Zapach Skandynawii cz. II
„Rety, jestem w Szwecji.” – pomyślała z podekscytowaniem, przecierając ręką zmęczone czoło. Lekko podnosząc się spojrzała na zewnątrz. Za oknem nie wiadomo kiedy zaczęło się ściemniać."
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
II
Stary ekskluzywny hotel w centrum miasta, znajdujący się niedaleko błyszczącego w słońcu Bałtyku stanowił miejsce praktyk zawodowych jak i miejsce zamieszkania przybyłej grupki studentów z Polski. Budynek był piękny, zadbany, z lekka dekadencki, pięciopiętrowy z wielkimi łukowatymi oknami na parterze, wspaniale wykończony w każdym detalu. W ubiegłych stuleciach należał zapewne do jednej ze szlacheckich rodzin, w której ojciec z matką jeździł do króla na niedzielne wizyty a córka grała preludia na fortepianie, które głośno rozbrzmiewało w całym domu. Budowla doskonale komponowała się w kamieniczkowy charakter ulicy wraz ze swoimi dostojnymi, szerokimi schodami prowadzącymi do środka. Obok znajdowały się małe sklepy, wytworny bank, kawiarenki pełne ludzi a niedaleko od nich biegł długi deptak prowadzący nad samo morze jak i rynek główny. Ulica zrobiona była z równiutkiej kostki brukowej. Na deptaku znajdował się parking dla rowerów, mała fontanna i zielone ławeczki. Po lewej stronie deptaku wyrastał prostokątny płaski ciemnawy park otoczony skrupulatnie drogą i przedwojenną architekturą. W jego środku mieścił się niewielki amfiteatr.
Róża wreszcie mogła odpocząć w samotności. Było około godziny dwudziestej pierwszej gdy po kolacji dotarła do swojego pokoju na czwartym piętrze. Rzuciwszy torbę na podłogę pokrytą szarawą wykładziną, padła na łóżko niczym kukiełka po występie. Nie mogła uwierzyć, że tam jest, że to wszystko dzieje się naprawdę.
„Rety, jestem w Szwecji.” – pomyślała z podekscytowaniem, przecierając ręką zmęczone czoło.
Lekko podnosząc się spojrzała na zewnątrz.
Za oknem nie wiadomo kiedy zaczęło się ściemniać. Ciemne granatowo-czerwone kłębiaste chmury zakryły całe niebo.
Nazajutrz wcześnie rano zaczęła się praca. Studenci mieli poznać wszystkie możliwe zajęcia do wykonywania w hotelu od sprzątania aż po zarządzanie. Róża wraz z kolegami zgłosiła się do recepcji, obok której oddzielona arkadami, znajdowała się przestrzenna sala jadalna. Pani Larsson właśnie jadła śniadanie. Powitała ich radośnie, po czym skierowała na zaplecze do Conrada – starszego wysokiego chudego pana o siwych włosach, który słabo mówił po angielsku. Dał im na przebranie hotelowe niebieskie koszulki i zabrał ze sobą z powrotem do recepcji. Zaczął mówić coś niewyraźnie pod nosem, mieszając szwedzki z angielskim, po czym wyszedł niespodziewanie z pomieszczenia w kierunku klatki schodowej, zostawiając za sobą, tkwiących jak kołek w ścianie, zagubionych studentów.
- Chyba chce żebyście za nim poszli – zaśmiała się żartobliwie szefowa, wstawiając właśnie od stołu.
Widząc zdezorientowanie trójki swoich gości pani Astrid zaśmiała się cicho raz jeszcze.
„Acha” – pomyślała Róża z lekkim zakłopotaniem, po czym wraz z chłopakami pobiegła szybko bez zastanowienia za starszym panem. W korytarzu słychać było jeszcze lekki śmiech pani Larsson.
Conrad czekał spokojnie koło windy. Gdy podjechała, wszyscy wsiedli i pojechali na ostatnie piętro. U góry od razu po krótkim szkoleniu, zabrali się za porządkowanie wolnych pokoi i poprawianie już zajętych.
Praca była męcząca. Ręce robiły się od niej szorstkie i brzydkie a nogi bolały od wiecznego chodzenia i stania. Na szczęście około godziny dziesiątej, gdy wszyscy goście hotelowi byli już po posiłku, nastał czas na przerwę śniadaniową dla pracowników. Atmosfera była przyjazna, niemalże rodzinna. Wszyscy śmiali się i rozmawiali. Chętnie pytali praktykantów o różne rzeczy.
- Skąd jesteście? – zagadnął Conrad łamaną angielszczyzną – z Gdańska? Z Warszawy?
- Niee… - odparł Wojtek kiwając przecząco głową. – Ja z Arturem pochodzimy z pod Poznania a Róża jest z Bydgoszczy.
- Z Big… z Bigdoczyj… - podchwycił pewnie starszy pan, dumny, że potrafi powtórzyć tak skomplikowaną nazwę.
- Coś w tym rodzaju… - uśmiechnęła się Róża ledwo powstrzymując się od śmiechu.
- Jette bro – odparł cicho dziadek i jeszcze parę bardziej niezrozumiałych słów, układających się ze sobą jakby w jedną…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Nina Bogatko
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…