a nad miastem krople deszczu
postnuclear
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
**opowiadanie dedykuje moim malym bratkom.. dlugich dni zycia wsrood rzadoow tyrana**
...a nad miastem krople deszczu. Na burze zbieralo sie przez ostatnie kilka dni. Przynajmniej tak pokrzepiali sie w duszy tutejsi. Zar bijacy z nieba i cisnienie zabijaly wszelkie czynnosci ktore moznaby bylo nazwac zyciem. Wiatr miotal bezlitosnie mokrymi kartkami z ktorych wszelki sens zmyl deszcz. Burza zatrzymala sie nad miastem na dluzsza chwile kompletnie przytulajac je ciemnymi chmurami, a mieszkancoow pochowala w betonowych klatkach w oczekiwaniu na lepsze jutro. Ci ktorzy nie byli w stanie, lub nie mieli gdzie sie schronic, siedzieli na kraweznikach wpatrujac sie strumienie wody podarzajace w dol ulicy pod ich stopami. Wpatrujac sie bezmyslnie. Wpatrujac sie nie zauwazajac szczegolow ,ktore podarzaja nie znanymi strumieniami wglab podziemii miasta. Wpatrujac sie nie patrzac. Nie widzac cial utopionych szczurow, smieci przyszlosci, sladow jutra, zabawek dzieciecych podazajacych gdzies hen - do miejsca ,ktorego oni, mieszkancy powierzchni, nie widzieli nawet w najgorszych snach. Zabawek? Przemierzajac zmetniale wody centrum metropolii ,obijajac sie o kamienie, ocierajac o kraweznik w przerazajacym pedzie malej rzeki, w ktoorej tak wiele istot stracilo juz zycie, pedzila mala szmaciana lalka. Chroniona przed wzrokiem przechodniow, skutecznym brakiem checi by ja dostrzec, bez szansy na ratunek pedzila coraz dalej wglab odchlani, mijajac po drodze rzeczy ,ktore byc ne powinny. Cala wedrowka zakonczylaby sie w najblizszym rynsztoku gdyby nie zmokniety ,na wpool slepy pies ,ktory zlapal ja w pysk myslac ze jest to szczur. Wyplul ja jednak z niesmakiem kilka krokow dalej poszukujac nowego celu. Laleczka zostala posrodku ulicy, mokra, dziurawa, zapomniana przez caly swiat i toczaca sie rzeczywisctosc. Najprawodpodobniej lezala by tam dopoki cos nie wgniotlo by jej doszczetnie w asfalt, lub jakis pies nie porwalby jej w niewiadomym celu. Los chcial inaczej. Gdyby lalki mialy uczucia i wyzszy sens egzystencii z pewnoscia wiedzialaby ze cos obserwuje ja od czasu gdy nieostrozny kundel wyrzucil taką z potoku smierci. Wiedzialaby ze czarna sylwetka podejdzie do niej uwaznie obwacha i strzygac uszami i rogladajac sie wezmie ja do pyska. Poznalaby kota ,ktory mial co do niej pewne plany. Delikatnie stapajac czarnymi lapkami plynac przez miasto przeskakiwal z nia ploty ,przemierzal alejki ,slyszac rozmowy czy kroki kryjac sie w zaulkach. W koncu pewnym krokiem wkroczyl rozgladajac sie do zaulka bez wyjscia. Nikt z miasta nie przychodzil tu wiekami. Nikt z tych bardziej szczesliwych. Lalka czekajac wsrood oddechu kota na dalszy przebieg wedroowki wisiala nad ciemnym kanalem najprawdopodobniej prowadzacym do serca miasta - podziemii. Zostala wrzucona w niego czelusc. Gdyby dano jej dar slyszenia - uslyszalaby zewszad pisk szczuroow ,gdyby mogla widziec - widzialaby dalekie swiatlo w goorze i ciemny zarys sylwetki kota patrzacego sie w dool, gdyby mogla tylko logicznie rozumowac wiedzialaby ze lezy w wodzie strefy podziemnej miasta, gdzie nigdy nie powinna sie znalezc. Kot zeszkoczyl jakas chwilke pozniej i znowu chwycil przemoczona do cna lalke niosac ja wglab kanalow. Najwyrazniej bal sie gdyz w korytarzu szedl dosc duzym slalonem i ciagle ogladal sie za siebie. Podziemie to dziwne miejsce. Bez praw. Miejsce - gdzie koty boja sie szczurow. Lalka miotana to w lewo to w prawo dyndala beztrosko na klach wybawiciela. Bohatera ,o ktorego nigdy sie nie prosila. Kot przemieszczal sie dosc szybko zatem po okolo 15 minutach marszu znazl to co uznal za cel podrozy. Wkroczyl dumnym krokiem na male schodki prowadzace do wejscia bez drzwi ,ktore kiedys, dawno temu z pewnoscia tam byly. Usiadl na najwyzszym schodku pomiedzy zniszczona framuga polozyl lalke na progu i miauknal. Z ciemnosci dalo sie slyszec cichy glos ,obecny w pomieszczeniu jednak gdzies daleko. -Wrociles... zawsze wracacie.. - kot poszedl w kierunku sciany przyjazinie mruczac. Gdyby lalka mogla widziec, zauwazylaby kobiete, a raczej dziewczyne siedzaca skulona w rogu pomieszczenia i regularnie kolyszaca sie na boki, do ktorej zmierzal jej wybawiciel. Widzialaby jak dziewczyna wyciaga troche trzesaca sie reke ponad kota po czym tak jakby szukajac czegos powoli spuscila mu ja na glowe i zaczela czule glaskac. Na jej twarzy wymalowal sie nieprzytomny usmiech. - Co mi tam przyniosles z zewnatrz? Szczura? - kot wrocil na prog pomieszczenia. - Dzisiaj musi byc wtorek.. jakos w srodku lata.. a moze to juz zima.. - dziewczyna zdawala nie zdawac sobie sprawy ze kot i tak jej nie odpowie, z reszta i tak mowila bardziej do przestrzeni niz do kogos konkretnego. - Myslisz ze dzis na obiad bedzie kurczak? - Kot schwycil lalke w zeby i przynioosl ja dziewczynie. Zdawala sie nic nie zauwazyc dopoki kot nie podszedl i nie otarl sie jej o kolano. Sposcila pusty wzrok w podloge. -To ty? - polozyla reke na glebie obok lalki. Troche potrwalo zanim udalo jej sie w pelni schwycic i podniesc szmacianke. - Kim jestes? - Lalka wypadla jej z dloni a kot zamiauczal. Dziewczyna poglaskala go - dziekuje... - Kot wdrapal sie dziewczynei na kolana i przytulil sie. Byla w stanie tylko polozyc na nim reke, ktora sama zsuwala sie w dol,a ona tylko ja podnosila. Kot zamruczal przeciagle.
^*^ ^*^ ^*^
Deszcz. Wspaniale. Tylko tego bylo mu trzeba. W palacym sloncu nie bylo mu perfekcyjnie ale przynajmniej dalo sie isc. Przemierzal teraz kolejny odcinek pustkowi z walizka w rece, a pod jego szerokimi ciezkimi wojskowymi butami przelewalo sie bloto. Przytrzymujac dklon na linii brwi polozyl na chwilke walizke i popatrzyl w dal na horyzont gdzie juz malowaly sie zarysy metropolii. Potem zerknal nad siebie, nie widzac jednak nadzieii w poprawie pogody zalozyl kaptur i wziawszy walizke zaczal podarzac dalej ku upragnionemu celowi. Nie wiedzial po co tu przyszedl. Nie mial pojecia co go tu czeka ani czego oczekuje od tego miejsca. Wiedzial jedno. Stad jest leszy widok na przyszlosc, niz z miejsca z ktorego pochodzil. Walizka nie ciazyla mu zbytnio, chociaz zawierala jego caly dobytek. Nie pochodzil z bogatych stron. Maszerowal juz dobre 30 minut gdy dotarl do poteznych bram metropolii. Znudzeni straznicy przyszlosci stali po obu jej stronach. Nie rozmawiali, nie mogli. Podszedl do jednego z nich. - Przepraszam... - Odezwal sie jednak odpowiedziala mu tylko dluzaca sie cisza. - KCHEM! - znow cisza. Podszedl do jednego z nich i popukal w pancerz ktory mieli na sobie. Echo odbilo sie wewnatrz. - A no chyba ze. - Wzial walizke i jeszcze raz przechodzac obok nich podskoczyl, gdyz pancerze byly duzo wieksze od znajdujacego sie w nich czlowieka, i pomachal jednemu z nich reka przed wyjsciem ze swoistego rodzaju helmu. Nic. Polozyl walizke i wszedl na nia. Sprobowal dosiegnac czubka 'helmu' i podjac probie otwarcie pancerza. Gdy stwierdzil to za awykonalne do zrobienia podskoczyl na walizce zlapal za 'helm' przewiesil przez ramie straznika otworzyl klapke znajdujaca sie kolo szyi otworzyl uderzyl w nia reka i... spadl na plecy. Gdy tylko otworzyl oczy po upadku zauwazyl ze pancerz otworzyl sie a na niego wypadlo cialo martwego juz od dawna straznika. W panice podskoczyl na roowne nogi i zdejmujac z siebie cialo odskoczyl 2 metry od tego miejsca i upadl na mokra glebe. Popatrzyl na cialo swoimi rozszerzonymi do rozmiaru piesci oczyma i cicho zaklal pod nosem. Wzial walizke i pospiesznym krokiem przeszedl do panelu obslugujacego potezna brame metropolii. Znajdowal sie on we wnyce tworzacej swoistego rodzaju brame, nie bylo tam mokro, gdyz krople od dawna wyczekiwanego deszczu nie mialy tam dostepu. Odlozyl walizke opierajac ja o potezne drzwi, ktore po otwarciu mialy ukazac lepsza przyszlosc. Cofnal sie kilka krokow i rozejrzal jeszcze raz. Po lewej i prawej po horyzont rozciagal sie kolosalny mur otaczajacy cala metropolie. Odwrocil sie uniosl reke i pomachal. Tym i triumfalnym usmiechem pozegnal 24 lata przeszlosci.Szybkim ruchem odgarnal mokre wlosy z czola, po czym wkroczyl do miejsca gdzie wczesniej zostawil walizke. Spojrzal na sciane i odszukal na niej powyginanego i zardzewialego ksztaltu panelu. Pciagnal za klapke, w celu odslonienia klawiszy. Ani drgnela. Czynnosc powtorzyl kilkakrotnie, a gdy klapka ciagle nie ustepywala podniosl noge w ciezkim bucie i kopnal w zamek. Drzwiczki wgniotly sie i upadly wydajac z siebie gluchy trzask,a jego oczom ukazalo sie 12 klawiszy i platanina roznych kabli. Wzial walizke do reki i otworzyl ja, po czym wydobyl z jej wnetrza dziwne urzadzenie, ktore automatycznie podpial do dwoch kabli. wystukal na nim kilka polecen, po czym uslyszal glosny trzask, potem nastepny i jeszcze jeden. Potem tylko niemrawe szuranie stali o piach - brama zaczynala sie otwierac. Usmiechnal sie do siebie wzial walizke do reki, wczesnmiej chowajac do niej urzadzenie, i energicznym krokiem ,z wysoko uniesiona glowa wkroczyl z piasczystej i zakurzonej przeszlosci w obita w stal i cement przyszlosc.
Szedl w glab nacierajacych ze wszystkich stron wiezowcow i magazynow,na kazdym kroku bacznie sie rozgladajac. Od tej pory to zimne miejsce mialo mu zastapic jego dom. Dom. Dom,ktory zostal gdzies hen daleko za kolosalnym murem chroniacym to miejsce. Chroniacym, albo w kazdym razie utrzymujacym je w kupie. Woda lala sie strumieniami przez puste ulice raz po raz tylko przebiegane przez bezdomnego psa lub dziecko. Gdzie nie gdzie przy scianach siedzieli cpuni i wskazywali rzeczy widoczne tylko dla nich. Mimo ulewy miasto pozostawalo zywe. Slyszal, chociaz z daleka, odglosy klubow, a z glosnikow radiowezlu dalo sie slyszec glos wyrazajacy jakies nowe rewelacje, czyzby lokalna stacja radiowa? Miejsce przypadlo mu do gustu, chociaz widzial je po raz drugi w zyciu. Raz kiedy byl jeszcze maly a miasto bylo w duzo lepszym tanie ojciec zabral go tutaj w interesach. Po raz pierwszy zobaczyl wtedy tyle wspanialosci. Nie rozumial wtedy co prawda ,ze ludzie ktorych widzial to cpuni, prostytutki i handlarze narkotywkow ale to tylko dodalo magii temu tajemniczemu magicznemu zbiorowisku w sieci muru. Zaczynalo sie sciemniac, a deszcz nie ustawal. Schwycil mocniej walizke i podarzyl do tlacego sie niedaleko neonu przedstawiajacego oko. Pchnal drzwi, ktore uderzyly o maly metalowy dzwoneczek przyczepiony do sufitu. Caly ten mechanizm stanowil jeden wielki pic na wode. Evil Eye Caffe bylo na tyle dobrze polozonym punktem, ze dzwoneczka i tak i tak slychac przez muzyke i rozmowy nie bylo. Teraz tez bylo pelne ludzi. Odczekal chwilke przy wejsciu zeby oczy przyzwyczaily sie do dymu. Z przeciwnego konca pomieszczenia (albo przynajmniej tak mu sie wydawalo) slychac bylo spiew. Kobiecy glos wlasnie wykrzykiwal cos o tym jakie to "plytkie jest zycie na ulicy". Kontem oka przyuwazyl wolne miejsce przy barze. Podszedl tam opierajac sie lokiem o blat. "Sasiedzi" z jego lewej i prawej ucichli nagle, popatrzyli sie po sobie po czym na niego. Udawal ze niczego nie widzi, wypatrujac w tym samym czasie barmana. Nie musial dlugo czekac. Barman, a wlasciwie jak sie okazalo barmanka, podeszla dosc szybko po tym jak zauwazyla w towarzystwie nowa twarz, po drodze otrzepujac sie od rak gosci kafejki i wylewajac kilka kufli w spodnie nachalnym klientom. W koncu po dlugiej wedrowce dotarla do niego i poprawiajac wlosy odetchnela z usmiechem: - W czym moge pomoc? - Rzucila wychylajac sie za barek i przygladajac sie przybylemu od gory do dolu bacznie obserwujac buty i walizke. - Widze, ze nowy w miescie. Na stale? Przejazdem? - Oblizala wargi po czym przygryzla jezyk. - To sie jeszcze zobaczy... - rzucil gestem wskazujac na "sasiadow" przygladajacych sie im bacznie i chichoczacych pod nosem. -Bert, moze byscie pilnowali wlasnych spraw, hm?- barmanka odrzucila warkocz na plecy. Bert z sasiadem zasmiali sie w glos i odeszli pozostawiajac puste miejsca przy barku. - Wiec, co podac? - Sam nie wiem.. - Przymruzyl lekko oczy i przeczesal dlonia wlosy otrzepujac kilka kropel wody.- Polecisz cos? - Wymuszony usmiech. - Hm - o dziwo, odpowiedziala, tyle, ze albo nie wymuszony, albo byla w tym fachu bardzo dobra. - Naleje ci tutejszego speciala... - zgrabnym ruchem zdiela kieliszek ze stojaka nad glowa po czym schylila sie po kilka butelek. Zlala odpowiednio z proporcji po czym nasypala do calosci troche proszku. - Voila! - Podala mu kieliszek. - Jes! Ile mam tutaj, kurwa mac, czekac az raczysz ruszyc ta swoja sexy dupcie i podac mi piwo?! - hmm... no nic. - Poglaskala go po policzku. - Robota wzywa. Przyjde pozniej, opowiesz mi o sobie. - Oblizala znaczaco wargi. Przygladal sie jak odchodzi do klienta, ktorym okazal sie byc napakowany punk ubrany w skory. Po jakis 2 minutach ich rozmowy z czego jakies 3/4 byly o nim, co wywnioskowal z gestykulacji, spojrzal na kieliszek ,ktory jak gdyby nigdy nic stal przed nim. Wzial go w dlon po czym pociagnal solidnego lyka. Cos co sie w nim znajdowalo bylo cholernie mocne i sam zapach draznil mu sluzowki. Pil, jednak, gorsze rzeczy wiec z wycwiczonym spokojem odlozyl kieliszek z powrotem na blat.Rozejrzal sie po pomieszczeniu. Ludzie powoli zaczynali sie schodzic do knajpy, wkrotce zabawa miala sie rozkrecic,a on byl wyczerpany podroza i czul ze nie wytrzyma nawet do 2. Wraz z oproznieniem kieliszka wrocila Jes. - Na czym to skonczylismy.. - Duff. - przedstawil sie krotko. - Duff. - Usmiechnela sie barmanka. - Tak wiec Duff, skad do nas przybywasz? - St. Jaddis, male zadupie na poludnie stad. - Uohoo.. to kawal drogi.... i z tego co sie orientuje - wyrazny usmiech. - To nic tam nie kursuje od czasu tego wypadku z rafineria. - Stare dzieje. Tak, jezeli o to chodzi to wzialem z buta. - Barmanka spojrzala mu gleboko w oczy wyraznie rozbawiona. - Musisz byc zmeczony - ostatnie gloski wyraznie przeciagnela. - Nie szukasz moze noclegu? - jeszcze raz zbadala go oczami od stop do glow, tak, ze wyraznie czul na sobie jej wzrok. - ...masz juz cos na mysli? - Moge ci wynajac pokoj na noc... za pol ceny - zdanie zawiesila w polowie. - Jesli...? - Jesli.. mnie do siebie zaprosisz.- Mrugniecie okiem. - Wezme za calosc....
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil LittleGecko
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…