Wróć do katalogu

ZPMS#5: Sen recepcjonisty

Po kolejnej przegranej w pokera z owcami recepcjonista wpada na pewien pomysł... Właściciel nie będzie zadowolony!

Kjz, opublikowano , 18 min czytania, 3,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

ZPMS#5 : Sen recepcjonisty

Wszedł do pokoju i przybrał pewny wyraz twarzy. Blefował, co było oczywiste. I one o tym wiedziały. Owiec nie da się oszukać. Nie, jeśli chodzi o pokera. One wyczuwały wszystko. Niemalże jakby potrafiły zajrzeć ci w karty. Ale on, mimo wszystko, grywał z nimi w nadziei, że w końcu wygra. Co oczywiście nigdy nie mogło się zdarzyć. Grał całą noc i jak zwykle przegrał. A one, jak zwykle, śmiały się z niego. Cholerne owce. Powinno się je przerobić na wełnę. A potem na swetry. I wykąpać w kisielu. Nie żeby to była jakaś kara... po prostu zawsze był ciekaw jak wygląda owca w kisielu. To musiało być zabawne. Obudził się rano i poszedł do pracy zasmucony. Tak bardzo chciał wygrać...choć raz.... Niestety nie było mu to dane. Wiedział jednak, co trzeba zrobić. Otóż skoro owce tak dobrze grały w pokera musiał.... - Nauczyć się grać w pokera? – spytał go boj. - Nie.... łatwiej będzie zostać owcą – stwierdził. Tymczasem na dół zeszła hrabina i zjechał Admirał, specjalnym zamontowanym dla niego, podjazdem. Skierowali się do jadalni. Wszystko wskazywało na to, że Admirał został napadnięty przez hrabinę na schodach... zawsze starał się zejść na śniadanie najciszej jak mógł. Był to jedyny posiłek, który mógł zjeść w spokoju, ale odkąd jeździł na wózku było to niezwykle trudne, a wręcz niemożliwe. O ile umiał kuśtykać po cichu o tyle skrzypienie po cichu było niezwykle trudne, a on go jeszcze nie opanował... - ...Więc ten mój kuzyn... – kontynuowała nie zwracając uwagi na to czy ktoś jej słucha czy nie. Dzień w zajeździe minął o dziwo całkiem dobrze. I pewnie byłby całkiem nudny, gdyby nie wieczorne wchodzenie hrabiny po schodach. Otóż biedaczka upadła i połamała się. A dokładniej złamała sobie nogę. Ale cóż to był za upadek! Podwójne salto, obrót i zaczepienie o obraz na ścianie! Nie jeden akrobata by tak chciał... A jako, że tak bardzo przyjaźniła się z Admirałem poprosiła go by się nią opiekował... I jak tu odmówić kobiecie w potrzebie? Nie da się! Właściciel czekał następnego dnia na recepcjonistę przy jego biurku. Pomyślał, ze nic go tak nie zmotywuje jak poranne krzyczenie na niego. - Bee! – coś wydało dźwięk w stylu “przepraszam bardzo”. - Ależ proszę bardzo. – powiedział właściciel i przesunął się na bok. Po chwili zastanowił się. Żaden z obecnie przebywających gości w Zajeździe nie beczał.... - Co u diabła?! – przyjrzał się owcy. Doprawdy była bardzo dziwna. Taka... Jakby trochę przerośnięta. Oczywiście owce miały pełne prawo po śmierci zatrzymać się w Zajeździe, jeśli oczywiście dobrze płaciły. Jednak nie robiły tego ze względu na fakt iż często były zewsząd porywane i składane w ofierze. Nawet po śmierci. Dlatego przebywały w Prywatnym Ośrodku Dla Owiec Zdecydowanie Martwych. Ta za to taka jakaś .... przerośnięta dodatkowo była. Jej wełna nie okrywała całego ciała, a starczała jedynie na kawałek grzbietu. Dodatkowa nogi miała jakieś takie duże. No i głowę nie owczą.... W całości przypominała... - Recepcjonisto! – wrzasnął właściciel – co pan sobie wyobraża?! - Bee! – odpowiedział z pokorą w głosie. - Że co?! Nie może pan! - Bee? Bee. Bee, bee, bee. Bee! - Nie pozwalam! Albo pan zdejmie to z siebie, albo wylatuje z pracy! - Bee! - po czym popełzł do swojego pokoju.

A w pokoju hrabiny....

- Czy mógłby mi pan Admirale przynieść arszeniku z dołu? Jeśli to nie problem... - Ależ oczywiście! – odpowiedział starając się brzmieć jak najbardziej naturalnie. Hrabina miała tylko złamaną nogę i o lasce mogła chodzić bez problemu. On natomiast jeździł na wózku i poruszanie się sprawiało mu problem. To jej jednak nie obchodziło. Już trzeci raz dzisiaj jechał na dół po coś dla niej. Za każdym razem było to coś niezwykle ważnego. Zupełnie jakby głupie złamanie wykluczyło ją z normalnego życia.... Jakby Admirał jej nie znał pomyślałby, że robi to specjalnie. Po dwudziestu minutach przyniósł jej z wielkim trudem arszenik. Zaczynało mu brakować sił w rękach, a dodatkowo po drodze odpadły mu dwa palce. Podnoszenie ich będąc na wózku było wysoce utrudnionwe... Hrabina ponarzekała, ze arszenik trochę jest zwietrzały [“Ale to pod żadnym pozorem nie jest pana wina Admirale! Pan jest taki uczynny i dobry!”]. Po wypiciu zażyczyła sobie ciasta z pokrzyw, potem jeszcze jednego arszeniku i tak do końca dnia. Zupełnie jakby w chorobie potrzebowała jeszcze więcej jedzenia niż zwykle... A i tak normalniej jadła za dwóch, czego po niej nie było widać. Całe to jedzenie musiała spalać poprzez te ciągłe gadaniny o wszystkich krewnych. - A czy wspominałam o wuju, który miał złamaną nogę? - Ze cztery razy hrabino... - Doskonale! A więc on... – i zaczynała od nowa. Ale przynajmniej gdy opowiadała nie chciała niczego do jedzenia bądź picia... Pod wieczór gdy właściciel już kończył cała papierkową robotę jaką miał, ktoś zapukał do drzwi jego biura. Kiedy usłyszał, że może wejść, zrobił to bez zbędnego oczekiwania, zupełnie jakby w każdej chwili właściciel mógł się rozmyślić. Do pokoju wszedł stary zasuszony mężczyzna z brodą po pas. - Ojciec Czas?! – zdziwił się właściciel po czym dodał – co sprowadza tak szacownego gościa w me, jakże skromne, progi? Czyżby to sława jaka otacza mój Zajazd? - Pod żadnym pozorem... mała spelunka... Otóż jestem tu w sprawie mojego klienta... - Dziękuje, ale zegarów mam pod dostatkiem. – Dziadek Czas słynął z tego, że robił i sprzedawał zegarki. Nie wiedzieć czemu, ktoś rozpuszczał wszędzie głupie plotki jakoby kierował czasem. Wiadomo, że czas kieruje sam sobą.... No i paroma sklepami w piekle i małą chińską restauracją w “Niebie” oraz ma swój program w Telewizji Satelitarnej Dla Umarłych. - Nie o to chodzi. Ze sprzedaży zegarków trudno się dziś utrzymać... Najwyraźniej umarli wreszcie zrozumieli, że mając wieczność do dyspozycji, nie jest on aż tak ważny. Jestem tu, jako przedstawiciel Ministerstwa Obrony Praw Umarłych. Właściciel nieznacznie poruszył się na swym fotelu. Słyszał o nich i to bardzo dużo. Z głupich spraw robili wielkie pogwałcenia wszędzie obowiązujących norm i wyciągali kasę z biednych ludzi, którzy nie przestrzegali praw zmarłych... Jednak on je przecież przestrzegał... O czym powiedział Ojcowi. - Ale ja je przecież przestrzegam. – powiedział, jak już wspomniałem przed chwilą. - Jak widać nie. Mamy tu przypadek bardzo pokrzywdzonej przez los owieczki... - Ten stary łajdak chce mnie pozwać?! – obruszył się właściciel na myśl o recepcjoniście. - Łajdak? To się zapisze... sprawa chyba będzie łatwiejsza, niż mi się wcześniej zdawało... – Ojciec Czas uśmiechnął się na samą myśl.- zostaje pan osądzony o gatunkosizm. - Gatu... Że co?! - Gatunkosizm – Ojciec tłumaczył wszystko z cierpliwością.... Ojca. – To prześladowania na tle gatunkowym. Rada Piekielna jest bardzo przeczulona na tym punkcie.... To była prawda, od momentu gdy szefem rady został nie kto inny jak stary niedźwiedź polarny, który za życia zjadał niewinne zwierzątka... Po śmierci zresztą też, a przynajmniej tak głosiły plotki. Właściciel od razu pobiegł do pokoju recepcjonisty i nie pukając wtargnął do środka. - Co to ma znaczyć? Dlaczego? - Bee! Bee! – zaczął się tłumaczyć. - Byłem dla ciebie jak ojciec! Opiekowałem się tobą.... - Bee! - No dobra może dużo wrzeszczałem... - Bee! - Tak, czasem też uderzyłem.... - Bee! - Ale ja tak nie myślałem o twojej rodzinie... Czy można coś zrobić żebyś wycofał pozew? - Bee! - No pewnie, że nie tylko o to mi chodzi... Jesteś wspaniałym recepcjonistą... Chciałbym żebyć tu dalej pracował.... - Bee? - Nie możesz zostać owcą! A w ogóle czemu nią chcesz być? - Bee... - Żeby wygrać w pokera? Cholera, czemu ja mu tyle płacę jeśli jest takim idiotą?! – i wyszedł z pokoju. Niewątpliwie był bardzo zdenerwowany. Jednak nie tylko właściciel miał problemy w tym momencie... - Wykąpać cię hrabino?! – Admirał był zbulwersowany. - W bieliźnie oczywiście.... potem ją się oddzielnie umyje. Mógłbyś, przyjacielu? – zapytała z nadzieją w głosie. - Nigdy w życiu! Muszę iść! – ostatnia rzecz jaką chciał oglądać po śmierci, to półnaga hrabina. Zniósł rozerwane ciała i brutalną wojnę. Ale ciała hrabiny by nie zniósł. Tak wiec ten przykry obowiązek spadł na boja, który musiał to zrobić. Wykąpanie hrabiny jednak aż tak wielkim problemem nie było, choć przyznać trzeba, że NIE utopienie jej, gdy cały czas gadała o członkach rodziny, wymagało dużo samozaparcia.... No i w głowie pozostawały wspomnienia i obrazy tego niewątpliwie traumatycznego przeżycia. Od tej chwili, raz na jakiś czas, tuż przed zaśnięciem, boj hotelowy miał pod powiekami obraz hrabiny w bieliźnie. Oprócz tego, nie raz, aż do momentu, gdy jakiś czas później został posiekany na kawałki i zjedzony w trakcie pamiętnej Zimowej Wyprawy, budził się w nocy z krzykiem. A wszystko dlatego, że na hrabinie słowa: seksowna, czarna oraz bielizna nabierały zupełnie nowego znaczenia... Zdawało się, że sama bielizna próbuje uciec od bliskości z nią i tylko myśl o nagiej hrabinie nie pozwalała uwolnić jej [bielizny znaczy się] z rąk...a raczej jej ciała. W momencie gdy nasz boj

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych