Życie po śmierci (część 1)
Shaunee jest zwykłą nastolatką. Matka nienawidzi jej od dziecka, dlatego dziewczyna postanawia uciec z domu,czy konsekwencje tego wyboru będą bolesne?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
-Shaunee, idź z Braunem na spacer! Nie chcę, żeby mój nowy dywan był dla niego czymś, na co może się załatwić… znów. – ze świata słodkich marzeń wyrwała mnie mama. Uwielbiałam błądzić między snem ,a rzeczywistością. Czerwona z wściekłości podniosłam się z kanapy i powlokłam psa na spacer. Postanowiłam, że gdybym troszeczkę dłużej została w lesie i popuściła wodze wyobraźni, to nic by się nie stało. Spuściłam Brauna ze smyczy i usiadłam pod drzewem. Wyobraźnia leniwie przeciągnęła się w mojej głowie i włączyła projektor snów. W mojej głowie pojawiły się obrazy. Zniszczenie, miłość, śmierć. Tak często nad tym dumałam. Nagle coś pisnęło. Podskoczyłam przestraszona i nasłuchiwałam czujnie. Pisk powtórzył się trzykrotnie. Pobiegłam w las. Ocierałam się o gałęzie, a jeżyny kaleczyły mi kostki. Przystanęłam, bo przez zarośla ujrzałam coś nieprawdopodobnego. Na poszyciu siedział wilk, a obok leżał zakrwawiony Braun. Delikatnie obchodziłam wilka, tak by go nie zaniepokoić i by bezszelestnie zanieść Brauna do domu. Za chwilę coś trzasnęło pod moimi nogami. Przeklęta gałąź! Wilk popatrzył się na mnie. Przestraszyłam się, ale jednocześnie nie mogłam odwrócić wzroku od jego oczu. W jednej chwili jakiś pryzmat współczucia przemknął przez jego ślepia. Były takie ludzkie! Jednak nie trwało to długo. Za chwilę wilk zerwał się z groźnym warknięciem i jednym susem doskoczył do mnie. Niesiona strachem i adrenaliną uciekłam z potrzasku i podbiegłam, by zabrać Brauna. On jednak nie dał za wygraną. Zagrodził mi drogę i poszarpał pazurami rękę. Wyrwałam mu się i razem z Braunem pobiegłam ile sił w nogach. Słyszałam tętnienie łap za sobą, ale nie zatrzymywałam się, by sprawdzić, czy krewni przyszli mu z pomocą. Gdy dobiegłam do latarni obok swojego domu, przewróciłam się. Odwróciłam się instynktownie i zobaczyłam, jak wycofuje się do lasu. Warczał przeraźliwie. Zabrałam Brauna i pobiegłam do domu. -Coś ty zrobiła temu biednemu psu?! – wrzeszczała mama nie przejmując się tym, że sama jestem ranna. – Moje biedactwo… - powtarzała jak mantrę głaszcząc Brauna po pysku. Czułam jak słone łzy spływają mi kaskadami po policzkach. -Dość tego! Mam dość tego, że cię nie obchodzę! – wrzasnęłam, ale za chwilę poczułam jak pieką mnie policzki. – Przepraszam. Nie wiem, co we mnie wstąpiło… - bąknęłam. Miałam już iść do swojego pokoju, ale mama złapała mnie za ramię i zaczęła nim trząść. W dzikim uniesieniu wyrwałam jej się i wybiegłam z domu. Nie mogłam zostać w świecie ludzkiego bezpieczeństwa. Nie podobało mi się to. Jedyne wyjście, jakie przyszło mi do głowy, to las. Wbiegłam do niego i usiadłam na poszyciu. Płakałam rzucana spazmami psychicznego bólu. Za chwilę coś zawyło. -Choć tu! Tym razem możesz mnie zjeść. Smaczne mięsko tutaj! – krzyczałam przez łzy. Nagle coś położyło mi łapę lub rękę na ramieniu. Podskoczyłam i zapiszczałam. Odwróciłam się i odetchnęłam z ulgą. Myślałam, że wilk posłuchał moich rad i przyszedł się posilić. Pomyliłam się. Na moim ramieniu pewnie spoczywała ręka młodzieńca. Nie byle jakiego. Miał krótkie czarne włosy i oczy o dziwnym odcieniu. Były brązowe, ale jakby od czasu do czasu tańczył w nich cień dzikości. Miał też wydatne kości policzkowe i idealne usta. Ubrany był w koszulkę i dżinsy. Nie miał jednak butów. Zdziwiło mnie to. Poszedł na spacer i tak przez przypadek nie wziął butów! -Nic ci nie jest? – spytał z ciepłym uśmiechem wymalowanym na doskonałych ustach. -Ja..?-spytałam z niedowierzaniem.-Ja tylko…-jąkałam się, a w jego oczach widać było coraz większe współczucie. -Wyglądasz trochę…na zmęczoną. Skąd się tu wzięłaś. – zapytał. -Matka wyrzuciła mnie z domu. A nie, zaczekaj…Ja sama się wyrzuciłam! – rzuciłam z goryczą. Wstałam otrzepałam się z liści i wysunęłam dłoń w jego stronę. – Jestem Shaunee, a ty? – wahał się przez moment, ale ostatecznie uścisnął mi dłoń. -Matt. Matt Wolfe. – odpowiedział z wyraźną niechęcią. – W takim razie nie masz dachu nad głową. Może zamieszkałabyś ze mną? Zająłbym się też …
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Just Say Yes
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…