Znakomite przypadki po pijaku
pijany umysł w zmaganiu z nieprawdziwością
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Znakomite przypadki po pijaku
Popiłem. Jako człowiek szlachetny, nie będę się wypierał; popiłem. Zalany w sztok wpadłem do studzienki ściekowej. Kratę bowiem ukradły jakieś dziady kalwaryjskie na złom. Jako człowiek prawdomówny, muszę sprecyzować; wpadłem tylko do połowy. A to głównie dlatego, że gruby jestem i kałdun mój żadnym sposobem przejść przez wylot średnicy 70 cm nie może. Tkwiłem tam czas jakiś (z lekka raz po raz przysypiając), aż poczułem, że blaszany rant wpija mi się nieprzyjemnie w ciało. Dziadom się nie udało ukraść. Począłem zatem drzeć się, wydzierać wniebogłosy. Przyszli jacyś tam z kamienicy, poszarpali mnie trochę, posapali, ale dali wnet za wygraną i zadzwonili po odpowiednie służby. Czyli straż pożarną i pogotowie. To drugie – myślę – w porządku, pawulonu sobie nie dam wtranżolić, najwyżej kopać będę i gryźć. Za to straż – ho, ho – nie byle jak się prezentowała z rozcinakami, przecinakami, ucinakami swoimi. Tylko teraz – tak rzecz rozważam – mnie będą przecinać, czy tę ramę blaszaną? Podchodzą z ekwipunkiem tym wyśmienitym, miarkują, obwąchują, wreszcie ręce rozkładają bezradnie i sprzęt porzucają. Mnie było dość obojętne (bo popiłem), co dalej się stanie. Miałem jednak tę kosmatą świadomość, że coś się musi wydarzyć i coś pójść powinno naprzód. Oni zaś do swojego czerwonego wozu zawrócili. Sanitariusze tymczasem wygrzebali jelito jakieś, niewiadomo skąd i się bawią. Ci tam natomiast z kamienicy, co po nich zadzwonili, wrócili ze stoliczkiem i krzesełkami, koło miejsca mojego zniewolenia ustawili, rozsiedli się, zza pazuchy to i tamto wyciągnęli i się raczą. Mnie też wódką szczodrze i po gospodarsku częstują, trzeba im oddać. Ja nie odmawiam, ponaglam nawet kolejkę, bo czemu nie – dają, to bierz, biją, to uciekaj. Nie bili na szczęście. Ale na żarty im się zbierało: -Ty misiu o bardzo małym rozumku, teraz musisz tu tydzień tkwić, a ni żreć, ni pić nie dostaniesz, boś gruby jak ten wieprz (prosiaczka gach i sponsor) i temu wyleźć nie umiesz! – i w diabły się zaśmiewają, a przepijają to z sobą, to ze mną. Mnie było względnie obojętne (bo popiłem) i też raczej ku wesołości się skłaniałem. Oto wracają strażacy! Gęby ich czerwieńsze od wozu i wyraźnie już rozdrażnione, bo tam u nas pijaństwo beztroskie, u sanitariuszy też zabawa wesoła, a oni tylko kombinują, knują, jak by mnie uwolnić. Choć niewola moja – jako że popiłem – była mi relatywnie obojętna. Patrzę ze zdumieniem – a oni węża przytargali. Potem jeszcze bardziej nie mogę się nadziwić, bo do ust mi go wpychają, a prawie i do gardła. I osłupienie moje mogło już tylko pęcznieć, kiedy to, widać, najbardziej krewki ze strażaków począł mi nakreślać ich intencje: - Pacz! Jak my to puścimy te wode tu to ci rezerwie pijaku menelu ty jeden gardziel oną twoją i nie będzie co zbierać że sie nawet białe fartuchy nie pobawią skurwielu śmierdzący! Wyłaź ty dobrze ci radze bo zara ci sie skończy taryfa ulgowa wyłaź ty no wyłaź. Ja popiłem, to i mnie trochę wywód jego z tropu zbił, ale nazbyt nie poruszył. Tamci z kamienicy, co stolik przywlekli, też popili, ale chyba mniej, bo oni się przejęli i na tę nutę poczęli perswadować: - Panie! Zlituj się pan! Zabierzże tego węża! My tu zaraz, zaraz coś uradzimy, panowie już jadą, a my sami wyciągniemy. Tamten zaś pewien był siły swego argumentu: - Nas tu komendant posłał co by był wyciągnięty i my nie pojedziemy jak nie będzie wyciągnięty! Mecenasów jednak miałem niezgorszych, a też w dyplomacji wprawionych: - Zgoda, panie, ale, na Boga, wyciągnijże pan mu z gęby ten szlauf, bo gotowa się tragedia wydarzyć. Pan zobaczysz, że zaraz wyciągniemy sami. Uległ. Wyjął. Odsunął się. Tamci poszli do kamienicy. Jestem zgubiony – pomyślałem – opuścili mnie, zdezerterowali. Na szczęście popiłem uprzednio, więc ta myśl, choć straszna, niewładna była mnie pogrążyć. Zresztą, jak okazało się niebawem, została chybiona. Oto po chwili wracają ci z kamienicy, ale cóż to wloką ze sobą! Bimbry, nie bimbry, piwa, nie piwa, gorzały, nie gorzały, szampany, nie szampany i mleko oraz maślankę! Plus nożyce ogrodnicze! Popiłem, fakt, ale tym razem przeląkłem się nie na żarty. Jezus Maria – przyszło mi do głowy, nie wiedzieć czemu… i jeszcze - yea, thou I walk through the valley of the shadow of death, I will fear no evil… A oni kazali strażakowi znów węża mi do gęby wepchnąć brutalnie! Czyżby sprzymierzyli się z nim, nie wiadomo, kiedy i na jakiej podstawie? Ale cudom niewidom końca nie było tego wieczoru! Owóż ledwie zdążył mi w przełyku umiejscowić sztywne zakończenie, oni obcięli wąż nożycami swoimi potężnymi u wylotu mojej jamy ustnej! I jak wlewać nie zaczną mi wszystkich płynów po kolei, a w kombinacji najprzedniejszej! Powinienem się
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Robin Goodfellow
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…