ZPMS#11: Wiosna w Zajeździe
Wiosna w Zajeździe pełną parą. Czas na porządki.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Zima powoli się kończyła. Pierwsze promienie słoneczne przebijały się przez niebo, jeszcze prawie w całości pokryte chmurami. Jednak na niebie i ziemi pojawiły się już Znaki. Zwiastowały one iż najwyższa pora na porządki wiosenne w Zajeździe.... A znaków było dużo.... Piwnica w której płatami odpadała farba, hol który nie wiedzieć czemu śmierdział okropnie rybami [gdy się poruszyło ten temat recepcjonista zawsze albo szybko go zmieniał, albo wychodził z pomieszczenia w którym się o tym mówiło] czy choćby strych na którym było pełno zbędnych rzeczy które “kiedyś mogły się przydać”. Trzeba było posprzątać, a pora na to właśnie nadeszła.... - Proszę wszystkich do mnie! – zawołał właściciel – proszę wszystkich! Otóż pora najwyższa na wiosenne porządki! Zaraz przydzielę wszystkim zada... - Doskonały pomysł! – weszła mu w słowa hrabina – Zadania! Admirał zajmie się ogrodem, ja wszystkim oczywiście pokieruje ze względu na mój wspaniały zmysł wyczucia, natomiast... - Wybacz hrabino, ale dla pani....- właściciel wstrzymał oddech – mam już specjalne zadanie. Pani mi.... pomoże robić Marzannę. Później ją naturalnie utopimy. - Doskonale! Któż inny by się do tego lepiej nadał! - Skoro już to ustaliliśmy rozdzielę teraz zadania....
ZADANIE PIERWSZE: ADMIRAŁ VS FRANCUSKA POKOJÓWKA.
Admirał miał się zająć strychem ze względu na to, że miał już nogi i chciał z nich korzystać przy każdej sposobności. Nie własne nogi, bo te mu uciekły, ale zrobione przez recepcjonistę. Co prawda nie wiedział, że przez niego, bo pewnie wtedy by je wyrzucił, jednak był z nich dość dumny. Nawet mimo małego mankamentu przez który w najbardziej nieodpowiednich momentach zaczynały wywijać skoczne oberki bądź inne tańce. Najważniejsze było, że je miał i chciał z nich korzystać najczęściej jak się dało. Wziął więc zmiotkę, puszeczkę ze środkiem na wszelkiego rodzaju stwory jakie mógł tam znaleźć i uśmiech na twarzy który przybrał z lekką trudnością gdyż hrabina wciąż mogła gdzieś krążyć. Nie wiedział natomiast, że uśmiech ten spełznie mu z niej niczym hamburger rzucony o ścianę.... Strych był bardzo.....strychowaty. A pisząc to mam na myśli iż był ciemny, zakurzony i dało się słyszeć różnego rodzaju popiskiwania zawsze za swoimi plecami. No i kartony i skrzynie. Choćby się zdawało, że zlokalizowało się już wszystkie zawsze znajdzie się choć jeden o który się potknie. I upadnie w kupkę kurzu. Dlatego też po dość niedługim czasie Admirał był cały brudny i kaszlał z krótkimi przerwami na kichanie. Zabrał się wpierw za zrzucanie na dół skrzyń w których znajdowały się rzeczy bardzo typowe dla skrzyń na strychach: stare zdjęcia, ubrania i wszystko to co się trzyma gdy ma się pewność, że przyda się w przyszłości. - Mhhhyk! – rozległ się dość głośny dźwięk z jednej ze skrzyń. Przysparzało to dość dużych trudności. Admirał oczywiście nie był tchórzem, a trupem o dość dużym pokładzie odwagi, zaryzykowałbym nawet stwierdzić. Jednak są takie momenty w życiu martwego czy żywego w których czuje się choć troszeczkę niepewnie. U Admirała do takich momentów zaliczał się właśnie odgłos “Mhhhyk!” dochodzący z jakiejś starej skrzyni na strychu Zajazdu w którym wszystko co przebywało było martwe. Niemniej jednak nie zamierzał się poddać i uciec bo wtedy pewnie by się okazało, że odgłos ten był wydany przez coś małego i niegroźnego. Jednak z kolei jeżeli będzie chciał to sprawdzić, z pewnością okaże się iż nie jest to nic małego i niegroźnego, a wręcz na odwrót. A duże i groźne rzeczy mają to do siebie, że zjadają te mniejsze lub robią im krzywdę... A do mniejszych właśnie zaliczał się Admirał. - Y.... No.... ekhm. – zaczął najpewniej jak potrafił. – wyjdź albo... Albo użyje mojej wielgachnej siły by cię zabić! - Mhhhyk! – odpowiedział ten sam głos. Wydawał się być niewzruszony. - Chyba nie chcesz bym cię zabił! - Mhhhyk? - Dobra żartowałem... nie chcę cię krzywdzić.... W tym momencie coś wyszło przez dziurę w jednej ze skrzyń. To coś było małe i.... bliżej nieokreślone. A im dłużej Admirał się temu przyglądał, tym trudniej było to zdefiniować. Niemniej jedna to coś wydało raz jeszcze dziwny dźwięk i uciekło. I dobrze. Niech kto inny sobie z tym radzi... - Mon dieu! – ktoś krzyknął za jego plecami. Odwrócił się szybko. Przed nim stała dość wysoka brunetka w stroju francuskiej pokojówki z miotełką w ręce. - Dzień dobry uroczej damie... – przybliżył się by móc pocałować ją w jej śliczną dłoń. - Jak śmiesz le wkraczać na moje le terytorium? - Yyy.... Ja tu tylko sprzątam? – spróbował się wytłumaczyć. - Ty angielski psie! To le moje zadanie! Jestem francuską pokojówka! - Aha! Francuską! To by tłumaczyło ten bałagan panujący tutaj... W tym momencie pokojówka doskoczyła do Admirała i uderzyła go zmiotką. Ten zachwiał się i upadł, po czym odpadło mu lewe ramię i potoczyło się w kąt. Gdyby był tylko trochę młodszy... Przez najbliższe pięć minut dostawał niewyobrażalne cięgi od pokojówki, póki skóry nie uratowały mu jego trefne nogi. Tuż po tym jak dostał w nie miotełką odezwał się w nich Zew Nożny i zaczęły wywijać szybkiego kankana. Ciosy były tak celnie zadawane i z taką precyzją nieprecyzyjne iż pokojówka nie miała szans. Pięć minut później leżała martwa na ziemi. Admirał nie miał ochoty zastanawiać się skąd ona się wzięła ani – gdziekolwiek to było – czy nie ma tam ich więcej. Zamocował na nowo ramię, wyrzucił ją przez okno i wziął się za porządki. Teraz on tu był królem...
ZADANIE DRUGIE: BOJ, RECEPCJONISTA ORAZ TONA DORSZY.
Recepcjonista był naprawdę miłym człowiekiem nie mającym żadnych większych wad. Miał natomiast kilka mniejszych. Niestety te kilka małych działało tak skutecznie, że spokojnie zastępowały jedną wielką wadę. Odkąd przestał grać w pokera zaczął się zajmować amatorsko wynalazkami. A jak wszyscy dobrze wiemy wynalazek trzeba na kimś przetestować. Był on natomiast na tyle zdrowy na umyśle by testować na kimś innym. Kimś słabym psychicznie i podatnym na wpływy. Kimś kogo uważał za przyjaciela i zawsze potrafił go przekonać zdaniem w stylu “To całkowicie bezpieczne!” i uśmiechem na twarzy. Wystarczyło odpowiednio go przekonać.... - Nie, nie i jeszcze raz nie! – zaczął wrzeszczeć boj. - Ale dlaczego nie?! - Pomyślmy.... – boj udawał, że się zastanawia przez moment po czym dodał – bo to TWÓJ POMYSŁ?! A one zawsze kończą się źle dla MNIE?! - Ale i tak jesteś martwy więc co złego może ci się przytrafić?! - Mogę zostać upokorzony.... - Skoczyłeś z góry z
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kjz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…