Wróć do katalogu

1.41

kolejna część zabawy;) opowieść babci o dyliżansie, pierścieniach saturna oraz jabłeczniku i co z tego wynikło...

pieczyl, opublikowano , 5 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Babciu, babciu! – zakrzyknęły dzieci. - Ach, wy moje kochane! - zakrzyknęła babcia. - Babciu, babciu! - zakrzyknęły dzieci – opowiedz-że nam bajkę! Ale taką prawdziwą, i nie dla dzieci! - Ach, wy moje kochane – zakrzyknęła babcia – to ja wam opowiem taką bajkę, dla dzieci, ale mądrych dzieci, bo od bajek dla głupich dzieci to tylko zgłupieć można, a i dorośli robią się od nich tylko jeszcze doroślejsi, na co nam takie. - A o czym będzie bajka? - zapytała najmłodsza, Majka, bawiąc się esem-floresem zawiniętym na jej warkoczyku. - Będzie o tym jak dyliżansista chciał kupić od mojej babci, a waszej pra-prababci jabłecznik kiedy jeszcze nasza kamienica stała na trakcie pośrodku pasów Saturna i prowadziła darmowe obiady dla podróżujących. - Tak! – zakrzyknęły dzieci – a będzie o spadochroniarzach stratosferycznych? A o tym jak się czasoprzestrzeń na skoliozę leczyła? A o... - A kto wam takich głupot naopowiadał – machnęła ręką babcia – ta bajka będzie prawdziwa, słuchajcie.

W tamtych czasach, kiedy jeszcze nie mieszkaliśmy tutaj, w dzielnicy, tylko daleko, daleko stąd, żeby dostać się od jednego domu do drugiego, musieliśmy dniami i tygodniami podróżować po wyboistych asteroidach, a niektóre były nie tylko wyboiste, ale wręcz kapryśne i kiedy się po nich jechało, potrafiły złośliwie oddalać się od siebie albo wierzgać jak narowiste konie, co naturalnie uniemożliwiało dalszą podróż, bo jak tu przejechać z asteroidy na asteroidę kiedy one są od siebie jak stąd do niemożliwości? Wtedy jeszcze pan Paweł Grawitejschen nie miał metody elektrycznego wypasu masy, więc mu trzoda chodziła praktycznie jak chciała, podejrzewam, że od tamtego czasu podróże już się prostsze dużo zrobiły.

W naszym domu mieliśmy urządzony zajazd dla gości, którzy niepotrzebnie ugrzęźli przez przypadek albo przez złośliwość. Była tam wielka izba, gdzie opowiadało się dowcipy, wymieniało kolorami z innych galaktyk, a dzieci wymieniały karteczki do segregatorów. Nie takie jak teraz, ładniejsze, wtedy wszystko było ładniejsze, bo ręcznie malowane i dopiero

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych