Wróć do katalogu

1.Pijana mucha w gorącej czekoladzie

pierwsza część całości, chwilowo występujacej pod nazwą "Zbiór rzeczy". nie wiadomo o czym. więc pewnie o wszystkim.

fornalina, opublikowano , 13 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Mucha jakby od niechcenia przysiadła na krawędzi pękatego kubka w roztańczone krowy. Odbiło jej się. Zawstydzona złożyła skrzydełka i skupiła się na utrzymaniu równowagi. Chwiała się to do przodu, to do tyłu, nucąc pod nosem jakąś pijacka piosenkę. Po chwili ocknęła się i z trudem zmusiła swoje ciało do pozostania w nieskazitelnym pionie. Spod jej nóżek, wraz z ciepłymi oparami, szedł do góry cudownie słodki zapach gorącej czekolady, który otulał muchę i zachęcał do zejścia na dół. Ta wychylała się coraz bardziej do przodu, nagle jedna z nóg jej się obślizgnęła, inne nogi, zazdroszcząc tamtej, także odkleiły się od krawędzi kubka i mucha wpadła do ciepłej cieczy z cichym pluskiem. Pijana mucha w gorącej czekoladzie. Owad bzyknął z uwielbieniem i spokojnie utonął. - E? Nad kubkiem zawisła piegowata twarz uzbrojona w dwoje nieco skośnych, ni to zielonych, ni to brązowych oczu, otoczonych przez armię długich rzęs. Oczy zamrugał, przypatrując się musze z dziecięcą ciekawością i niespodziewanie się uśmiechnęły. Zniknęły. Ich miejsce zajęło ucho. Ładne, czyste, zaróżowione, dziecięce ucho. Kiedy nie usłyszało żadnych oznak życia, także usunęło się na bok, i do kubka zajrzała dłoń, chwyciła pijana muchę długimi palcami, zakończonymi krótko obciętymi paznokciami i wyjęła ją z gorącej czekolady. - Mucha – z ust dziewczynki wydobył się pełen żalu głos. Odłożyła ją na talerzyk, a czekoladę wylała do zlewu. Wypłukała kubek w zimnej wodzie i nalała do niego mleka. Mówienie o niej ‘dziewczynka’ było właściwie przestępstwem i ranieniem duszy dojrzałego człowieka. Choć wyglądała na nie więcej niż piętnaście, szesnaście lat, kilka miesięcy dzieliło ją od dziewiętnastych urodzin. Wytarła ręce w nogawki spodni i opuściła kuchnię. Mucha leżała na talerzyku i z nogami w górze wpatrywała się w wiszącą nad nią lampę. - Goethe! – dziewczyna przyłożyła dłoń do ust. – Goethe, gdzie jesteś? Rude włosy nachodziły jej na oczy, odgarnęła je leniwym ruchem nadgarstka, ale po chwili wróciły na swoje miejsce. Nie przejęła się tym faktem. Lina miała osiemnaście lat. Pytana o to, jak to jest być pełnoletnią, wzruszała ramionami i mówiła, że nijak i w ogóle, co to znaczy, pełnoletniość? Była dzieckiem. Mimo tych skończonych osiemnastu lat. Dziecinność objawiała się na jej przyprószonej piegami twarzy, siedziała głęboko w dużych zielono - brązowych oczach, przypominających swoim kształtem dwa napęczniałe migdały, sączyła się z niekobiecych kształtów i krzyczała z niedbałej pozy, którą przybierała, czekając na przystanku na wiecznie spóźniający się autobus. Gdy ktoś, zwracając się do niej, zaczynał od słowa ‘dziecko’ lub ‘dziewczynka’, dziecinność jej spływała do rynsztoku, obnażając drzemiącą pod spodem dojrzałość. Używanie tych słów było gwałtem na dziecku. Uczęszczała do jednego z lepszych liceów, ale naukę traktowała w sposób typowo dziecięcy i cokolwiek lekceważący. Uczyła się, gdy miała ochotę, gdy akurat ochota brała urlop, pakowała walizki i wyjeżdżała na czas bliżej nieokreślony, Lina sięgała po książkę albo rysowała. Nigdy nie przyznała się do posiadania talentu, zaprzeczała uparcie, a tych, którzy ja o to oskarżali, sprowadzała do poziomu ziemi za pomocą odpowiednich epitetów. Nie ma talentu, koniec pieśni. Nie należała do osób zbytnio towarzyskich, i to tylko z tego powodu, że młode społeczeństwo poddawało się postępującej degrengoladzie i coraz bliżej było mu do mułu. Świat idzie na przód, a młodzież, otępiała przez zidiociałe telewizyjne pseudowzorce i antyideały, oddawała się w ręce chamstwa i średniowiecza moralnego. - Głupi! - mówiła i z uśmiechem stukała się palcem w czoło. Nie słuchała radia i nie oglądała telewizji, z daleka trzymała się od portali dla zróżowiałych nastolatek, które usiłowały wciągnąć Linę w swój świat pudru, błyszczyków, cieni do powiek, tuszów do rzęs oraz lakierów do paznokci. Broniła się zdrowym rozsądkiem i naturalnością. Przeszła się po pustym domu kilka razy, zabrała jabłko oraz spasionego syjamskiego kocura, którego szukała i zamknęła się z nimi w pokoju. Zegar tykał cicho. Postawiła kota na podłodze, zatopiła zęby w jabłku i z zadziwiającą lekkością opadła na krzesło, a rude włosy wiernie za nią podążyły. Uśmiechnęła się. Białe obłoki tkwiły nieruchomo, siłą przytwierdzone pędzlem do błękitnego sufitu. Kochała to pomieszczenie. Kochała niepościelone łóżko, półki wypchane książkami, kochała skarpetki, które w wiecznym bałaganie już dawno zgubiły swoją parę, milczący ekran komputera fioletowe ściany z czarną farbą uformowaną w zawiłe linie, które sporadycznie pojawiały się na ścianach, przyjmując formę twarzy, ciała, słów. Nad łóżkiem dyndała lampka, obok łóżka stało na szafce zdjęcie jej i Funny’ego, chłopaka z sąsiedztwa. Wstała z krzesła i potoczyła wzrokiem po swoim królestwie. Jeśli istniało coś na tym świecie, będące lustrzanym odbiciem Liny, to tylko ten pokój. - Co powiesz, Goethe? – spytała kota, ale ten tylko przewrócił się na plecy i wypiął ciemny brzuch. Wzięła zdjęcie z szafki i przetarła szybkę rogiem szalika, oplatającego jej szczupłą szyję. Funny’ego poznała, gdy na pobliskiej łące wyławiała z kałuż ślimaki. Był dziwny. Proste, ciemne włosy nosiły w sobie odblask zieleni, oczy były lazurowo niebieskie, a skóra dziwnie jasna. Funny ożywiał ją kolorowymi ubraniami, zmuszał do uśmiechu, ale i tak zimą wyglądał jak bałwan, który po diecie odchudzającej postanowił przebrać się za człowieka. Dodatkowo nie posiadał brwi, albo były one tak jasne i nieśmiałe, że chowały się przed rozbierającym wzrokiem ciekawskich. Z wiekiem włosy Funny’ego zieleniały coraz bardziej, a skóra jaśniała, jednak to dodawało mu niesamowitego uroku i czyniło osobliwie przystojnym. Mieszkał niedaleko. Często można było go dostrzec, jak na czarnym rowerze jeździł bez celu brukowanymi uliczkami, szukając czegoś bezskutecznie. Aż do przypadkowego spotkania na łące kilka lat temu, Lina nie wiedziała o istnieniu Funny’ego. Kiedy przechodziła obok samochodu z firmy zajmującej się przeprowadzkami, nie zastanawiała się, kto może być nowym mieszkańcem starego domu z końca ulicy. - Co robisz? Uniosła głowę i spojrzała w jego niespotykaną twarz. Dziwne, ale Funny nigdy nie cierpiał z powodu swojego odstającego od normy wyglądu, nie był odpychany przez rówieśników, przezywany, działało to w zupełnie odwrotną stronę – Funny zawsze był otoczony dziećmi, które na jego niezwykłość reagowały jak ćma na światło. Lina podrapała się po czole. Ona, ze swoimi rudymi włosami,

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych