26 lipca 2010
Elvis żyje
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
"Biegał, biegał i wybiegał" Dariusz Szpakowski
Wcale nie zamierzałem opisywać tego, co zaraz opiszę. Niemniej jednak muszę to zrobić z dwóch powodów: po pierwsze wziąłem zaliczkę, a po drugie dawno ją przepiłem. Mógłbym zacząć mniej więcej tak: 26 lipca 2010 roku czasu warszawskiego, dokładnie 3 sekundy przed północą, czas stanął w miejscu. Życie jednak toczyło się dalej. I tak dalej. Mógłbym tak zacząć; kto by mi zabronił? Ale nie jestem minimalistą, dlatego zacznę zupełnie inaczej. Są chwile w życiu mężczyzny, gdy musi sobie powiedzieć: - Albo tak, albo srak. Chodzi o wybór. Zawsze jest jakiś wybór. Nawet skazaniec siedzący na krześle elektronicznym ma wybór; na przykład taki, czy myśleć o tym czy o tamtym. Owszem, naciągana to nieco teoria. No i co z tego? Owego dnia, kiedy nastąpiła chwila, gdy musiałem sobie powiedzieć „tak albo srak”, mój dylemat polegał na tym, iż oczekiwano ode mnie decyzji w kwestii następującej: zgodzić się na przeprowadzenie eksperymentu bądź nie. Jako Prezydent VII RP nie mogłem się wywinąć od tej decyzji. A nie była ona łatwa. Pod koniec 2009 roku profesor Baraniec ukończył prace nad swym wiekopomnym wynalazkiem, o którym napisano wcześniej całe tony książek i nakręcono tysiące filmów. Mowa o tzw. wehikule czasu. Maszyna profesora Barańca była nim w pełnym znaczeniu tego terminu. Za pomocą wehikułu człowiek mógł się przenosić w przeszłość i przyszłość. Profesor osobiście testował wynalazek i tym sposobem przeżył wiele przygód w przeszłości; rozwiązał również kilka historycznych zagadek i sprostował sporo nieścisłości. Schody zaczęły się, gdy profesor przeniósł się w przyszłość. Otóż okazało się, że przyszłości nie ma. Kończy się 27 lipca 2010 roku, a później następuje pustka. Czarna dziura, koniec świata, czy jakkolwiek by tego jeszcze inaczej nie nazywać. Całe półrocze naukowcy, politycy, kler i wojsko debatowali nad tym, czy wehikuł czasu profesora Barańca jest do końca wiarygodny, a jeśli tak, to czy można cokolwiek zrobić w kwestii powstrzymania końca świata. Wycieczki profesora w przyszłość ponad wszelką wątpliwość wykluczyły kataklizm jako efekt działalności ludzkiej – wojny atomowej, zanieczyszczenia, czy czegoś w tym rodzaju. Otóż nie, człowiek z końcem świata nie miał nic wspólnego, poza tym rzecz jasna, że 27 lipca 2010 roku miał przestać istnieć. Wyglądało na to, że Bogu znudziło się doglądanie ziemskich spraw i postanowił pozbyć się kłopotu. 26 lipca 2010 roku, dokładnie 6 minut przed północą, nie potrafiłem jeszcze podjąć decyzji w sprawie przeprowadzenia eksperymentu. Wojsko, naukowcy i politycy byli zdania, że decyzja nie może być inna niż pozytywna; cóż mamy do stracenia? - argumentowali. Kler natomiast był zdania, iż należy sprawy pozostawić swojemu biegowi. Skoro Bóg tak chce, to niech się tak stanie. Osobiście nie obchodziły mnie niczyje opinie. Miałem wątpliwości zupełnie innej natury. Prawda jest taka, że nie bardzo chciałem brać na siebie odpowiedzialność za sprawy, o których tak naprawdę nie miałem zielonego pojęcia. Obawiałem się, że Bogu może nie spodobać się mieszanie w Jego sprawy. Z drugiej strony wcale nie uśmiechało
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil krass
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…