Wróć do katalogu

Zrękowiny

Ślub to piękna sprawa

Idsele, opublikowano , 12 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Czy jeśli skoczy w stronę gwiazd, spadnie ponownie w błoto? W życiu nie możesz niczego być pewna, cały jarmark jest odkrywaniem pewnych prawidłowości, pozornej równości dni i nocy, kołowrotku trumien i kolebek, zielonych drzew i jaszczurek, tego, co jedzą i na czym srają. Jeśli podniosłaś sto razy rękę do góry, myślisz, że będzie tak zawsze? Elesibrote stoi pod strzaskanym dębem, coraz szybciej krążąc wkoło mrowiska. Rytualne śpiewy z pobliskich chat wprowadzają kolejne niepokoje w kłębowisko myśli, które uważa za swoją istotę. Szuka szeptów wychodzących zza bagiennych krzaków. Niepewność. Nasłuchuje więc dalej odgłosów bębnów drwali. Wnika w jego posturę jedynie rąbanie drzewa, brutalne chędożenie wiejskiej kulawy, wysyłanej przez lata po ścieki z obory. Nadal jednak Hagentia nie przekracza bram ich kryjówki tajemnym trzaśnięciem, zwitkiem z kory brzozowej, który w swej prostocie oznaczać ma zgodę. Stara Bisamta musi wszak wyrazić zgodę. Starszyzna obraduje od samego wieczora, wyrok Wielkiej Rady objęty jest sekretem, jednak Elesibrote ma niegasnące przeczucie, że sprawa potoczy się według jego żądzy. Podczas diabelskiego rytuału, miotającego zewsząd delikatne stropy chuci, podsycają tymczasem płomień świecy aż do kompletnego spalenia najdrobniejszych knotów ciała Złej Iffe. Zła Iffe podnosi szaty na szczycie wzgórza i oznajmia otoczeniu ryk krowich ud. Czeladź, nieodgadniona zwykle w swoich dumaniach, teraz zestawia się w niepisaną hierarchę, podług najstarszego z nieodłącznym kijem, dodającym odwagi wśród spraw tak tajemnych jak chęci samicy. Elesibrote wpatruje się w gwiazdy, ojce prastare, próbując wypatrzyć w nich zwiastujący symbol, którego blask dodałby mu sił. Całonocne wyczekiwanie niepokoi jego głowę, pojawiają się tam setki pytań zdradliwych, niegodnych duszy szlachcica. Pierwszy czeladnik idzie z zadartymi w górę nogawkami na szczyt, męska tradycja i przeznaczenie pchają go na miejsce, gdy widzi jednak rozwartą cipę Złej Iffe, zaprzestaje rozważań prokościelnych i poczyna ruchać, ruchać z całej siły, jak dzik, jak wstrętne bydlę, które jedno tylko ma cel w żywocie. Elesibrote stara się wstrzymać pokusy lędźwi, lecz cóż może poradzić młodzieńczy zryw sokolnika? Nie mogło wszak pomóc kroczenie przy świerszczach, łapanie ich i okrutne dzielenie na części sztyletem. Zabijanie jest śmieszne, lecz tylko w momenty, potem wraca pustka i trzeba zadowolić się inną baśnią – ruchaniem albo tańcem z gorzałką, tylko tyle drzwi ma w ofercie wioska. Nie chce zabijać, zdeptany świerszcz migocze zdeptany pod jego sandałem jako ostatnia z zabaw, trzeba co innego, musi nauczyć się ignorować wycie Złej Iffe, której rozkosz objawia się natłokiem jęczących strzałów w leśną głuszę. Pierwszy czeladnik wraca z powrotem zmordowany w dolinę, masując się po kutasie i sugerując mijanym chłopom przebieg spotkania z pomocą lubieżnego machania ozorem. Kapiące krople potu mówią najwięcej, w istocie nie zmachał się tak od czternastu lat, kiedy korzystając z osłony ciemności, zgwałcił w oborze synka młynarza. Elesibrote zaciska powoli pięści, kierując powieki w rolach kryjówek. Rzygające grupy wartowników drażnią cholernie, niech dur porwie głośne kroki tych ciołków, jak śmieją dawać oznaki radości, gdy on czeka... Gdy on czeka na osąd wszetecznej szamanki z dzikimi ślepiami, winnej prawdzie oddać mu Hagentię, lecz wciąż nieobliczalnej, wciąż pełzającej jak wąż jadowity. Po raz pierwszy tej nocy pełnej upiorów przeszła taprzeraźliwa myśl. A jeśli... Nie, to zbyt zbrojna baszta, to przez te pochodnie wchodzące na szczyt wzgórza i wzywające duchy ojców gniewnych na rozpustę. To szalona ciemność, a kraczące wrony szepczą do uszu grzeszne pomysły. Stara Bisamta jest wprawdzie okrutna, mści się na życiu za swoją brzydotę, za krosty pokrywające policzki, ale jest też chciwa. A przecież on dał dukaty. Mnóstwo dukatów. Zła Iffe dalej ciągnie taniec karzełków, chichocząc złośliwie, pełna piany w pysku. Uradowana jak wściekły pies, kąsająca po karku wszystkich wędrowców znużonych ruchaniem. Dziś jest jej noc, podczas libunku chłopi nie myślą, diabły miotają nimi po ścianach wśród orgii kościelnych dzwonów, zmuszając do rzeczy, których nawet dzicy nie robią bez wstydu. Elesibrote odwraca twarz, nie może już patrzeć na spółkowanie, wzrok spada prosto w komin Wielkiej Rady, z którego dym wydobywa się bez najmniejszej zmiany. Próba odgadnięcia o czym teraz rozprawia starszyzna drapie w gardło, już widzi w oknie kobiecy cień, to pewnie Hagentia z białymi lokami. Aby tylko zamknąć uszy na jęki, charczące dyszenie prostaków i dziewki, może słuchać wszystkiego, ale nie tego. Nie tego, nie rzeczy przekraczających ludzką wytrzymałość... Nie chce, broni się, ale już wie. Zły duch w jego piersi zaczyna naprawdę zastanawiać się nad wejściem na szczyt góry, pragnie tego, to uśpi czujność rozterek, przestanie rozważać możliwe rodzaje responsów starej Bisamty. Drążąca umysł intencja domagała się swych praw, szarpała klatkę piersiową ostrymi kłami wilka, namawiając i szepcząc, zrób to, ona nie widzi, ulżysz sobie, czekanie jest ponad możliwości ludzkie. I nagle wspomniał czasy, gdy spacerując wśród wiosennych liści opowiadali o zdradzie kochanków. Elesibrote, sokolnik szlachetny, sądzić przywykł, że nie czyni się wielkiej krzywdy wskakując w inne łoże, zlizując z innych ud majątek. Odpowiedź Hagentii, najmłodszej z wielu cór szamanki, zatrwożyła go tak bardzo, że od tamtej porannej pory nie śmiał brukać nawet w snach, tych krajach pełnych dziwów. Wyczerpuje się niezliczona, rzekłbyś – nieskończona z początku rzesza spragnionych męskich ciał. Gorzałka i późna księżycowa pora, przeplatana ponurym śpiewem puchacza, odbierają powoli gasnące resztki sił, które ostały się po żniwach. Chłopi posnęli na ziemi, w błocie, wśród wierzgających z głodu psów, błagających ponownie o mały kęs żarcia. A Zła Iffe zawodzi nadal pieśń lubieżności, dziś wszak jej noc, ta jedna noc w roku.…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych