Wróć do katalogu

2.Jaskinia

:)

Chantico, opublikowano , 20 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział II Jaskinia

Historia z morałem mówiąca o tym, aby zawsze wybierać roztropnego przewodnika. Dowiemy się również troszkę o tym, jak prosto przy odrobinie szczęścia uknuć spisek- we wszystkim pomaga ser. Pojawia się Ra- czarodziej, który sprawia, że piersi kobiet potrafią się powiększyć w ciągu zaledwie sekundy. A wszystko to dzięki geniuszowi Rudej.

Radomira von Em wyrwał z zamyślenia kolejny, głuchy stuk. -Och, na wszy twojej przeklętej matki, Tylnosuw, jeszcze raz to zrobisz, a wygarbuje ci własnoręcznię twoją śmierdzącą skórę!- warknął Radomir von Em do towarzysza. -Zaraz będziemy wolno- odpowiedział zdyszany Tylnosuw, kolejny raz napierając barkiem na drzwi piwnicy. Tak, mówisz to od trzech godzin, pomyślał Radomir, zgrzytając ze złości zębami. Von Em siedział na kamiennej posadzce, oparty plecami o wielki worek z mąką, co chwila gryząc kawałek sera. Rzuł z zamyśleniem. Rycerz pobiegł prosto do króla, powiedział mu o spisku. Nie, nie jest na tyle głupi. Bardziej prawdopodobne, że wróci tu z przyjaciółmi i zabije nas, a ciała wrzuci do rzeki. Nie, to nie w jego stylu, jest zbyt mądry. Ale z drugiej strony... Nie ma żony ani dzieci, lęka się więc tylko o siebie, może zrobić coś, co przechodzi ludzkie pojęcie. Rycerz stęknął, ze złością rzucając grudkę sera w odległy kąt spiżarni. Rozejrzał się. Otaczały go zawieszone na hakach szynki, worki z mąką, skrzynie z warzywami i beczki z przeróżnymi trunkami. Skulił się, czując przenikliwy chłód piwnicy. Ile jeszcze czasu tu spędzą na bezczynnym siedzeniu? Godzinę? Dwie? W końcu przecież ktoś musi tu zejść, aby przygotować śniadanie królowi. Tylko kiedy ta stara pała spożywa posiłki? Łotr potarł ze zniecierpliwieniem brodę. Rozważał wszystkie aspekty tej sprawy, jednak nie mógł przewidzieć, jak postąpi rycerz Piotr. Przeklął go w duchu, mając nadzieję, że to jakoś pomoże. Jakim cudem znalazł ich kryjówkę? Z pewnością węszył już od kilku tygodni. Radomira przeszedł po plecach niemiły dreszcz. Jeśli rycerz podsłuchał całą rozmowę wie, że to Tylnosuw zabił Mary, a to mogłoby przynieść im kłopoty. Na myśl o karze za swoje czyny, zimny pot wystąpił mu na czole. Musi wymyślić coś na swoją obronę. Do głowy wpadł mu genialny pomysł. A gdyby tak... Tylnosuw zrobił głupią minę, nasłuchując odgłosów dochodzących z drugiej strony drzwi. Ktoś otwierał drzwi. Radomir zgasił prędko świecę, która była jedynym źródłem światła i zerwał się na równe nogi. Przez otwarte drzwi wpadły promienie światła, dochodzące z korytarza, rozjaśniając jakąś wysoką i chudą postać. -Kto tu jest?- padło pytanie. Radomir szybciej niż można to sobie wyobrazić przybrał maskę poszkodowanego i krzyknął: -Zdrada, zdrada w królewskim zamku! Rycerz, który wszedł przez drzwi stanął, jak gdyby zamieniony w słup soli, rzucił baczne spojrzenie na dwóch mężczyzn znajdujących się w piwnicy, po czym powiedział: -Co to za schadzki urządzacie sobie po nocy, von Em? Mało wam kłopotów? Radomir przyjrzał się bliżej postaci i rozpoznał w niej Adama, najbliższego przyjaciela rycerza Piotra. Uśmiechnął się do siebie prawie niedostrzegalnie, oblizał wargi językiem, po czym powiedział: -Mina ci zrzednie, kiedy dowiesz się, że twój kompan Rogal został przyłapany przeze mnie i Tylnosuwa na spiskowaniu z...- tu się zawahał- swoją siostrą Anną. Mimo półmroku Tylnosuw zdołał zauważyć, że rycerz Adam zbladł znacznie, przerażony tym, co usłyszał. Kilka razy pokręcił przecząco głową, zupełnie jak gdyby chciał powiedzieć „co za niedorzeczność!” i przełknął głośno ślinę. -Piotr? Musiałeś się pomylić. Doskonale wiesz, że on nie mógł... -Nie mógł spiskować? To dlaczego nagle uciekł z zamku?- odpowiedział niewinnie Radomir z podłym uśmiechem na twarzy.-Idź do króla i poinformuj, że chcę się z nim spotkać. -Radomirze von Em, nie jestem chłopcem na posyłki- warknął Adam, lecz słysząc chichot Tylnosuwa pomyślał, że lepiej będzie udać się do władcy, jakimś sposobem ratując Piotra od tych poważnych zarzutów. Przeskakiwał kilka stopni naraz, bijąc się z myślami. Faktycznie- rycerza nie było w zamku, nie powiedział nic o swoim wyjeździe, nawet jemu, najlepszemu przyjacielowi. Niemożliwym było jednak, żeby Piotr uknuł jakiś spisek przeciwko swojemu seniorowi. Nie on. Kiedy wreszcie Adam dotarł do drzwi sypialni króla, drogę zagrodziło mu dwóch rycerzy z halabardami w rękach. -Król jeszcze nie wstał- odezwał się groźnie jeden z nich.- Nie przyjmuje gości. -Muszę poruszyć sprawę, która nie może dłużej czekać!- krzyknął poddenerwowany rycerz Adam, próbując przejść przez drzwi. Ostrze halabardy świsnęło mu koło ucha. -Odejdź, inaczej będę zmuszony odciąć ci głowę. -Muszę porozmawiać z królem!-wrzasnął Adam ponownie, tłukąc się o drzwi. Cios opadł mu na głowę. *** Król siedział przy orzechowym stole w swojej komnacie, drżącymi rękami mnąc świstek papieru. Przez dokładnie czterdzieści siedem lat rządów, kiedy po śmierci ojca objął tron, wydawał sądy roztropnie, nie bacząc na stan, płeć czy kolor skóry sądzonych. Spotykał się z różnymi opiniami na temat jego panowania- jedni byli z nich niezmiernie zadwoleni, inni zaś nazywali go 'starą pałą'. Byli to przeważnie jego doradcy, którzy nie mieli bladego pojęcia, że on, król, władca tych wielkich majątków doskonale zdaje sobie sprawę z otrzymanego przydomku. “Król pała” brzmiało dla starca wyjątkowo dobrze- brak w tych słowach było pompatyczności czy lizusostwa. Taki ot, dla przykładu, król zwany “Dzielnym”. Władca zadawał sobie w duchu pytania “co i z kim dzielił? Chyba łoże ze swoją małżonką, do czasu, aż brakło mu wigoru i niewiasta zaczęła go zdradzać z paziem. Paziem! Co za wstyd. Mało kto o tym wiedział, ale przydomek został. A “król pała” brzmi przynajmniej dumnie.” I prawdziwie. Był królem wszystkich pał. Pałą nad pałami. Pałą największą, najmężniejszą i najroztropniejszą. Esencją pałowatości. Jej chodzącą dumnie alegorią. Rzeczywiście, był dumny z posiadanego atrybutu, nie chwalił się nim jednak wiedząc, jak ludzie potrafią być zazdrośni. Nawet jego rycerze. Właśnie...Jego rycerze- tu właśnie zaczęły się te ranne rozważania. Świstek papieru, który dostał kilka minut temu od służącego wprawił go w stan niemego osłupienia. Jak nigdy kazał wszystkim odejść, zostawić go samego, sam poddał kontemplacji. Tylko jeden służący czekał wiernie z nocnikiem pod drzwiami, gdyby Jego Wysokości zachciało się najzwyczajniej w świecie sikać. Król kolejny raz zmiął w ręce świstek papieru, po czym rozprostował go ponownie. “Może źle przeczytałem, przeoczyłem coś ważnego...” myślał w duchu. Aby utwierdzić się w przekonaniu, że jego strudzone oczy nie mylą go jednak, przeczytał, a raczej wyrecytował zapamiętane już od wielokrotnego czytania zdanie: -Do Jego Wysokości. Uknuto spisek mający na celu zgładzić Waszą Królewską Mość. Wszystkie szczegóły, za zgodą, opowiem przy najbliższej audiencji. Zależy nam na czasie. Podpisane- Radomir von Em. Król opadł bezsilnie na biurko, wsłuchując się w ciszę. Miał nieodparte przeczucie, że coś złego się dzieje. Co- nie wiedział. Przypomniał sobie, że ktoś o wczesnych godzinach porannych pukał zawzięcie do jego komnat. Służący powiedział, że to jakiś rycerz, którego nie wpuszczono. Może i lepiej. Król czekał niecierpliwie na umówioną audiencję z rycerzem, do którego nie żywił zbytniego zaufania. Mężczyzna zawsze jawił mu się jako zwykły złodziejaszek i krętacz, jednak pochodził ze stanu rycerskiego, dlatego nie było wobec niego rzucone ani jedno podejrzenie o niecne czyny. W komnacie rozległo się głuche pukanie do drzwi. Władca podniósł głowę, poprawił szaty, wyprostował się w fotelu i dumnym głosem zarządził: -Wejść. W drzwiach ukazał się jego służący, który tłumiąc ziewanie, skłonił się głęboko i powiedział: -Najjaśniejszy panie, rycerz Radomir von Em czeka na umówioną audiencję. -Wprowadzić. Służący skłonił się ponownie. Zanim zdążył powiedzieć cokolwiek do rycerza, ten wszedł bezczelnie do środka, nieszczerze kłaniając się przed władcą. Jego chytre oczy od razu powędrowały w stronę bogatej płaskorzeźby zdobiącej jedną ze ścian. Król uniósł brew lekko poirytowany zachowaniem gościa, i- nie spuszczając go z oczu- czekał na dalszy rozwój wypadków. Wreszcie rycerz odchrząknął, skłonił się ponownie, po czym powiedział: -Chwała ci najjaśniejszy panie, władco tych wielkich i bogatych terenów. Ja, twój najwierniejszy sługa ośmielam się niepokoić Waszą Królewską Mość, ponieważ- tu zawahał się na chwilę- wykryłem groźny spisek. Król uśmiechnął się w duchu, obserwując gościa uważnie zielonymi oczami. Teraz był pewien, że nie można mu do końca ufać. Podpowiadała mu to jego wrodzona intuicja. To niezręczne pochlebstwo, rzucone z lekkim przymusem (co wyczuł w głosie rycerza) upewniło go tylko w tym przekonaniu. Radomir nie spuszczał spojrzenia z władcy, raz po raz ocierając rękawem ślinę wyciekającą z jego ust. -Miłościwy panie... Przejdę od razu do rzeczy. Jak powszechnie wiadomo, świat dzieli się na złych i dobrych, którzy otaczają nas z każdych stron... -Do rzeczy- powtórzył król, ucinając monolog rycerza. -Piotr herbu Rogal, ulubieniec Waszej Królewskiej Mości.- powiedział z przekąsem mężczyzna, jakby w tym właśnie zdaniu miała się zawrzeć cała prawda dotycząca sprawy. Władca poczuł nieprzyjemny ucisk w żołądku. Jakiś nieznośny głos szeptał mu do ucha, że to właśnie rycerz Piotr jest zdrajcą. Zaraz potem odrzuci tę myśl, nazywając ją absurdalną. Wyczekująco spojrzał na Radomira, który z chorym blaskiem w oczach zaczął opowiadać: -Nakryłem go, kiedy w piwnicy spiskował, szykując zamach na Waszą Królewską Mość. Potwierdzić to może mój kompan, który widział wszystko tak dobrze, jak ja. Kiedy chcieliśmy go dorwać, aby postawić go przed tobą, Panie, uciekł i zatrzasnął nas w piwnicy. -Jeden dał sobie radę z dwoma? A to komedia!- parsknął król, nieco sztucznie, jakby chcąc uświadomić sobie absurd całej sprawy.- Kiedy Piotr wróci, będę musiał go pochwalić. Mina Radomira była jednak zacięta, a w jego oczach palił się ogień, który zobaczyć można

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych