A mogła jechać autobusem...
taki lekki horror
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
A mogła jechać autobusem…
- Do licha, wiedziałam, że tak będzie. Mogłam sobie wrócić autobusem – powiedziała to cicho, a jednak usłyszał. - Co, autobusem! Jak ojciec samochód ma, to co mi mówisz, autobusem! Co ty sobie myślisz? Inni nie mają tak dobrze, jak masz ty… - Nie powiedziałam tego do ciebie! I… Zamknij się w końcu. Nie mam ochoty słuchać twoich wywodów raz jeszcze! Myślisz, że jak jesteś ojcem, to wolno ci nas gnębić? Siebie zgnoiłeś, matkę zgnoiłeś, ale mnie ci się nie uda! – to był jej pierwszy w życiu wybuch, sama zdziwiła się własnymi słowami. Zawsze przygryzała wargi, ale tym razem się nie udało. - Jak ty… Do własnego ojca… - Ryszarda zamurowało. - A jak ty do własnej córki, żony, do kogokolwiek? Kiedy w końcu zobaczysz, że nie jesteś święty?! Spójrz w końcu na siebie, stary durniu! Jeżeli myślisz, że zamierzam znosić twoje humory i braki alkoholu do końca życia, to się naprawdę mylisz! Nie dała mu ciągnąć monologu. Wiedziała, że jej osłona ze spokoju i pokory właśnie pękła pod wpływem tych wszystkich słów wciskanych jej na siłę przez lata. Już nic nie dawało jej tarczy, zdała sobie sprawę, iż czas na atak. Atak na własnego ojca. Który nawet nie był dla niej ojcem; był tylko rodzicem, nikim, niczym więcej. W samochodzie zapanowała cisza. Kiedyś wydawałaby jej się gorsza od tych wszystkich krzywdzących słów, które tworzyły mur między Ryszardem a resztą rodziny, jednak nie teraz. Teraz czerpała z niej siły, wiedząc, że zakasowała ojca, co naprawdę było nie lada wyczynem.
***
- Tato, uważaj!
***
Ciemno… Ciasno… Duszno… Gdzie ja jestem?! Ratunku! Nie można ruszyć się w żadną stronę… Aaaaaaaa! Nie… Ja jestem… Za młoda… Gdzie ja jestem! Naokoło tylko… Tu jest tak zimno… Mamo!!! Spokojnie… Do licha, przecież zawsze byłaś opanowana! Wypuśćcie mnie!!! Dlaczego mnie nie słyszycie, do cholery! Jest ktoś tam… Ale to przecież nie możliwe! Musiałaś zwariować. Nie, nie jesteś w trumnie!!! Ale… Tak, przypomnieć sobie, co się działo. Jakoś tu duszno… Samochód. Wracaliśmy do domu… I ta kłótnia. Aghrrrr… Tl… Tlenu… Ghrrrrr… Brakuje mi… Tlenu! Pomocy… Pomocy
***
- Naprawdę szczere kondolencje… Nie wiem, co jeszcze powiedzieć. Może coś ci potrzeba… Coś załatwić… - Ja… Ja naprawdę nie zdaję sobie… Nie wiem, co robić, gdzie się podziać. I… Nie, nie mogę teraz rozmawiać… Gdyby miała siłę, rzuciłaby słuchawką. Wyjechałaby daleko, daleko… Jak najdalej stąd. Jak najdalej od niego. Teraz wszystko będzie inaczej. Nie wiedziała, jak bardzo miała wtedy rację.
***
- Kogo ty spraszasz o tej porze?! – Do Krystyny jak przez mgłę dotarły słowa jej małżonka. No tak, środek nocy, a on ją budzi. Nie pierwszy i nie ostatni. Ciekawe, o co tym razem… - No mówię do ciebie, ty stara babo! Cisza nocna, a tu ktoś do drzwi wali! - Ależ kochanie, jaaa nikogo… Nikogo nie zapraszałaaam… - ziewała głośno, co zirytowało Ryszarda. - No to co ty tu jeszcze robisz? Rusz się w końcu i otwórz! Nie miała siły się przeciwstawić. Jedno słowo nie tak i znów na nowo wywód, że to przez nią zginęła córka. Jest ktoś tam?! Głupie żarty. Zgasili światło, lecz nie minęło pięć minut, a pukanie znów się rozległo. W atmosferę wmieszało się jakieś napięcie, dziwny strach przed czymś, co za chwilę się zdarzy. Tym razem to on otworzył drzwi. Nikogo nie ujrzał. I nagle… Bach! Coś runęło za domem. Ryszard nie był tchórzem; zabrał z domu ogromnego tasaka i poszedł w kierunku usłyszanego hałasu. A tam… Leżała na ziemi obalona ogrodowa kapliczka Matki Boskiej. Gdy tylko się do niej zbliżył, zerwał się potężny wiatr, zatańczył liśćmi podnosząc je z ziemi i tworząc okrąg naokoło przerażonego Ryszarda. Uniemożliwiając mu ucieczkę… Zossstaw ją… Zossstaw ją w ssspokoju… Inaczej ja sssię tobą zajmę… - nie wiedział, kto do niego przemówił. Nie, tylko mu się zdawało… To z przepracowania. - Wiatr strącił kapliczkę – odpowiedział zdawkowo, tonem nieproszącym o pytania. A ona i tak wiedziała, że wydarzyło się coś więcej. Krystyna zauważyła, że ze ściany zniknął krzyżyk, jednak nie zapytała o to męża. Zauważyła też, że stał się dla niej dziwnie miły… Jakby był zupełnie innym człowiekiem. Minął tydzień. Dwa. Miesiąc. Już gotowa była uwierzyć, że sumienie naprawdę go ruszyło… Że z tą kapliczką to prawdziwy cud Boży… Ale z dnia na dzień Ryszard zaczął powracać do swej dawnej postaci, a w końcu stał się jeszcze gorszy. „To było tylko głupie przewidzenie”, myślał. W miarę, gdy powracał do swej dawnej złości, zaczęły się dziać wkoło niego dziwne rzeczy. Drzwi gdzieś same się zamknęły, figurka spadła z telewizora, czarny kot w piątek trzynastego wpadł mu pod nogi. Ale ciągle sobie wmawiał, że te sytuacje nie miały miejsca, że musi więcej odpoczywać, wziąć sobie urlop, pojechać do lasu. To się stało, gdy wracał nad ranem z pijatyki. „Szedł” środkiem drogi, i nagle z naprzeciwka wyskoczył samochód… Oślepił go światłami, zaczął objeżdżać go dookoła… Przeraźliwy jazgot silnika wypełnił powietrze, zaczął padać rzęsisty deszcz. Zdawało mu się, że to była krew… Po chwili zabawy strachem swej ofiary, kierowca sportówki zaczął jechać wprost na Ryszarda. Strach sparaliżował mu ruchy, już myślał, że ta potworna maszyna zrówna go z ziemią, pośle w ciemne otchłanie piekieł, gdy nagle gwałtownie zahamowała. Wypełzło z niej coś… Coś strasznego. Okropnie zmierzwione włosy, jakieś długie, kościste ręce… Zakrwawiona biała szata sięgająca kostek… Dopiero na tle tej bieli, nie pasującej kompletnie do spopielałego nagle otoczenia dostrzegł, że naprawdę zamiast zwykłego deszczu z nieba siąpi krew. - Kkkim tty jessteś?? – Ryszard ledwo co wyjąkał to zdanie. - Zostaw Krystynę w spokoju. Zostaw ją, słyszysz?!!! Już raz zlekceważyłeś mnie,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil sodi14
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…