Wróć do katalogu

Zmiana warty

W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o wartość

Vercotti, opublikowano , 8 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Tu się ukryłeś – zagaiła, wchodząc znienacka do pokoju. Ach, pomyślałem, że zrobię w końcu porządek z tym bałaganem w komputerze. Zacząłem od zdjęć i tak mnie jakoś wciągnęło, że widzisz… W każdym razie nic, niestety, nie udało mi się uporządkować, bo tak sobie oglądam i wspominam. Zainteresowana podeszła do mnie i usiadła obok. - O, a to skąd masz? – zapytała, patrząc na fotografię, która właśnie wypełniała cały ekran. – No nie, to Marta! – uśmiechnęła się widząc koleżankę z liceum. - Wiesz, Mirek, ten kolega Łukasza Kozła… - Kempa. - No właśnie, Kempa, nie mogłem sobie przypomnieć nazwiska, pojawił się na Facebooku i wkleił kilka zdjęć, na których jesteśmy, to zgrałem. Kliknąłem, żeby wyświetlić kolejną fotografię. - Ooo, pamiętasz ten koncert? Nie wiem, czy to nie był nasz pierwszy gig, na który poszliśmy razem, he he – uśmiechnąłem się pod nosem. - Możliwe – zgodziła się ze mną. – Kurde, jak długo już nie istnieje ta knajpa, pięć, sześć lat? - Myślę, że z dziesięć lekko. Zamknęli ją jeszcze przed naszym ślubem. Pamiętam, bo kiedy byłem u Jarka, jeszcze przed jego wyjazdem do Anglii, to chcieliśmy wyskoczyć na piwo do TARTARU, a tam jakiś sklep obuwniczy, czy coś takiego. - Ja nie mogę, ale ten czas zapierdziela… - Wydaje się, że coraz szybciej. - Masz jeszcze coś od Mirka? - Nie, tylko te, które widziałaś – odparłem. - A otwórz to – wskazała palcem na folder „Zdjęcia rodzinne”. - Oglądałaś już je przecież – stwierdziłem. - Co z tego, poka, poka, poka, pliz. Ustąpiwszy, kliknąłem szybko dwa razy i ekran upstrzyło kilkanaście podfolderów, oznaczonych imionami członków mojej rodziny, w których były zdjęcia, niedawno przeze mnie skanowane. - Chcesz się znowu ponabijać z tego jak wyglądałem w podstawówce? – spytałem, jednak w gruncie rzeczy też chciałem rzucić okiem na te fotografie. - Otwórz „Norberta” – zażądała żona. Kliknąłem, posłusznie wypełniając polecenie i już po sekundzie mieliśmy ilustrowany przegląd mojego dzieciństwa, od kompromitujących zdjęć, na których, jako niemowlak dumnie prezentowałem swoje przyrodzenie, poprzez szkołę podstawową, gdzie dałem się zdjąć z kolegami pokazującymi miny i robiącymi rogi, na ujęciach ze szkoły średniej kończąc, gdzie gwałtowne poszukiwanie własnej tożsamości i eksperymenty z alkoholem dodawały obrazkom szczyptę szaleństwa i tajemniczości. - Czy nikt ci nie powiedział wtedy, że takie połączenie kolorystyczne to modowe samobójstwo? – zapytała żona, komentując fotografię z siódmej klasy. - Nie interesowałem się modą wtedy, zresztą teraz również się nie interesuję. Nie wiem, co ci tu nie pasuje, ta fioletowa góra od dresu świetnie komponuje się z zielonkawymi sztruksami i biało–czerwonymi skarpetami. Zresztą, spadaj – rzuciłem stanowczo, ale w taki sposób, żeby wiedziała, że to żart. - Gdybyś konsekwentnie trzymał się tego stylu, w latach późniejszych to prawdopodobnie jedyne uczucia, jakie byś we mnie wyzwolił, wiązałyby się z próbą okiełznania nadciągającej fali wymiotów. Ryknęliśmy oboje ze śmiechu, a kolejne zdjęcie, na którym dobór ubrań był nawet bardziej kontrowersyjny, podsyciło jeszcze nastrój wesołości. Chwilę później poczułem, że trochę boli mnie brzuch, a w kąciku oczu pojawiły się łzy. - Starczy tego, bo się tu posikamy – powiedziała moja połowica. – Daj coś z czasów, kiedy nie ubierałeś się po ciemku i nie szedłeś w awangardzie hipsterstwa. I znowu ryknęliśmy śmiechem. Zdjęć było mało, ale przy każdym zatrzymywaliśmy się na chwilę, żeby o nim porozmawiać. - Chyba obecnie robi się za dużo zdjęć – powiedziałem - Co masz na myśli? - Wiesz, pstryka się tego setki na wycieczkach, imprezach i w ogóle, a następnie ogląda się raz i zapomina. Kurczę, teraz, na przykład, przy każdym zdjęciu spędzamy dłuższą chwilę, rozmawiamy o nim. Wydaje mi się, że te zdjęcia…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych