Wróć do katalogu

A zaczęło się od Marcinka... - cz. II

Druga część opowieści.

monkep, opublikowano , 15 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

W połowie drogi na miejsce spotkania zorientowałam się, że głupim pomysłem było włożenie nowych butów bez wcześniejszych prób. Coraz bardziej przeszkadzało mi nieznośne szczypanie na wysokości prawej pięty, zmieniające się powoli, acz konsekwentnie, w lekko rwący ból. Nie ma to jak kulejąca, zaniedbana czterdziestka spiesząca na spotkanie z wymarzonym mężczyzną! Z drugiej strony nowe buty były klasa. Czerwony, kłujący w oczy zamsz na lekkim obcasiku. Resztę stroju również dobrałam z dużą uwagą, a końcowy efekt psuło jedynie moje nerwowe kuśtykanie. Zwolniłam nieco kroku, bo nadmierny pośpiech i towarzyszące mu sapanie mogłyby nie zrobić najlepszego wrażenia na inspektorze. Udało mi się znaleźć w niezbadanej otchłani mojej torby zapalniczkę i z prawdziwą przyjemnością zapaliłam papierosa. Miałam nadzieję, że zapach tytoniu nie stłumi wspaniałych perfum trzymanych na nadzwyczajne okazje, którymi delikatnie spryskałam się przed wyjściem z domu. Coś kapnęło mi na nos. I po chwili znowu. Co żesz… Trzeba mieć moje szczęście, żeby trafić na jedyny deszcz w przeciągu ostatniego miesiąca! W takim momencie! Przez cały czas pełna nadziei, że ominie mnie ulewa stulecia, przebiegłam w możliwie najszybszym tempie rozkopaną przez budowę drugiej linii metra ulicę Targową. Jeszcze rzut beretem, światła i już jest. Kino. Otworzyłam szklane drzwi wejściowe, ostrożnie rozglądając się i wypatrując inspektora. Pusto. Jedynie na wprost, za kontuarem, siedziała mocno znudzona pani, obserwująca mnie ze zniechęceniem połączonym z niesmakiem. - Seansu nie będzie, bo nie ma chętnych – powiedziała wolno półgębkiem, jednocześnie próbując nieskutecznie obgryźć skórkę przy paznokciu. - Ja nie do kina – odpowiedziałam szybko. – Jestem tutaj umówiona. - Tutaj? – zdziwiła się pani, po czym wzruszyła z lekką wzgardą ramionami. No cóż, może nie jest to najlepsze miejsce na spotkanie, ale darowanemu koniowi… Lekko speszona ruszyłam schodami na górę. W barze było pusto. Cała obsługa ulotniła się gdzieś wiedząc, że dzień pracy będzie wyjątkowo spokojny. Zajrzałam za kolumnę i przy jednym ze stolików zobaczyłam inspektora spokojnie popijającego małą czarną. Niewiele się zmienił. Może trochę. Moje wspomnienia i częste myśli o nim trochę go w mojej głowie wyidealizowały. Ale i tak nie prezentował się najgorzej. W przeciwieństwie do mnie chyba nie przygotowywał się zbyt długo do spotkania. Miał na sobie nieokreślonego koloru koszulę z wywiniętymi wysoko rękawami. Na twarzy zaczynał być widoczny ciemny cień zarostu, co w moich oczach dodawało mu jedynie uroku. Wpatrywał się przed siebie niewidzącym wzrokiem, a w rękach nerwowo ugniatał zmiętą papierową serwetkę. Postałam sobie chwilę w miejscu, próbując przestawić się z marzeń o wyobrażonym inspektorze na postać z krwi i kości siedzącą dwa metry ode mnie. W końcu wzięłam głęboki oddech i lekko kuśtykając, z uśmiechem na ustach, ruszyłam w kierunku faceta moich snów. - Witam, panie inspektorze. Kopę lat… - Miło panią widzieć, pani Moniko – odpowiedział podnosząc się z pufy. – Mam nadzieję, że nie sprawiłem pani kłopotu tym nagłym spotkaniem? - Nie ma sprawy. Przyda mi się, gdy wyjdę czasami w domu w celach odległych od służbowych. - Napije się pani czegoś? A może zamówić coś do jedzenia? Co prawda wybór dań nie jest powalający, ale przecież to tylko kino. Może popcorn? Aż mi się zrobiło gorąco! Facet nie miał pojęcia jakim strasznym pomysłem byłoby fundnięcie mi popcornu. W najlepszym wypadku straszyłabym go uśmiechem pełnym łusek kukurydzy, a w najgorszym – zaksztusiłabym się jednym z ziarenek na amen, co już nie raz i nie dwa przydarzało mi się w najmniej oczekiwanych momentach. - Nie, dziękuję. Może latte i wystarczy. Poszedł zaopatrzyć mnie w napój, a ja uzyskałam chwilę, by ochłonąć. Nasze powitanie nie zapowiadało wyśnionej przeze mnie randki. Wydawało się raczej, że spotkaliśmy się w jakiejś konkretnej sprawie. Ale co to mogłoby być? Za cholerę nie mogłam nic wymyślić. Miałam ogromną ochotę zapalić. Niestety, chociaż sama myśl była dobra, to niewykonalna. Wkroczyliśmy przecież w etap walki z palaczami na każdym polu, więc także tutaj nie można było puścić dymka. - Proszę, pani kawa. Inspektor wrócił trochę za szybko, jak na mój gust. Postanowiłam, że tajemniczo pomilczę i zaczekam, co ma mi do powiedzenia. - Na wstępie muszę zaznaczyć, że to, co pani tutaj powiem, to tak między nami – zaczął, jak na niego nieco niepewnie. – Znamy się już trochę i uznałem, że lepiej będzie, jeśli najpierw z panią porozmawiam na osobności i dopiero potem zastanowię się, co zrobić z tym fantem, który podrzucił nam na komendzie jeden facet. Sprawa dotyczy osób znanych pani, więc może coś się wyjaśni. - Strasznie mętnie pan mówi – odpowiedziałam z niechęcią. – Przypomina mi pan tych klientów, co przychodzą do kancelarii i sami nie wiedzą, czego chcą. A powie mi pan chociaż, o jakich znanych mi osobach mówimy? - Jasne. Wiem, że brzmi to nieco mgliście, - parsknęłam – więc zacznę od początku. - Słucham z zapartym tchem. - Wczoraj zgłosił się do nas pan Julian Krawiec. Powiedział, że chce złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez pani przyjaciółkę, panią Izę Suszyńską. Zbaraniałam. Iza popełniła przestępstwo? Ciekawa jestem jakie, bo nie mogłam sobie wyobrazić jej biegającej z obłędem w oczach i wymachującej siekierą po Warszawie. A poza tym, kto to jest Julian Krawiec, do cholery? - Widzę zdziwienie na pani twarzy. No cóż, my też byliśmy nieco zdziwieni. Nie co dzień obywatele przybiegają do komendy stołecznej w takich sprawach. Ale do rzeczy. Powiedział, że pani Iza robi jakieś przekręty finansowe na szeroką skalę, obraca dużymi sumami pieniędzy i żyje jak królowa. Przepraszam, ale to jego słowa – dodał, widząc mój wzrok. - Panie inspektorze, a kto to jest ten Julian Krawiec? – tylko to pytanie przyszło mi do głowy. – Na pewno zna go pani, albo przynajmniej o nim słyszała. Macie wspólnych znajomych, którzy mówią na niego Julek. O nieba, ten oszust, co ukradł Marcinkowi tekst! - Oczywiście, zapytaliśmy go, czy nie uważa, że to raczej sprawa dla organów skarbowych, ale wtedy pan Julian zaczął wykrzykiwać, że ta wariatka, to również cytat, nasłała na niego jakiegoś zbira, który śledzi go na skuterze. Aż mnie zatchnęło. - Na skuterze? - Na skuterze. - W porządku, panie inspektorze – starałam się być naprawdę spokojna. – Już przypomniałam sobie, kim jest pan Julian Krawiec. Ale nurtuje mnie inna kwestia. Jak jakiś facet na skuterze może śledzić innego faceta, który jeździ najnowszym modelem BMW? - Pani Moniko, też nam to przyszło do głowy – powiedział z przekąsem inspektor. – I dlatego nie do końca poważnie potraktowaliśmy zeznanie pana Juliana. Upierał się jednak, żeby sporządzić protokół i mam wrażenie, że tak szybko nie odpuści. Poza tym jest jeszcze jeden problem. - O matko, co znowu? – zapytałam cicho, spodziewając się najgorszego. - Pan Julian pewnego razu widział panią, gdy jechała pani z nękającym go mężczyzną na skuterze. Jezu, czy ja śnię? Mam bogatą wyobraźnię, ale ta opowieść omal nie przyprawiła mnie o konwulsje. Ja na skuterze razem z nękającym Julka zbirem! - Oszalał pan? - Wiem, to wszystko brzmi idiotycznie. Ale proszę założyć, że może ten pan Julian jest przewrażliwiony, może…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych