Wróć do katalogu

4 strony świata

part 6 7 8 i 9

Loco4Sunny, opublikowano , 14 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

6 4 STRONY ŚWIATA

Dobrze o tym wiedzieli, a nawet często o tym gaworzyli pośród chłodu jesieni. Wiedzieli, że wcześniej czy później rozejdą się każdy w swoją stronę, lecz nie do końca się tym przejmowali. Mogli sobie spojrzeć w oczy i udawać kogoś innego, ale liczba 4 była liczbą świętą i jej nie można było oszukać, ani zbezcześcić. Oczywiste było to, że stali twardo na swoim. Nieraz dało się słyszeć słowa – nasza czwórka nigdy się, kurwa, nie rozpadnie!

Byli młodzi, zdesperowani i pełni pieprzonej energii, którą rozpierdalali nie jedno wspomnienie z dzieciństwa.

Rico, że pierwszy odszedł z paczki, dowiedział się od swojego sumienia, wtedy kiedy na powrót było już za późno. Przez długi okres czasu tułał się w tą i z powrotem, rogi ulic, Skrzyżowania słów i czynów, aż wreszcie udał się na północ. Ptaki przyniosły ze sobą jego przeprocentowany oddech już pierwszej wiosny. Oni zawsze dobrze mu życzyli, lecz tym razem porządnie się wkurwili. O tak; bardzo się wkurwili. Padły mocne słowa, aż popękał marmur w pałacyku Króla. Runęła ich przyjaźń, a dalej poszło jak z płatka. W ciągu kilku pieprzonych chwil, zapomnieli o tym, jak niegdyś ich krew mieszała się z ich krwią, a jeden szedł w ogień za drugim, trzecim i za czwartym... razem przerwała się nić porozumienia i to w najcieńszym punkcie. Co zrobić ? kiedy czasem lepiej jest pchać, niż ciągnąć, jakże ciężki tobołek wyrzeczeń i poświęceń.

Nie było to takie niebieskie, jakby się mogło zdawać. Każdy z nich odczuwał niedosyt i niesmak, ale i przesyt i brak czegoś bliżej nieokreślonego. Starali się jeszcze styknąć pewnego majowego dnia na starych śmieciach, ale na chęciach się skończyło. Zrozumieli, że nie warto rozdrapywać przeszłych ran. Ran, które gdziekolwiek chłopaki postawią nogę, dadzą znać o sobie. Ale dość. Rico przebudził się zlany potem, a zegar wybił właśnie czwartą PM.

7 PIACH WE WŁOSACH

Chociaż nie był sam na planecie, świat należał do niego. Przekręcał się z boku na bok jeszcze kilka godzin, aż podniosła go z wyra jego silna wola. Nie kumał, czy to jawa, czy sen, ale usłyszał w radio kilka zdań po francusku i nie miał wątpliwości. To była jawa. Najpospolitsza, szara i niewyraźna. Podniósł się niemrawo z łóżka, a jego lewa noga ugrzęzła w kudłach czarnych włosów porozrzucanych po podłodze. Przypomniał sobie po dwóch sekundach, że wieczorem poprzedniego dnia golił sobie brodę i głowę z niepotrzebnego owłosienia.

Otworzył okno, zrobił szybciutko kawę, zapalił papierosa i usłyszał głośne pukanie do drzwi wejściowych. Pomyślał...? Na listonosza za późno, panny na wybiegu, chłopaki w rozjazdach, nic nie nabroiłem, rachunki płacę regularnie, koleżka nigdy nie puka, zawsze dzwoni, sztuni by się nie chciało wchodzić po schodach na górę, zresztą uprzedza mnie zwykle kiedy ma zamiar się wklepać; może ojciec? Ha, ojciec nie ma mojego adresu, może matka, albo ktoś z dołu po cukier w kostkach? Nie, niemożliwe. Kurwa, kto to puka?!

Pukanie nie ustawało, a Rico niewiele sobie z niego robiąc dmuchał na zimne. W końcu już dawno ustalił sobie, że jeżeli komuś naprawdę zależy na spotkaniu z nim, to ten ktoś zdolny będzie wystawać przed drzwiami i godzinę, albo aż ktoś go nie zaczepi, albo aż wycieraczka się nie wytrze. Druga sprawa, że byle kto nie może się wpierdalać w ciekawe życie Rica i jego nawyki, przyzwyczajenia, które są bardzo jasne. Niektórym nie odpowiadał jego sposób bycia, a co za tym idzie – i on sam. Przejeżdżał się na tym, ale nie sprawiał wrażenia zmartwionego, czy przybitego. Zawsze znajdywał po prostu wyjście z niejasnej sytuacji. Mawiał: Zawsze są 4 wyjścia; albo my ich, albo oni nas, albo ani my, albo ani oni, proste. Wyrzucał to z siebie i było OK., jednak gdy był daleko od domu, a nie czuł własnego głosu to wracał. To nic, że czasem czuł się jak pies wyrzucony na bruk. Miał zawsze roześmianą twarz, a tego nikt mu nie mógł zabrać. Pomogło to w zdobyciu przez niego upragnionej klitki na trzecim piętrze kamienicy, zamieszkałej wprawdzie przez snobów i podstarzałych hochsztaplerów, ale zawsze. Uwierz. To naprawdę było jego jedno z dwóch marzeń. Drugim jego skrywanym marzeniem było......pukanie stało się dokuczliwe, do tego stopnia, że Rico podszedł do drzwi i otworzył je. Musiał się minimalnie spóźnić, bo usłyszał tylko szybko oddalające się kroki człowieka zbiegającego po schodach. Nie dojrzał jednak sylwetki jego, ani nic co by ją przypominało. Wymruczał jakieś przekleństwo i już miał wejść z powrotem do mieszkania, gdy kątem oka zobaczył leżącą na wycieraczce kopertę. Zdziwiło go to niezmiernie, gdyż nigdy od nikogo nie dostał czegoś takiego. Rozejrzał się więc na boki, zatrzasnął za sobą drzwi, usiadł na stołku i odpieczętował podarunek. Stwierdził po chwili, że koperta jest niezaadresowana, nawet nie ma na niej znaczka. Zaciekawiony zajrzał do środka, ale koperta okazała się pusta. Pusta jak bęben.

Zupełnie nie wiedział co to ma oznaczać i co ma o tym sądzić. Wyciągnął z lodówki browar i pomyślał o tych wszystkich zemstach, vendettach, pogróżkach, rozliczeniach i podobnych rzeczach. Ale co z tego, skoro jego nie mogły one dotyczyć. Nie był przykładnym obywatelem, ale wiedział kiedy może się wychylać, a kiedy miał trzymać gębę na kłódkę i stać z boku. Nie dawał mu ten ‘list’ jednak spokoju, a taki stan rzeczy miał potrwać jeszcze kilka tygodni.

- Na huj to wszystko robiliśmy? - Zamknij się, dobrze? 8 SERYJNY EXMORDERCA

Rico zatracił poczucie czasu. Spał w dzień, jadł w nocy, pił w dużych ilościach, otaczały go małe sprawy. Jedyną jego przyjemnością stało się wkurwianie ludzi. Co za typ? Były dni kiedy musiał pomścić każdy swój lewy włos na plecach. Patrzył na swoje myślące czoło i dręczyła go jedna, pieprzona myśl: Dlaczego robił rzeczy, których nie musi i nie chce robić? Ciągle udawał kogoś innego, żył cudzym życiem, aż jego ukochana kobieta zdecydowała się od niego odejść, sądząc, że od pewnego czasu sypia z pierdolonym psychopatom. Założył wtedy latexa na głowę i siedział kilka długich godzin w bujanym fotelu oglądając w różowym świetle żaluzje w oknie. Oknie na różowy świat. Zadzwonił telefon... ale Rico nie umiał go odebrać. Gdy zadzwonił drugi raz, Rico podniósł się i pierdolnął słuchawką o ścianę. A gdy nadal dzwoniło mu w uszach, stwierdził, że to nie był telefon, a dzwonek do drzwi. Poszedł więc tam, a jego kroki zagłuszyły nawet pajęczynę myśli w które się wjebał przed momentem. Tak jak sądził od razu, za drzwiami nikogo nie było, a jak zwykle w przycisk miał wciśniętą zapałkę tak perfidnie, że przy jej wyciąganiu skaleczył się w paznokieć. To pierdolony bachor z góry. Nie miał za grosz kultury, były z nim same problemy i żadne posunięcia starych wobec niego nie skutkowały. Rica ani to ziębiło, ani grzało. Miał wiele innych spraw na głowie i co by to było, gdyby musiał się jeszcze martwić wychowywaniem gnojka i to nie swojego. Zawsze powtarzał: Dziecko to nie pralka, nie wyrzucisz go gdy się zepsuje! Lecz teraz miara się przebrała. Kobieta…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych