23
wstęp i I rozdział. Proszę o komentarze (Trochę zmienione)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wstęp
-Cześć, nazywam się Robert i to są ostatnie chwile mojego życia, nie martwcie się jednak, dalszą część tej historii przeżyjecie z moim synem. Dopiero zaczyna w tym wszystkim siedzieć, ale powinien sobie poradzić. Wracając do mojego położenia, jestem zamknięty w celi o mizernym wystroju. Na środku znajduje się tylko mały stolik a na nim świeczka, więc panuje tu półmrok. W zasadzie to i tak bez znaczenia, aczkolwiek byłoby miło ostatnie chwile spędzić w jakimś przyjemniejszym miejscu. Nie mogę jednak na to liczyć. W rękach moich oprawców i tak jestem wyróżniony tą celą. Chyba słyszę kroki na korytarzu, więc muszę się streszczać. Jestem więźniem elfów, lecz nie są to...-reszta słów utonęła w pisku otwieranych drzwi. Do pomieszczenia weszło dwóch wysokich i szczupłych mężczyzn o jasnych włosach, zaczesanych w kucyk. Byli do siebie bardzo podobni, lecz z cała pewnością nie byli braćmi. Mieli na sobie czarne płaszcze sięgające kostek. Byli boso. Jeden nie miał małego palca u prawej stopy. Właśnie on trzymał w dłoni małą strzykawkę z jakimś płynem.
-Przytrzymaj go.- polecił drugiemu, po czym wbił więźniowi igłę w ramię, a gdy strażnik zwolnił uścisk, więzień bezładnie opadł na podłogę. Już nie żył.
* * *
Rozdział I
Kruczo-czarne chmury spowiły już nocne niebo, szczelnie przysłaniając księżyc wraz z jego świtą gwiazd, podczas gdy na ziemi trzech mężczyzn dyskutowało zawzięcie przy ognisku. Za nimi do jednego z drzew przywiązane były trzy czarne konie. Wierzchowce zarżały, gdy z lasu dobiegł mrożący krew w żyłach skowyt. Jeden z mężczyzn podszedł by uspokoić zwierzęta kawałkami marchewki.
-Jeszcze dwa dni drogi i dotrzemy do celu. Dopadniemy tych sukinsynów.- powiedział siadając na swoim miejscu.
-Kurwa, dwa dni drogi. Nas jest trzech, nie rozumiesz tego? Nawet nie wiemy ilu ich będzie.- odparł mężczyzna siedzący po prawej stronie.
-Wiesz dobrze, że jesteśmy na to przygotowani- powiedział, wyciągając mała buteleczkę z ciemnym płynem- więc nie rozumiem skąd ta panika.
-Wiem, wiem, ale w tym planie jest tyle dziur, że nie ma szans na powodzenie, wystarczy jeden błąd i po nas. To mnie kurwa martwi.-kontynuował mężczyzna po prawej- W sumie ten twój spokój też.- dodał po chwili z nutką goryczy w głosie. Trzeci z nich siedział do tej pory spokojnie, bawiąc się sporych rozmiarów nożem, gdy nagle wstał odwrócił się i rzucił ostrzem w stronę wierzchowców. Spojrzał w niebo, westchnął lekko, po czym z powrotem usiadł. Koledzy popatrzyli na niego wymownie, gdy ten jakby nigdy nic zaczął grzebać sobie wykałaczką w zębach.
-Młody idź zobacz co to, przydałoby się coś zjeść.- powiedział, zwracając się do panikującego mężczyzny- No na co czekasz? -dodał, po czym wrzucił wykałaczkę do ognia. * Po wczorajszym piętnastokilogramowym króliku na kolację trójka mężczyzn jeszcze spała, gdy słońce nieznacznie wspięło się na nieboskłon. Ubrani byli w wojskowe kombinezony moro, różniące się tylko kolorem opaski na ramieniu. Młody miał zieloną, facet z buteleczką czerwoną, ten ostatni czarną. Każdy miał też syntetyczne rękawice. Pozwólcie, że będę ich nazywał zgodnie z kolorami podanymi przed chwilą, gdyż nie znam jeszcze ich imion. Zielony wyglądał na jakieś dwadzieścia trzy lata, Czerwony na coś około czterdziestu, natomiast Czarny na niecałe trzydzieści. Pierwszy otworzył oczy Czarny, w tym samym momencie ptaki kryjące się w koronach drzew, poderwały się do lotu spłoszone nagłym ruchem w gęstwinie lasu. Miedzy konarami pojawił się jakiś ciemny kształt, dość sporych rozmiarów. Mężczyzna szybko poderwał się na nogi, wyciągając z kabury mały pistolet. Przymierzył i czekał, aż cień z lasu nabierze kształtu. Czarny podszedł do kolegów i pojedynczymi szturchnięciami nogi obudził obu, a gdy z powrotem spojrzał w stronę stwora, zobaczył że ten jakby się cofnął. "No poszedł sobie"- odetchnął, lecz niestety nie miał racji. Cień nabrał tylko rozpędu, po czym jednym susem wyskoczył z gęstwiny, łamiąc przy tym parę drzew i przetrącając karki koniom. Mężczyźni cofnęli się gwałtownie, podczas gdy na miejscu wczorajszego ogniska wylądował wielki, trzymetrowy królik. -No kurwa! On po tego małego?- krzyknął Młody ze zdenerwowaniem. Czarny popatrzył na niego z uśmiechem, po czym nacisnął spust. Z broni nie wydobyły się żadne widoczne oznaki wystrzału, lecz oczy bestii nagle powędrował w tył czaszki. Królik zaczął słaniać się na nogach, po czym runął na ziemię, że aż zadudniło. Czarny podszedł by obejrzeć zwierzę. Odciągnął olbrzymią wargę, odsłaniając długie jak kciuk zęby. Spróbował przepchnąć stwora, lecz nie miał dość siły.
-Waży co najmniej pół tony.- powiedział, a następnie wyciągnął nóż- No to na śniadanie też królik!-ucieszył się- Młody rozpal ogień.
*
Z pomiędzy drzew znowu zaczęło przebijać się słońce, więc zbliżali się już do wyjścia z lasu. Po przygodzie z gigantycznym królikiem było przeważnie spokojnie. Tylko czasem dało się słyszeć dziwne buczenie tuż za zasięgiem wzroku. Czerwony szedł żwawo na przedzie, pogwizdując wesoło, gdy nagle powietrze przeszył świst. To była…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Haniel
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…