. Z rozmyślań wyrwał mnie dotyk czyjejś dłoni na ramieniu. Powoli podniosłam głowę i otworzyłam oczy, nie pamiętałam nawet, kiedy je zamknęłam. Przed sobą zobaczyłam ukochanego mężczyznę, z którym żegnałam się trzy miesiące temu w progu mojego mieszkania. Zawzięcie trzymałam moje oczy otwarte, nie chciałam mrugnąć gdyż bałam się, że wtedy mężczyzna stojący przed mną zniknie. Czułam jak oczy zaczynają piec i łzawić – mrugnęłam i z zaskoczeniem stoi w tym samym miejscu i czeka na moją reakcję. Mogła być tylko jedna – od razu wpadłam mu w ramiona i wtuliłam siew niego jak tylko mogłam. Tak bardzo brakowało mi jego ciepła, odgłosu bicia jego serca tuż przy moim uchu. - Tak bardzo mi was brakowało.- Usłyszałam jego cichy szept, a z moich oczu popłynęły łzy. - Musiałem wrócić już nie mogłem bez was wytrzymać tak wiele straciłem z jego życia. – Powiedział jednocześnie wskazując na łóżeczko. Wiedziałam, o co mu chodzi. Ostatni raz widział swojego syna, gdy Willi miał dwa dni – sporo zdążyło się zmienić przez czas jego nieobecności. Mulder pochylił się nad mną i delikatnie pocałował moje usta. Odwzajemniłam jego pocałunek z całą nagromadzona we mnie namiętnością. Czułam jak przyciąga mnie do siebie bliżej, jak jego dłonie przesuwają się po moich plecach. Jak co jakiś czas jedna z nich zatrzymuje się na moim pośladku. Po kilku minutach przerwaliśmy i łapczywie zaczerpnęliśmy powietrze. Wpatrywaliśmy się w płonące porządzeniem oczy drugiego. - Szczęśliwego Nowego Roku. – Usłyszałam cichy szept Muldera tuż przy moim uchu. Spojrzałam w jego ciemne i załzawione oczy. Zobaczyłam w nich jego wszystkie uczucia – strach, tęsknotę, szczęście i pożądanie. Poczułam jak delikatnie zaczyn wyprowadzać mnie z pokoju Williego. Delikatnie mnie podniósł i szybkim krokiem poszedł do mojej sypialni. Położył mnie na łóżku i mimo wielkiego pośpiechu zrobił to niezwykle delikatnie. Wtedy czas przestał odgrywać dla mnie znaczenie, bo liczyło się tylko to, co się aktualnie działo. Nie wiem, kiedy i w jaki sposób, ale w jednej chwili oboje byliśmy nadzy, a w następnej nasze ciała poruszały się w tylko dla nich właściwym rytmie. Z każdą chwilą szybciej i niespokojniej, wyczekując chwili największej rozkoszy, której oboje byliśmy tak samo spragnieni. Nasze oddechy były ciężkie i nierówne. Czułam się tak jakby za chwilę miało zabraknąć mi powietrza. Zatopiłam się w tym uczuciu i wtedy usłyszałam jak Mulder wykrzykuje moje imię. Sekundę ja zrobiłam to samo, a wtedy jego usta znalazły się na moich tłumiąc dalsze krzyki pocałunkiem. Jeszcze przez kilka kolejnych minut całowaliśmy się delikatnie, aż któreś z nas przerwało pocałunek, nawet tak naprawdę nie wiem, które. - Kocham cię pamiętaj o tym. – Usłyszałam cichy głos Muldera. - Ja ciebie też. – Odpowiedziałam nie maiłam siły wypowiedzieć choćby jednego słowa więcej. Poczułam jak Fox układa się z mną i przytula się do moich pleców. Jego dłonie były splecione na moim brzuchu a twarz wtulił w moje włosy. Czułam jego oddech na nich. Otaczał nas zapach sexu, pasji i miłości, którą się darzyliśmy. Ciepło jego ciała i to wszystko wokół pozwoliło mi odpłynąć swobodnie do krainy Morfeusza.
Obudziłem się i od razu poczułem czyjeś ciepłe i miękkie ciało w moich ramionach. Otworzyłem oczy i od razu ujrzałem burzę rudych włosów przed mną. Uśmiechałem się na wspomnienie ostatniej nocy. To był zdecydowanie najlepszy sylwester w moim życiu. Delikatnie odgarnąłem włosy z jej szyi i pocałowałem ją. Wtedy do moich uszu dobiegł cichy płacz dziecka. Nie chciałem żeby obudziło Dane, dlatego szybko wstałem z łóżka, złożyłem bokserki i poszedłem zobaczyć się z moim synem po raz pierwszy od trzech miesięcy. Wszedłem do jego pokoju i spokojnym krokiem przemierzyłem drogę od drzwi do łóżeczka. Zanim go podniosłem spojrzałem na niego z góry. Patrzyłem jak jego oczka rozszerzają się w zdziwieniu, że nie przychodzi po niego mamusia tylko zupełnie obcy mu facet. Podniosłem go delikatnie, otuliłem go kocykiem i ułożyłem go w moich ramionach. Przestał płakać i to było najważniejsze. Zacząłem mu się dokładnie przyglądać. Był do mnie podobny. Miał moje oczy, usta i co najgorsze nos. Ja nienawidziłem swojego ciekawe czy takie sam stosunek będzie miał do niego mój syn. Podszedłem z nim do przewijaka i zmieniłem mu pieluszkę. To był mój pierwszy raz od trzech miesięcy i z dumą mogłem stwierdzić, że całkiem dobrze mi poszło. Podniosłem Williama i jeszcze raz przytuliłem go do siebie. Wróciłem z nim do sypialni i z powrotem wślizgnąłem się do łóżka. Gdy tylko mały zobaczył obok mamusię, wszystko było stracone. Zaczął wyciągać do niej swoje małe łapki i nie miałem siły żeby go powstrzymać. Położyłem go na brzuszku zaraz przy jej twarzy tak żeby mógł łatwością dosięgnąć jej swoimi małymi rączkami. Tak jak myślałem, gdy tylko dotknął jej twarzy, Dana od razu była w pełni rozbudzona. Najpierw przytulił go do siebie, następnie usiadła i oparła się o ścianę za łóżkiem. - Mulder mógłbyś podać mi koszulę z szuflady? – Spytała jednocześnie wskazując ręką na mebel. Kiwnąłem głową na zgodę, po czym, wstałem, podszedłem do komody, otworzyłem szufladę i wyciągnąłem stamtąd pierwszą koszule, na którą natrafiły moje dłonie. Z zaskoczeniem stwierdziłem, że ubranie to nie należało do Dany tylko do mnie. Odwróciłem się do niej z pytaniem w oczach. Chyba wiedziała, o co mi chodzi. - No, co nie patrz tak na mnie nie chciałam ich wyrzucać. Przynajmniej się na coś przydają. – Zrobiłem zawiedzioną minę, a Dana roześmiała się na ten widok. - Nie patrz tak na mnie wiem, że nie przeszkadza ci to, że zakładam twoje ubrania. Czy mógłbyś mi teraz zapodać bo chciałbym nakarmić nasze dziecko, a nie bardzo odpowiada mi robienie tego nago. – Po tych słowach podszedłem do łóżka i podałem jej koszulę. Założyła ją na siebie i zaczęła karmić naszego synka. Nie bardzo wiedziałem jak mam się zachować, bo po raz pierwszy byłem w takiej sytuacji. Nigdy wcześniej nie robiła tego przy mnie. Chciałem się na nią popatrzeć, ale z drugiej strony było mi głupio i nie wiedziałam jak na to zareaguje. Odwróciłem się i chciałem wyjść z sypialni po jakimś durnym pretekstem, kiedy usłyszałem jej głos. - Mulder, dokąd idziesz? – Odwróciłem się na nią i starałem się patrzeć wszędzie tylko nie na wystający kawałek jej nagiej piersi. - Myślałem, że chcesz zostać sama i… - Gdybym chciała zostać sama to bym ci o tym powiedziała. Mulder przestań się wygłupiać i wracaj do łóżka. – Ucieszyłem się na jej słowa i szczerze mówiąc kamień spadł mi z serca. Wróciłem do niej i położyłem się na boku głowę podpierając na łokciu. Kilka minut później, kiedy Willi został już nakarmiony Dana położyła go pomiędzy nami i przyjęła taką samą pozycję jak ja. Leżeliśmy naprzeciwko siebie. Całą swoja uwagę zwróciłem na mojego syna. Co jakiś czas podnosiłem wzrok i uśmiechałem się do Dany a on mi odpowiadała. To było naprawdę wspaniałe i nie chciałem tego wszystkiego burzyć, ale wiedziałem, że będę musiał z nią w końcu porozmawiać i wszystko jej wyjaśnić.
Leżeliśmy w łóżku i cała nasza uwaga była zwrócona na nasze dziecko. Tak bardzo cieszyłam się, że nareszcie wrócił. Niektórzy ludzie powiedzieliby, że to przecież tylko trzy miesiące, ale dla mnie były one jak wieczność. Okropne dziewięćdziesiąt dwa dni bez niego ciągnęły się niemiłosiernie, a każda minuta dłużyła się jak dwadzieścia cztery godziny. To były niekończące się cierpienia. Nie chodziłam do pracy, całe dnie byłam w domu z małym i prawie cały czas rozmyślałam o Mulderze. Bałam się, że coś mu się stało, że może już nie żył, że ktoś go złapał i zrobił mu krzywdę. Mój umysł był przepełniony samymi czarnymi i ponurymi myślami. Czasami czułam się tak jakbym zaczynała wpadać w szaleństwo. Wyobrażałam sobie, że m Mulder jest gdzieś obok mnie, że pomaga mi przy Williamie, że się nami opiekuje. Często mówiłam sama do siebie tak jakbym rozmawiała z nim. Na szczęście to się już skończyło i było przeszłością.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Karla
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…