Zbrodnia Ikara - Rozdział 4 - Przygotowanie
Ikar Clark ucieka. Przed życiem, przed przeszłością, przed samym sobą. I szuka odkupienia. Ale w prawdziwym życiu znaleźć je jest bardzo ciężko... Pełny tytuł: Zbrodnia Ikara, czyli dlaczego Ikar został mordercą?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Spokojna noc nie była jednak pisana Ikarowi Clarkowi. Wprawdzie zdołał zasnąć choć na krótką chwilę, jale przez cały ten czas towarzyszył mu ciągły niepokój. Nie rozumiał czym było to spowodowane. Wizytą Romero czy może zleconym mu zadaniem? Świadomością, że cała jego dotychczasowa ucieczka była jedynie fałszem i kłamstwem? A może chodziło o to, że ma tylko trzy dni na wykonanie wyroku na staruszku, który stara się tylko dbać o swoich wyborców? Ikar nie znał odpowiedzi na dręczące go pytania, a jego umysł nie chciał mu pomóc w rozwikłaniu zagadki. Był po prostu niespokojny, nocą dręczyły go koszmary. Nie pojawiały się jednak żadne konkretne sceny w jego marzeniach sennych, jedynie migawki, przerywane dialogi, niewyraźne postacie. Dręczyło to jednak jego myśli na tyle, że wstając rano był bardziej zmęczony niż wtedy, gdy kładł się spać. Nie miał jednak wyboru. Chciał dowiedzieć się prawdy o swoim życiu, musiał więc zakasać rękawy i zabrać się do pracy. A nie było to takie łatwe. Swoje ostatnie zlecenie wykonał przecież ponad pół roku temu, musiał się wziąć na nowo za przygotowanie do perfekcyjnego wykończenia akcji. Nie mógł sobie pozwolić na najmniejszy błąd. Pierwszym krokiem jaki podjął było opuszczenie tego nędznego miejsca, spakował swoje rzeczy i zatarł wszystkie ślady ludzkiej obecności. Może Brown była przebiegłą staruszką, on jednak nie wierzył w to, że była nieomylna. Zdecydował się stanąć z nią w szranki. Przynajmniej teoretycznie, by udowodnić sobie, że jest coś jeszcze wart. Zamknął za sobą drzwi i stąpając jak najciszej po korytarzu skierował się w stronę schodów, którymi wczorajszej nocy podążał za kobietą. Przytrzymywał się zakurzonej barierki, by przypadkiem nie poślizgnąć się na starym, zniszczonym dywanie pokrywającym połamane gdzieniegdzie schody. Nie zajęło mu dużo czasu dotarcie na sam dół, gdzie wczoraj rozmawiał ze staruszką. Hol był teraz pusty, więc cichutko zbliżał się do wyjściowych drzwi. Nacisnął klamkę i po chwili oddychał już świeżym porannym powietrzem, którego tak brakowało wewnątrz hotelu. Świadomy swojego sukcesu dotarł do samochodu i rzucił torbę z rzeczami na tylne siedzenie. Nie zauważył, że z brudnego okna ktoś mu się przygląda. Była to uśmiechnięta twarz staruszki, która tym razem też była sprytniejsza od Ikara. Ten jednak o tym nie wiedział. Miał nadzieję, że opuszcza to miejsce niezauważenie. Zapalił silnik i oddalił się czym prędzej. Dobrze wiedział, gdzie ma się teraz udać, by zacząć przygotowanie do wykonania pracy. Kilka godzin później Ikar stał już pod wysokim, eleganckim budynkiem w centrum New Island. Przyglądał mu się z dołu, chociaż jego widok nie był mu obcy. Przed swoją ucieczką przebywał tu kilka razy dziennie, tym razem także nie obejdzie się bez tego. Wyciągnął z kieszeni telefon i wystukał odpowiedni numer. — Halo? – odezwał się kobiecy głos w słuchawce. — Marion? Tu Ikar, potrzebuję twojej pomocy – odpowiedział natychmiast mężczyzna. — Ikar! – wydała z siebie zduszony okrzyk. – Co ty robisz? Nie powinieneś do mnie dzwonić. — Wiem, Marion, wiem, ale sprawa przybrała nieco inny obrót. Jestem pod twoim biurem, wpuść mnie. — Człowieku, nie powinno cię tutaj być. — Rozłączyła się. Ikar spoglądał z wyczekiwaniem w kierunku szklanych drzwi, które po chwili się otworzyły. Ukazała się w nich niska, trochę pulchna kobieta w garniturze rozglądająca się dookoła. Kiedy w końcu odnalazła go wzrokiem podbiegła do niego i chwyciła za rękaw. Ciągnęła go tak aż na sam szczyt wysokich schodów, które znajdowały się we wnętrzu budynku. Korytarze były puste więc nikt nie zwrócił na nich uwagi. — Jak możesz się tu w ogóle pojawiać? – zapytała zdenerwowana. — Wiesz jakie to niebezpieczne? Miałeś się przecież ukrywać. W jej głosie słychać było pretensje, których wcale nie starała się chować. Ikar wysłuchiwał jej zarzutów ze spokojem, teraz była dla niego jedyną bliską osobą, której naprawdę mógł zaufać. — Marion, zaraz ci wszystko wytłumaczę – mówił. – Nie denerwuj się tak. — Jak mam się nie denerwować? Miałeś uciekać, zaszyć się gdzieś, żeby w końcu być bezpiecznym. Ale nie, ty musiałeś nagle się tu pojawić bez uprzedzenia. Wiesz co by się stało gdyby inni byli dziś w pracy? — Daj spokój, przecież dzisiaj sobota, tylko ty harujesz nawet w weekendy – tłumaczył się, lecz nie na wiele się to zdało. — Nawet nie wiesz jakie masz szczęście. Stanęli przed dużymi, czarnymi drzwiami, do których dostęp mieli tylko nieliczni. Kobieta pozostawiła swój odcisk palca na czytniku obok prowizorycznej klamki, a one po chwili otworzyły się. — Właź do środka. – Popchnęła go mocniej, a sama rozglądała się jeszcze za siebie, czy nikt przypadkiem ich nie widział. Weszła za nim, a drzwi zamknęły się bezgłośnie. — Siadaj! – zakomenderowała tak, że nie miał prawa się jej sprzeciwić. Usiadł więc w najbliższym fotelu i czekał na przesłuchanie. Znał ją zbyt dobrze, by mogła się oprzeć okazji przemaglowania go do suchej nitki. Był więc na to gotowy. Pamiętał Marion od zawsze, ale nie potrafił określić czasu, kiedy się poznali. Tak miał z większością ludzi, którzy obecni byli w jego życiu. Kobieta spoczęła naprzeciwko Ikara i wpatrywała się w niego z udawaną złością. Tak naprawdę cieszyła się, że go widzi. Był jedyną osobą, dla której wciąż siedziała w tym skorumpowanym biznesie Natana Clarka. Musiała chronić Ikara przed jego własnym ojcem i fałszywymi przyjaciółmi. Sam Ikar był dla niej bardzo ważny. — Możesz więc wytłumaczyć mi co tu robisz? Dlaczego się nie ukrywasz? — Marion, nie złość się, dobrze? – próbował pertraktować. – Wiesz, że wolałbym być daleko stąd, ale mnie znaleźli. Nie miałem wyboru. — Kto cię znalazł? – zapytała zdziwiona. — Romero. Ma swoich ludzi wszędzie, łącznie ze staruszką, która mnie rozpoznała w motelu. To takie żałosne. — Zdecydowanie! Ikarze, miałeś na siebie uważać. Powinieneś sprawdzać każdy szczegół, każdy! – wykrzyknęła. – Mam cię pilnować jak dziecko? Ikar był zły na siebie, że popełniał takie głupie błędy. Był przecież zawodowcem, nie powinno mu się to zdarzać. — Wiem, ale to już przeszłość. Romero powiedział, że śledził każdy mój krok. Czy to możliwe? — Nie wiem. Wątpię, chociaż mając za sobą wszystkich ludzi twojego ojca może dokonywać wielkich rzeczy – odparła szczerze zmartwiona. – Sprawdzę to dla ciebie. — Dziękuję – powiedział. – Ale teraz mamy poważniejszy problem. Romero przyszedł wtedy do mnie z propozycją, której nie mogłem odrzucić. Mam zadanie do wykonania. — Niemożliwe. Ikarze, miałeś się w to już nie pakować! – krzyknęła naprawdę głośno. – Wiesz jakie to niebezpieczne! — Wiem, ale nagroda jest tego warta. Popatrzyła na niego pytającym wzrokiem, nie miała pojęcia co może być tak ważne, by kolejny raz ryzykować swoje życie. — Moja przeszłość. Mam odzyskać moją przeszłość, wszystkie wspomnienia – odparł z nadzieją w głosie. – Wszystkie. — Ikarze… — pokręciła głową. — Nie ma się co zastanawiać. Już podjąłem decyzję, dobiłem targu – powiedział. – Wziąłem też trochę pieniędzy. Wyciągnął zwitek z kieszeni i położył na stole. — Ile? – zapytała kobieta. — Dwadzieścia tysięcy. Powinno starczyć na wszystkie potrzebne rzeczy. Muszę mieć nowe ubranie, samochód i załatw mi fałszywy dowód. Będę potrzebował zmiany tożsamości na kilka dni. — Jasne. Ale jesteś pewien, że to dobra decyzja? — Nie. Chcę jednak odzyskać to, co zostało mi zabrane. Kobieta rozumiała go aż za dobrze, nie popierała jego decyzji o powrocie do fachu, ale wiedziała, że musi mu pomóc. Bez niej nie da sobie rady. — Na jutro wszystko będzie gotowe, muszę tylko wykonać kilka telefonów. — Dziękuję, jesteś najlepsza – zwrócił się do niej jak za dawnych dobrych czasów. Kiedy tylko prosił ją o pomoc, zawsze była zwarta i gotowa, nigdy nie odmawiała. Dzięki niej Ikar stał się najlepszy w całej korporacji i to jemu powierzano najtrudniejsze zadania. Po pewnym czasie był już symbolem dla nowych włączanych w struktury korporacji Clarka. Kobieta popatrzyła na niego z widoczną złością, pod którą kryła się jednak szczera troska. Był dla niej jak syn, a jego życie miało dla niej większą wartość niż jej własne. Dlatego też pomogła mu uciec od ojca kiedy nie dawał już rady funkcjonować w tym społeczeństwie. Nie wszystko poszło jednak zgodnie z planem, a ich drogi znowu się skrzyżowały. Mieli kolejne zadanie do wykonania. — Więc kto tym razem tak bardzo zawadza twojemu ojcu? – zapytała po chwili. — Ojciec podobno już się tym nie zajmuje – odparł. – Romero powiedział, że to jego własne zlecenie i nie ma nic wspólnego z Natanem Clarkiem. — Niemożliwe. Wiedziałbym o tym. Ikar wzruszył ramionami. — Widocznie coś się zmieniło. Nie jest to jednak najważniejsze, muszę dotrzymać słowa, a wtedy zdobędę to, czego potrzebuję. Nie odpowiedziała. Myślała tylko o tym, że przecież doszłyby ją słuchy, gdyby ktoś taki jak Natan Clark zawiesił interes albo chociaż przekazał go komuś innemu. Tak się jednak nie stało. Nie wierzyła w słowa Romero, ale Ikar najwidoczniej tak. Pewnie dlatego, że jego największym marzeniem była detronizacja ojca. Nie chciał go znać, ani widzieć na oczy ponownie. Dlatego też zdecydował się uciec, lecz teraz jest tu ponownie, bliżej ojca niż mógł się spodziewać. Mężczyzna sięgnął do kieszeni i wyciągnął zdjęcie podarowane mu przez Romero. Pokazał je Marion, która nie mogła uwierzyć własnym oczom. — Przecież to szaleństwo. Amadeus Stark to najlepiej strzeżona osoba w New Island. — Marion, nie takie rzeczy robiliśmy. Damy radę. — No, nie wiem. Jak zamierzasz w ogóle się do niego zbliżyć? — Musimy dostać zaproszenia na bankiet w Grand Hotel, który odbywa się pojutrze. Będzie tam masa polityków, więc nie ma problemu z wtopieniem się w tłum. A wtedy znajdzie się także okazja do spotkania ze Starkiem. — Dlaczego tobie wydaje się, że wszystko jest takie proste? Tam będą tłumy fotoreporterów, ochroniarzy i policji. Nie pozostaniesz tam anonimowy. — Dlatego potrzebuję ciebie. Musisz załatwić mi nowy dowód, zmienić tożsamość. To chyba nie problem? — Nie, no co ty! — W jej głosie słychać było ironię. — Żaden problem. Mam przecież cały dzień na stworzenie zupełnie nowej osoby, zaprogramowanie całego jej życia i przeszłości. Nic trudnego. Ikar uśmiechnął się do niej na co Marion odpowiedziała tym samym. — Wiedziałem, że dasz radę. I nie złość się na mnie, jesteś jedyną osobą, do której mogłem z tym przyjść. Marion pokręciła głową z poirytowaniem. Była zła, ale on zawsze wpływał na nią kojąco. Nie wiedziała dlaczego, ale nigdy nie potrafiła mu odmówić. Nigdy. Tak było i tym razem. — Musimy się jeszcze zastanowić nad szczegółowym planem: jak tam wejść bez zwracania na siebie uwagi i co ważniejsze, jak wyjść, kiedy będzie już po wszystkim – odezwała się. — To nie będzie trudne. Grad Hotel ma tylne wyjście zupełnie nie strzeżone. Tylko parę osób o nim wie. — Parę osób? To znaczy? — Ja i pewnie ci, co budowali ten hotel. I jeszcze Romero, bo kiedyś przeprowadzaliśmy tam małe dochodzenie. — Naprawdę nie chcę znać szczegółów tego dochodzenia. Oszczędź mi ich. – Wstała i przechadzała się powoli po pomieszczeniu. Na jej biurku, które stało pod oknem znajdowały się sterty papierów. Podeszła do nich i zaczęła szukać czegoś w opasłych segregatorach. – Skoro mamy dotrzeć do Starka, musimy także poznać jego towarzyszy, którzy przybędą na bankiet. – Mruczała pod nosem. Robiła to jednak na tyle głośno, że Ikar słyszał każde słowo. — Ilu będzie miał ochroniarzy? – zapytał. — Nie mam pojęcia. Zazwyczaj tacy ludzie mają ich koło pięciu w samym budynku. Na zewnątrz będzie jeszcze kilku, ale szykuje się coś większego, także możemy się spodziewać naprawdę ciasnej ochrony. — Myślę, że do pokoju z nim nie wchodzą. Będą pilnować tylko korytarzy. — Yhm, ale najpierw trzeba dotrzeć do tego pokoju, a z taka obstawą wydaje się to niemożliwe. — Więc musimy dostać się tam zanim ktokolwiek się tam pojawi. Musisz dowiedzieć się, który apartament zostanie mu przydzielony. — Jasne! – krzyknęła. – Wszystko na mojej głowie. Ikar podszedł do niej i spoglądał na dokumenty, które przeglądała. Były to informacje o różnych osobach liczących się w tym mieście. — Masz tu wszystko o wszystkich? – zapytał. Ta skinęła głową. — Nawet o tobie. Spojrzał na nią lekko przerażony, na co kobieta roześmiała się głośno. — Żartuję. To tylko portfolia polityków New Island. Szukam ludzi, z którymi trzyma Stark. Dzięki temu będziesz mógł się do niego zbliżyć w odpowiednim momencie, musisz ich tylko sobie zjednać, zrobić naprawdę dobre wrażenie. Może ci zaufają, a wtedy wszystko powinno pójść zgodnie z planem. — A więc mamy jakiś plan? — Nie. I w tym problem. Przez kilka następnych minut przewracała cenne strony swoich informatorów, a Ikar rozglądał się po pomieszczeniu. Znał jego układ na pamięć, kiedyś spędzał tu bardzo dużo czasu. Uwielbiał zbliżać się do okien, które były ogromne i zastępowały jedną ścianę w pomieszczeniu. Widok na miasto był niesamowity. Ogromne budynki unosiły się nad ulicami, po których bez przerwy przemieszczały się samochody. Ludzi prawie nie było widać z takiej wysokości. Niesamowite – pomyślał Ikar. Widok ten podziwiał już tyle razy, ale nadal robił na nim ogromne wrażenie. — Mam. – Przerwała jego rozmyślania Marion. – Dirk Jones i Amanda Ross, najbliżsi współpracownicy Starka. Ikar podszedł do kobiety i spojrzał na zdjęcia wymienionych przez nią osób. Dirk był mężczyzną w średnim wieku, niskim i grubym. Garnitur ledwo się dopinał na jego opasłym brzuchu. Znakiem rozpoznawalnym mężczyzny były okulary, których grube oprawki zasłaniały prawie pół twarzy. — Dirk Jones – powtórzyła Marion. – Zapamiętaj go, bo może ci się bardzo przydać. Doprowadzi cię do Starka, jeżeli będziesz miał trochę szczęścia. Ikar wpatrywał się w zdjęcie mężczyzny. Starał się zanotować jak największą ilość szczegółów, by nie mieć problemów z odnalezieniem człowieka w tłumie. — Dobra. Teraz Amanda Ross – odezwała się kobieta i podała mu drugie zdjęcie. Mężczyzna oniemiał. Ze zdjęcia uśmiechała się do niego wysoka, szczupła blondynka. Miała długie proste włosy sięgające do pasa. Eleganckie ubranie sprawiało, że wyglądała niezwykle zgrabnie. Reakcja
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil AutorAnonimowy
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…