Wróć do katalogu

10.10.10

Dziwne zdarzenią zwiazane z dziwną datą

aftopublikowano 18 listopada 201026 min czytaniajeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wstał szybko, wsunął stopy w kapcie i ruszył do łazienki. Dreszczem przywitał go poranek, takim niby bardzo lekkim chłodem, wkradającym się przez uchyloną szparę rozwartą w z kierunku rumianego słońca. Ledwie dostrzegalna, tuż za oknem mieszkania szarawa mgiełka, wydawała się nasączona milionami perełek przyjmujących pozycje niezdecydowane, czy podnieść się ku błękitnemu niebu, czy też opaść, ubierając otaczający świat już na resztę dnia w wilgotne kropelki szarawej wody.

Podszedł do kabiny prysznicowej, rozsunął szklane drzwi i postawił nieobute stopy na ledwie wilgotnym wnętrzu, potem odkręcił wodę otaczając się parującą wilgocią, po to by poczuć krew ruszającą szybciej i starającą się przepchać we wszystkich i możliwych kierunkach ciała.

- Romuś, wstałeś ?- usłyszał z zza przymkniętych drzwi kabiny. - Jestem w łazience – zawołał – Czy mama coś potrzebuje? - Nie. Kąp się kąp, ale jak wyjdziesz, daj mi coś do picia, muszę przyjąć tabletki. - Tak, oczywiście, zaraz podam. Prychał, delektując się gorącą wodą, wypadającą z mokrym animuszem wprost z sita zawieszonego pod granatowym sufitem kabiny.

Zadzwonił telefon. Przykręcił wodę i uchylił szklane drzwi kabiny, rozejrzał się uważnie i wystawił mokrą stopę na podłogę tuż przy brodziku, wychylił część ciała głęboko i mokrą ręką podniósł drgający aparat. - Roman? - Tak, to ja. Mam sprawozdanie. Jesteś w biurze? - Nie, w szpitalu, mam problem z siostrą. - Jaki problem?- zapytał z ciekawości. Nie obchodziły go układy rodzinne jego szefowej.. - Przejechali po jej facecie, a ona jest zupełnie zwariowana. - Czy to poważne, nie z nią, a z facetem? - No, chyba tak. Ktoś dodatkowo ukradł im kartę z bankomatu, i potem podobno zepchnął narzeczonego. Ona jest gotowa dać pieniądze na nagrodę, by znaleźć tego skurwiela.. - Zepchnął narzeczonego i zabrał kartę? - Odwrotnie. Najpierw zabrał, a potem zepchnął. Słuchasz mnie? Halo? -Słucham i nie wiem, czy mam zostawić papiery w biurze? – zapytał. - Zostaw gabinecie. - Postawię za biurkiem.

Odłożył aparat i wytarł się z impetem, by poczuć wartość szorstkiego ręcznika. Przebiegł korytarzem, szybko się ubrał i wpadł do kuchni. Znowu odezwał się telefon. -Cześć. -Cześć- poczuł lekkie ciepło. -Czemu nie dzwonisz?- w głosie było sporo pretensji. -Bo czas, jak na lekarstwo. -Naślę na ciebie policję. -Nie strasz mnie swoim mężem. Donka, przestań mieć pretensje, wiesz, że nie mogę zdążyć. -Wpadniesz? Jurek ma dzisiaj służbę. -Wpadnę, jak obiecasz kajdanki.- zachichotał - Wpadnę na pewno. - Więc się nie ubieram. - To dobry pomysł – powiedział śmiejąc się i odłożył telefon.

Raz dwa- gaz pyk, woda na herbatę, kilka kanapek dla mamy i chrupki dla siebie. Jajeczko? Dzisiaj nie, zalecane dwa w tygodniu, a ostatnie było wczoraj.

-Mamo, podać już śniadanko? Czekał chwilę na odpowiedź, potem położył kanapki na małym talerzyku i zalał herbatę. -Idę do ciebie – powiedział głośno podnosząc wysoko zestaw śniadaniowy. Przestąpił niewielki próg, dzielący pokój od korytarza i stanął przy łóżku. Zobaczył siwe włosy rozsypane na ustawionej prawie pionowo poduszce, wyprostowaną dłoń na białej kołdrze. - Mamo, przyniosłem śniadanko – powiedział stawiając wszystko na małym stoliku. Siwe włosy drgnęły, potem w jego kierunku pojawiła się smutna twarz, z błyszczącymi oczami, z żalem i pretensją. - Masz tyle kłopotów ze mną – powiedziała unosząc zmięte po-wieki. - Ja mam z tobą kłopoty?- żachnął się, prostując po chwili. - Powinieneś robić karierę, być już w pracy, a tymczasem – tu westchnęła ruszając siwą głową – robisz te głupie kanapki. - Mamo, ja uwielbiam robić kanapki. - Nie udawaj. - Nie udaję. - Zostaw mnie i idź do pracy. - Zaraz wychodzę. Dasz sobie radę? Wrócę późno. - Idź.. już idź.

Szybkim krokiem przemierzył korytarzyk, sprawdził zawartość teczki i sięgnął po płaszcz. - Wychodzę – zawołał wciągając rękawy.

Chwilę trwała cisza, brakowało mu odpowiedzi. - Mamo- zrobił kilka kroków – mamo, ja wychodzę- powtórzył. - Czy możesz na chwilę zajrzeć do mnie?- usłyszał zza drzwi. - Oczywiście – odpowiedział poprawiając stojący w połowie kołnierz.- Już idę.

W płaszczu, z teczką w dłoni przestąpił próg sypialni. Matka siedział wpatrzona przed siebie. - Spójrz na storczyk, to ten co dostałam od ciebie i który nie kwitł. Nawet trochę usechł i nagle dzisiaj, zobacz, pojedynczy pąk na suchym patyku. Boże, dzisiaj jest 10 październik, czyli 10 i 10 i rok 2010, same dziesiątki, to dlatego chce zakwitnąć. - Mamo, jesteś przesądna. - Czy widziałeś takie cudo? – podnosiła głowę w zachwycie wyciągając palec w kierunku storczyka. - Zakwitnie? - On zakwitnie dlatego, że dzisiaj jest 10.10.10. -Mamo, wychodzę- powiedział stanowczo- Dasz sobie radę do mojego powrotu? - Dam radę - odpowiedziała wpatrzona w narastający, biały pąk- Idź już- Uważaj synku, dzisiaj trzy dziesiątki.

Ostatniego zdania nie usłyszał. Zamknął starannie drzwi, przekręcił zamek i poprawił płaszcz. Potrzasnął dla przypomnienia ciężką teczką.

Wszedł do windy i zjechał 10 pięter w dół czując zawartość żołądka u szczytu gardła. Drzwi windy rozsunęły się, zrobił kilka kroków mrocznym korytarzem, przez moment zawahał się, czy rozewrzeć ciężkie wrota prowadzące wprost do rozszumianego miasta. Zrobił to jednak, by wtopić się w pędzący tłum, otoczony szumem wiatru, klaksonami i warkotem niezadowolonych samochodów. Ruszył zdecydowanie wymachując czarną teczką, poczuł się nagle spełniony i wolny. Wciągnął w płuca chłodne powietrze, wypełnione zapachem ludzi i benzyny. Zerknął na teczkę, w której taszczył sprawozdanie i analizę działalności firmy, czuł że wszystko właściwie zależało od jego koncepcji, i tej na jutro, i tej perspektywicznej na dalsze dni. - Przepraszam – usłyszał, ale nie zareagował. Był pewien, że nie mogło to dotyczyć właśnie jego. Nie miał czasu na rozmowy, przyspieszył więc zdecydowanie, machając teczką wielkimi krokami pokonywał odległość pozostałą do miejsca pracy.

- Przepraszam – padło jeszcze raz i wtedy zareagował, może nazbyt nerwowo. - Co jest? – rozejrzał się przyciągając do siebie rękę z teczką. Niezadowolony wzrok napotkał zgrabną kobietę, stojącą z rozłożonymi rękoma, świadczącymi o wielkim zakłopotaniu. -Przepraszam – powtórzyła układając usta w kształt podkowy, co podkreślało dziecięce zagubienie - Może mi pan pomóc, bo nie mogę pobrać pieniędzy z karty bankomatowej?

Fuknął, potrzasnął teczką. - Nie bardzo mam czas – powiedział machając ramieniem - Muszę natychmiast być w pracy. -Przepraszam – usta dziewczyny wygięły się jeszcze bardziej. - Jak mam pani pomóc?- zapytał zrezygnowany. - Proszę, przepraszam – szeptała zdenerwowana – karta bankomatowa nie działa? A ja muszę pobrać chociaż kilka złotych, proszę mi pomóc. Podała plastikowy prostokąt i czekała co zrobi. Spojrzał na kartę. - Ważna do 10 października- powiedział – a dzisiaj, jest właśnie 10-ty. Tak więc, powinna być jeszcze czynna do północy.

Wsunął kartę w odpowiednią szparkę bankomatu i umieścił dłoń nad klawiaturą. - Proszę o pin kod – odwrócił się w kierunku dziewczyny. - 5401- szepnęła mocno drżącym głosem, potem kichnęła i za-częła wycierać nos.

Stukot butów przerwał moment wpisywania kodu. Ktoś złapał go za ramię uniemożliwiając wystukiwanie cyfr. - Nareszcie mam! – usłyszał tuż nad uchem sapiący głos. Spojrzał nerwowo, tuż obok stał dyszący, zupełnie łysy facet z okularami przeciwsłonecznymi umieszczonymi na czubku czoła. - Znowu tu jesteś? – zapytał zbliżając czerwoną twarz do jego policzka – Znowu chcesz od niej pieniędzy? Facet, ja cię chyba zabiję i to dzisiaj. - Czego pan chce ode mnie? – Roman zapytał nie będąc jednak pewien, czy otrzyma sympatyczną odpowiedź. - Nie pożyczysz od tej pani więcej pieniędzy – usłyszał szept wypowiedziany wprost do ucha. - Mirek, zostaw pana, on chciał mi pomóc- dziewczyna ruszyła z odsieczą. - Ja tylko chciałem – nie zdążył, bo łysy zamachnął się. Pięść przecięła powietrze ze świstem, ominęła szczękę i ude-rzyła w pokrywę bankomatu. - O kurde! – zawył łysy rozcierając obolałe palce. - Miruś, złociutki, co ci się stało? – dziewczyna podbiegła do klnącego łysola i starał się pogłaskać zaciśniętą pięść. Drugą ręką pokazywała niedawnemu pomocnikowi, by natychmiast zmykał.

Nie zastanawiając się, ruszył wymachując teczką przed siebie, byle jak najdalej od dziwnej pary, a szczególnie Mirusia. Przebiegł przez jezdnię nie zwracając uwagi na trąbiące samochody, przeskoczył po drugiej stronie krawężnik i pomaszerował w kierunku przystanku tramwajowego. Tam, za chwilą powinna nadjechać dziesiątka, jadąca prawie pod drzwi firmy, w której szefowa już czekała zapewne na zreferowanie zawartości teczki. Idąc zerknął przypadkowo na drugą zaciśniętą dłoń i rozchylił palce. Zobaczył kartę bankomatową, tą którą przed awanturą wręczyła mu nieznajoma. Zatrzymał się wściekły i na siebie i na wszystkich, zastana-wiając się czy powinien wrócić i oddać kartę. - Nie mam czasu – zdecydował - Oddam w najbliższym banku. Odchodząc zauważył, że tam w oddali, dziewczyna starała się coś wytłumaczyć łysemu partnerowi. Cos krzyczała w jego kie-runku.

- Pokaż, co się stało ? – pytała troskliwie gładząc wygięte plecy mężczyzny- Może potrafię ci pomóc. - Jeszcze chwilę, Bulka, jeszcze chwilę, a bym go zabił – odpowiedział Miruś pocierając bolące palce. Sięgnął do kieszeni, wyjął papierosa i włożył do ust. - Daj ognia – powiedział otrzepując spodnie. - Już malutki, Bulka ci już podaje – mruknęła szukając w to-rebce. - Mam!- zawołała i otworzyła pudełko wyjmując zapałkę, potem potarła brązową główkę o brązowy pasek i zbliżyła płonące drewienko do kiwającego się papierosa. Pociągnął powietrze przez zbity tytoń, wypełniając płuca uspokajającym dymem. - Daj kartę – zaczął mówić wypuszczając ustami szary dym - Muszę wziąć kilka złotych, bo trzeba kupić trochę towaru. Czekał, aż pogrzebie w torebce. - Tu jej nie ma, złociutki – zauważyła nieśmiało – Może ty ją masz? - Przecież, to ty dawałaś kartę temu facetowi, który miał nauczyć ciebie korzystania z bankomatu- powiedział z domieszką sarkazmu. - Ach tak – potarła czoło wolną dłonią. Druga podtrzymywała szeroko otwartą torebkę. - I zapewne uciekł z twoją kartą – Miruś aż podskoczył ze złości – Nie mamy drugiej więc muszę go dogonić – - Czekaj, może znajdę – Bulka zawołała piskliwie, przerażona myślą, co będzie, jak Miruś dogoni nieznajomego- Zostaw go w spokoju!

Łysy nie słuchał, rzucił się w kierunku ulicy huczącej od pędzących aut. Zrobił kilka kroków, właściwie wykonał trzy susy i znalazł się na jezdni. Przywitał go ostry pisk hamulców i okrzyki zdenerwowanych kierowców. On jednak patrzył na postać, oddalającą się szybkim krokiem do rytmu kiwającej się teczki. Widział jak tamten maleje w oczach, olbrzymia złość kazała mu skakać pomiędzy pędzącymi pojazdami w pogoni za oddalającym się nowym właścicielem jego karty do bankomatu. - Miruś – krzyknęła dziewczyna stojąc na skraju chodnika- Co ty robisz wariacie, wracaj do swojej Bulki, uważaj!

Wtedy właśnie usłyszała głuche stuknięcie, potem zobaczyła bezwładnie lecące ciało, które nie spadło na jednię, bo samochód pędzący z przeciwka podbił je w stronę przeciwną, pozwalając na wykonanie wielkiego łuku, po którym finalnie, wreszcie uderzyło o asfalt i znieruchomiało.

- Miruś! Miruś! – zaczęła krzyczeć tupiąc o płytki chodnikowe, Starała się nie patrzeć na nieruchome ciało, leżące bliżej środka jezdni.

Samochody zatrzymywały się z piskiem opon, ze wszystkich stron nadbiegali ludzie, wielu trzymało telefony wykrzykując o potrzebie natychmiastowej pomocy. - Co ty Miruś zrobiłeś najlepszego? – powiedziała prawie jak do siebie- Jak teraz będzie i kto utrzyma Bulkę? Miruś, kartę bankomatową można wyrobić nową, a życia nie- zebrało jej się na płacz, więc pozwoliła łzom toczyć co raz szybciej od brzegów oczu w kierunku drżącej brody.

- Czy byliście państwo razem? – usłyszała głos prawie przy uchu. Spojrzała przestraszona, obok stał policjant w ciemno granatowym mundurze i wydawał się bardzo podenerwowany sytuacją. - Czy byliście państwo razem? – powtórzył pytanie z wyczuwalną troska w głosie – Zna pani jego nazwisko, tego leżącego pana na jezdni? Zawahała się przesz chwilę, ale zaraz przytaknęła. - Tak, znam tego pana, to Miruś – powiedziała spokojnym gło-sem. - A pani?- pytał dalej. - Ja? Bulka. Po chwili zapytała nieśmiało: - Co z nim będzie? To pytanie natychmiast chciała wycofać, bo głupio zabrzmiało, ale niestety już padło. Powtórzyła więc śmielej: - Co będzie z nim, czyli z Mirusiem, panie poruczniku?- - Jestem inspektorem – poprawił i przedstawił się – Inspektor Jerry Ten, numer służbowy 32041.

Kilka osób uklękło na jezdni, jeden z nich rozpoczął masaż serca…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych