Żyć na nowo
"Opowiem wam pewną historię. Nie będzie zbyt wesoła, ale wysłuchajcie jej do końca."
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Opowiem wam pewną historię. Nie będzie zbyt wesoła, ale wysłuchajcie jej do końca. Otóż będzie to opowieść o pewnej dziewczynie. Miała ona na imię Iwona.
Spędzała ferie zimowe u cioci. Wolałaby oczywiście być w tym czasie gdzieś w górach, ale z powodu grypy musiała się zadowolić podziwianiem krajobrazów podmiejskiego osiedla z gęsto poupychanymi blokami.
Pewnego wieczoru wyszła po zakupy do pobliskiego sklepiku. Śnieg błyszczał tysiącem iskier i rozpraszał zimowe ciemności. Ciężko było odróżnić jezdnię od chodnika. Pokrywała je gruba warstwa ubitego białego puchu. Zresztą wewnętrzne drogi służyły tam częściej dzieciom do zabawy niż samochodom. Właśnie z tego powodu nie obawiała się iść samym środkiem ulicy.
Było cicho i spokojnie. Duży mróz zniechęcał wszystkich do opuszczania przytulnego mieszkania. Iwa szła powoli pogrążona w myślach. Planowała swoje urodzinowe przyjęcie. Za tydzień kończyła siedemnaście lat. Z zamyślenia wyrwał ją odgłos nadjeżdżającego samochodu i głośna muzyka. Skierowała swoje kroki w kierunku chodnika. Niestety nie zdążyła zejść z ulicy.
Zapanowała całkowita ciemność. Kiedy wreszcie otworzyła oczy, leżała na jezdni. Nie mogła się poruszyć. - Słyszysz mnie? – zapytał nieznajomy pochylając się nad nią.
Udało jej się tylko mrugnąć powiekami na znak potwierdzenia. Była cała obolała i jeszcze nie do końca pojmowała wszystko, co się wydarzyło. - Dzwoniłem już na pogotowie. Zaraz przyjadą.
Iwa dopiero po chwili zorientowała się, że osobą która się nią zajęła był kierowca feralnego samochodu. Było ciemno, więc nie dostrzegła jak on wyglądał. Widziała tylko zarys postaci i czuła zapach papierosów i alkoholu.
Przymknęła powieki. Drżała z zimna. Nieznajomy okrył ją swoją kurtką. Spróbowała się poruszyć, jednak wtedy poczuła ból w karku. Świat zawirował dookoła, a przed oczami zobaczyła białe plamy. Jęknęła cicho. - Spokojnie. Pogotowie zaraz będzie.
Zanim zdążyła sobie uzmysłowić, że sprawca wypadku otacza ją opieką, nadjechała karetka. Sanitariusze delikatnie przenieśli ją na nosze i usztywnili jej szyję. Diagnoza była długa i nie rokowała zbyt dobrze. Wstrząs mózgu, przesunięte kręgi szyjne, poważnie złamanie przedramienia, uszkodzenie kręgosłupa w odcinku krzyżowym.
Prawie od razu trafiła na blok operacyjny. Przeszła też przez mnóstwo badań. Wszyscy się do niej przyjaźnie uśmiechali i powtarzali, że będzie dobrze. Nie była w stanie nawet odpowiedzieć na te uśmiechy.
Na życzenie jej matki została umieszczona w pojedynczej sali. Miała rękę w gipsie i kołnierz ortopedyczny na szyi. Nie mogła poruszać nogami…
Niezbyt dokładnie pamiętała, co dokładnie się wydarzyło. Pamiętała, że szła do sklepu, że układała listę gości na swoje przyjęcie urodzinowe. Nie potrafiła odpowiedzieć na wszystkie histeryczne pytania swojej matki. Zresztą Eliza nawet nie zwracała na nią uwagi. Jej tragiczny monolog był skierowany do niej samej. Uważała, że jej świat się zawalił. Nawet nie napomknęła o tym, że to raczej świat jej córki się zawalił.
Iwa źle się czuła. Bolała ją głowa i było jej niedobrze. Nie miała najmniejszej ochoty na wysłuchiwanie swojej matki. Potrzebowała wsparcia, którego Eliza nie mogła jej dać. Potrzebowała też spokoju i wyjaśnień. Żaden lekarz nie chciał z nią rozmawiać na temat jej stanu.
Najwidoczniej matka bardzo sugestywnie poinformowała ich o tym, czego mają nie mówić. Niczym tonący chwytała się myśli, że to tylko obrzęk kręgosłupa spowodowany upadkiem i że kiedy on zniknie wszystko wróci do normy. Jednak dni mijały, a jej stan się nie poprawiał. Była tego w pełni świadoma. Liczba możliwych scenariuszy niebezpiecznie się zmniejszała.
Matka nie odwiedziła jej więcej. Nie lubiła szpitali. Burzyły jej poczucie estetyki. Chorzy ludzie, nieprzyjemne, białe sale. To nie pasowało do jej świata. Kolorowego, pełnego kwiatów, drogich mebli i bibelotów z najdalszych zakątków świata. Ojciec przychodził kilka razy dziennie. Trzymał Iwę za rękę, ocierał łzy i opowiadał o kotku, który bardzo tęsknił za swoją panią. Żartował, że przyniesie go do szpitala w pudełku po butach i Iwa będzie go ukrywać pod łóżkiem.
* * *
Podczas kolejnego wieczornego obchodu, kiedy lekarz słowami otuchy próbował odpowiedzieć na zadawane po raz kolejny, to samo pytanie, Iwa nie wytrzymała. - Panie doktorze, proszę mi powiedzieć, że mam uszkodzony kręgosłup i już nigdy nie będę chodzić. Chcę to wreszcie usłyszeć – powiedziała pewnym i chłodnym głosem.
Wystraszył się. Czegoś takiego się nie spodziewał, chociaż wiedział, że nie będzie można w nieskończoność ukrywać przed nią tego, co naprawdę się stało. Jej zimne spojrzenie nie pozostawiało mu wyboru. - Tak. Masz uszkodzony kręgosłup i to na tyle poważnie, że żadna operacja nie przyniesie rezultatów. Przynajmniej u nas w Polsce. - Proszę wyjść – rzuciła nie patrząc nawet w jego kierunku.
Tym jednym, krótkim zdaniem odebrał jej cała nadzieję. Iwa nie potrafiła zrozumieć dlaczego akurat ją to spotkało. Czym sobie na to zasłużyła? - Nigdy nie będę chodzić, nigdy… - szeptała te słowa niczym zaklęcie, a po jej policzkach płynęły łzy. To brzmiało dla niej jak wyrok. Nieodwołalny i ostateczny. Mimo, iż się go spodziewała, to jednak teraz uświadomiła sobie, że tak naprawdę to cały czas wierzyła, że wszystko będzie dobrze.
Kiedy już była świadoma, tego, co ją czeka, nie potrafiła się nawet zmusić do uśmiechu. Każdy drobiazg wywoływał łzy albo wściekłość. Była cały czas rozdrażniona i przewrażliwiona. Próbowała w myślach ułożyć swoje życie na nowo, jednak bez rezultatu. Kilka dni przed wyjściem ze szpitala pojawił się u niej nieznajomy, który był temu wszystkiemu winien. - Jak śmiesz tu przychodzić?! – wykrzyknęła na jego widok.
Poznała go. Chociaż nie widziała go wtedy dokładnie, to jednak wiedziała, że to właśnie ten człowiek. Miał czarne, krótko obcięte włosy. W jeansach, koszuli i rozpinanym swetrze wyglądał na normalnego chłopaka. - Wynoś się! Chciałeś się upewnić, czy wystarczająco cierpię!? Zrujnowałeś mi życie! Wynoś się… - ostatnie zdanie wypowiedziała przez łzy.
Pojawiła się pielęgniarka, zaalarmowana krzykami. - Proszę wyjść – rzuciła za siebie. – Iwa, uspokój się… - jej ciepły i spokojny głos niewiele jednak pomagał. - Nie! Do cholery, nie! Jeżeli on może sobie spokojnie chodzić po świecie, po tym, co mi zrobił, to ja tez mogę robić, co mi się podoba. Iwa znalazłam wreszcie ujście dla całej swojej rozpaczy, dla bezsilności. Gdyby tylko była w stanie, to zapewne rozszarpałaby tego człowieka na kawałki. Nie mogła zrozumieć, o czym on myślał przychodząc tutaj.
Pielęgniarka poczuła się bezradna wobec rozhisteryzowanej siedemnastolatki. Nic nie pomagało. Poskutkowała dopiero strzykawka wypełniona przezroczystym płynem. Iwa przestała krzyczeć. Zaniosła się głośnym płaczem i opadła na poduszki. Jeszcze przez jakiś czas szpitalną izolatkę wypełniało żałosne szlochanie.
W końcu zasnęła. Nieznajomy nie dał jej jednak spokoju. Gdy otworzyła oczy, zobaczyłam go siedzącego przy łóżku. Teraz była już spokojna. Sen dobrze jej zrobił. Odwróciła tylko głowę w kierunku ściany. Nie chciała na niego patrzeć. Miała wtedy przed oczami tę noc sprzed kilku tygodni, kiedy jego niewyraźna sylwetka pochylała się nad nią. - Proszę, odejdź – wyszeptała.
Przez długą chwilę panowała cisza. W końcu zmącił ją jego cichy, niepewny głos. Mówił, że jest studentem medycyny, że jego ojciec umarł z przepicia, że matka też pije, że ma dwóch braci, że pracuje i wszystkie pieniądze wysyła do domu, żeby jego bracia nie trafili do domu dziecka. Nie mogła tego słuchać. Nie obchodziły jej czyjeś tragedie. Miała własną.
Powiedział też, że to jego pijany kumpel spowodował wypadek, a potem zwiał. Policja jednak nie chciał uwierzyć, że był tam ktoś jeszcze. - Po co mi to mówisz? – rzuciła sucho. - Chciałem, żebyś wiedziała, jak to się stało. Zostałem, pomogłem ci, bo to nie ja spowodowałem wypadek – jego zrezygnowany głos długo jeszcze unosił się w ciężkim, szpitalnym powietrzu.
Jednak jej nie obchodziło, że to nie on. Fakt ten nie był w stanie wrócić jej zdrowia. Zresztą nie do końca wierzyła też w szlachetność chłopaka. Czuła, że za jego słowami coś się kryje. Tym razem to ona przerwała kolejną długą minutę ciszy. - Przyszedłeś tutaj, żeby wzbudzić moją litość – powiedziała nieprzyjemnym głosem. - Jeżeli nawet, to co? Przeszedłem już w życiu bardzo dużo i to, co robię teraz, żadną ujmą dla mnie nie jest. Nie wstydzę się prosić o litość.
Iwona spojrzała na niego z pożałowaniem. Słowa tego chłopaka nie robiły na niej najmniejszego wrażenia. Wiedziała, że równie dobrze może mówić prawdę, co kłamać. Dlaczego miała sobie zaprzątać tym myśli? Ważniejsze było dla niej to w jaki sposób wróci do otaczającego ją świata. Czy będzie potrafiła normalnie żyć? Czy nadal będzie miała tylu znajomych? Nie wiedziała, czego ten chłopak spodziewał się po wizycie u niej, ale była pewna, że tego nie dostanie. Oboje mieli teraz zrujnowane życie, a ona nie wiedziała, czy ma wystarczająco dużo siły, żeby naprawić jedno.
W końcu Iwona została wypisana do domu. Myślała, że to będzie dla niej szczęśliwy dzień. Potrzebowała spokoju i ciepła, żeby móc się pozbierać. Niestety rozczarowała się. - Spakowałam twoje rzeczy wieczorem wylatujemy do Szwajcarii. Mają tam najlepszych neurologów. Twierdzą, że są w stanie przywrócić ci władzę w nogach – przywitała ją matka. Iwa próbowała zaprotestować. Najpierw krzykiem, potem łzami. Wiedziała, że to nie ma sensu, ale starała się pokazać, że ona też ma…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil czarna27
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…