Wróć do katalogu

Zaplanowana śmierć

Chcąc zmienić swoje życie, najlepiej się "zabić" i zacząć wszystko od zera.

Jerrenima, opublikowano , 12 min czytania, 2,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ZAPLANOWANA ŚMIERĆ

Ponury wieczór, w świetle latarni widać kłębiący się po ulicach dym. Ponuro, szaro, wiatr zawiewa, przeszywa mrozem. W przytłumionym świetle latarni widać postać, to dziewczyna. Stoi i pali fajkę, zastanawia się, myśli krążą po jej głowie, jak oszalałe, co jej się tam rodzi, a może już się zrodziło. Myśli: Wiem, że jestem, wiem. Już nie ta sama jak zwykle. - Planuje śmierć – pod nosem powiedziała, strach obleciał całą ulicę, może przywołała kostuchę. Zimno, ciemno, zza rogu wyskoczył czarny kot. Spaliła dwie, denerwuje się, wszystko ma się rozpocząć za 2 dni, plan przygotowywany od dwóch miesięcy, a wszystko zaczęło się tak niewinnie, nawet można powiedzieć, że bardzo szczęśliwie. Zagrała w lotka i trafiła, wygrała 18 milionów, cała szczęśliwa, podekscytowana. Do głowy przyszedł jej pomysł: Jak by to było, gdybym umarła. Prześladowała ją ta myśl. Miała faceta, w miarę szczęśliwą i normalną rodzinę. A ta myśl nie dawała jej spokoju. Nie podzieliła się z nikim swoim szczęściem, nie wspominając słowa na temat wygranej. Zaplanowała śmierć, wiedziała, że jak ma kasę to może jej się to udać. Przez ten czas udawała siebie taką, jaką zawsze była, jaką każdy ją znał. Rzeczywistość była jednak ponura, a ona przygnębiona, coraz częściej sama jak i inni przyłapywali ją na zamyśleniu. - Wannessa, – bo tak ją nazywali, była przeciętną dziewczyną, średniego wzrostu, trochę przy kości, lubiła się śmiać i bawić, więc jej coraz częstsze zamyślenia wydawały się dziwna, szczególnie martwiło to Zachariasza, kolegę, który jakoś ostatnimi czasy zbliżył się do niej, choć zawsze mówili sobie cześć, – co ci jest, przecież widzę, że nie jesteś sobą od jakiegoś czasu? - Nic mi nie jest, mam parę spraw do załatwienia i nie wiem czy zdążę, ale to nic poważnego. Minie ten okres i wtedy wiele rzeczy się wyjaśni i ja będę szczęśliwsza. - Nie zamartwiaj się tak, bo wyglądasz jakbyś planowała zabójstwo. - Może masz rację! – powiedziała, to tak poważnie, że Zachariasza zatkało. - Wans, proszę cię nie strasz mnie? - Dlaczego? Uważaj, bo pomyślę, że się we mnie zakochałeś? – Zachariasz oblał się rumieńcem. – A jednak, Kama miała rację, że coś jest z tobą nie tak. Od jak dawna? - Od jakiś dwóch miesięcy – odparł i wzdechł, tak jak by mu kamień spadł z serca. - Nie mogłeś mi tego powiedzieć wcześniej? – przyciszyła głos, aby ich nie słyszała reszta ekipy z którymi byli na piwku. - Jak? Masz Jakosa, nie za bardzo wiedziałem jak zareagujesz- pochylił się nad jej uchem, tak, że prawie muskał je ustami - co mam zrobić? - Musisz poczekać, ale obiecaj, że poczekasz bez względu na wszystko, poczekasz! - Wans, co ci chodzi po głowie? - Nie mogę ci teraz powiedzieć, obiecaj mi, że poczekasz, za parę dni się wszystko wyjaśni. Obiecaj proszę cię!!!!! - Obiecuję!!! Mam się bać? - Nie!! Obiecuje, że nic mi nie będzie! Ale nikomu ani słowa! Nikomu!!! - Mam nadzieję, że sobie wszystko wyjaśnimy! - Tak, wszystko się wyjaśni i wtedy możemy o tym porozmawiać. Ok.? – zorientowali się, że jakoś strasznie cicho zrobiła się przy stoliku. - Wans, czy coś się stało? – zapytał Jakos, który miał bardzo zdziwiona minę, bo nigdy Wans nie rozmawiała tak tajemniczo z Zachariaszem. - Nie!! – uśmiechnęła się pod nosem – to już porozmawiać nie można? – wstała – Idę do domu. – oznajmiła wkładając kurtkę i wyszła, wszyscy byli zdziwieni, bo nigdy nie opuszczała imprezy pierwsza, wręcz przeciwnie. W sercu miała tylko nadzieję, że nie słyszeli wszystkiego, o czym mówili. Musi się dowiedzieć, czy coś podsłuchali. Wyjęła komórkę, dzwoni do Zachariasza. - Część!!! Słuchaj czy wypytywali cię o coś? - Nie, ale Jakos na mnie krzywo patrzy, chyba coś podejrzewa. - Słuchaj za chwilę napiszę ci SMS z numerem telefonu, będzie on aktualny za dwa dni, zapisz go sobie pod jakimś tam imieniem, tylko nie moim, a SMS skasuj. Zrobisz tak? - Zrobiłaś się jakaś tajemnicza, Wans, co się z tobą dzieje? - Proszę zrób tak jak ci mówię, a ja do ciebie zadzwonię za dwa dni. Ok.!? - Ok.!! - To do zobaczenia! - No to na razie! Poszła do domu, położyła się spać. Następnego dnia wszystko było jakby zwyczajne i normalne, ale nie dla Wans, wiedziała, co ją dzisiaj czeka. Wszystko pozałatwiane, kupione mieszkanie, załatwione lewe papiery, przelewem po wpłacała pieniądze każdemu z rodziny i bliskich przyjaciół po trochu. Mieszkanie, które kupiła przepisała rodzicom Jakosa. - Wyglądasz jakoś blado. - Nic mi nie jest mamo, trochę jestem zmęczona, to wszystko. – patrzyła na matkę tak, jakby chciała ją wchłonąć, zapamiętać, cieszyć się tą chwilą. Popatrzyła chwilę i padła na ziemię. - Wans, kochanie, Jasi dzwoń po pogotowie!!!!! Szybko!!! – ale Wans już się nie obudziła, lekarze stwierdzili, że miała zawał, co w jej wieku było mało prawdopodobne, ale możliwe. Miała sekcję zwłok, która potwierdziła zawał. Wieść o jej śmierci szybko się rozniosła, trafiła taż do Zachariasza, który nie za bardzo wiedział, co ma ze sobą zrobić. Siedział w parku na ławce, sam ze swoimi myślami. Zadzwoni, czy nie zadzwoni, jak może zadzwonić, skoro nie żyje, dlaczego? Jeszcze tyle miałem jej do powiedzenia, co zrobić – myślał. - Trrrrrrr…!!!!! - Prawie wypadł mu telefon z ręki, gdy zobaczył, że dzwoni ktoś z numeru, który dwa dni temu podała mu Wans, nie wiedział czy odebrać, co zrobić??? - Halo? – słychać było przerażenie w jego głosie. – Słucham? - Część!! - To niemożliwe, przecież nie żyjesz, nie żyjesz!!!! - Zachariasz!! Uspokój się, weź parę głębokich oddechów i słuchaj. Ja żyję, zorganizowałam taką farsę, proszę nie miej mi tego za złe, nie mogłam ci powiedzieć, bo Kama i cała reszta zorientowałaby się, jakbyś nie przeżył mojej śmierci, a szczególnie, że to ona ci to powiedziała, a wiedziała, że się we mnie podkochujesz. Halo? Jesteś tam jeszcze? - Eeee.. Tak jestem! - Kupiłam mieszkanie, wyśle ci adres SMS, przeczytaj i skasuj, i przyjdź teraz, od razu. Dobrze? - Tak dobrze. - Do zobaczenia. - Mh… pa! – stał jeszcze przez chwilę, nie za bardzo

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych