Zaraza - rozdział 1
Niedaleka przyszłość. Opowieść o dwójce bohaterów starających odnaleźć się w postapokaliptycznym świecie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nad miastem zapadał zmrok, a na ulicach panowała przejmująca cisza. Czasami tylko wiatr porwie ze sobą jakąś puszkę. Gdzieniegdzie mrugały światła neonów, reklamując dawno zamknięte bary oraz kluby. Ciemność była wręcz namacalna. Gdyby czytelnik mógł wyciągnąć rękę, to wyczułby pod swoimi palcami delikatną materię przywodzącą na myśl najlepszej jakości aksamit. Otulałby on szyję jak najwspanialszy szal. Stąpając powoli przedzierałby się przez zasłony utkane z ciemności, miasta pogrążonego we śnie. Zwiedzający przystanąwszy na chwilę, by popaść w zadumę nad tym zjawiskiem, i który wzrok swój przeniesie z odległych dachów wieżowców ku bliższym rejonom, w zniszczonej uliczce odkryje zgubę. Nie tyle jedną co dwie. Przy niewielkim ognisku, którego płomienie brutalnie cięły aksamitne płótno ciemności, siedziały dwie pochylone postacie.
Gdyby obserwator podjął decyzję by się do nich zbliżyć, musiałby postępować z wielką uwagą. Już ze znacznej odległości widoczne jest, nienaturalne spięcie dwóch ciał, gotowych do skoku. Każdy krok odkrywa przed nami coraz bardziej interesujące szczegóły. Jedna z osób, siedząca bliżej ściany zawalonego budynku, jest niewysoka. Ma podarte i zniszczone ubranie. Spod pyłu dróg i błota lasów nie da się już powiedzieć, jakiego było kiedyś koloru. Strój drugiej osoby wykazywał te same cechy. Obydwa są teraz szarobure, mała i duża kopia. Tylko jedna rzecz odbija się w blasku płonącego ognia. Oczy, choć nie takie przeciętne. Należą one do osób, które mimo wielu przeciwności i przeszkód, nadal wierzą iż gdzieś za kolejnym wzniesieniem, znajduje się lepszy świat.
Gdy czytelnik zbliży się na tyle, aby usłyszeć ich rozmowę, przykuje jego uwagę druga rzecz. Głos osoby znajdującej się pod ścianą jest wyjątkowo wysoki i piskliwy. Wibruje w uszach słuchającego, wżera się w mózg, powodując niemiłe drętwienie zębów i potężny ból głowy. Pozwala to w przybliżeniu określić wiek i płeć rozmówcy. Jest to zapewne chłopiec. W wieku około dziesięciu, może trzynastu lat. Głos drugiej osoby jest głębszy, spokojniejszy. Słowa wypowiada jakby z trudem. Czytelnik miałby wrażenie, jakby dochodził on z głębokiej studni. Jednak gdy zestawimy go z głosem dziecka, staje się balsamem dla zbolałych uszu. {b}-{/b} Tato! – gdy starszy mężczyzna spojrzał w jego kierunku, kontynuował. – Jestem głodny. Daj kawałek chleba. – Gdyby żołądek potrafił mówić, jego głos brzmiałby zapewne tak. Połączenie pisku charakterystycznego dla orląt, ze skomleniem szczeniaków. Coś co równocześnie denerwuje i doprowadza do łez. {b}-{/b} Już przecież jadłeś – głos był cichy oraz smutny – Wiesz przecież, że od trzech dni nie znaleźliśmy jedzenia. {b}-{/b} Ale tato... – dziecko próbowało oponować, nie było jednak jemu dane dokończyć myśli. {b}-{/b} Żadne ale – mówiąc to sięgnął lewą dłonią w kierunku płaszcza. – Przed snem poćwiczysz jeszcze czytanie. – Wypowiadając te słowa, podał dziecku książkę.
Chłopiec powoli wyciągnął swoje chudziutkie i malutkie dłonie. Mimo że książka nie była zbyt opasła, to widać że chłopcu brakowało sił aby ją udźwignąć. Czytelnik tego zapewne nie zrozumie. Tylko osoba która przez kilkanaście miesięcy żyła na krawędzi śmierci głodowej, wie co to za uczucie. Choć trzeba powiedzieć, że ich los był i tak lepszy niż ten który doświadczyły choćby etiopskie dzieci. Nic jednak nie wyniknie z takiego autorytarnego stwierdzenia, że ktoś tego nie zrozumie. Dlatego proponuję czytelnikowi małą zabawę. Weź do ręki książkę, o grubości powiedzmy jednego tomu „Krzyżaków” czy „Potopu”. Starannie zważ ją w dłoni. Teraz wyobraź sobie, że nie masz siły jej podnieść. Dopiero wtedy pojmiesz jak osłabione jest to dziecko.
Wróćmy jednak do naszych dwóch postaci. Ta mniejsza przysunęła się bliżej ognia, jedynego źródła światła w okolicy, a następnie otworzyła książkę w miejscu oznaczonym zwiędłym liściem. Najpierw czytał dość niepewnie. Każde kolejne słowo powoli sylabizował. Jednak wraz z kolejnymi linijkami, umysł nienawykły do intensywniejszej pracy, zaczął działać. Warto przytoczyć wygłoszoną treść, gdyż pozwoli nam ona częściowo zrozumieć, wygląd świata.
„I tak oto doszliśmy do początku trzeciej dekady wieku dwudziestego pierwszego. Cywilizacja z mozołem odbudowywała się po wojnie z Iranem. Twórcy określili ten czas ‘renesansem ludzkości’. Fałszywe okazały się wszystkie apokaliptyczne przepowiednie związane z rokiem dwa tysiące dwunastym. Jednak wojna zebrała swoje straszliwe żniwo. W trakcie działań śmierć poniosło trzydzieści milionów ludzi. Jednak miasta nie uległy poważniejszym zniszczeniom. Najgorzej sytuacja wyglądała w stolicach poszczególnych państw. Nawet nie tyle w samych miastach, co w ich podziemiach. Setki zamachów w metrze przyczyniły się do znacznych strat materialnych i w ludziach.
Jednak sytuacja wyglądała zdecydowanie zdecydowanie gorzej po stronie julma. W trakcie konfliktu, który został nazwany Trzecią Wojną Światową, w skład sojuszu weszli przedstawiciele państw ‘Osi zła’ (to jest Iran, Turkmenistan, Uzbekistan, Pakistan, Laos oraz Korea Północna). Do dzisiaj nie ustalono liczby ofiar. Szacuje się że zginęła albo zaginęła, jedna trzecia mieszkańców tego regionu. Miasta zostały doszczętnie zniszczone. W trakcie konfliktu przeprowadzono setki nalotów dywanowych. Ich konieczność argumentowano chęcią ochrony cywilizowanego świata przed bronią jądrową.” {b}-{/b} Coraz lepiej – przerwał starszy mężczyzna. – Napij się wody i idź spać. Jutro znowu wyruszymy na poszukiwania.
Chłopiec skinął głową. Zdjął płaszcz, a następnie podpełzł do ściany. Spod sterty kamieni wyciągnął plastikową butelką i wziął dużego łyka. Zwinięty w rulon płaszcz zostawił przy ognisku. Wrócił teraz do niego i ułożył na nim głowę. Nie było potrzeby się przykrywać. Mimo że jesień zbliżała się ku końcowi, noce nadal były wyjątkowo ciepłe. Klimat stał się nieobliczalny. Upalne lato ustępowało ciepłej jesieni, tylko po to, aby z dnia na dzień zaatakowała mroźna zima. Gdzieś w okruchach pamięci, jakie zachował z wczesnego dzieciństwa, kołatało się wspomnienie, że nie zawsze tak było. Kiedyś wiosny były znacznie chłodniejsze. Często jeszcze na przednówku lata pojawiał się śnieg. W lato temperatury bywały niskie, co prowadziło do licznych opadów. Za to jesień lśniła się w kolorach złota, brązu oraz miedzi. Z drzew spadały małe brązowe kuleczki z szarym brzuszkiem, a wraz z nimi, setki liści. Teraz jesień niewiele różniła się od lata. Drzew też było jakoś zdecydowanie mniej. Zniknęły brązowe kulki, którymi tak lubił się bawić. W końcu zasnął.
Druga osoba nie mogła pozwolić sobie na taki relaks. Wiedział że dopóki jest gwarno, był on bezpieczny. Jednak teraz, w ciemnościach, kryły się demony. Wyciągnął z kieszeni pistolet. Był wyjątkowo zadowolony że od momentu powrotu do miasta, a minął od tego dnia już tydzień, nie miał okazji go użyć. Jednak zawsze musiał być w pogotowiu. Nie oznacza to, że dzięki niemu czuł się bezpieczniej. Stres, któremu został poddany, miał dwa źródła. Pierwszym z nich była nienawistna ciemność za plecami. Jednak nie to było najbardziej przerażające. Tym czymś były głosy w jego głowie. Tym razem przekonywały aby podpełzł do ściany. Że resztki betonu dadzą bezpieczeństwo. Zwalczył tą myśl tak szybko jak się pojawiła. Doświadczenie podpowiadało, że przeciwnik nie ruszy na niego przez odsłonięty plac, bojąc się śmiercionośnych kul. To właśnie na resztkach dachów czaiło się niebezpieczeństwo. Zadrżał na myśl, że znowu musiałby z Tym walczyć. Zbliżył się więc do ognia, wiedząc że to właśnie on (oraz pistolet w dłoni) chronią ich życie.
Jak dziwna potrafi być ciemność – pomyślał po pewnym czasie. Gdy jesteś dzieckiem i kładziesz się do snu, taktujesz ją jak matkę. Tuli, pociesza, daje nadzieję że za kilka godzin znów będzie wschód. Widzisz ją kątem oka, na granicy snu, schowaną gdzieś w rogu pokoju. Niepokojąca i intrygująca zarazem. Niby chcesz ją bliżej poznać, jednak kołdra i poduszka dają iluzję bezpieczeństwa.
Całkiem inaczej ciemność postrzegają kochankowie. Jest dla nich niczym aksamit, otulający gorące uczucie. Pozwalający skryć się przed ciekawskich okiem. Jest zaufaną powierniczką, która nigdy nie zdradzi, nie wyda. Wszystko rozumie, niczego nie wypomni. Wyczekują jej z utęsknieniem, pragnąc odizolować się od okrutnego świata. I on też tak kiedyś ją postrzegał. W dawnych czasach, w obcym świecie, w innym ciele. Teraz ciemność jawi się w swej kolejnej postaci. Oto jest wojowniczką, potężną i okrutną. Nie tyle co jedną osobą, a całą armią. Wojskiem, które samą liczebnością zmiażdży swego wroga. Naciska, gnie, uderza. Nigdy nie możesz stracić czujności, zawsze przytomny, ciągle gotowy. Czekasz na bój co rozpocznie się za pięć minut, za godzinę, jutro lub za tydzień. Wzdrygasz się na myśl o wyciągnięciu ręki poza bezpieczny obóz. Granicę wytacza ogniska blask. W innym wypadku twa dłoń zostanie rozszarpana, ramię zmiażdżone, a ty wciągnięty w wir, z którego nigdy nie powrócisz. Popadniesz w słodkie zapomnienie, przekraczając wody mitycznego Styksu. Wolna od trosk twa jaźń rozpłynie się w strumieniu szczęśliwości. Mężczyzna nie mógł sobie na to jeszcze pozwolić. Przed nim bowiem leżał drobny szczeniaczek, zwinięty obok ogniska. Dla niego ciemność nadal była matką, dającą chwilę wytchnienia, do której łona przytulić się można. Miał dla kogo i po co żyć. Dlatego nie mógł oddać się zapomnieniu, jeszcze nie.
Ile minęło czasu, nie wiedział. Jego zegarek odmówił posłuszeństwa przed dwoma laty i teraz zdany jest tylko na analizę ruchu gwiazd i księżyca. Zbliżał się świt. Światło nie przyniosło jednak wytchnienia, albowiem na horyzoncie dostrzegł zarys mrocznych chmur. Jeszcze dzisiaj, najpóźniej jutro, spadnie pierwszy śnieg. Należy się zatem do niego przygotować. Powoli wstał i rozprostował zdrętwiałe kończyny. Następnie potruchtał wokół niewielkiego placu na którym spędzili noc. W świetle dziennym okazał się znacznie mniejszy niż w nocy. Podczas krótkiej przebieżki próbował policzyć kroki. Okazało się, że wykonał ich niewiele ponad czterysta. Po tej rozgrzewce szturchnięciem obudził syna, a sam sięgnął pod stertę gruzów aby wyciągnąć jedzenie. {b}-{/b} Mamo... jeszcze minutkę – jęknął chłopak. {b}-{/b} Nie ma żadnej minutki – odpowiedział. – Śniadanie i musimy ruszać. Najdalej jak jutro spadnie śnieg.
Słowa te podziałały jak kubeł zimnej wody. Szybko wstał, przeciągnął i wykonał kilka skłonów. Gdy się już rozbudził zasiadł do śniadania. Było ono nadzwyczaj skromne. W jego skład wchodziła pajda chleba pokryta tworem mięso podobnym z konserwy. Normalnie by nie narzekał, gdyby nie wysokie prawdopodobieństwo że tak samo będzie na obiad i kolację. Z tego powodu nienawidził miasta. Na wsi zawsze można było znaleźć jakieś owoce albo martwe zwierzę. Tutaj nie było nic. Rozumiał oczywiście dlaczego tutaj przywędrowali. Trzeba było znaleźć nowe konserwy, które muszą wystarczyć na całą zimę. Dodatkowo przydadzą się jakieś cieplejsze płaszcze. No i sypialnia z dachem nad głową też jest atutem.
Śniadanie upływało w ciszy. Skoro więc zajęli się konsumpcją, zostawmy ich na chwilę w spokoju. Nikt nie lubi gdy zagląda się do jego talerza. Wykorzystajmy światło dzienne, aby się im dokładniej przyjrzeć. Wiadomo że ciemność wypacza to, co widzi człowiek. Często rzeczy małe zdają się wielkimi, a wielkie małymi. Zwróćmy zatem nasz wzrok na dziecko, które siedzi pod ścianą. Już w nocy dostrzegliśmy specyficzny błysk w jego oczach. Jednak dzień przynosi nam kolejne ciekawe odkrycia. Brwi, tak samo jak rzęsy są posklejane z brudu. Oczy zapadły głęboko w czaszkę, a skóra stała się szara i wyblakła. Widać po nich że żyje na granicy ciągłego głodu. Czarne włosy sięgające do ramion, w wielu miejscach były posklejane błotem oraz ptasimi odchodami. Nie da się już dzisiaj określić ich pierwotnego koloru. Ubranie, mimo że zużyte, było zadbane. W miejsce dziur pojawiły się różno kolorowe łaty. Oprócz płaszcza, który nasz obserwator już wcześniej zauważył, ma on na sobie luźne dresowe spodnie oraz bluzę z długim rękawem.
Zdecydowanie lepiej prezentowała się druga osoba. Zapewne dlatego że o krótkie włosy łatwiej zadbać. Nie ważne jak długo się ich nie myło i tak wyglądają lepiej niż długie. Po drugie, coś w jego twarzy, albo i ruchach, sugerowało że zna życie inne niż te, które toczy obecnie. Wyżłobione bruzdy, w tej niestarej twarzy, opowiadają nam o gwałtownej zmianie jaką przeszedł. Inną rzeczą która natychmiastowo rzuca się w oczy, to jego nos. Widać jakie trudy musiał ostatnio przeżyć. Jest on trochę wciśnięty w twarz, a od połowy lekko skręca w lewo. Oto niemy świadek pojedynków które stoczył jego właściciel. Z brudnej twarzy jeszcze tylko jedna rzecz zasługuje na dokładniejsze opisanie. Są to wściekle zielone oczy. Gdyby czytelnik mógł się znaleźć dokładnie naprzeciw mężczyzny, poczułby jak wwiercają się one w jego czaszkę. Pod ciężkim, acz bystrym spojrzeniem, obserwowany czuje się nago. Tak jakby ten tajemniczy mężczyzna miał możliwość czytania w duszy rozmówcy. Z tym wszystkim mocno kontrastuje ubranie jakie nosi. W przeciwieństwie do chłopca, jest ono znacznie bardziej zniszczone. Na nogach ma coś, co kiedyś nosiło zapewne dumną nazwę dżinsów. Koszula została pozbawiona rękawów oraz części guzików. Możemy przypuszczać, że posłużyły one jako materiał na łaty. {b}-{/b} Czas iść – rzekł mężczyzna po chwili milczenia. – Dzisiaj czeka nas dużo pracy.
Nie działali pochopnie. Pierwszy szedł mężczyzna, za nim chłopiec. W ich ruchach widać było duże doświadczenie. Najpierw ojciec i syn, z kilku pozycji sprawdzali dachy oraz okiennice pobliskich bloków. Gdy mieli pewność że budynek jest pusty, podbiegali do niego i chowali się w cieniu nasłuchując. Jeśli mieli wrażenie że słyszą jakieś chrobotanie albo czyjeś kroki, zamierali na chwilę w ukryciu. W końcu po kilkudziesięciu minutach, gdy przebyli około dwóch kilometrów, znaleźli się na skraju szerokiej ulicy. Po lewej i prawej stronie znajdowały się opuszczone sklepy. Przy krawężnikach stały samochody. Dla czytającego jest to oczywiste, że żaden z nich nie nadawał się do użytku. Paliwo nie było dostępne od dwóch czy trzech lat. W końcu głównym celem ataków w Trzeciej Wojnie Światowej, poza stacjami metra, były pola roponośne. Jednak to nie samochody przyciągnęły jego uwagę. Po drugiej stronie ulicy, dokładnie naprzeciw miejsca gdzie stali, znajdowało się wejście do stacji metra. Najniebezpieczniejszego miejsca w okolicy. Na lewo od wejścia też nie było lepiej. Znajdował się tam ogromny plac, w którego centralnym punkcie stał opustoszały wieżowiec. Choć może słowo „wieżowiec” o nie jest…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Erelen
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…