Wróć do katalogu

1919 WOJNA Z BOLSZEWIKAMI

Na dzisiejsze święto. Opowiadanie o nieznanych bohaterach, wszyscy odznaczeni orderem Virtuti Militari, na ich cześć zbudowano pomnik na cmentarzu Orląt we Lwowie

marianmarian3, opublikowano , 18 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wrzesień 1919 Amerykanie Crawford prowadził maszynę wysoko nad wierzchołkami drzew. Po prawej stronie rozciągał się widok szerokiego na milę, mieniącego się w porannym słońcu Dniepru. Był piękny, ciepły, majowy poranek. - Po horyzont nie widać żywej duszy – pomyślał. - Ani jednego bolszewika, jakoś ostatnio nie mam do nich szczęścia. - Albo oni do mnie – i tu przeszedł przez niego dreszcz podniecenia, przypomniał sobie bowiem, jak tydzień temu wraz z Fauntleroyem zaatakował grupę bolos, bo tak nazywano w żargonie amerykańskim wojska bolszewickie. Spadli na nich znienacka i tak jak spadający jastrząb z nieba atakuje swoje ofiary, tak samolotu Crawforda i Fauntleroya z olbrzymim impetem ruszyły na wroga. Nadlecieli od tyłu , Fauntleroy w mgnieniu oka wyszukał największe skupiska wroga i właśnie w to miejsce postanowił zrzucić ładunek wybuchowy. Jedną ręką trzymając ster, drugą zaś wyciągnął z kosza ładunkowego bombę, sprawnie przewiesił za burtą aeroplanu, odbezpieczył zapalnik i czekał na odpowiedni moment na zrzut. Czynność tą piloci amerykańscy mieli opanowaną miał do perfekcji, po ponad pół rocznym pobycie na froncie we Francji oraz kilku miesiącach walk w Polsce, robili to perfekcyjnie. Bomba trafiła bezbłędnie, dwunastokilowy ładunek wywołał wielkie spustoszenie. Huk, krzyki rannych i padające ciała jeźdźców i koni wywołało popłoch wśród Rosjan, ci co przeżyli w panice rozbiegli się po okolicy. Jednak teren na którym się znaleźli, nie sprzyjał im, był to bowiem sam środek bezkresnego stepu. Nie było tam niczego, co mogło by im posłużyć za schronienie. Crawford zaś, zatoczył koło nad ich głowami i z zimną krwią zaatakował uciekających w popłochu bolszewików. Karabin maszynowy bezlitośnie powalał gnających na oślep żołnierzy. Od czasu do czasy ktoś z dołu wystrzelił do atakującej maszyny, jednak nie wywołało to żadnych dotkliwych szkód w aeroplanie. Gdy po akcji mechanicy sprawdzali poszycie samolotów Fauntleroya i Crawforda, znaleźli w nich tylko kilka dziur, które powstały od kul wroga.

Słońce nad Dnieprem było już wysoko. Zadanie jakie Crawford miał do wykonania tego dnia, to zwiadowczy oblot wzdłuż lewego brzegu Dniepru, dolecieć do miejscowości Czerkasy, następnie prawą strona rzeki wrócić do bazy. Była to mało skomplikowana misja. A że na odcinku tym nigdy nie widziano jakiegokolwiek ruchu wojsk bolszewickich, więc lot ten zaplanowany był jako zwykły nudny rutynowy przelot zwiadowczy. Przy takich zadaniach nigdy nie uzbrajano samolotów w bomby. Nie chciano obciążać maszyny niepotrzebnym balastem. – Za jakieś 15 minut będę w okolicach miejscowości Czerkasy, tam zawrócę i polecę z powrotem do bazy. Potem może dostanę jakieś lepsze zadanie – pomyślał Crawford. Tereny nad którymi latali amerykańscy Kościuszkowcy były podzielone na sektory. Każdy z pilotów dostawał jakiś rejon do oblatywania, z góry było wiadomo, na których występuje większe prawdopodobieństwo natrafienia na bolos, a na których z jakiś przyczyn zupełnie nie występowali. Amerykanie doskonale znali mapę występowania bolszewików, wszyscy oczywiście chcieli latać nad tamtymi terenami gdzie było większa szansa wykazania się w boju. Miejsca wolne od rosyjskich żołnierzy nie były popularne, nikt nie chciał tam latać z własnej woli Wkrótce ustalono że system który będzie obowiązywał w oblatywaniu, będzie systemem rotacyjnym, Pilot miał obowiązek co jakiś czas przelecieć nad terenami wolnymi od wroga, wtedy nabywał prawo do przelotu nad terenami większego ryzyka. Lot nad Dnieprem był raczej skazany na totalną nudę, prawdopodobieństwo natrafienia na wroga było znikome, dlatego Georg Crawford nie musiał być aż tak czujnym i często zamyślał się przypominając sobie sceny z jego życia. Tym razem siedział w Paryżu, w małej, ciemnej, zapomnianej przez klientów paryskiej kawiarence przy Daumesnil Avenue. Ubrany był w mundur amerykańskiego pilota. Zajął miejsce przy małym okienku, popijając kawę wpatrywał się w uliczny gwar, jednak myślami był zupełnie gdzie indziej. -Jeszcze tylko tydzień –pomyślał. - Potem będę już w drodze do domu. Przed oczyma stanęły mu obrazy z jego rodzinnych stron, przypomniał sobie moment w którym żegnał się z bliskimi, było to prawie dziesięć miesięcy temu kiedy zdecydował się iść na wojnę jako ochotnik. Na małą stację kolejową odwiózł go ojciec, matka nie chciała jechać. - Synu nie dam rady – rzekła. - Nie chcę tam płakać, zostanę w domu. - Popłaczę sobie w spokoju i spróbuję poukładać myśli. Matka do ostatniej chwili dzielnie powstrzymywała wzruszenie, jednak w momencie kiedy George żegnając się przytulił ją , ta rozpłakała się cichutko przyciskając twarz do jego piersi. Nie wytrzymał również Georg, oczy wypełniły mu się łzami, przycisnął wtedy usta do matczynej głowy całując przy tym jej srebrne włosy. - Musicie już iść, macie mało czasu – szepnęła przez zaciśnięte gardło, jednak powiedziała to takim tonem, jak by nigdy nie chciała przerywać tej magicznej chwili. Po tych słowach George odwrócił się, opuścił głowę i ukrywając wzruszenie, w pośpiechu chwycił walizkę i wyszedł z domu do zaparkowanego przed wejściem automobilu. Droga na stację zajęła im pół godziny. Podczas podróży nie zamienił z ojcem ani słowa . Dla Georga był to najbardziej przygnębiający moment w jego życiu. Nigdy nie wyjeżdżał z domu na tak długo i do tego jeszcze ten brak pewności czy kiedykolwiek wróci w rodzinne strony i czy jeszcze kiedykolwiek zobaczy swoich rodziców Kiedy na stację wjechał pociąg, Ojciec objął Georga na pożegnanie i rzekł tylko: - Niech Bóg ma Cię w swojej opiece! Potem odwrócił się i nie czekając na odjazd pociągu, ze spuszczoną głową wsiadł do automobilu i odjechał. - Dzień dobry – dwóch mężczyzn wyrwało z zamyślenia amerykańskiego lotnika. - Czy mamy przyjemność z panem Georgiem Crawfordem? – kontynuował jeden z nich. - Tak to ja – odparł Georg. Nieznajomy uśmiechnął się po czym rzekł: - To ja za pośrednictwem pańskiego przyjaciela prosiłem o spotkanie z panem. Po tych słowach George uśmiechnął się, wstał i wskazując miejsca przy stoliku rzekł do swoich gości: - Proszę, siadajcie panowie. Nieznajomi usiedli a jeden z nich rozpoczął rozmowę. - Nazywam się Merian Cooper, a to jest Major Cedric Fauntleroy i tu wskazał na swojego towarzysza. Na powitanie uścisnęli sobie dłonie. W tym samym czasie przy ich stoliku pojawiła się kelner. Mężczyźni złożyli zamówienie i rozpoczęli rozmowę. - Panie Crawford, dużo dobrego słyszeliśmy o pańskim kunszcie pilota – rozpoczął Fauntleroy. - Pańscy koledzy opowiadali o panu, według ich relacji jest pan doskonałym pilotem. - Pewno się pan zastanawia, dlaczego chcieliśmy się z panem spotkać ? – tu wtrącił się do rozmowy Copper. - No nie podejrzewam, że chcieliście się ze mną spotkać tylko po to aby mi prawić komplementy - odpowiedział Crawford. - Ma pan racje, nie po to – odparł Cooper. - Jesteśmy w trakcie formowania amerykańskiej eskadry lotniczej, pan jest doskonałym pilotem więc proponujemy panu uczestnictwo w tym honorowym projekcie. Georg Patrzył na Coopera i Fauntleroya nie bardzo rozumiejąc czego ci mężczyźni właściwie od niego chcą? - Nic nie rozumiem – odparł. - Jaki to honorowy projekt? Wojna się skończyła a ja za tydzień płynę do domu, po co wam eskadra lotnicza we Francji? Panie Crawford, nie we Francji – tym razem rozmowę przejął Fauntleroy. - Polecimy do Polski, tam będziemy walczyć przeciwko bolszewikom którzy najechali na Polskę. I jest prawdą co pan mówi, ta wojna już się skończyła, jednak my jesteśmy potrzebni w innym miejscu. Cały świat zdystansował się od sprawy polskiej, nikogo nie interesuje, że ten nowy kraj został napadnięty przez Rosjan. Polacy zostali sami, zupełnie pozbawieni pomocy od reszty świata. - Panowie – odparł Crawford. - Zawsze gdzieś jest jakaś wojna, jednak nie musi to oznaczać że my Amerykanie musimy się angażować na każdym froncie na świecie. Powtarzam, nasza wojna już się zakończyła, po co się mieszać w problemy innych państw? - Panie Crawford - przerwał Merian Cooper - Mój prapradziad John Cooper walczył z u boku generała Pułaskiego. Byli przyjaciółmi, to Pułaski uczył mojego pradziadka szermierki. Później razem brali udział w wielu walkach, nawet w tej ostatniej dla Pułaskiego, pod Savanah. Kiedy generał został ranny, mój pradziad John wyciągnął go z pola walki, niestety nie dało się uratować rannego, po kilku godzinach Pułaski umarł. Był wielkim Polakiem który oddał życie w wojnie o niepodległość naszego kraju. W mojej rodzinie zawsze mówiło się o długu jaki mamy wobec Pułaskiego a tym samym wobec Polski. Wychowano mnie w poczuciu wdzięczności dla tego kraju. Teraz gdy bolszewicy napadli na Polskę, uważam za nadszedł odpowiedni moment aby podziękować Polakom za ich wkład w naszą…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych