Wróć do katalogu

Zapach Skandynawii cz. I

"Była wiosna. Jasne promienie światła wpadały dziko do rozpędzonego pociągu. Za oknem aż po horyzont przesuwały się falujące zielone rozmarzone pola, gęste krzewy, samotne strzeliste drzewa i oddalone domy."

Nina Bogatko, opublikowano , 10 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

I

Była wiosna. Jasne promienie światła wpadały dziko do rozpędzonego pociągu. Za oknem aż po horyzont przesuwały się falujące zielone rozmarzone pola, gęste krzewy, samotne strzeliste drzewa i oddalone domy. Jeden z nich Róża widywała zawsze z okna starego mieszkania na piątym piętrze, gdy jako małe dziecko wdrapywała się na szeroki kuchenny parapet i z podkulonymi pod brodą kolanami patrzyła w dal. Przedwojenny po kolejowy dom z czerwonej cegiełki i dostojnie spadzistym dachem zdawał się być wówczas mały - bardzo mały - zasłonięty tajemniczo szaro-fioletową woalką. Zdawało się wówczas, że świat za nim się kończy, że za nim nie ma już nic, lecz teraz po latach ów daleki, lekko trącony czasem i zaniedbaniem budynek, obok którego bawiła się zgraja rozkrzyczanych dzieci, pociąg minął bezceremonialne, ukazując kolejne dalekie zakrzywione pagórki, łączące się w delikatnym uścisku z błękitnym niebem.

Róża jadąc złożyć swoje dokumenty do uczelni na letnie praktyki zagraniczne nie wiedziała czy dobrze robi i z każdym przejechanym kilometrem pociągu ogarniały ją coraz to większe wątpliwości. Wsłuchując się w stukot kół niczym w muzykę stworzoną przez wielkiego mistrza, z podpartą głową, obserwowała zmieniający się za oknem kwitnący nizinny krajobraz i rozmyślała o słuszności swojej spontanicznej decyzji.

Nie było już odwrotu, gdy pozytywnie przeszła test z angielskiego i rozmowę kwalifikacyjną. Nie było już odwrotu, gdy nadszedł długo oczekiwany dzień wyjazdu – ostatnia sobota maja. Przerażała ją wizja pobytu całego lata z ludźmi, których nie zna, w kraju, który był jej zupełnie obcy; lecz uświadomiła to sobie dopiero tego nieśmiałego rześkiego poranka, gdy słońce wstało i gdy w porcie w Gdyni ujrzała gigantyczny niczym wieżowiec biały ośmiopiętrowy prom, mający ją zabrać do nieznanej Szwecji. Nogi pod nią drżały, ale starała się to ukryć. Nikomu nie powiedziała o swoich obawach. Starała się być silna. Zawsze chciała taka być, ale nie zawsze się to udawało. Pożegnawszy się z rodziną, przejęta lecz z uśmiechem na twarzy wsiadła na statek i oddała z udawanym spokojem swoje bagaże do luku. Czuła napięcie każdej części swojego ciała. Stres zjadał ją od środka. Bała się co będzie tam po drugiej stronie morza a ta niepewność męczyła ją bardzo. Żałowała, że nie ma z nią nikogo bliskiego, z kim mogłaby się tym podzielić.

Prom stał ciągle nieubłaganie w miejscu, zupełnie jak czas – wskazówka zegara zatrzymała się na ósmej pięćdziesiąt i nie chciała ruszyć do przodu. Róża weszła na ostatnie piętro promu i z tarasu widokowego, złapawszy się balustrady, wśród innych pasażerów zaczęła rozglądać się dookoła, na spokojne morze, miasto i górujące nad nimi szare nieruchome dźwigi. Na tej wysokości wiatr szalał nieokiełznany i niemiłosiernie targał jej piękne długie, gęste, faliste brązowe włosy. W oddali na lądzie spostrzegła machającą do niej rodzinę. Poczuła nagły przypływ niewyjaśnionego smutku i żalu. Poczuła delikatny ścisk serca, tęsknotę większą niż dziecko, które odłączone tęskni za swoją mamą. Gdyby dało się cofnąć czas na pewno nie zdecydowałaby się na coś tak szalonego jak ten wyjazd. Teraz było już jednak za późno. Równo o dziewiątej silniki zostały gwałtownie uruchomione i prom zaczął z wolna wypływać z rękawa, zostawiając na sobą charakterystyczny ślad na wodzie. Ląd oddalał się nieodwracalnie, stawał się coraz mniejszy i mniejszy, coraz bardziej daleki - owiany szarawą mgiełką - aż zupełnie znikł zalany bezkresem wody.

Statek płynął długo, zbyt długo można by rzec. Dziesięć godzin trwało w nieskończoność. Dookoła gdzie okiem sięgnąć rozciągała się woda i tylko woda, kołysząca znużonych pasażerów jak gdyby do snu; i faktycznie atmosfera była nader senna. Ogólny gwar, z którego nie można było wyłuskać żadnego słowa, śmiechy ludzi, melodyjny stukot obcasów na pokładzie oraz szum wody sprawiały, iż łatwo można było poddać się tej dziwnie leniwej fali z pogranicza snu i jawy. Jakże łatwo było rozsiąść się w wygodnym fotelu, odprężyć, zamknąć oczy i zasnąć na chwilę…

Około godziny osiemnastej wreszcie ukazał się upragniony ląd – intensywnie zielone wysepki, kolorowe drewniane domki, cudowne dziewicze lasy iglaste, latarnie morskie i głośne mewy latające ponad wszystkim na niebie. Za nimi w końcu wyłoniła się panorama miasta – jakże inna od tych, które dotychczas widziała. Piękna, niespodziewana, lśniąca i różnorodna. Lekko surowa poprzez swój protestancki charakter acz harmonijna, zachęcająca, czysta i poetyczna. Można było zakochać się w tym widoku. Róża czuła się prawie niczym zdobywca nowego świata, odkrywca nowego życia na ziemi. Poranek wydawał się być już taki odległy – jakby nigdy nie istniał a czas spędzony na promie były to długie miesiące w…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych