Wróć do katalogu

Znachor

Nie idźcie do lekarza! Mikołaj Kuszenko Was uzdrowi! =:P

Depciu, opublikowano , 8 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ZNACHOR

Kiedy mieszkańców wsi powalała jakaś dolegliwość, zazwyczaj oddawali swe życie pod opiekę znachorów, zielarek lub po prostu modlili się do Stwórcy. Co odważniejsi, ryzykowali wizytą u lekarzy pierwszego i często też ostatniego już kontaktu. Tak więc, w każdej szanującej się gminie był przynajmniej jeden znachor bądź zielarka, z zapasem zbawiennych maści czy też ziół, skryci w zapadniętych domostwach zarośniętych chwastami, zabłoconym podwórzem i błąkającym się po nim domowym ptactwem, takim do rosołu i do czarów. Każdy czarownik spał na zapadniętym wyrku w zakurzonej izbie. Miał mnóstwo regałów ze słojami, pęki ziół, wisiorki, amulety, wywary… Każdy czarownik musiał ubierać się dziwnie, żyć z darów natury i być skończonym degeneratem. Mikołaj Kuszenko był tu wyjątkiem. No dobra, prawie wyjątkiem. Dom jego był drewniany, kryty gontem. Gontem kryta była także weranda, na której stał okrągły stół i cztery krzesła. Ganek porastał dziki bluszcz, wokół kwitł fioletem krzak bzu. Podwórko znachora obrośnięte było żywopłotem, od lat już niepielęgnowanym. Wśród zeschniętych chwastów dostrzec można było na środku podwórza próchniejący wóz; obok rosły przekrzywione ze starości jabłonie i wiśnie. Obok, stara stodoła niebezpieczni chyliła się ku ziemi, gdzie powolnym nurtem przepływał potok Rabik. Gospodarz wyszedł na ganek. Pogoda była ładna, wiatr lekko poruszał gałęziami bzu. Ruszył przez podwórze i poczłapał ścieżką w stronę wsi. Po drodze minął drewniany kościółek z przyległym doń budynkiem plebanii. Wąska ścieżka poprowadziła go na polną drogę, wprost pod gospodarstwo Jureckiego. Stary Jarosław czekał już przy bramie i bez słowa zaprowadził do zapadłej obórki. Biało czarna krowa leżała na lewym boku. Miała niespokojny oddech, źrenice mocno przesycone krwią. Ranki na szyi zwierzęcia cuchnęły zgnilizną. - Weterynarz zgolił sierść żeby lepiej je opatrzyć – wytłumaczył Jurecki. – Mówił, że albo o gwoździe się poharatała, albo to od szczurów… Tylko gdzie on tu kurwa widzi szczura czy wystające gwoździe? - Przypisał coś? - Trochę maści i coś przeciwbólowego w płynie… - Pierdoła z niego. Zwróć mu to cholerstwo, nic tu po chemii. Widzisz te nacięcia? Są zrobione z góry na dół… - Mówisz więc, że to specjalnie? Obora zamykana w nocy, psy spuszczone… - To nikt ze wsi. Będziesz się śmiał jak ci powiem. - Mikołaj, kilka razy widziałem jak zabijasz wampira, więc jeśli takie ścierwo rani mi bydło to się nie krępuj… - Myślę, że po prostu zadomowił ci się czarny skrzat. - E…? - Widzisz, prowadzisz gospodarstwo starymi metodami, nie brudzisz chemią. Zwierzęta miałeś zdrowe, bo pomagał ci jeden z leśnych skrzatów. Teraz pewnie go czarny zlikwidował… - I co ta gnida robi? - Kompocik z krwi – odparł ze spokojem Mikołaj. – Porobił nacięcia nożykiem, a że brudas z niego, to pewnie zardzewiałym. Na skaleczenia to tylko maść krasnali. - Aha. A znasz może jakiegoś? Kuszenko podrapał się po głowie. - No, osobiście to nie. Ale chyba sprzyja nam szczęście… Znachor wskazał niewielką szparę przy żłobie. Obok leżało małe, zrobione z naparstka wiadereczko, całe ubabrane w zakrzepłej posoce. - Podaj widły – polecił Mikołaj. Ostrożnie podważył deski żłobu i zajrzał do środka. W malutkiej izdebce kotłowało się od krasnali w czarnych i czerwonych kubraczkach i czapeczkach. Na łóżeczku zrobionym z pudełka po papierosach, leżała gruba skrzacica. Pomiędzy jej nogami uwijało się dwóch przykurczy. - Oj… - przełknął ślinę Kuszenko. - No, co?! – wrzasnęła otyła gospodyni skrzaciej chatki. – Dorabiam po godzinach! Spieprzać! Zgrzytnęły zarepetowane skrzacie samopały, błysnęły małe nożyki. Mikołaj wolał się wycofać. On…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych