Zbrodnia Ikara - Rozdział 9 - Nienawiść
Ikar Clark ucieka. Przed życiem, przed przeszłością, przed samym sobą. I szuka odkupienia. Ale w prawdziwym życiu znaleźć je jest bardzo ciężko... Pełny tytuł: Zbrodnia Ikara, czyli dlaczego Ikar został mordercą?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Kiedy traci się kogoś bliskiego, na zawsze pozostaje ślad w naszym życiu – coś zostaje nam odebrane i nijak nie potrafimy się z tym pogodzić. Potrzeba czasu. Bo czas podobno leczy rany. Podobno. Ale nie zawsze tak jest. Ikar powoli unosił powieki, chociaż wydawało mu się, że są one cięższe niż kiedykolwiek. Całe jego ciało było obolałe, a wszystko przez trudne doświadczenia ostatnich dni. Jasne, porażające światło uderzyło w jego oczy i sprawiło, że przymknął je ponownie. Nie tak łatwo było wrócić. Podjął jednak kolejną próbę zmierzenia się ze światem zewnętrznym. Mimo iż znowu został uwięziony, chciał zapewnić sobie choćby namiastkę uczucia, które dawałoby mu panowanie nad własnym istnieniem, nad ciałem i umysłem. Wodził rękami po zimnej, twardej posadzce, na której leżał przez cały ten czas, ale żaden nieregularny kształt nie dostał się w jego ręce. Nie znalazł nic, co mogłoby chociaż po części zdradzić jego lokalizację. Przetarł zamknięte wciąż oczy rękami i podjął kolejną próbę otworzenia ich. Powieki podniosły się leniwie i musiał bardzo się starać, by kolejny raz nie przegrać z nienaturalnym oświetleniem tego pomieszczenia. Biel. Z każdej strony otaczała go przeraźliwie czysta biel męcząca jego wzrok. Podniósł się z ziemi, podpierając się rękami i próbował wstać, ale nogi odmówiły mu posłuszeństwa. Zachwiał się i upadł na twardą posadzkę. Na jego twarzy pojawił się grymas bólu, który pogłębił się wraz z silnym uderzeniem o ziemię. Nie miał jeszcze tyle siły, by utrzymać się na własnych nogach, więc podniósł się delikatnie na rękach i oparł się o ścianę. Była śliska i przyjemna w dotyku, zimna, a zarazem jakaś dziwnie majestatyczna. Spojrzał przed siebie i wpatrywał się przez chwilę w ścianę naprzeciwko. Była biała. Ale zawierała także drobny element, który wcześniej umknął jego uwadze. Zmaltretowany mężczyzna siedział pod przeciwległą ścianą i wpatrywał się w niego. Był ubrany cały na biało, twarz miał lekko zaczerwienioną, a ręce zdobiły sine ślady od więzów. Opierał głowę o twardą przestrzeń za sobą i wciąż spoglądał przed siebie. Ikar podniósł powoli rękę do góry, tamten zrobił to samo. Z drugą sytuacja się powtórzyła. Skinął głową, towarzysz odpowiedział skinięciem. Lustra – szepnął cichutko Ikar. Tu wszędzie są lustra. Rozglądał się uważnie dookoła i dostrzegł fragmenty własnego ciała odbijające się na poszczególnych ścianach. Na kolanach zaczął zbliżać się do środka pomieszczenia, a postać mężczyzny z naprzeciwka powiększała się w tym samym tempie. Coraz dokładniej widział sine cienie na swojej twarzy i rozwichrzone włosy, które opadały mu na czoło. Wyciągnął rękę w kierunku własnego odbicia i po kolei dotykał różnych części swojej twarzy. Tak dawno nie przeglądał się w lustrze, że zapomniał nawet jak wygląda, jak widzą go inni. Duże, brązowe oczy – takie jak miała matka i takie, jakich nigdy nie miał ojciec. Ale jej już nie było, za to Natan Clark nigdzie nie zamierzał znikać. — Mój najlepszy przyjaciel na kolanach – rozległ się znajomy głos za plecami Ikara. – Nie spodziewałem się, że tak szybko moje oczy ujrzą taki widok. Klęczący mężczyzna odwrócił się szybko i zobaczył Romero wyłaniającego się zza ledwo widocznych drzwi w lustrzanej ścianie, które po chwili zostały wchłonięte przez resztę powierzchni. — Ciężko je dostrzec, hę? – zapytał Romero, zbliżając się powoli do Ikara, który wciąż wpatrywał się w miejsce, gdzie przed chwilką zamknęło się jedyne wyjście z tego więzienia. – Tylko nieliczni wiedzą jak je znaleźć, trzeba znać odpowiedni sposób. Uśmiechnął się przebiegle i usiadł naprzeciwko Ikara. — Nie spodziewałeś się, że ja przyjdę do ciebie jako pierwszy, co? Ikar nie odpowiedział. — Dalej nie zamierzasz z nikim rozmawiać? – Romero nie dawał za wygraną. Młody Clark odsunął się od niego i wykorzystując resztki sił jakie mu pozostały, zbliżył się do ściany, o którą oparł się delikatnie. — I tak ode mnie nie uciekniesz, przyjacielu. Może więc załatwmy to szybko, a wtedy obaj nie będziemy się męczyć. Wiesz, że nie masz innego wyboru, musisz zrobić to, czego chce twój ojciec. — Nic nie muszę – odparł cicho Ikar, nie patrząc na swojego dawnego przyjaciela. — No proszę cię, Ikarze, nie bądź taki uparty – powiedział Romero i spoczął obok niego. – Wiesz, że wszyscy jesteśmy zależni od Natana Clarka i nie mamy wyboru. — Ja mam – przerwał mu mężczyzna. – Mogę robić co chcę. Romero zaśmiał się głośno. — Właśnie widzę. Jesteś uwięziony, nie masz pojęcia gdzie się znajdujesz. Skoro tak wygląda twoja wolność, proszę bardzo. — To mnie stąd wypuść. Zrobiłem to, czego chciałeś. Romero pokręcił głową z dezaprobatą, a na jego twarzy pojawił się kwaśny uśmiech. — Proszę cię, dalej wracasz do zabójstwa Amadeusa Starka? Przecież to nie miało najmniejszego znaczenia – odparł. – Musieliśmy tylko sprawdzić, czy dalej nadajesz się do pracy w firmie, nic więcej. Jego śmierć była… — tu zastanowił się jakiego słowa użyć. – Nic nie warta. Niepotrzebna. — Ale to był niewinny człowiek – powiedział cicho Ikar. Romero prychnął. — Każdy z nich jest winny, nie ma ludzi białych jak ściany w tym pokoju. Każdy ma coś na sumieniu – zapamiętaj to sobie. Każdy zasługuje na śmierć. Ikar pokręcił głową. Nie każdy, nie każdy zasługuje na śmierć. Nikt nie ma prawa decydować o życiu i śmierci innego człowieka. Nikt, a w szczególności taki ktoś, jak Natan Clark. — Zmieniłeś się – oświadczył po chwili Romero, przyglądając się przyjacielowi. – Coś cię zmieniło. Ikar odwrócił głowę w jego stronę i spojrzał mu głęboko w oczy. Takie jak zapamiętał – nieprzeniknione, a zarazem przesiąknięte chęcią zemsty. Cały Romero. — Wszyscy się zmieniamy – odparł Clark. – Nawet tobie się to przydarzyło. Na twarzy Romero pojawił się złowrogi uśmiech, świadczący o tym, że nie podobają mu się słowa mężczyzny. On się wcale nie zmienił, był dalej tym samym człowiekiem, który kilka miesięcy temu pozwolił swojemu najlepszemu przyjacielowi opuścić firmę i uciec. A wszystko po to, by ponownie sprowadzić go na właściwą drogę. Właściwą w jego mniemaniu. — Nie patrz tak na mnie – powiedział Ikar. – Wszyscy się zmieniamy, to prawda, ale w twoim przypadku nie jest to komplement. Stałeś się jeszcze gorszym człowiekiem niż przedtem. — Skąd możesz to wiedzieć? – zapytał Romero. — Widzę to w twoich oczach. Widziałem kiedy celowałeś do mnie i do Marion. Widziałem, gdy pociągnąłeś za spust. Widziałem jak mierzyłeś w moim kierunku. Miałeś ochotę strzelić do mnie zaraz po tym, jak odeszła Marion. Tylko, że ojciec ci tego zabronił. — Nieprawda. Nie zabijam swoich ludzi – zaprzeczył. — Ale ja już do nich nie należę – oświadczył Ikar. — O tym się jeszcze przekonamy. Obydwaj zamilkli i wpatrywali się we własne odbicia, które spoglądały na nich z naprzeciwka. Byli tak blisko, a zarazem tak daleko od siebie. I już nic nie mogło ich sobie zjednać, ich drogi rozeszły się w zbyt różnych kierunkach. Ale żaden z nich chyba tego nie żałował. Głuchą ciszę przerwał cichy odgłos szurania po posadzce dochodzący od strony drzwi, które powoli się uchylały. W pomieszczeniu pojawiła się wysoka postać Natana Clarka jak zwykle ubranego w czarny garnitur, lecz tym razem brakowało w jego ręce cygara. Wkroczył powoli, zamykając za sobą i spojrzał z góry na siedzących obok siebie mężczyzn. — Jak za dawnych, dobrych czasów – powiedział głośno. – Moi najlepsi pracownicy znowu razem. — Ikar dalej zastanawia się nad twoją propozycją – przywitał go Romero, wstając z podłogi. – I chyba wciąż ma jakieś wątpliwości. — Oh, to niemożliwe! – krzyknął wesoło Natan Clark i podszedł do kulącego się pod ścianą syna. – Przecież wszystko zostało już wyjaśnione, mój drogi. Jesteś stworzony do pracy w tym zawodzie, czego ci jeszcze potrzeba? Ikar odwrócił głowę tak, by nie spoglądać na towarzyszących mu mężczyzn, ale otaczające go lustra wciąż ukazywały ich zniekształcone sylwetki. Nie mógł się od nich uwolnić, nie był w stanie tego zrobić. Czy tak miało być już do końca? — Ikarze, tłumaczyłem ci już, że nie możesz wiecznie zaprzeczać temu, kim jesteś i do czego zostałeś stworzony. Co ci to da? — Wolność wyboru – odparł Ikar tym razem głośniej i nieco pewniej niż w rozmowie z Romero. – Coś, co zostało mi przez ciebie odebrane. — Wolność, powiadasz? – zapytał Clark, uśmiechając się podejrzliwie. – Jak mogę ci ofiarować wolność, skoro nie wiesz jak dobrze z niej korzystać? Nie masz pojęcia co znaczy to słowo i jak niebezpieczne może być w rękach niewłaściwej osoby. Wolni mogą być nieliczni – i tylko po to, by zapewnić reszcie społeczeństwa sprawne funkcjonowanie. — I ty do takich nielicznych właśnie należysz? – parsknął Ikar ze złością, wpatrując się w czarne oczy ojca. — A jak sądzisz Ikarze? Od zawsze tłumaczyłem ci, że są ludzie słabi, czyli tacy, którymi należy kierować i silniejsi — ci, którzy przewodzą w społeczeństwie. I właśnie do tych drugich należymy my. A na ich czele stoję ja, Natan Clark i mam prawo decydować o tym, w którym kierunku idą nasze działania. Ja wiem, komu należy się większa doza wolności, a kto powinien zostać jej pozbawiony ze względu na dobro ogółu. To nie są proste sprawy, Ikarze i pewnie nigdy nie zdołasz tego w pełni zrozumieć. Dlatego ty jesteś tutaj od wypełniania moich poleceń, a ja jestem od ich wydawania. I na nic zda się tutaj twoja upragniona wolność, która jest tylko pustym i nic nie znaczącym słowem, jeżeli nie wie
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil AutorAnonimowy
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…