Adam Mickiewicz zaprosił mnie na facebooku
Adam Mickiewicz zaprosił mnie na facebooku. Nie wiem jakie dać przeznaczenie, więc po prostu napiszę - pojawia się delikatny opis seksu, jedno czy dwa przekleństwa, jakieś whisky i papierosek w tle. Na własną odpowiedzialność ;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Adam Mickiewicz zaprosił mnie na facebooku. Nie ma co się czarować. Chcielibyśmy być źli, wolni i bezkompromisowi. Niestety, urodziliśmy się w erze komputerów i Internetu, by stać się żałosnymi, zwiniętymi, powykrzywianymi robakami przykutymi do klawiatur i monitorów. Oglądamy w sieci odmóżdżające amerykańskie seriale, poprawiające krążenie zdjęcia roznegliżowanych nastolatek, wreszcie jesteśmy odnajdywani po latach przez idiotów ze szkoły podstawowej, podczas gdy przez lata mieliśmy nadzieję, że już nigdy więcej o nich nie usłyszymy.
Koło czwartej po południu wstałem z łóżka, a następnie postawiłem na leniuchowanie. Rozsiadłem się wygodnie przy biurku, otworzyłem komputer – wreszcie zalogowałem się na słynnym amerykańskim portalu społecznościowym, facebooku. Jakoś ciężko mi wyobrazić sobie Bukowskiego czy Hemmingway’a zaczynających dzień w ten sposób, aż mi głupio, ale to nie ja odpowiadam przecież za czasy, w których przyszło mi żyć. Patrzę w ekran. No i wyświetla się tam ten czerwony znaczek, i klikam, i widzę: „Adam Mickiewicz zaprasza cię do znajomych”, czy jakoś tak podobnie. Przypomniałem sobie, że tak samo nazywał się jeden z pracowników kina, w którym pracowałem przez jakiś czas. No ale to chyba nie on, bo klikam dalej, przyglądam się, data urodzenia – dwudziesty czwarty grudnia. Skończone szkoły – uniwersytet wileński. Wydział sztuk wyzwolonych i nie tylko. Wszystko się zgadza i na rycinie profilowej też zamyślony taki, wieszcz jak nic. Uznałem, że ktoś stroi sobie ze mnie żarty i poszedłem poszukać czegoś do jedzenia.
Następnego dnia postanowiłem wstać trochę wcześniej i pobiegać. Dość szybko opadłem z sił i wróciłem do mieszkania. W salonie zastałem Mickiewicza, który rozsiadł się w moim fotelu i chyba nie zamierzał póki co wychodzić. Próbowałem zgrywać twardziela – nie przywitałem się, udawałem, że nie zwracam na niego uwagi. Usiadłem na kanapie i powoli zdejmowałem buty, drapiąc się przy tym ostentacyjnie po łydkach. Adam zastygł w pozornym bez ruchu, tylko jego oczy poruszały się z góry na dół i z powrotem, bacznie obserwując moją osobę. Wreszcie zebrałem się w sobie, podniosłem głowę, spojrzałem prosto w jego świdrujące ślepia i postanowiłem się odezwać. - Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu. - Słucham? – wieszcz wyglądał na niewzruszonego. - Wpłynąłem na… lekko mnie suszy, panie kolego. Pomyślałem, że może masz ochotę na drinka. Mam pół butelki Jamesona, reflektujesz? - Dwa problemy – odparł enigmatycznie Adam. Spojrzałem na niego z miną człowieka mało lotnego i oczekującego dokładnych wyjaśnień. - Twój pierwszy problem to brak szacunku dla starszych. Nie proponowałem, abyśmy przeszli na ty. No ale grzeczność nie jest nauką łatwą, ani małą – kontynuował, podczas gdy ja nalewałem sobie whisky – twój drugi problem, to kiepskie wyposażenie barku. Chyba nie byłeś nigdy w Paryżu. Zmierzyłem wzrokiem butelkę, nieco zbity z tropu. - Słuchaj, ty czujesz się tutaj jak u siebie, więc ja tym bardziej. W końcu to ty odwiedziłeś mnie, nadal nie wiem dlaczego i jakim prawem. A skoro mam już polane, mógłbyś mi chyba wyjaśnić całą tę sytuację… - Nie lubisz przyjmować gości? Na zewnątrz stado kruków zerwało się z drzewa z dziwnym wrzaskiem. - Lubię przyjmować gości. Lubię też, kiedy nie narzekają na moją kulturę osobistą czy upodobania alkoholowe. Tak czy inaczej, co cię tutaj sprowadza? - Chciałem porozmawiać o twoim pisaniu… - W porządku. To może ty się teraz, panie Adamie, zrelaksujesz przed telewizorem, a ja skoczę do sklepu, zrobię coś do jedzenia i porozmawiamy przy stole.
W supermarkecie spotkałem Adę. Poznałem ją w liceum. Liceum było, rzecz jasna, parę lat wcześniej od supermarketu. Mimo to utrzymywaliśmy ze sobą luźny kontakt – od czasu do czasu się spotykaliśmy, a jeżeli żadne z nas nie było akurat w związku, Ada uwielbiała wykorzystywać mnie seksualnie. Przynajmniej ja to tak to nazywałem – w końcu to ona po fakcie szybko wciągała spodnie i jeszcze szybciej opuszczała lokal, zwykle zabierając jeszcze po drodze jakieś fanty w postaci papierosów, butelki ginu albo komiksu traktującego o przygodach Batmana, mrocznego rycerza Gotham. Po czym nie odzywaliśmy się do siebie przez dwa miesiące. Tego dnia spotkałem ją przy regale z przyprawami. Wyglądała doskonale, czyli w zasadzie tak jak zwykle, a do tego miała na sobie naprawdę ładne ubranie. Biała bluzka, cienki różowy sweterek, obcisłe (a obciskały ciało naprawdę świetnych kształtów) jeansy, kusząco przedarte na kolanie. - Słyszałam, że masz nowe mieszkanie, tu w pobliżu – powiedziała na wstępie, a ja po raz kolejny przekląłem w myślach Adama Mickiewicza.
Po cichu otworzyłem drzwi i kazałem Adzie zaczekać w przedpokoju. Sam zajrzałem do salonu, gdzie zastał mnie kojący widok wieszcza rozwalonego na kanapie i drzemiącego przed włączonym telewizorem. Pogłośniłem nieco odbiornik, zabrałem ze stołu Jamesona i skinąłem na Adę, wskazując jej uchylone drzwi sypialni. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem wycieczkę szkolną. Dzieci maszerujące dwójkami i śpiewające infantylne, dziecięce piosenki. Zasłoniłem żaluzje i wrzuciłem do odtwarzacza „czwórkę” Led Zeppelin. Ada uznała, że jest jej gorąco i ściągnęła sweter. Usiadłem na łóżku z flaszką i nalałem nam na oko po 2/3 szklanki. Ada poprosiła o rozcieńczenie whiskey coca-colą, której butelka na szczęście przewracała się gdzieś w okolicach wyra. Chciałem przeprosić za brak kostek lodu, jednak dziewczyna siedziała już obok mnie i „duszkiem” wypiła pół szklanki, więc uznałem to za zbędne. Robert Plant był właśnie w trakcie wyśpiewywania wersu a big legged woman ain’t got no soul. Ada rozpięła jeden z guziczków swojej białej bluzeczki. Nad jej obfitym biustem wisiał krzyżyk na srebrnym łańcuszku. Nie wiem co tam robi. Spojrzałem Chrystusowi prosto w oczy i łyknąłem Jamesona. Następnie skierowałem wzrok w duże, brązowe oczęta Ady, a stanowczość jej spojrzenia powaliła mnie na łóżko. Za oknem ujada pies, Jimmy Page wycina kolejną natchnioną solówkę na swojej gitarze Gibson Les Paul, w pokoju obok Adam Mickiewicz ucina sobie popołudniową drzemkę, a ona siada na mnie okrakiem i zdejmuje bluzkę i już po chwili jej biust faluje nade mną i staje się całym moim światem. Czuję, że Jameson wylewa się na moją narzutę, ale – niech mnie przeklnie rudy Irlandczyk – było mi już wszystko jedno. Ada całuje mnie w czoło, co podkreśla jak bardzo protekcjonalnie traktuje mnie w tych sytuacjach.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Dick S.
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…