Żona doskonała
Opowiadanie 4 z cyklu "Kiedy miłość odchodzi."
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Marta weszła po cichu do sali. Postawiła torbę na szafce przy łóżku i spojrzała na śpiącego ojca. Siwe, prawie że białe, przerzedzone włosy, twarz pomarszczona ze śladami starczych plam, zarost nie golony od kilku dni. Tak dziś wyglądał jej ojciec. Poruszył się na łóżku, westchnął i otworzył oczy. Kiedy zobaczył Martę uśmiechnął się do niej. - O Martusia. – powiedział słabym głosem. – Jesteś córeczko. - Dzień dobry tato. Jak się spało? – zapytała byle coś powiedzieć. - Nie narzekam. – uniósł się z trudem i podciągnął do pozycji siedzącej. - Poprawię ci poduszkę. – Marta zakrzątnęła się wokół łóżka. – Będzie ci wygodniej. - Dziękuję kochanie. – ojciec oparł się i przymknął oczy. – Słaby jestem. - Zobacz tato, co ci przyniosłam. – Marta zaczęła wyjmować z torby zawiniątka i słoiki. – Jest kompot wiśniowy, powidła śliwkowe i oczywiście kruchy placek ze śliwką. Taki no wiesz. - I to wszystko przyniosłaś dla starego, schorowanego ojca? - Nie mówiłeś, że masz dietę. - Bo nie mam. Ale, że też ci się chciało to wszystko przytargać. - Tato to żaden problem. Przyniosłam co miałam i już. - Dziękuję ci. - Nie ma za co. Lepiej powiedz, jak ty się czujesz. - Całkiem nieźle. A nawet tak dobrze, że w piątek mnie wypisują. - No to gratuluję. Marta zaczęła chować przyniesione wiktuały. Zauważyła, że szafka ojca jest prawie pusta. W szufladzie zauważyła dowód i książeczkę zdrowia ojca, a w szafce kosmetyczkę z podstawowymi przyborami toaletowymi. W nogach łóżka wisiał ręcznik i jak się Marcie zdawało był już lekko przybrudzony. Nie zauważyła natomiast nigdzie szlafroka ojca, a kapcie stojące pod łóżkiem były przydeptane. - Nie masz tato szlafroka. – spytała. - Po co mi szlafrok dziecko. I tak całymi dniami leżę. Wstanę czasem do toalety. I to wszystko. Lepiej usiądź tu koło mnie i opowiedz, co u ciebie słychać. Marta przysiadła na szpitalnym taborecie i zaczęła opowiadać. Ponieważ nie pracowała zawodowo skupiła się na domu i dzieciach. Opowiadała zabawne historie swoich przyjaciółek, co ciekawego dzieje się na mieście. - A co u twojego męża. – przerwał jej ojciec. - U Jacka? – udała zdziwienie. – Wszystko w porządku. Nadal pracuje w tym samym biurze architektonicznym, no i troszczy się o mnie i o dzieci. Naprawdę niczego nam nie brakuje. Ojciec nie patrzył na Martę, ale słyszał w jej głosie smutek, czuł, że coś jest nie tak. Ale nie potrafił zapytać co. Nigdy nie miał najlepszego kontaktu z córkami, tym bardziej teraz kiedy były dorosłe i samodzielne. Kochał je całym sercem i bał się o nie. Widział to, czego one nie dostrzegały. Z Małgosią w ogóle stracił kontakt, a Marta choć często go odwiedzała, była daleka, czasami prawie obca. - Martusiu. – odważył się wreszcie zapytać. – Czy między tobą a Jackiem wszystko się układa. Nie zrozum, że jestem wścibski, ale boję się o Ciebie. Wiesz nie chciałbym, aby Twoje małżeństwo.... - Wiem tato, ale nie masz się o co martwić. A teraz muszę już iść. Trzeba odebrać dzieci i mam jeszcze trochę pracy w domu. Pa. Marta szybko się podniosła, pocałowała ojca w czoło i wyszła. Na korytarzu natknęła się na nią, na konkubinę ojca. Był z nią już ponad dwadzieścia lat, czyli o wiele dłużej niż z matką. Marta nigdy nie potrafiła zrozumieć, dlaczego wybrał właśnie tę kobietą, a tym bardziej dlaczego zamienił matkę na nią. Agata nigdy nie była ładna, a czas tym bardziej nie dodawał jej urody. Nalana, na czerwono zabarwiona twarz, małe oczka niewiadomego koloru, perkaty nosek i tlenione włosy zawsze napawały Martę odrazą. A do tego kobieta była bezpretensjonalna, prymitywna i hałaśliwa, nie przebierała w słowach, nie dbała o czystość, była gnuśna i leniwa. Z tego co zauważyła Marta nie stroniła od alkoholu i głośnych zabaw, nie wykazywała żadnej chęci do podjęcia pracy, a źródłem jej dochodu była niewielka renta po mężu. Swoich dzieci nie miała, a i matkować dwóm córkom konkubenta nie potrafiła. Marta nigdy nie zapomni, kiedy razem z Małgosią musiała spędzić u ojca i jego nowej „żony” kilka dni, gdy matka nagle wylądowała w szpitalu i nie miał się kto zająć dziewczynkami. Wtedy to właśnie ujrzała w pełni wszelkie niedoskonałości tej kobiety i postanowiła, że ona taka nigdy nie będzie, będzie taka jak jej matka. Czysta, schludna, kulturalna, o nienagannym wyglądzie i manierach, będzie doskonała, tak jak tylko jest to możliwe. I bardzo starała się taka być, realizowała swój plan krok po kroku. Ukończyła studia z wyróżnieniem, wyjechał na zagraniczny staż, biegle władała dwoma językami. Ubierał się modnie, starannie dobierając stroje, fryzury i makijaż. Miała liczne zainteresowania, chodziła do kina i teatru, dużo czytała, jeździła konno. Mimo natłoku zajęć znajdowała czas na pomoc matce. W domu już jako nastolatka potrafiła wszystko zrobić, w przeciwieństwie do szalonej Małgośki. Wiedziała, że będzie dobrą żoną i wspaniałą matką. Wyszła za mąż za najpopularniejszego chłopaka na roku, urodziła dwoje dzieci i zdecydowała poświęcić karierę zawodową na rzecz domu i dzieci. Jacek zgodził się wziąć ciężar utrzymania domu na swoje barki. I musiała to przyznać, bardzo się starł, aby jej i dzieciom niczego nie brakowało, przynajmniej pod względem materialnym. Gorzej było z czasem jaki poświęcał rodzinie, ale Marta starała się to zrozumieć. Ba nawet starała mu się pomóc, o co zresztą pół roku temu mieli ciche dni. Widząc rozterkę męża i nierówną walkę z czasem, postanowiła dokończyć projekt biurowca. Wprowadziła wiele, jej zdaniem, trafnych rozwiązań. Narysowała rysunek jeszcze w dwóch kopiach i zadowolona z siebie położyła się spać. Rano, kiedy Jacek odkrył jej wkład w wykonanie projektu, naprawdę się wściekł. Krzyczał na nią, co mu się nigdy dotąd nie zdarzyło. „Czy uważasz, że twój mąż jest naprawdę do niczego. Że musisz odrabiać za niego pracę domową. Myślisz, że nie potrafiłbym nic wymyślić” – pytał pełen żalu i złości. Marta nie powiedział wtedy nic, uznała, że kobiecie na pewnym poziomie nie wypada wdawać się w tego rodzaju dyskusje. Poszła do kuchni przygotować śniadanie. Kiedy nalewała kawę do filiżanek usłyszała trzaśnięcie drzwiami, to Jacek wyszedł do pracy i nawet się z nią nie pożegnał. Z pracy wrócił jeszcze bardziej zły niż do niej poszedł, bo jak się okazało projekt zrobił dużą furorę. A kilka tygodni temu Marta dowiedziała się, że Jacek dostał za niego dość pokaźną premię. Od tamtego dnia stosunki między małżonkami były napięte. Marta starała się jeszcze bardziej niż dawniej, by w domu było czysto, dzieci były zadbane, na stole wciąż pojawiały się nowe, wykwintne potrawy, ale to wszystko zdało się na nic. Nawet jej nowa fryzura nie wzbudziła entuzjazmu męża, obdarzył ją tylko suchym komplementem, że jej ładnie w takich włosach. I to było wszystko, co miał do powiedzenia. Kiedy Marta zbliżała się do nadpływającej z naprzeciwka Agaty, wyprostowała się dumnie i przyoblekła uśmiech na twarzy. Gdy się mijały, skinęły sobie głowami. Marta przyspieszyła kroku, gdyż zdawało się jej, iż Agata zatrzymuje się i chce porozmawiać. Nie miała ochoty na rozmowę z tą kobietą. Nie lubiła jej i choć już nie była małą dziewczynką, uważała, że ona zabrała jej ojca. Ojcu wybaczyła. Wybaczyła, bo uznała, że doskonałość wymaga od niej przebaczenia, ale do Agaty nigdy nie mogła się przekonać. Matka nigdy nie nastawiała dziewczynek przeciwko ojcu, ani tym bardziej kobiecie, której nigdy nie poznała, nawet jej nie zobaczyła. Dumnie zniosła los, który ją spotkał. Nigdy nie narzekała, nie żaliła się, ułożyła sobie życie od nowa. Ale nigdy nie związała się z mężczyzną, za co Marta była jej bardzo wdzięczna. Nie potrafiła sobie wyobrazić, aby inny facet zajął miejsce ojca, a co więcej starał się go udawać. Żyły razem trzy kobiety pod wspólnym dachem, do czasu gdy Marta, a później Gosia, założyły własne rodziny i wyprowadziły się. Matka została sama w trzypokojowym mieszkaniu. Starzała się z gracją i skrywała swoją tajemnicę. Jak się okazało śmiertelną. Chorowała na raka i umierała w bólach. Ale nigdy nie dała po sobie poznać, że cierpi. Żadna z córek nie zobaczyła na jej twarzy grymasu bólu. Zamiast niego pojawiał się uśmiech, który z czasem przyblakł i zamienił się w leciutkie uniesienie kącików ust. Marta siedział przy matce na zmianę z Gosią. Obie strasznie kochały matkę i były z nią związane. Obie też bardzo przeżyły jej śmierć, ale każda na swój sposób. Marta z natury bardziej skryta niż siostra, nie dawała po sobie poznać ogromnego smutku jaki w niej zapanował. Z jeszcze większym zapałem rzuciła się w wir obowiązków domowych, musiała czymś się zająć. I tylko wieczorem, leżąc już w łóżku i czekając na męża, pozwalał sobie na uronienie kilku łez po matce. Małgosia natomiast jawnie okazywała jak wielką stratę odniosła, ale trwało to krótko i nie pociągnęło za sobą żadnych konsekwencji.
Kiedy po obiedzie było już pozmywane, a…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil cavelady
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…