Wróć do katalogu

Złe oko

...

orfeusz, opublikowano , 21 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jesień wgryzła się w kalendarz jak kornik w stare meble. Zimny wiatr szalał unosząc w górę tumany liści. Sino szare niebo potrafiło wprawić w depresję nawet największych optymistów. Do lamusa odeszły lekkie letnie ubrania. Nastał czas ciężkich płaszczy i krótkich dni. Adam spieszył się do domu, i jak co dnia przepychał się jedną z głównych ulic miasta. Było mu zimno i miał kiepski nastrój. Nie lubił zabierać pracy do domu. Drażnili go ludzie plączący się bez ładu i składu wzdłuż i w poprzek ulicy. Szedł szybkim krokiem z głową wbitą w ziemię. Wiatr zacinał niemiłosiernie. Wreszcie wypełznął z kłębowiska ludzi i znalazł się na mniej uczęszczanej ulicy, prowadzącej do jego bloku. Właśnie tam zaczepiła go staruszka. Nie usłyszał z początku, co do niego mówiła, ale zatrzymał się i spojrzał na nią. Kobieta prosiła go o drobny datek dla niej i jej wnuków. Zwierzała się przy tym ze swojej niedoli. Żachnął się i burknął coś niezbyt miłego. Wtedy kobiecina jakoś tak dziwnie, łypnęła na niego okiem. Spojrzał na jej przygarbioną i kruchą sylwetkę. Głowę miała owiniętą w kwiecistą chustę. Z pozoru niegroźna i słaba, jednak zmroziło go jej spojrzenie. Było w nim mnóstwo nienawiści, jakby miotało gromy. Stał zaskoczony patrząc na nią. Miał już coś powiedzieć, ale żeby uniknąć kłótni machnął na nią ręką i ruszył w stronę bloku. „Że też jeszcze kręcą się takie dziwne staruchy po mieście” pomyślał i zmiął przekleństwo w ustach. Uciekając przed zimnem wbiegł na korytarz swojego bloku. - Proszę zaczekać – krzyknął do stojącej młodej kobiety w windzie. Kiedy tylko wszedł do środka drzwi zamknęły się i ruszyli w górę. Wcisnął guzik na dwunaste piętro i spojrzał na psa trzymanego przez sąsiadkę na smyczy. Spory doberman przyglądał mu się nieufnie marszcząc groźnie pysk, odsłaniając tym samym swoje wielkie białe kły. Adam odsunął się od niego instynktownie o krok. Na więcej nie pozwalała ciasna powierzchnia windy. Spojrzał na sąsiadkę i modlił się w duchu „żeby tylko nie próbowała zagaić”. Pies zaczął warczeć coraz głośniej. Nie chcąc drażnić zwierzaka, znalazł sobie punkt, kawałek odrapanej ściany. Wpatrywał się w niego z zapamiętaniem. Wreszcie cichy dzwonek oznajmił, że dotarli do celu. Spojrzał na wyświetlacz, ósme piętro, to nie on. Cieszył się, że pies wreszcie wyjdzie. I właśnie w momencie, kiedy sąsiadka szykowała się do wyjścia pies rzucił się na niego. Mogło się to skończyć fatalnie gdyby nie skórzany kaganiec na jego pysku. Kobieta zaczęła się szarpać ze swoim rozwścieczonym pupilem. Ciągnęła smycz próbując wyprowadzić psa na korytarz. Adam zasłonił się rękami i przykleił do ściany. Czuł na sobie jego silne łapy i pazury. Szczekanie głośnym echem odbijało się od ścian korytarza i rozeszło po całej klatce schodowej. - Najmocniej pana przepraszam – zaczęła zszokowana kobieta, kiedy już udało się jej odciągnąć psa – nigdy się tak nie zachowywał, jakby diabeł w niego wstąpił. Była autentycznie poruszona. Nie odpowiedział. Sam był zbyt wstrząśnięty. Winda ruszyła w górę. Z ulgą przywitał dźwięk dzwonka i drzwi rozsunęły się przed nim wypuszczając go na dwunastym piętrze. Szybkim, niecierpliwym krokiem poszedł do swojego mieszkania. Kiedy zamknął za sobą drzwi swojej kawalerki, zatykając dodatkowo łańcuszek na ścianie, odetchnął. Zdjął kurtkę i powiesił ją w garderobie. Zatarł zgrabiałe dłonie dla lepszego krążenia. Już wchodził do pokoju, kiedy za plecami usłyszał trzask. Odwrócił się przestraszony i zauważył, że jego kurtka leży na podłodze. - Co jest k... – nie dokończył, kiedy znalazł obok niej pęknięty haczyk. Powiesił ją na innym i na powrót ruszył do pokoju. Przez cały czas przygotowany był na to, że kurtka znowu spadnie. Zrobił dwa kroki i odwrócił się w oczekiwaniu. Wszystko było w porządku. Wciąż wisiała tak jak ją zostawił. Odetchnął z ulgą. Dzień wydawał mu się coraz gorszy. Kaloryfery były zimne. Poczuł nieprzyjemny dreszcz. Cisza zaczęła go przybijać, więc włączył telewizor. Zrobił sobie gorącej herbaty i usiadł w fotelu sięgając po pilota do telewizora. Za oknem szarzało coraz bardziej. Owinął się kocem i siedząc wygodnie w dużym fotelu popadał w przyjemny letarg. Czuł jak ciepło wypitej herbaty ogrzewa go od środka. Zrobiło się błogo i po chwili zasnął. Na balkon przyleciał gołąb. Usiadł na balustradzie i zaczął się w niego wpatrywać. Adam zauważył gościa kątem oka. Ignorując ptaka, wrócił do oglądania telewizji. Jednak ptak wciąż siedział tam i wpatrywał się w niego. Kiedy ruszył do kuchni, czuł na sobie spojrzenie nachalnego gościa. Zaczął krążyć po pokoju a gołąb wciąż obserwował go i nawet przy tym nie mrugnął. Chłopak czuł się coraz bardziej poirytowany jego obecnością. Zrobił parę gestów mających przestraszyć ptaszysko, ale ten tylko przekrzywił swoją małą główkę w bok, jakby nie rozumiał. Nie śpieszyło mu się żeby otworzyć drzwi balkonowe. Było mu tak cholernie zimno. Jednak nie miał innego wyjścia żeby spłoszyć podglądacza. Otwarł drzwi balkonowe i natychmiast poczuł jak zimny wiatr wdarł się do jego mieszkania. Poczuł chłodny powiew na twarzy. Zrobił gwałtowny gest i krzyknął głośno w stronę gołębia. Jednak ten odchylił tylko głowę lekko w tył jakby poirytowany zachowaniem człowieka. Spojrzał mu w oczy. - Co jest z tym pieprzonym gołębim – rzucił już wściekły Adam. - Zważaj na słowa chamie – odparował gołąb. Na dźwięk tych słów, wypowiedzianych skądinąd całkiem niskim przyjemnym barytonem, omal nie podskoczył. Rozbolała go od tego wszystkiego głowa. „To nie może być prawda” powtarzał sobie w myślach. Był tak zaskoczony, że szczęka omal mu nie opadła do podłogi. Przypatrzył się ptakowi, ten również nie oddał mu pola. Jednak Adam zaczynał w nim widzieć coś znajomego. Te oczy, gdzieś już takie widział. I nagle olśniło go. Ulica, wirujące liście, staruszka. Chusta na głowie, tak, już pamiętał. To ta stara kobieta, która zaczepiła go kilka godzin temu. Wtedy głowa ptaszyska zmieniła się już zupełnie i mógł znowu zobaczyć twarz dziwnej kobiety. Patrzyła na niego nienawistnie. Adam obudził się zlany potem. Z ulgą uświadomił sobie, że to tylko sen. „Wredna stara wiedźma, nie daje mi spokoju nawet we śnie” pomyślał. Uświadomił sobie, że te dziwne przypadki, rozsierdzony pies, pęknięty haczyk, to wszystko stało się od momentu jak zwyzywał kobiecinę a ta zrewanżowała mu się tym swoim złym spojrzeniem. Spojrzał na zegarek. Dochodziła ósma wieczorem. „Nie spałem długo” pomyślał i natychmiast podskoczył na fotelu, kiedy w szybę drzwi balkonowych coś z impetem uderzyło. Podbiegł do nich i zobaczył leżącego na balkonie martwego wróbla. Rozbił się o jego drzwi. Powoli miał już wszystkiego dosyć. Czuł się coraz bardziej roztrzęsiony. Obawiał się zrobić nawet krok, żeby wszystko nie zaczęło się walić. Musiał o tym z kimś porozmawiać. Sięgnął po telefon i wykręcił numer. - Cześć Irek, mówi Adam. - Czołem stary, dobrze, że dzwonisz – ucieszył się głos po drugiej stronie. - Słuchaj, czy mógłbyś... – nie dokończył, kiedy w słuchawce usłyszał nieprzyjazny dźwięk, pi pi pi pi – nieeee! – rzucił słuchawkę rozwścieczony. Czuł się we własnym domu jak w pułapce. Nie mógł nawet zadzwonić. Ręce zaczynały mu drżeć ze zdenerwowania. Ruszył do lodówki i wyjął puszkę piwa. Chwilę delektował się chłodnym napojem, po czym zdecydował się położyć. Chciał w ten sposób uniknąć jakichkolwiek niespodzianek. Zaszył się w łóżku owijając kocem. W pokoju już dawno zrobiło się ciemno. Nawet nie zauważył kiedy. Chciał włączyć światło, ale nagle spłynęła na niego dziwna myśl, bał się, że może go porazić prąd. Zasnąć nie mógł, więc pozostało mu bezczynnie przewracać się z boku na bok. Nie wiedział ile czasu minęło, kiedy usłyszał pukanie do drzwi. - Kto tam?! – krzyknął pełen obaw. - Irek, otwórz. Zadowolony ruszył do drzwi. Poczuł dla kolegi bardzo ciepłe uczucia, dziękując opatrzności, że Irkowi chciało się wychodzić w taką paskudną pogodę. Wpuścił go do środka. Kolega natychmiast rozpłaszczył się i powiesił kurtkę w garderobie. - Coś nas rozłączyło – zaczął, ale widząc, że jego kolega wpatruje się w garderobę stwierdził – stary, co jest z tobą? - Nie nic, tak tylko patrzę – wyminął się od odpowiedzi. W rzeczywistości zastanawiał się czy i tym razem haczyk pęknie. Nic takiego nie stało się, więc spojrzał z uśmiechem na Irka. - Dzięki że chciało ci się przyjść. - Nie ma sprawy, ale powiedz mi, co robią te wszystkie koty pod twoimi drzwiami. - Koty? - Człowieku, masz za drzwiami istne oblężenie. Adam ruszył do drzwi i przyłożył oko do wizjera. Poczuł jak skóra cierpnie mu na widok kotów zebranych pod jego drzwiami. Wszystkie czarne, było ich około sześciu. Jedne kręciły się niespokojnie inne siedziały. Jednak wszystkie wpatrywały się w jego drzwi. Odwrócił się do nich plecami. - Coś tak pobladł, przecież to tylko koty – uśmiechnął się – choć przyznam, że to nieco dziwne. - Napijesz się piwa? - Siur. Adam uśmiechnął się na to słowo. Irek od jakiegoś czasu wtrącał spolszczone wyrazy z angielskiego. Głupia zabawa, ale poczuł się nieco pewniej. Obecność kolegi dodała mu otuchy. Wyjął puszkę z lodówki i wręczył gościowi. - Czemu siedzisz po ciemku? - Jakoś tak, bez powodu. - Mogę? – zapytał sięgając ręką do włącznika. - Mhm – Adam przytaknął niepewnie. Z lekką obawą patrzył jak tamten włącza światło. Był gotowy w każdej chwili na jakieś tajemnicze porażenie czy coś w tym stylu. Jednak nic takiego się nie stało. W mieszkaniu zrobiło się jasno. Irek usiadł w fotelu i zaczął się bawić pilotem. Adam znowu uśmiechnął się na ten widok. Nigdy nie zauważył, że byli do siebie tak podobni. Oczywiście nie fizycznie. Ale zachowanie, pilot, itd. Rozbawiło go to i już nieco uspokojony usiadł obok. Na dwójce nadawali jakąś debatę publiczną. Coś w tym stylu, grupa polityków mówiła o przyszłości. - Zostaw – rzucił pośpiesznie Adam, kiedy kolega przełączył kanał. - Olej ich, jak chcesz posłuchać głupiego pieprzenia wystarczy jak zadzwonisz do mojej dziewczyny – wybuchli śmiechem i stuknęli się puszkami. - Hej, może zadzwonimy po pizze? – poderwał się Irek – zaraz będzie mecz. - Czemu nie, kurna, czemu nie – Adam zapalił się do tego pomysłu. Choć to głupie, przez ostatnie godziny, starą kobietę i tajemnicze przypadki, zapomniał o takich drobiazgach jak pizza na telefon. Wszystkie te drobne atuty miasta. „To takie normalne”, powtarzał sobie w myślach, „takie zwyczajne, jak życie. Życie też jest…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych