ŻUKI
Żuki opanowują świat czyli wizyta u psychiatry. Nie odczytywać dosłownie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
ŻUKI Występują: LEKARZ, JAN Gabinet lekarski LEKARZ Więc co właściwie panu dolega? Proszę to opisać. JAN Ja, panie doktorze, widzę żuki. LEKARZ Czy mógłby pan nieco szczegółowiej o tym opowiedzieć JAN No, cóż. Widzę żuki. Wszędzie. Na ten przykład, wracam do domu, a tu: żuki. Powiedzmy, jem obiad, a po talerzu chodzi mi taki wielki, tłusty żuk i obżera się w najlepsze moim kotletem. Jakby tego nie było, na ten przykład, dość to kładę się do łóżka a tu łazi sobie po kołdrze w najlepsze żuk. LEKARZ Od dawna ma pan tego typu problemy? JAN Jakoś tak od kilku tygodni. Ja właściwie przyzwyczaiłbym się nawet do widoku żuków, nawet zniósł bym że one sobie tak łażą po mieszkaniu, na ten przykład, ale żona już nie może. LEKARZ To pańska małżonka również widzi żuki? JAN No mnie się to tak nie wydaje. Zresztą, doktorze, to to wszystko takie nie do końca jasne jest. LEKARZ Nie rozumiem. Proszę się wyrażać jaśniej. JAN Gdyby wszystko, panie doktorze, było takie jasne jak pan doktor oczekuje to, na ten przykład, nie widziałbym żuków. Mnie tam te całe żuki, że tak powiem, wcale nie przeszkadzają, stanowią swego rodzaju dyskomfort, ale nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Ot tak sobie: żuki. Widzi pan doktor, ja od urodzenia wychowywany byłem na wzorowego obywatela. Chodzę do pracy, płacę podatki, utrzymuję wraz z żoną skromne mieszkanko i czasem pozwalam sobie na mały odpoczynek. A tu nagle wszystko co sobie pięknie ułożyłem może lada chwila legnąć w gruzach. To nie jest sprawiedliwość, panie doktorze, żeby ciężko pracujący, uczciwy człowiek, doznawał tego typu przykrości. Jak pan uważa? LEKARZ Hm, nie wiem. To dosyć skomplikowane. JAN No widzi pan, że jest jak mówię. Moja żona już nie może wytrzymać. Powiedziała, że jeśli to się nie skończy, wniesie pozew o rozwód. My z żoną, panie doktorze, od tych kilku tygodni zarywamy prawie każdą noc. Helena, małżonka znaczy się, nawet jeść przestała od tych nerw. Bo jak człowiek nawykły do kultury, że się tak wyrażę, zobaczy wielkiego, obrzydliwego żuka na talerzu, to i apetyt odchodzi. Gdyby pan ją zobaczył, jaka bidula! Przestała nawet do pracy wychodzić, bo od razu mdleje i musi leżeć z tymi paskudami w łóżku. Ja, jak już powiedziałem, poradziłbym sobie nawet, mógłbym ostatecznie żyć pod jednym dachem z robactwem, ale żony to pan doktor nie przekona. Uparła się i nic. LEKARZ Hm, tak. JAN A wie pan doktor, jakie to drapieżne? Od kiedy żona zaczęła zamykać lodówkę na kłódkę to gryzą i gryzą. Chce pan zobaczyć ślady? Jan podwija rękaw i pokazuje lekarzowi wielkie, krwawiące rany, pokrywające całe ręce. LEKARZ O! Kto panu to zrobił?! JAN Już mówiłem, że żuki. Żarłoczne to jak cholera. Mają ogromne szczękoczułki. Próbowałem to ubić młotkiem, ale nie dało się nic a nic. Twarde pancerze mają, jak ze stali. LEKARZ Proszę sobie nie żartować. Kto panu to zrobił? JAN Jak pan doktor nie wierzy, to niech się sam przekona. Kiedyś pan doktor wspomni moje słowa. I pomyśleć, że to wszystko spotkało akurat mnie! Jeszcze trochę i będę mógł otworzyć zoo w mieszkaniu. Do tego doszło, że mi się robactwo mnoży i chce decydować o moim życiu i mojej żony. Wszystko za nasze pieniądze. Czasem sobie myślę, że to trochę nie uczciwe, że żuki tak się u nas rządzą, ale cóż poradzić? Ja zawsze powtarzałem, że trzeba na to robactwo uważać. Więc, jeśli pan doktor może, proszę coś doradzić. Ale tak od razu, bo moja żona długo już nie przetrzymie. LEKARZ Zapiszę panu jakieś pastylki, poza tym powinien się pan udać do chirurga z tą ręką. JAN E, co tam, ręka. Mnie to bardziej chodzi o żonę. Jak już mówiłem, mógłbym ostatecznie z nimi żyć, ale żona?! Niech się pan postawi w mojej sytuacji. Ani tu pytać kolegów, bo wstyd, ani na policję, bo to niby, że się tak wyrażę, owady są. Pomyślałem, że może doktor… ale cóż, skoro nic nie da się z tym zrobić, to ja już może pójdę. LEKARZ Nie, jeszcze nie skończyliśmy. Niech pan przyzna szczerze:…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Matilda
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…