Wróć do katalogu

Żywe Trupy cz. 1

Moje opowiadanie, które dopiero zacząłem tworzyć i jest dla mnie czymś w rodzaju treningiem w pisaniu i przerwą w pisaniu czegoś poważniejszego. Powstaje w częściach na www.swat.blox.pl, więc tam zapraszam zainteresowanych po więcej.

SWAT, opublikowano , 9 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Młody żołnierz, rudy i piegowaty prześlizgnął się pod uniesioną przed chwilą klapą poszarpanego przez wiatr namiotu. Przed sobą miał cały czas wymierzony pistolet, z zamocowaną pod lufą niewielką latarką, która dawała słabe światło. - Kszy… Kszy… James, jak tam u Ciebie? Znalazłeś kogoś? - zaskrzeczała gruszka radia przyczepiona do ramienia żołnierza. Młody wojak aż podskoczył ze strachu, szukając źródła dźwięku wzrokiem, dopiero po kilku sekundach zdał sobie sprawę, że to jego własne ramię. Uniósł mikrofon do ust: - Tu James, nikogo nie ma. Wszystko opuszczone w popłochu, zero ciał. - Kszy… Kszy… To samo u nas. Szukaj dalej Młody. Kszy… Ogarnął wzrokiem namiot. Dwa łóżka polowe, w tym jedno zarwane, przewrócona miska, w której zapewne kiedyś znajdowała się woda, porozrzucane walizki z bambetlami wcześniej tu obozujących ludzi. Nikt nie wiedział, kto był tak naiwny, żeby rozkładać namioty poza murami miasta i to w takiej ilości, ale z pewnością słono za to zapłacił. Świadczyły o tym ślady, które wyraźnie mówiły iż obóz został opuszczony w pośpiechu. James opuścił namiot, nie przepadał on za ciasnymi pomieszczeniami. Przerażała go wizja walki w takiej ciasnocie. Zero miejsca na uniki, zero miejsca na sięgnięcie po karabinek na plecach lub miecz w jaszczurze przy pasku. Dlatego też, obchodził to dziwne miasteczko, tylko z krótkim pistoletem, Coltem M1911. Czuł się z nim pewniej, niż z jakimś długim karabinem szturmowym. Z równoległego namiotu wyszedł jego partner, Jeff. Duży, otyły i powolny gość. Aż cud że dostał się do Rycerzy Miasta Murów. Aż dziw, że jeszcze cokolwiek go nie zżarło, za to on pożerał i wypijał wszystko, co tylko znalazł. Nie inaczej było teraz, bo wyszedł z paszczą napchaną chipsami. - Jeff, jak możesz to żreć? Jeden chuj wie co to dotykało i czy nie są otrute?! - wybuchnął oburzony Młody, choć najmłodszy w Rycerzach nie był. - Wyglądają w porządku - odpowiedział Jeff chrupiąc i plując jedzeniem, po czym wzruszył ramionami, przełknął posiłek i wsadził do ust kolejną garść żarcia – Słyszałeś starego? Przeszukajmy namioty do końca i spadajmy do miasta, umieram z głodu. James nie mógł wytrzymać. - Przecież właśnie żresz, spaślaku! Jak możesz być głodny, podczas jedzenia? - No bo to mi zaostrza apetyt - zaśmiał się ironicznie, po czym skierował się do następnego namiotu. James tylko złapał się za głowę i pokręcił przecząco głową. - Rakiru! - wezwał imię Boga z Miasta Murów – Z kim ja pracuję, z kim ja pracuję… Na szczęście po chwili się pozbierał. Chciał jak najszybciej zakończyć badanie tych namiotów i wrócić do swojej dziewczyny, Jenny. Niskiej szatynki, ale ich uczucie można było z pewnością nazwać miłością. Szczerą i z wzajemnością. Niecały tydzień temu, pobrali się w Najwyższej Świątyni Rakira, w górnych dystryktach miasta, które przysługują tylko szlachcie i on jako Rycerz, nie miał ku temu prawa, ale cieszył się poważaniem u Lorda Palula, który mu to zorganizował. James ruszył do następnego namiotu. Wyglądał jak poprzednik. Porozrzucane sprzęty, walizki, łóżko przewrócone, drugie w ogóle zniknęło. Zero broni, zero amunicji. Ruszył wraz z Jeffem, do kolejnych namiotów. W końcu doszli do końca namiotowej alejki, puszczając ostatnią klapę namiotu. - Tu James i Jeff, namioty przeszukane. Zero ludzi, zero żywych. Przyślijcie transport w północny róg namiotu - zameldowali przez radio. - Kszy… Kszy… - radio zatraszczało - Tu Starszy, zrozumiałem. Rano przyślemy ludzi po te namioty i łóżka, wyglądają na dość czyste. W takich ilościach, dostaniemy za nie wszyscy podwyższenie żołdu. Dobra robota panowie, już jedzie po was Steve. Po piętnastu minutach, dało się słyszeć warkot silnika spalinowego. Dobrze utrzymany Willis Jeep, pamiętający lepsze i spokojniejsze czasy, powoli podsunął pod czekającego na transport grubego Jeffa i piegowatego Jamesa. Kierowca, mężczyzna z włosami na żel, goglami do snowboardu i twarzą zasłonięta przez czarno-białą chustę, zahamował spokojnie. Mężczyźni wsiedli na skrzynię spokojnie. Bez pośpiechu i zbędnych hałasów, choć czasami pośpiech był wskazany, na całe szczęście to nie było konieczne dziś. Czujki nie wykrywały w okolicy ani żywych, ani ludzi i ich sygnały milczały. - Możemy jechać Stevie - burknął Jeff. Kierowca bez słowa skinął głową, po czym skierował się w stronę, z której przyjechali. Już po piętnastu

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych